czwartek, 27 lipca 2017

Profesjonalne gdybanie

Dzisiaj byłem bohaterski rano, bo w przeciwieństwie do wielu wcześniejszych dni wstałem o 6 rano, czyli z budzikiem porannym. Ponieważ poszedłem spać około 2 i prawdopodobnie nawet do 3 przewracałem się na łóżku, więc spałem niewiele. Postanowiłem jednak zacząć w normalny sposób dzień, tak jak kiedyś zaplanowałem - że jeśli wstanę o 6, to mam półtorej godziny na granie, a dopiero po tym praca. Jednak tym razem nie ziściło mi się granie

Ale nie żałuję tego, bo rano postanowiłem założyć dodatkowy arkusz Excela, w którym rozpisałem swoje planowane na przyszłość różnego rodzaju możliwe wydatki. Dzięki temu jestem w stanie mieć jasność co do wszystkich potencjalnych finansowych wydatków i przychodów, a to sprawia, że mogę bardzo szybko podjąć decyzję jak postępować mając różne wydatki rozpisane. Ponieważ zaś podzieliłem wydatki według kategorii ważności, jest bardzo łatwo je zaplanować wiedząc jakimi środkami się dysponuje.

Przy okazji odrobiłem pracę domową sprawdzając ceny poszczególnych elementów i miejsca gdzie je kupić. W razie czego dokładnie wiem, gdzie czego szukać.  Brakuje tylko jednego elementu, niestety najważniejszego - realnie dostępnych środków. Jednak zawsze lepiej być przygotowanym żeby nie było takiej sytuacji, że gdyby takie środki się w końcu znalazły, to nie wiedzielibyśmy co kupić. Im dłużej się zastanawiam nad tym co należałoby kupić, w co zainwestować, tym bardziej nam to poukładane i przemyślane.

To tym większa szansa, że takie zakupy będą idealnie dobrane do potrzeb.

środa, 26 lipca 2017

Ściana

Ostatnio mam mało siły na wszystko, nawet na wstawanie rano do pracy lub chociażby proste  pisanie bloga. Od kilku dni nie wchodziłem do gry, nie mam siły i nawet chęci na granie. Wszystko dlatego, że po części jestem bardzo zmęczony, jak również ze względu na inne rzeczy, które obecnie robię.

Miałam przez ostatnie krótsze lub dłuższe miesiące bardzo ostry reżim, polegający na stosunkowo niewielkim spaniu, dużym wysiłku z pracą, a przy tym bardzo ubogim odżywianiu - a to wszystko w efekcie może wyczerpać organizm. Doszedłem więc do takiej "wewnętrznej ściany" i muszę trochę przystopować,a raczej mój organizm sam stopuje. Czytałem kiedyś o ludziach intensywnie pracujących - organizm im siada. Ale prawdziwa dodatkowa przyczyna tego, że ostatnio nie mam siły na wiele rzeczy, jest zupełnie inna.

Otóż wreszcie w moim życiu zaczyna pojawiać się, chociaż jeszcze nie na horyzoncie, ale tuż za horyzontem, perspektywa rozwiązania mojej sytuacji i możliwości zorganizowania życia w zupełnie inny sposób. Zacząłem po prostu zajmować się planowaniem tego, i zastanawiać nad możliwymi wariantami. Spędzałem czasem całe noce na czytaniu przez internet wielu informacji dotyczących kwestii prawnych i finansowych, organizacyjnych i tym podobnych. Dzięki temu odrabiam tak zwaną pracę domową, która przyda się przyszłości i gdy rzeczywiście coś się zmieni. Mam nadzieję, że  wtedy z kolei nie będę musiał nagle zacząć szukać różnych rozwiązań - będę miał je poukładane w głowie i gotowe do użycia.

A na razie pora pociągnąć się za kołnierz do codziennej pracy.

wtorek, 25 lipca 2017

Nowa Nadzieja?

Ostatnio piszę dość ogólnikowo, aby jak to się mówi nie zapeszyć, o różnych możliwościach, które się przede mną otwierają. Pytanie tylko, kiedy się one otworzą. Bo to, że się otwierają to jeszcze nie oznacza, że są już pewne. Z kolei jakiś czas temu była bardzo intensywna komunikacja z moim byłym chłopakiem przez telefon, a nawet poszukiwanie ewentualnego powrotu do życia z nim razem. Została ona jednak przekreślona.

Mój były chłopak powiedział mi bowiem, że przyjeżdża do niego ktoś, z kim będą razem mieszkali, a więc partner. Oczywiste więc było, że nie mogę iść zakochanym w paradę i stąd nasz kontakt ze sobą przygasł. Wykreśliłem go z listy potencjalnych zainteresowanych. Niedawno zagaduje on do mnie na Gadu Gadu chwaląc się, że już tydzień bez papierosa. a to jest bardzo pozytywne, bo może rzuci palenie. Przy okazji pytam go, jak szczęście życia razem. Okazuje się, że mieszka z kimś, ale nie jest to jego partner, tylko jedynie współlokator.

To oczywiście zmienia postać rzeczy. Co prawda ten współlokator nie jest do końca seksualnie neutralny, ale mimo wszystko seks ze współlokatorem to co innego niż tekst z partnerem. Seks ze współlokatorem należy do kategorii seksu niezobowiązującego, na który każdy, kto jest wolny, może sobie pozwolić, jeśli ma taką potrzebę. Czyżbym miał więc znowu zacząć uwzględniać mojego byłego chłopaka na liście potencjalnych? A wszystko po to, by to przy otwierającym się przede mną nowym horyzontem miało być wreszcie ukoronowane jakimś sensownym i spójnym zakończeniem, w którym wszystkie elementy poukładają się w najpiękniejszą układankę?

Czyży faktycznie zaczynała być w moim życiu Nowa Nadzieja? ;-)

poniedziałek, 24 lipca 2017

Życiowy las

Im dalej w las, tym więcej drzew - jak głosi znane powiedzenie. Podobnie było w moim życiu. Niedawno zacząłem się zastanawiać  nad zorganizowaniem mojego życia warunkowo w odpowiedzi na pewien plan, który (jak jestem pewien) prędzej czy później się powiedzie. Pytanie tylko, czy prędzej, czy później i w jakim zakresie ilościowym. W sumie jest to dość istotne, bo gdy się wreszcie powiedzie, to trzeba wiedzieć co zrobić, kiedy już ta korzysta dla mnie sytuacja nastąpi. Wtedy trzeba będzie podjąć liczne działania, które bardzo dobrze jest zawczasu przemyśleć.

Oczywiście trudno przemyśleć je zawczasu w bardzo szczegółowym zakresie, bo przede wszystkim i tak będzie to zależało od zakresu zmian w moim życiu. A to są różnego rodzaju warianty ilościowe. Chodzi jednak także o to, aby przemyśleć to wielowariantowo i aby myśląc odpowiednio wcześniej nad tymi zmianami mieć możliwość także przedyskutować je samemu ze sobą i ewentualnie zacząć wymyślać różne dodatkowe pomysły, które mogą towarzyszyć realizacji. Trzeba też zastanowić się nad możliwymi konsekwencjami również w aspektach formalno-prawnych.

Zmiany, które mają się wydarzyć w moim życiu będą miały taką właściwość, że pozwolą mi swoje życie pod wieloma względami zmienić - egzystencjalne, zawodowo, społecznie. Może to być kompletny zwrot w moim życiu. Bardzo dobrze byłoby już zacząć odpowiednio wcześniej myśleć nad tym jakie wybory są możliwe po to, aby przewidzieć też wiele różnych kwestii, które mogą się z tym wiązać. Można bowiem na przykład przewidywać zupełnie nowa aktywność zawodową, ale nie uwzględnić wszystkich jej uwarunkowań na przykład podatkowych, które sprawią, że proste na papierze plany znacznie się w życiu skomplikują. Odpowiednio wczesne zaczęcie myślenia nad tym daje szansę, aby to wszystko przewidzieć

A wtedy można naprawdę szybko i skutecznie zmienić swoje życie.

niedziela, 23 lipca 2017

Okienko możliwości

Niedawno pisałem na blogu o tym, że w moim życiu mają miejsce różne przełomy i że coś takiego w najbliższym czasie chciałbym się spodziewać w pewnej sprawie, jednak nie zdradzę o co chodzi, aby nie zapeszać. Zabawne jest to, że ta sprawa ma coraz to kolejne odsłony, polegające na tym, że początkowe proste rozwiązania zaczynają się robić coraz bardziej skomplikowane i ciekawe.

Już mi się bowiem wydawało że dokładnie zaplanowałem sobie co i jak zrealizować, kiedy pojawiły się kolejne pomysły, a potem jeszcze więcej coraz ciekawszych koncepcji. Ciekawszych realizacyjnie i życiowo. Oczywiście wszystko to jest na etapie planowania i zastanawiam się co by było, gdyby to się spełniło. To jest całkiem realistyczne tylko, że wszystko zależy od jednego czynnika, który akurat nie jest w mojej bezpośredniej mocy. Mam nadzieję jednak że jest on w pełni realny i wtedy wszystkie moje kalkulacje, zastanawiania się i przymiarki będą mogły stać się realne.

Dla zwykłych ludzi sezon ogórkowy jest pewnie milutki, ale nie dla mnie. W tym przypadku jest raczej okresem zdenerwowania dlatego, że sezon ogórkowy z pewnością wpływa na opóźnienie planów, których powodzenie warunkuje powodzenie wszystkich moich ostatnich kalkulacji, zastanowień się i planów życiowych, ale prędzej czy później powinno to się ziścić i można będzie zrealizować ten plan. Teraz jest bowiem kilka wspaniałych możliwości jego realizacji, które mogą się już nie powtórzyć potem.

Oby więc wszystko pojawiło się na czas.

sobota, 22 lipca 2017

Rzut kamieniem

Swego czasu popularny był z spor PiS-u "mordo ty moja, wracamy do gry". Niestety, praktycznie jego treści sprawdziła się po wygraniu wyborów w 2007 roku przez Platformę Obywatelską. Ostatnio jednak Kaczyński odwoływał się znów do mord w czasie, gdy mówił to do ludzi wyprowadzających do z równowagi w związku z powołaniem się na pamięć jego brata.  Przeczytałem ciekawy komentarz do tego wystąpienia. Jest to bowiem relacja z przedwojennej rozprawy sądowej w czasie której osądzano kogoś, kto był garbatym kaleką wyśmiewanym przez otoczenie. Raz rzucił on  kamieniem w kogoś, kto go wyśmiewał i przypadkiem go zabił. Adwokat tego nieszczęśnika ciekawie go bronił w sądzie. 

Przemawiając do sądu adwokat wyjął zegarek i zaczął od "wysoki sądzie" po czym zamilkł. Po kilku minutach sędzia poprosił go żeby kontynuował. Adwokat znów zachował się tak samo. Kolejny raz sędzia wezwał go do mówienia, ale tym razem już zagroził usunięciem z sali uważając, że adwokat kpi z niego. Sędzia nie wytrzymał milczenia adwokata, zaś adwokat wtedy zwrócił uwagę na to, że do wyprowadzania statecznego i spokojnego sędziego z równowagi wystarczyło 11 minut. Jego klient zaś cierpliwie znosił wszelkie szykany i docinki przez 40 lat i dopiero pierwszy raz od czterdziestu lat nie wytrzymał, rzucił kamieniem i akurat nieszczęśliwie kogoś zabił. Nie trzeba chyba dodawać, że po takiej lekcji wysoki sąd zrozumiał na czym polegała sytuacja kaleki i skazał go na niezbyt wysoki wyrok za zabójstwo w afekcie. 

Piszę o tym dlatego, że obserwuje zabawną, chociaż tak naprawdę skandaliczną niesymetryczność narracji, którą realizują media III RP. Gdy posłanka Pawłowicz jadła sałatkę na sali sejmowej - wszyscy mieli z niej wielką bekę. Gdy premier Ewa Kopacz również coś spoczywała na sali sejmowej - nikt nawet przez chwilę nie zająknął się i nie miał do niej o to pretensji. Gdy Adam Michnik bluzga niesamowicie na wspomnienie swego brata, lub też inni opozycyjni politycy używają ostrych słów i obrażają używają przeciwników - nikt się nie burzy. Ale gdy Kaczyński powiedział kilka słów w odpowiedzi na sączone mu przez miesiące i lata jadowite docinki - wszyscy nagle drą szaty i uważają się za stróżów moralności.

Chyba za stróżów moralności w burdelu :-)

piątek, 21 lipca 2017

Świadek papuga

Do ciekawego choć tragicznego wydarzenia doszło w Ameryce. Okazuje się bowiem, że w sądzie zeznawać może papuga. Co prawda w polskim slangu więziennym papuga oznacza adwokata, a ci oczywiście w sądzie się wypowiadają, ale w tym przypadku chodziło o ptaka. I nie jako adwokata, ale - oskarżyciela posiłkowego lub świadka zbrodni. Sprawa miała miejsce w 2015 r w Sand Lake w stanie Michigan.

Policja przyjechała do domu, w którym była strzelanina. W jej wyniku zginął mężczyzna a jego żona została ciężko ranna. Przyjęto, że był to napad rabunkowy. Jednak wszystko zmieniło się, gdy odnaleziono list pożegnalny, który przygotowała zraniona żona, oraz gdy wygadała się papuga jej zabitego męża, którą zaopiekowała się jego poprzednia partnerka życiowa.

Papuga, afrykańska żako, jest doskonałym naśladowcą głosów i od niej była żona zabitego usłyszała słowa "nie strzelaj". Oczywiście można pomyśleć, że strzelać mógł przecież jakiś bandyta, ale policja powiązała to z listem pożegnalnym i stwierdziła, że to aktualna żona zastrzeliła swojego męża, a potem usiłowała popełnić samobójstwo. 

Pamiętajcie więc, że dziś i zwierzęta mogą zeznawać w sądzie.

czwartek, 20 lipca 2017

Powtórka z rozrywki

Czasem życie płata nie lada figle. Niedawno miałem taki przypadek. Spotkałem kogoś, z kim rozmawiam na czacie. Pokazał mi swoje zdjęcie, on nie był do końca w moim typie, ale ponieważ bardzo chciał się spotkać, więc postanowiłem wyjść mu naprzeciw, tym bardziej, że to on przyjechał do mnie, więc sam nie musiałam się nigdzie fatygować. Machnąłem ręką na to, że przedwcześnie się z nim spotykam.

Kiedy się spotkaliśmy stwierdziłam, że nie jest raczej w moim typie, ale mimo to poszliśmy do mnie i pogadaliśmy. W miarę jak rozmawiałem z nim, to zacząłem sobie uświadamiać, że jego twarz jest mi znajoma. I nagle przypomniałem sobie, że kilka lat wcześniej spotykał się on z moim współlokatorem, ale wtedy mną się nie interesował. Jednocześnie opowiadał o sobie niestworzone rzeczy, które nie miały pokrycia w faktach. Zidentyfikowaliśmy go wtedy jako kogoś, kto delikatnie mówiąc oszukuje i mydli oczy. Na zdjęciu jednak wyglądał inaczej niż wtedy i dlatego nie poznałem go z fotografii.

Oczywiście sprawiło to, że straciłem ochotę na poznawanie go. Zręcznie natomiast udawałem, że nie przypominam sobie jego wcześniejszych wizyt u nas i dlatego wyciągnąłem od niego kilka dodatkowych informacji o jego rzekomej karierze życiowej - notabene kompletnie sprzecznych z tym, co mówił wtedy. A to oznacza, że albo wtedy kłamał, albo teraz kłamie, albo kłamie w obu tych przypadkach naraz. Tak czy inaczej podkreślił tylko to, że jest niewiarygodny

Jak mawiają historia powtarza się jako farsa - w tym przypadku była to raczej powtórka z rozrywki.

środa, 19 lipca 2017

Egzaltowany

Miałem niedawno taką rozmowę, która mnie denerwowała. Zagadał do mnie na czacie ktoś o bardzo pięknym romantycznym nicku, ale od razu rozmawiając ze mną powiedział do mnie per "kochanie", a ja na to zacząłem racjonalnie tłumaczyć mu, że to jeszcze za wcześnie z takimi deklaracjami wyskakiwać. Niestety mam taką wadę - rozum przeplata się u mnie z sercem i czasem za bardzo coś rozumowo analizuję. On się obruszył, że chciał dobrze i w ogóle się zmartwił - i w końcu ja go przepraszałem za to, że tak to wszystko rozbijałem na atomy. Ale zaczęliśmy dalej pisać.

Potem wysłał mi zdjęcie, na którym była jego twarz i nagi tors bez koszulki. I znowu zacząłem się czepiać mówiąc o tym, że tylko twarz mnie interesuje, a potem zreflektowałem się, że znowu popłynąłem za bardzo w dzielnie włosa na czworo. Przeprosiłem go ponownie i zapytałem, czy on mi wybaczy. Ale tym razem powiedział że nie i zamknął okno rozmowy. Wkurzyło mnie to, bo jednak wkładałem też serce w tą rozmowę, ale niestety jak widać nieudolnie. Jednak nie wahałem się przeprosić go dwa razy. Nie waham się przepraszać, jeśli czuję moją winę. Ale wkurza mnie to, gdy po drugiej stronie trafiam na zbyt egzaltowanego i małostkowego rozmówcę.

To oczywiście moja wina z tym zbytnim analizowaniem wszystkiego. On miał prawo wkurzyć się z tego powodu. Tyle, że też nie świadczy to o nim dobrze. A nie świadczy o nim dobrze dlatego, że jeśli ktoś szuka do związku, to powinien skupić się na poznawaniu drugiej osoby, a nie na rozpamiętywaniu ewentualnych niezręczności, które po jednej lub drugiej strony mogą zawsze pojawić się na początku rozmowy. Trzeba było po prostu powiedzieć "dobra, zapomnijmy o tym, poznajmy się dalej" - on zaś nadmiernie skupiał się na tych elementach rozmawiając ze mną o nich i rozpamiętując je bez przerwy. Ja się mu tłumaczyłem i kręciliśmy się w kółko z rozmową o niczym. To niestety pokazało, że tak naprawdę jest on trochę zbyt małostkowy jak na poznawanie kogoś (być może) na całe życie.  Z drugiej strony ja uświadomiłem sobie, że często popadam w małostkowe analizy - i tego też powinienem unikać.Przynajmniej taka korzyść z tego fakapu. 

Tak przy okazji - śliczny chłopak z wyglądu, ale co po wyglądzie, jeśli jest aż tak przewrażliwiony?

wtorek, 18 lipca 2017

250 dziewic

Jakiś czas temu przeczytałam we "Wprost" ciekawy artykuł mówiący o tym, że w Polsce żyje już 250 konsekrowanych dziewic, czyli o 30 więcej niż w roku ubiegłym. Są to więc kobiety, które ślubowały zachować dziewictwo aż do śmierci. Oczywiście jest to związane z poddaniem się różnego rodzaju wymaganiom wystawianym przez Kościół, bo wszystko to dotyczy oczywiście osób głęboko wierzących. Chyba zresztą trudno byłoby znaleźć inną wspólnotę ludzką, która by dziś żądała dziewictwa na całe życie. Wszak rzymskich Westalek już nie ma.

Już wyobrażam sobie, jak ustosunkowałoby się do tego lewactwo, wyśmiewające instytucję konsekrowanego dziewictwa. Zapewne wpadliby na pomysł, aby pożartować z tego, że księża będą się bawili w ginekologów i sprawdzali co jakiś czas, czy dziewica nadal jest dziewicą. Ale księża tego robić nie będą. Dlaczego? Bo ufają tym kobietom. A zaufanie dla lewaka to coś niebywałego. On uważa, że tam, gdzie tylko się da, trzeba wszystko kontrolować urzędowo. Bo lewak z reguły nie wierzy ludziom. Stąd też jego pogarda dla wiary, także tej będącej wiarą w ludzi jako takich.  

Możemy czegoś nie zaakceptować i uważać na dziwaczne, ale w końcu każdy człowiek ma prawo tak żyć, jak chce. Jeśli tym życiem nie przeszkadza innym ludziom, to nie mamy prawa go zmuszać do tego, aby przyjmował inne poglądy, nawet jeśli uznajemy je za słuszne. Takie jest przynajmniej moje zdanie. Wolność wyboru, podobnie jak sumienie, to filary człowieczeństwa i pozbawianie człowieka wolności wyboru, to pozbawianie go właśnie człowieczeństwa jako takiego. Dlatego też uważam, że powinniśmy zastanowić się, zanim będziemy próbować narzucać komuś swoje własne poglądy.

Ale dziwić się cudzym wyborom zawsze możemy :-)