sobota, 20 stycznia 2018

Mały Brat

Od dawna określa się mianem Power Usera komputerowego, czyli kogoś posiadającego wystarczająco dużą wiedzę umożliwiającą mu walkę ze sprzętem komputerowym, a więc na przykład jego zaawansowaną konfigurację i usuwanie problemów. W końcu z komputerami mam do czynienia już od ponad 30 lat. Dlatego bardzo wkurza mnie sytuacja, gdy nie jestem w stanie poradzić sobie z komputerem i muszę się poddać. Jakiś czas temu miałem taką porażkę właśnie u rodziny. A poszło o "Małego Brata" - czyli niewielką drukarkę Brother.

Ta drukarka kupiona była specjalnie jako urządzenie wielofunkcyjne posiadające opcję WiFi. I okazało się, że to WiFi w jakiś sposób nim nie działa. Próbowałem to zainstalować, ale w końcu poddałem się. Wczoraj zostałem za wezwany do rodziny po to, żeby wydrukować i podpisać pewne dokumenty niezbędne do realizowanych ostatnio czynności. Musiałem więc zainstalować drukarkę Brother po to, aby móc te wydruki wykonać. Zainstalowałem ją oczywiście najpierw poprzez kabel USB i w ten sposób udało się ją podłączyć się do notebooka. Kiedyś instalowałem ją wcześniej na tym notebooku, ale od tego czasu był on w serwisie i na pewno wyczyszczono mu wszystko.

Przez kabel USB udało się wydrukować dokumenty, na których mi zależało. Problem jednak polegał na tym, że chciałem umożliwić pewnej osobie wykonywanie wydruków bezpośrednio z jej telefonu komórkowego. I postanowiłem ponownie podejść do instalacji drukarki pod WiFi. Tym razem dodatkowym smaczkiem było to, że musiałem odzyskać hasło do WiFi z rejestru systemowego po to, aby móc je wpisać zarówno u siebie w nowym telefonie, jak i w urządzeniu wielofunkcyjnym. I okazało się, że faktycznie wszystko zaskoczyło. Zainstalowałem na tamtym telefonie apkę firmy Brother i dzięki niej był on w stanie nie tylko drukować, ale również skanować zdalnie z tego urządzenia. Odniosłem więc spóźnione, ale zasłużone zwycięstwo.

Nawiasem mówiąc, typowe zwycięstwo komputerowe dlatego, że kompletnie nie mam pojęcia z jakiego powodu wcześniej nie udało się jej skonfigurować :-)

piątek, 19 stycznia 2018

Nieprzewidywalne elementy

Wczoraj miałem robić masaż, ale oczywiście klient nie wypalił. Tak się czasami zdarza i jest to bynajmniej bardzo demotywujące. Akurat niewiele pracowałem, bo nie miałem siły ani możliwości i dzień mógł być przekreślony jako kompletnie nieudany. Poszedłem na spacer, kupiłem jedzenie, zjadłem i zdrzemnąłem się. I wtedy odezwał się inny klient, który umówił się na wieczór.

Jak się okazuje, chwilowa porażka wcale nie musi oznaczać porażki całkowitej. Z jednym klientem nie wyszło, ale za to przyjechał drugi, o wiele fajniejszy i bardziej sensowny. Chciałoby się wierzyć, że będzie to również dobra wróżba na całą najbliższą przyszłość w związku z załatwianiem ważnych w moim życiu spraw. Nawet jeśli chwilowo wyda się, że nie uda się ich odpowiednio szybko załatwić, to mam nadzieję że jednak wszystko zostanie dopięte w taki sposób, abym na tym nie ucierpiał i jakoś prześlizgnął się nad rafami.

Poszedłem wczoraj spać o północy, aby przetestować wariant spania przez 6 godzin i wstanie rano. Niestety słabo się to udało dlatego, że zasnąłem dopiero około 2 lub 3 w nocy. W efekcie wszystko się nieco poprzesuwało. Tym razem poszedłem spać prawidłowo, ale po prostu nie byłem w stanie prawidłowo zasnąć. Jak się okazuje, w życiu czasem nieprzewidywalne są elementy, o których byśmy kompletnie nie pomyśleli, że mogą się nie udać.

Oby w moim życiu te nieprzewidywalne elementy okazały się pozytywne.

czwartek, 18 stycznia 2018

Private gallery

Niedawno otrzymałem ciekawą korespondencję od kogoś na jednym z portali gejowskich. Były to dwie wiadomości, a jedna z nich była prywatną galerią udostępnioną przez piszącego do mnie użytkownika portalu. Już po miniaturkach zdjęć zorientowałem się bardzo łatwo, że są tam jedynie "urocze portrety penisa". Akurat jednak zupełnie mi na nich nie zależało, dlatego zapytałem mojego korespondenta, po co mi zdjęcia jego fiuta.

On zaś zdziwił się i odpisał mi, że myślał, że zdjęcia jego fiuta mi się spodobają. Zaraz potem pożegnał się, ale jeszcze zapytałem go (pisząc o tym, że szukam nie fiuta, lecz partnera), jak można było sądzić, że w takiej sytuacji zależy mi jedynie na samych fiutach? Wydawało mi się bowiem, że chociażby w samym opisie na moim profilu wyraźnie napisałem czego szukam i na czym mi zależy. Prosta, elementarna inteligencja pozwala wydedukować, że na penisach jako takich mi nie zależy w ogóle.

W tym zakresie jednak mój rozmówca jak się okazuje nie był w stanie odpowiedzieć na to pytanie i tylko potwierdził, że jest "luzik" przestając się odzywać. Rozumiem, że jego inteligencja jest wystarczająca do wysłania specjalnej galerii dla użytkowników portalu, ale niewystarczająca dla zastanowienia się nad tym, czy ta galeria będzie na nich interesująca do oglądania, czy nie. Nie od dziś wiadomo, że większa część użytkowników gejowskich portali myśli fiutem. W sumie nie powinienem się dziwić, ale zawsze wydawało mi się, że naprawdę nie jest problemem zorientować się w tym, że ja samych fiutów nie szukam.

Widocznie jeśli ktoś za bardzo myśli fiutem, to nawet takiej prostej logiki nie jest w stanie ogarnąć :-)

środa, 17 stycznia 2018

Najgorsza pora roku

Zaczyna się kolejny dzień z szansą na to, że będzie to wreszcie dzień pracy. W tym sensie, że będzie to praca nieprzerwana i nierozwalona przez jakieś załatwianie ważnych spraw lub też inne kwestie, takie jak na przykład brak sił i motywacji. Ostatnio bardzo cierpiałem na to, ale nikomu na moim miejscu pewnie nie byłoby łatwiej. Nie dość że jestem zmęczony przyciągającymi się różnymi sprawami, to jeszcze jest coś, o czym na szczęście na co dzień zapominam.

A tym czymś jest najgorsza pora roku. Nie dość że jest zimno, a ostatnio coraz bardziej zimno, to jeszcze przez sporą część dnia mamy półmrok lub kompletną noc. Trudno jest w takiej sytuacji dobrze funkcjonować choćby na czysto biologicznej płaszczyźnie. Ostatnio zaś spadł piękny zimowy śnieg i przynajmniej jest nadzieja biały krajobraz - może przez dzień lub dwa dni. Pójdę chyba niedługo na spacer i do sklepu, zrobię zimowe zdjęcia, bo mam nadzieję, że ten śnieg dość szybko stopnieje - choć pogoda sprawdzana w internecie raczej na to nie wskazuje.

Wczoraj załatwiłem pewne sprawy związane z moimi wydarzeniami, ale po części był to cios w próżnię. Nie załatwiłem dokładnie tego, na co miałem nadzieję. Pozostaje jednak nadzieja na to, że wszystkie elementy niezbędne do ułożenia tej układanki zostaną szybko skompletowane. Póki to się nie stanie, nie pozostaje nic innego, jak spokojna praca i krzątanie się wokół swoich spraw tak, jakby nic nie było, i jakby za oknem było piękne lato. Termometr mam coraz bardziej wiarygodny, bo przeniesiony na inne okno i pokazujący adekwatną temperaturę. Widocznie na oknie, na którym był do tej pory umieszczony, znajdował się w ciągu ciepłego powietrza wydostającego się z mojego mieszkania i dlatego jego wyniki były takie zawyżone.

Szkoda, że takie zawyżone wyniki temperatury nie były w realnym świecie :-)

wtorek, 16 stycznia 2018

Zielona Wyspa

Można powiedzieć, że w tej chwili mam już tylko wyścig z czasem. I tak nie będę w stanie zarobić wystarczająco dużo pieniędzy na wydatki, więc liczyć mogę tylko na inne rzeczy, która niedługo mają się zdarzyć. Dlatego, gdy otrzymałem informację o tym, aby przyjechać do Warszawy i załatwić pewną sprawę związaną z obecnie następującym ciągiem wydarzeń, natychmiast postanowiłem podjechać w pierwszym wolnym terminie, czyli kolejnego dnia rano.

Mam nadzieję że uda się wszystko tak pozałatwiać, a być może potem będę w stanie spokojnie popracować, choć oczywiście nie zbiorę wystarczająco pieniędzy na moje wydatki. Jednak mam pewne inne atuty w ręku, które mam nadzieję pozwolą mi przetrwać do czasu, gdy sytuacja się powinna lepiej rozwinąć. A tymczasem muszę się po prostu ciepło ubrać, bo niestety pogoda ostatnio nie rozpieszcza. Kiedy wychodzę na dwór i jest bardzo zimno, to przypominam sobie o tym, że przecież jesteśmy obecnie w najgorszej dla mnie porze roku - pełnej krótkich dni i zimnej aury.

Wiąże się tym pewna zabawna sytuacja - widżety na komputerze i w telefonie pokazują mi ostatnimi dniami spore temperatury ujemne, kilka stopni poniżej zera. Tymczasem mój termometr za oknem pokazuje mi o kilka stopni więcej. Zastanawiałem się nad tym, czy termometr jest zepsuty, czy może został umieszczony w takim miejscu, w którym faktycznie jest jakaś termiczna Zielona Wyspa. Nie byłoby to bynajmniej nic dziwnego, ponieważ termometr znajduje się na oknie w miejscu kompletnie osłoniętym od wiatru, możliwe więc, że temperatura tam (przy samym oknie) jest troszeczkę wyższa.

Tak czy owak, na pewno w czasie mojego dzisiejszego służbowego spaceru temperaturę poczuję na własnej skórze.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Półmetek

No i mamy połowę miesiąca. O tej porze bardzo denerwowałbym się w zakresie niedostatecznej ilości pieniędzy wypracowanych na kolejny czynsz. Ale tym razem mam trochę inne zmartwienia i problemy na głowie. Nie są one tak bardzo jednoznaczne. Z jednej strony rysują za sobą bardzo dobrą przyszłość, ale z drugiej strony, póki ta przyszłość nie nastąpi, związane są oczywiście z pewnym bieżącym stresem i niepewnością. Wczoraj jednak wykonałem pewien telefon i uspokoiłem się w sprawie, która niepewnością mnie napawała.

Mam zatem całkiem dobre perspektywy i mogę zająć się pewnymi bardziej przyjemnymi kwestiami, co oczywiście nie zwalnia mnie to także z konieczności pracy. Ostatnio jednak mam z tym problemy. Myślę, że winę za to ponosi kilka czynników. Po pierwsze, zmęczenie całym życiem dotychczasowym, który od wielu miesięcy jednak poddaje mnie presji, a poza tym najgorsza pora roku - jeszcze stosunkowo ciemne dni i ostatnio spore mrozy. Gdyby nie mały, ale bardzo wydajny grzejnik elektryczny, który kupiłem równolegle z telefonem, to nie wiem, jak bym był w stanie przeżyć w tych warunkach.

Na szczęście mam też troszkę rzeczy do rozplanowania w przyjemniejszych kwestiach i to zdecydowanie poprawia mi humor, mimo braku na przykład sukcesów w zarabianiu pieniędzy do czynszu w takiej wysokości, w jakiej to sobie zaplanowałem. W tym miesiącu nie jestem w stanie tego w żaden sposób zrealizować. Czasem jednak jest tak, że z istotnych i ważnych powodów możemy zmienić priorytety w danym czasie i zająć się czymś o wiele bardziej istotnym niż przyziemne zbieranie pieniędzy na kolejne czynsz, który oczywiście jest ważny, ale być może w danym momencie akurat jednak nie najważniejszy.

A jeśli sprawy wreszcie ruszam z miejsca, dalej potoczą się - jak przystało na zimową porę roku - z lawinową prędkością.

niedziela, 14 stycznia 2018

Na poziomie

Próba poznawania ludzi na czacie czasem sprawia, że możemy pokusić się o pewną refleksję nad cudzym lub też naszym własnym życiem. Taką zabawną i pouczającą historię miałem wczoraj, gdy wlazłem sobie na czata leżąc w łóżku i odpaliłem czat równolegle do brydża granego na telefonie komórkowym. Szczerze mówiąc, nie bardzo mi w tym brydżu przeszkadzał. Zauważyłem w głównym oknie rozmowy czata pewnego chłopaka, który anonsował, że szuka do związku. Dlatego zaciekawiło mnie, gdy do mnie zagadał.

Jednak bardzo szybko rozmowa zaczęła być ciekawa z innego powodu. On zapytał mnie czym zajmuje się zawodowo, a sam powiedział, że jest fryzjerem i ma własny salon. Ponieważ w nicku miał wypisany wiek 23 lata, więc logiczne wydało mi się zapytanie go o to, czy ma bogatych rodziców. Bo raczej wątpię, żeby ktoś dorobił się jako fryzjer i w ciągu trzech-czterech lat był w stanie stworzyć własny salon. Może jednak się mylę - ciężka praca, niewielkie koszty wynajmu pomieszczenia, zaczynanie ze skromnym początkowym wyposażeniem być może wystarczy.

W sumie podobno takich zamożnych rodziców nie miał. Ale bardzo szybko skompromitował się czymś innym - zapytał mnie o to, czy jestem zamożny. Nie chodzi tu o to, że (jak to się mówi) dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają. Chodzi o to, że takie pytanie wprost sugeruje, że chce się być czymś utrzymankiem, lub szuka się tylko kogoś do układanki pod względem finansowym i pokazowym. Zapytał mnie też o to, czy żyję na poziomie - a więc w domyśle, czy mam przysłowiową skórę, furę i komórę. Zadeklarował też, że fajnie jest wydawać kasę. A ja odpowiedziałem mu na to zgodnie z prawdą, że życie w ciągu ostatnich lat nauczyło mnie wiele i że zamożność mam w dupie, bo przekonałem się z własnego doświadczenia, że pieniądze szczęścia nie dadzą (choć oczywiście napomknąłem, że lepiej je mieć) - a miałem kiedyś pieniędzy full, więc wiem co mówię.

Mój rozmówca już nic więcej nie napisał, ani nie zamknął okna priva - widocznie przy całej swojej zamożności zapomniał zainwestować w szare komórki ;-)

sobota, 13 stycznia 2018

Nieszczęścia chodzą parami

Ponieważ jakiś czas temu musiałem zresetować swój telefon, o czym zresztą pisałem na blogu, bo miałem nadzieję naprawienia pewnego błędu z kalendarzem, automatycznie zresetował się także zestaw statystyk grania w brydża. Od tego czasu zacząłem grać na nową statystykę, ale w pewnym momencie chciałem sobie zrobić wróżbę ze statystyki brydża i zapuściłem zbyt wiele automatycznie rozgrywanych partii. Skasowałem więc ją jako fikcyjną. Zacząłem grać ponownie, ale popełniłem kilka rażących błędów i znów statystyka strasznie się obniżyła. Wczoraj wieczorem usunąłem ją po raz trzeci.

Dziś rano, tradycyjnie po podniesieniu się z łóżka, ale jeszcze przed wstaniem z niego, postanowiłem rozegrać jedną partie brydża. Zacząłem oczywiście od obejrzenia statystyki - i nieco mnie zdziwiło, że jest ona zerowa. Po prostu zapomniałem mojego wczorajszego jej skasowania. Pomyślałem sobie, że będzie to dobra wróżba na dzisiejszy pechowy 13 stycznia. Gra zaczęła się całkiem normalnie. Udało się ubrać 4 kiery - co prawda na styk, ale czy to ważne? Potem było niby dramatycznie - przeciwnicy wylicytowali 4 piki, ale polegli bez dwóch. Nadal całkiem nieźle. Potem przeciwnicy licytowali i ugrali 4 kiery - widocznie kiery przynoszą dziś szczęście.

I wreszcie doszło do kolejnego rozdania, w którym miałem aż 9 pików. Przeciwnicy wylicytowanej 4 bez atu, a ja to skontrowałem. Jeśli teraz po partii będą mieli kilka wpadek, to nieźle popłyną. Niestety, zapomniałem tylko o jednym - to nie ja wistowałem w tej partii. A mój komputerowy partner nie zawistował w piki, tylko w inny kolor i w efekcie przeciwnicy ugrali swoje 4 bez atu z nadróbką, a ja moje wspaniałe piki dorzucałem jak śmiecie do innych lew. I znów się załamałem, ale na szczęście nie dopisało im się aż tak wiele punktów i gdy kolejne rozdanie myśmy zrobili - to w sumie wygraliśmy całego robra. Mała pociecha, bo średni wynik po 6 zdaniach to zaledwie 3,3 punkty na plusie.

Ponieważ nieszczęścia chodzą parami, postanowiłam rozegrać jeszcze jednego robra i wtedy podejrzeć statystykę - nie, lepiej jej nie cytować :-)

piątek, 12 stycznia 2018

Pozytywna blokada

Tworzenie tapet na telefon to dla mnie bardzo duże wyzwanie dlatego, że tapety muszą być pod każdym względem perfekcyjne. Mając przez 4,5 roku Samsunga kilka razy zmieniałem w nim tapety. Ale na Samsungu było ich w użyciu cztery - po jednej na ekran blokady i po jednej na ekran telefonu dla każdej z obu kart SIM. W przypadku mojego Asusa wystarczą dwie tapety - na ekran blokady i do telefonu. Nie są rozróżniane tapety w zależności od kart SIM będących w użyciu. To oczywiście ułatwia mi nieco zadanie. Ale nadal obowiązuje mnie w tym zakresie bezwzględny perfekcjonizm. Pod pewnymi względami tapety umieszczone na Asusie są jeszcze lepiej wykonane niż tapety na Samsungu, mogłem bowiem ulepszyć do perfekcji pewnie ich detale.

Zaś co do tematów samych tapet... Początkowo przygotowywałem do telefonu tapety z moimi obrazkami z kolekcji yaoi. Na Samsungu poza tematami yaoi miałem też własne zdjęcia z Mazur lub inne. Czasem koncepcja tapet była podzielona - jedna karta SIM miała tapetę z yaoi, a druga z jakiegoś mojego zdjęcia. Na Asusie postawiłem od razu na zupełnie inny temat, którego do tej pory nie wykorzystywałem - czyli moje ulubione Star Wars. Początkowo planowałem umieścić jako główną tapetę stojącego bokiem Lorda Vadera, ale w końcu trafiła ona na ekran blokady. Tapetą na samym telefonie był przepięknie upozowany Mistrz Yoda, patrzący gdzieś w zadumie.

To idealnie perfekcyjna tapeta dlatego, nie tylko Yoda jest tak umieszczony, iż na większości ekranów jego twarz jest odsłonięta, ale również dlatego, że tapeta ściemnia się do czerni na brzegach, przez co bardzo elegancko komponuje się z czarnym przodem telefonu (niekiedy nie widać nawet tego, gdzie się kończy tapeta i zaczyna ramka telefonu). Wczoraj postanowiłem jednak zmienić ekran blokady - wydawało się, że Lorda Vadera zastąpi Lich King z World of Warcraft. Niestety, nie do końca spełnił moje oczekiwania. A to nie był zbyt ostry, a to nie był ściemniany do czerni na rogach. I tak idealną tapetą blokady okazał się jakiś anonimowy portret szturmowca z czerwonymi oczami ze Star Wars Battlefront II. Podobnie jak Lord Vader jest on widoczny bokiem, ale jego tapeta jest bardziej kolorystycznie przyciemniona i przez to o wiele bardziej elegancka na ekranie blokady.

I tak wczorajszy dzień dobrze się skończył, a dzisiejszy dobrze zaczął ze względu na nowy ekran blokowania telefonu - to normalny przykład typowego dla mnie odchyłu:-)

czwartek, 11 stycznia 2018

11.1

Dzisiejsza data to 11 stycznia, czyli cyfrowo 11.1 - i te jedynki swoją symetrią i estetyką przypomniały mi coś bardzo smutnego, co wydarzyło się wczoraj. Mianowicie wczoraj był dopiero pierwszy dzień w 2018 roku, gdy dokładnie zrealizowałem urobek dnia (akurat co do jednej sztuki), który sobie zaplanowałem. Wyliczyłem sobie skrupulatnie dzisiaj rano podsumowując wczorajszy dzień pracy, że w porównaniu do tego, co powinienem zarobić od początku stycznia (a raczej co powinienem wypracować do zarobienia) zrealizowałem jedynie 28%. Na pewno nie jest to wynik imponujący.

Tym bardziej nie jest to wynik imponujący, że akurat te pozostałe 72% bardzo by się przydało do dyspozycji. A raczej nic nie wskazuje na to, żebym był w stanie za bardzo to odpracować do końca miesiąca. Musiałabym bowiem pracować na 150% normy, to jest oczywiście kompletnie niemożliwe biorąc pod uwagę fakt, że i tak normę jeszcze bardziej podniosłem i jest ona szalenie wyśrubowana, jak na moje możliwości. Miejmy tylko nadzieję, że do końca miesiąca ten prawidłowy trend w pracy zostanie utrzymany.

Ale tak naprawdę spokojnie będzie dopiero wtedy, gdy uda się troszkę dorobić masażami lub jakimiś innymi pozytywnymi życiowymi wydarzeniami, które już niedługo mają mieć miejsce w moim życiu. Nie wiadomo niestety jednak, czy nastąpią one w styczniu, czy nieco później. W każdym razie mam powody do optymizmu i wreszcie po raz pierwszy siadam dzisiaj do pracy mając świadomość, że poprzedni dzień nie został przeze mnie pod względem zawodowym zmarnowany. Być może okaże się, że tego typu świadomość jest doskonałą motywacją, choć z pozoru wygląda niepozornie.

Motywacja musi jednak motywować, a nie wyglądać :-)