czwartek, 30 marca 2017

Nieskończoność

Matematyczna nieskończoność to coś wielkiego - och i ach. W przypadku Alberta Einsteina nieskończony jest wszechświat i ludzka głupota, lecz co do tego pierwszego miał jednak pewne wątpliwości. W moim przypadku nieskończoność to kolejne dni czekania po kolejnych dniach czekania, po kolejnych dniach czekania (i tak dalej) po kolejnych dniach czekania na spotkanie się wreszcie z osobą, na której ponownym poznaniu mi zależy. To taka osobista nieskończoność w skali jednego, małego człowieka.

Na szczęście jemu też zależy na spotkaniu ze mną i bardzo wiele rozmawiamy przez telefon. O wiele za dużo, jak na osoby, które by tylko gadały. Czuć tutaj tęsknotę i bliskość, a nie jedynie rozmowę. Zresztą on często dzwoni (bo ma bezpłatne minuty) aby tylko być na linii. Każdy z nas robi swoje i co jakiś czas zamieniamy ze sobą słowa. Ostatnio zasnął przy słuchawce telefonu, a ja będąc akurat w grze nie wyłączałem rozmowy. Zastanawiałem się, jak długo ona potrwa. W pewnym momencie prawdopodobnie jego telefon się rozładował i "rozmowa" zakończyła się na 3 godzinach i 42 minutach. To oczywiście rekord długości rozmowy jaką przeprowadziłem, choć trudno było mówić o rozmowie, a raczej o spokojnym rozładowywaniu telefonu poprzez połączenie.

Samo czekanie na spotkanie się z nim nie jest jednak niczym godnym opisywania, poza tym że jest na dłuższą metę wyczerpujące ze względów emocjonalnych. Ciekawe są rozmaite wydarzenia, które sprawiają, że mój były nie ma jak do mnie przyjechać. A to nie ma chwilowo pieniędzy, a to przewrócił się gdzieś na schodach i musiał pójść do szpitala, żeby sprawdzić, czy sobie czegoś nie potłukł. Ja zastanawiam się tylko nad jednym - czy Pan Bóg chce opóźnić nasze spotkanie po to, żeby pokazać mi kogoś innego do poznania, czy też po prostu droczy się ze mną. W przypadku Jego praktyki co do mojej osoby jest to często spotykane - w wielkich sprawach mnie faworyzuje, w małych, dla równowagi, wtyka mi szpilki

Tak dla równowagi, aby woda sodowa nie uderzyła mi do głowy :-)

środa, 29 marca 2017

Allegro o dzieciach

Być może wszyscy pamiętamy pamiętamy reklamę Allegro z dziadkiem, który uczy się angielskiego po to, aby porozumieć się ze swoimi urodzonym w Anglii wnuczkiem. Reklama ta została uznana za najlepszą reklamą świąteczną na świecie przez wiele osób na całym globie. Allegro zafundowało nam kolejną reklamę o dziecięcym balu. Ta reklama z pewnością może wyciskać łzy, ale stawia też przed bardziej dociekliwymi osobami inne pytania

Przesłanie reklamy Allegro jest piękne, ale nie będę go zdradzał po to, aby każdy obejrzał tę reklamę i  autentycznie na nią zareagował. Jest to przesłanie z pewnością  mogące sprawić, że niejeden rodzic poczułby się dumny i wzruszony ze swego dziecka. Jednak w pewnym momencie zaintrygowało mnie coś innego. Otóż, o ile w przypadku dziadka rozumiem, że może być on samotny, bo jego żona mogła już umrzeć, o tyle przypadku mamy wychowującej małą córeczkę (na oko 8-10 lat lub jeszcze młodszą) zastanawia mnie, dlaczego mama jest sama. A to całkiem dobrze sytuowana kobieta, posiadająca Subaru Forestera, dom - i mieszka bez ojca dziecka.

Może i z ojcem, ale nie było go w reklamie. Być może nie było go dlatego, aby porostu nie mącić przekazu. Puenta reklamy dotyczy bowiem tylko matki. Ale nasuwa się także inne podejrzenie - że reklama w jakiś sposób promuje niekompletne rodziny. Na tej samej zasadzie reklamie z dziadkiem można było zarzucić, że promuje niegościnność rodzinną, bo syn nie pofatygował się przywitać dziadka na lotnisku. Wiadomo, mógł być zapracowany i być może w Anglii nie ma takiego zwyczaju. Ale reklama głównie ma widownię w Polsce, gdzie chętnie wita się gości jeszcze przed ich przybyciem do samego domu. Obie reklamy są piękne i wzruszające, ale w obu coś mi delikatnie zgrzyta - i nie wiem, czy jest to zgrzyt przez twórców reklam zamierzony.Mimo wszystko, ja obstawiam, że reklamy Allegro nie są negatywną promocją, zaś taka ich okrojona rodzinnie narracja służy jedynie uwypukleniu głównej treści przekazu

Dobrze, że Allegro wprowadza element wzruszenia do naszego świata.

wtorek, 28 marca 2017

Sex przyjaciel

Wczoraj przytoczyłem rozmowę, która odbyła się na jednym z profili gejowskich i dotyczyła debilnej propozycji seksu, która została sformowana przez osobę najwyraźniej nie czytającą uważnie nawet pierwszego zdania z mojego profilowego opisu. Dzisiaj przytoczę zupełnie inną konwersację, która miała miejsce na czacie. W tym przypadku można powiedzieć że "wszystkie chwyty są dozwolone", bo przecież rozmówca nie wiedział o mnie nic poza moim nickiem, a ten mógł być wieloznacznie interpretowany. Dlatego też w tym przypadku trudno mówić o tym, że rozmówca wyskoczył ze swoją rozmową jak filip z konopi (w tym powiedzeniu słowo "filip" to staropolskie określenie zająca, dlatego pisze się je małą literą). Oto ta konwersacja, która odbyła się na czacie (on i ja).

- witaj
- cześć
- Kamil 32
- Maciek wiadomo ile
- jakiej relacji szukasz?

- przyjacielskiej
- jesteś a czy p?

- lol
- miło jest poznać kogoś do przyjaźni
- ale w przyjaźni role w analu nie grają żadnej roli

- hehe
- przyjaźń + sex
- to jaki jesteś w analu?

- nie ma przyjaźni z seksem, jest tylko układ z seksem
- szukasz przyjaźni, zapomnij o analach i debilnych a/p

W tej rozmowie nie mogłyby mnie denerwować to, co by wskazywało na brak zapoznania się z moimi oczekiwaniami, bo ich nigdzie nie określiłem. Wkurzyło mnie coś innego. Wiele osób na czatach powtarza jak mantrę pytania o role w analu, długości fiuta czy o to "co lubię" (w domyśle oczywiście co lubię w seksie, a nie ogólnie w życiu). Ludzie o takie bzdury pytają  w każdej sytuacji. Można powiedzieć, że robią to na ślepo i odruchowo. Jeśli szukają przyjaźni, a zaraz potem pytają o seks, to nie szukają żadnej przyjaźni z seksem, ale po prostu seksu. A to, że piszą, iż szukają przyjaźni lub związku, to tylko listek figowy dla poszukiwania seksu. Taka propaganda, żeby wyglądało ładnie - a w istocie nazywają przyjaźnią lub związkiem najzwyklejszy seks układ

To pięknie brzmi i być może dla niektórych (na przykład biseksualnych i zdradzających swoje żony) jest bardziej moralnie do przełknięcia. W tym przypadku myślę, że akurat trafiłem na geja, któremu wszystko kojarzy z seksem i każdą relację najwyraźniej do seksu sprowadza. Oczywiście miał do tego prawo, a ja miałem prawo się uśmiać i wkurzyć z tego powodu, że nadużywał określenia przyjaźni, odnosząc ją do relacji, która z przyjaźnią tak naprawdę nie ma wiele wspólnego. W moim prywatnym mniemaniu jeśli mamy przyjaźń, to modelowo nie zawiera ona seksu. A jeśli w tym zakresie będzie w jakikolwiek wyjątek, to jest to wyjątek potwierdzający regułę, a nie reguła.

A wyjątek od regułę oznacza, że nie szuka się go zawsze i wszędzie.

poniedziałek, 27 marca 2017

Może sex?

Rozmowy mogą odbywać się nie tylko w postaci dialogu prowadzonego na służących do tego komunikatorach, ale także w postaci korespondencji pisanej pocztą elektroniczną lub systemem mailowym na jakiś portalach. Tak było w przypadku wymiany zdań na jednym z portali gejowskich, którą miałem niedawno. Można nazwać ją także rozmową, tym bardziej, że była to - jak widać z jej przytoczenia poniżej - krótka wymiana zdań, a nie pisanie długich maili, które należałoby już nazwać korespondencją. Rozmówcą jest 35-latek z północnej Polski. Oto treść tej krótkiej i dobitnej konwersacji (on i ja).

- hej, może sex?
- hej, może nie
- oj czemu?
- Pomyśl logicznie. Proponujesz nieznajomej osobie, ba - szukającej partnera, do związku i nie piszącej na profilu nic oo szukaniu seks przygód - właśnie seks przygodę. Czy to nie kretynizm? 

Ta konwersacja jest bardzo znamienna z dwóch powodów Po pierwsze, jest bardzo ciekawa jako otwarcie rozmowy, bo z jednej strony mamy lakoniczną propozycję, a z drugiej strony moją odpowiedź, która do tej pierwszej nawiązywała pod względem lakoniczności i stylu. Po drugie, kolejna część konwersacji jest typowa z innej przyczyny. Mój respondent zadał pytanie, które mnie strasznie denerwowało. A zdenerwowało mnie dlatego, że wydawało się że to oczywiste, że jeżeli ktoś taki jak ja ma napisane na swoim profilu, że szuka kogoś do związku, a nie do przygód, to powinno być oczywiste, że wyskakiwanie do niego z propozycją seksu z nieznajomym jest co najmniej niestosowne, żeby nie powiedzieć debilne.


Skoro wyskakuje się z taką idiotyczną propozycją, która pokazuje, że nie przeczytało się nawet pierwszego zdania profilowego opisu, to jeżeli otrzymuje się logiczną, zgodną z duchem opisu na profilu odmowę, dalsze drążenie tematu pytaniem "a czemu?" jest po prostu wkurzające. Ja miałem akurat tyle dobrego humoru, że zamiast napisać coś krótkiego, zwięzłego i bardzo brzydkiego zdecydowałem się na trzy pełne zdania, w którym wyłożyłem swoje racje. Miałem widocznie "dzień dobroci dla zwierząt". Na szczęście mój rozmówca "zamilkł na wieki" i nie skorzystał z prawa do pogrążenia się w kolejnej wiadomości. W przypadku takich ludzi wątpię w to, aby był on w stanie po prostu po męsku przyznać się do błędu i przeprosić. 

Dla wielu ludzi krótkie przeprosiny w stylu "rozumiem, przepraszam" to najwyraźniej Himalaje niedostępne nawet w najbardziej dramatycznych okolicznościach.

niedziela, 26 marca 2017

W niedoczasie

Dziś w nocy przedstawiliśmy zegarki o godzinę do przodu, czyli przeszliśmy na czas letni i spaliśmy o godzinę krócej. Zorientowałem się patrząc na mój analogowy zegarek, który noszę na ręce. Na budziku w telefonie była szósta, na zegarku analogowym piąta. No cóż, musiałem wstać godzinę wcześniej. Zmiana czasu to eksperyment, który (z tego cop pamiętam) przeprowadzono w czasie I wojny światowej. Wtedy zmiana czasu miała większy sens - oszczędności energii. Obecnie, jak się okazuje, nie są już one tak duże i coraz bardziej kwestionowana jest sama zmiana czasu. Dostrzega się także jej negatywne skutki, między innymi dekoncentrację ludzi, którzy muszą zmienić tryb dnia, zawały serca, wypadki samochodowe i tym podobne konsekwencje. Coraz więcej krajów zaczyna się zastanawiać nad rezygnacją ze zmiany czasu.

Ja zaś uświadomiłem sobie przy okazji tej zmiany czasu, która jest dzisiaj symboliczna (bo czas został niejako skrócony) o tym, że ostatnio żyję w ciągłym niedoczasie. Nie mam czasu na spokojne życie, ciągle mam za mało czasu na pracę i wypracowanie pieniędzy potrzebne do życia, czasem jestem tak zmęczony, że tracę czas odpoczywając, bo nie mam siły do pracy. To wszystko oczywiście rodzi stresy i zgryzoty. Żartem można powiedzieć, że brak czas na odpowiednie życie rodzi czas na narzekanie ;-) W sumie ten niedoczas jest strasznie denerwujący i stresujący pod wieloma względami.

Można oczywiście wskazywać na różne przyczyny tego niedoczasu. Jest to między nimi pora roku. Zakończyła się zima, która jest wyjątkowo stresująca i męcząca - zimno, ciemno, dołujące to bardzo. Na to nakładają się też innego rodzaju problemy, związane z mniejszym komfortem życia, stresy wypłukujące energię. To wszystko zaczyna czasem być jak błędne koło, ale na szczęście można je przełamywać. Tyle, że nie zawsze się to udaje. Mam jednak nadzieję że w miarę, gdy dni stają się coraz cieplejsze, a wydarzenia w życiu również zmienią się na takie, których ostatnio oczekuję, również mój niedoczas przestanie być niedoczasem. 

Bo w sumie czas najwyższy na to, aby życie się zmieniło się na lepsze :-)

sobota, 25 marca 2017

Kredą w nich!

O tym jak straszliwą bronią wobec terrorystów jest zwykła kreda mogliśmy się przekonać już po zamachach w Brukseli, gdy dzielni Europejczycy rysujący kredą na ulicach różnego rodzaju pacyfistyczne hasła i znaczki z pewnością przyczynili się do zlikwidowania terrorystycznego zagrożenia. Obecnie ta sama zabójczo skuteczna broń przeciw terrorystom stosowana jest przez Brytyjczyków. Mieszkańcy Londynu przepięknie potrafią wykorzystywać tę wspaniałą broń i wykonują genialne w swojej prostocie rysunki, między innymi zawierające hasło "We are not afraid" (nie boimy się) przepięknie wpisane w logo londyńskiego metra.

Znak "We are not afraid" wpisany w logo londyńskiego metra ma dość długą tradycję, albowiem narodził się w 2005 roku po atakach terrorystycznych w Londynie. Również premier Theresa May użyła tego hasła przemawiając po obecnym zamachu. Na rysowaniu kredą jednak oczywiście się nie kończy. Brytyjczycy mają też inny znak, który jest przerobionym symbolem metra zawierającym hasztag #HopeNotHate (nadzieja, nie nienawiść). To logo z hasztagiem dostępne jest także jako nalepki - zatem ktoś zarabia pieniądze na propagowaniu walki z terroryzmem. Przyjemne z pożytecznym. 

Z pewnością ten hasztag jest ostateczną bronią w walce z terroryzmem, dorównującą skutecznością osławionej i z pewnością znienawidzonej przez bojowników ISIS dyrektywie antyterrorystycznej Michała Boniego.  Wynika to z prostego faktu, że jak powszechnie wiadomo nadzieja zawsze umiera ostatnia. Mogą nas wszystkich terroryści pozabijać, ale nadzieja nie umrze. Dlatego zwyciężymy. A jeśli nawet nie przeżyjemy, to bez obaw. 

I tak przecież nie boimy się!

piątek, 24 marca 2017

Puls serca

Bynajmniej nie chodzi mi o serce jako organ. Chodzi o serce jako element jest zakochania się - ale pośrednio. Mam na myśli serce jako coś nieco innego - znaczek lub ikonkę. W systemie Unicode mamy wiele różnego rodzaju serduszek jako znaki, które da się wstawiać do tekstu. Podobnie jest w systemie Android - mam tam dwa serduszka w znakach specjalnych. Jedno mniejsze i chudsze wypełnione, a drugie troszkę większe i szersze - jako sam kontur pusty w środku. I ta druga wersja, jako bardziej pełna i zarazem dyskretna, jest przeze mnie wykorzystywana.

Serduszko to wpisuję do kontaktu w telefonie dotyczącego osoby, którą kocham i z którą jestem w związku. Oczywiście nietrudno się domyślić, że tylko jedna osoba at a time może mieć to oznaczenie. I w pewnym momencie zacząłem to serduszko zapisywać w telefonie przy kontakcie mojego byłego chłopaka, z którym komunikuję się tak intensywnie ostatnimi czasy. W tym wypadku oznaczało ono nie tyle bycie w związku, co raczej otwarcie na to. Jednak w czasie komunikacji z nim już kilka razy wyrzucałem to serduszko z kontaktu i wstawiałem ponownie - stąd ten zabawny puls serca
 
Po prostu w czasie poznawania mojego byłego chłopaka miałem lepsze i gorsze chwile. Czasem wydawało się, że nic z tego nie będzie i wtedy serduszko usuwałem. Potem wszystko wracało do normy i dodawałem. Na dodatek mój były chłopak ma niezłe właściwości aktorskie i czasem potrafi żartem powiedzieć coś, co ja biorę na poważnie - i to sprawia, że odbieram mu serduszko, a potem okazuje się to fejkiem i wkurzam się na fejka.  Mam więc taki Up and Down w trakcie poznawania. W końcu doszedłem do wniosku, żeby serduszko wstawić i zostawić, bo ładnie wygląda kontakt z nim, ale decyzję w sprawie jego ostatecznego przyznania i tak potwierdzić musi spotkanie w realu. Zresztą innej drogi nie ma. Tylko real weryfikuje to, co się czuje do danej osoby.

A na dziś przynajmniej ubawiłem się własnym niezdecydowaniem :-)

czwartek, 23 marca 2017

Dwa światy

Terroryści ponownie uderzyli, tym razem w Londynie i właśnie w związku z tymi zamachami terrorystycznymi zobaczyłem zdjęcie, które jest symbolem naszych czasów. Ktoś opublikował je na Twitterze z dopiskiem, że nie wymaga to komentarza. Praktycznie nie wymaga, choć na pierwszy rzut oka być może nie jesteśmy w stanie tego zdjęcia w pełni zrozumieć. Ale już po kilku sekundach orientujemy się, o co chodzi. 

Zdjęcie przedstawia kogoś leżącego na ulicy. Wokół niego pochylają się ludzie, ale na pierwszym planie, nieco przed nimi, idzie sobie muzułmanka w charakterystycznej chuście na głowie i jakby nigdy nic rozmawia sobie przez telefon, kompletnie nie interesując się osobą, która leży na ulicy - być może martwa - tuż obok niej. Faktycznie to są dwa światy - i tak ten wpis na Twitterze został zatytułowany. To świat Europejczyków, którzy ze współczuciem pochylają się nad ofiarą terrorystów i świat muzułmanów, którzy mają to wszystko, lekko mówiąc, w dupie. Ciekawe, na ile te dwa światy jeszcze są w stanie koegzystować ze sobą, a na ile są już na krawędzi wojny na śmierć i życie.

W sumie postawa muzułmanów mnie nie dziwi, bo można się po nich spodziewać znieczulicy. Zresztą, co tu dużo mówić, w Europie też nie jesteśmy lepsi, bo nieraz kompletnie nie interesujemy się ludźmi, którzy giną masowo w Afryce lub na Bliskim Wschodzie. Im dalej od nas, tym bardziej to dla nas obojętne. Nie bardzo możemy rzucać kamieniami w tym zakresie, bo sami nie jesteśmy bez grzechu. Jednak najbardziej w tym wszystkim martwi mnie postawa europejskiego lewactwa, które prawdopodobnie zawsze będzie starało się dalej pleść swoje bzdury o dalszym przyjmowaniu uchodźców, multi-kulti (polegającym na bezmyślnej promocji islamu i niszczeniu chrześcijaństwa) i tym podobnych projektach społecznej inżynierii, które - jak widać - niszczą naszą Europę. 

Największym zagrożeniem dla Europy nie są muzułmanie, ale nasze lewactwo.

PS. Przeczytałem potem tekst o tym, że jednak ta kobieta była przygnębiona, co ilustruje zdjęcie wykonane przez tego samego fotografa sekundę potem - te przygnębione zdjęcia można zobaczyć pod tym linkiem.  Przynajmniej to jakaś jaskółka, oby czyniąca wiosnę i wyłom między tymi dwoma niestety wciąż oddalającymi się od siebie światami.

środa, 22 marca 2017

Sztuka nudzenia

Niedawno poznawałem chłopaka, który szukał do związku, a więc powinno się rozmawiać w miarę sensownie. Faktycznie, mówił pełnymi zdaniami, rozmawialiśmy przez telefon przez kilka dni w sumie około czterech godzin, ale tak naprawdę niewiele to zmieniło. Mało było w tym naprawdę  wartościowej rozmowy.  Przede wszystkim zapadała nieraz nawet kilkusekundowa niezręczna cisza. Ja spokojnie czekałem na jego pytania lub wypowiedzi, on zaś najwyraźniej nie miał wiele do powiedzenia. W rozmowie z moim byłym chłopakiem, z którym ostatnio gadam tak długo, takiej niezręcznej ciszy nie ma.

Przeprowadzę bowiem z tym moim byłym chłopakiem pogawędki, które często są bardzo długie, gdyż posiada on do mnie bezpłatne minuty połączenia telefonicznego. Często dzieje się w tych pogawędkach o wiele więcej merytorycznej wymiany zdań niż w czasie rozmowy z moim podanym wyżej rozmówcą. Bywa tak, że mój były chłopak ogląda jakiś film i przez telefon zdaje mi relację o tym, co się w tym filmie dzieje. Dla mnie to nuda, bo i tak nie wiem o co chodzi. Ale mimo tego czasem wtrąci coś z innej beczki i mamy kawałek ciekawej, żywej rozmowy. Z moim wspomnianym na wstępie rozmówcą ta pogawędka była po prostu długa, nudna, a nawet miejscami irytująca.

Irytujące było to, że na przykład zostawiał w rozmowie ze mną z różnego rodzaju pułapki na mnie, testujące na przykład moją cierpliwość. Jeśli jednak rozmowa jest nudna, to moja cierpliwość i tak się wyczerpuje i jej dodatkowe sztuczne testowanie wywoła nieadekwatnie zafałszowane wyniki.  Poza tym mam wrażenie, że gdy kogoś poznajemy, to sama rozmowa z nim, samo poznawanie go jest jednym wielkim testowaniem - ale naturalnym, a nie robionym na siłę, według jakiegoś wydumanego scenariusza. Podobnie było z wahaniami tej osoby w zakresie wysłania mi jej zdjęcia. Za dużo teoretyzowania, za mało życia - dlatego było to wszystko takie nudne. Nie tylko zresztą nudne, ale irytujące. Mam bowiem wrażenie, że poznawanie tego kogoś jest sztuczne, żmudne i przez to bezsensowne.

Skoro tak ciężko się go poznaje - to czy byłoby z nim łatwiej żyć?

wtorek, 21 marca 2017

Ptasia wiosna

No i mamy dzisiaj pierwszy dzień wiosny - kalendarzowej. Wstaję o godzinie 5:30 i co się dzieje za oknem? Pomimo, że okno jest zamknięte na głucho, wyraźnie słyszę przez nie śpiew ptaków. Nie jednego, ale wielu. Bardzo wielu, przekrzykujących się nawzajem. Tak naprawdę nie przypominam sobie, żebym poprzednio słyszał taki śpiew ptaków. Bardzo zabawne jest to, że ptaki zaczęły śpiewać wtedy, gdy zaczęła się wiosna. Ale można to jest dobra wróżba :-)

Przynajmniej mogę z zadowoleniem stwierdzić, że zaczynają się najlepsze pory roku - gdy jest ciepło, świeci przyjazne słońce i człowiekowi chce się żyć. Przeciwnie, w okresie zimowym, gdy nie ma słońca, jest zimno, mroźno (lub jest plucha, tak jak to było ostatnimi dniami) działa to wszystko demotywująco. Tymczasem życie niesie wyzwania i nakazuje, abyśmy mobilizowali się do działania, a ciężko to zrobić, gdy człowiek jest osłabiony - i dlatego mam nadzieję, że wiosna będzie działała także pod względem motywacyjnym.

A wyzwania mam, zarówno finansowo-organizacyjne tym miesiącu, jak i osobiste, bo na dniach, a być może nawet jutro, ma przyjechać do mnie mój dawny chłopak. Nie widzieliśmy się kilka lat, ale rozmawiamy bardzo intensywnie przez telefon. Niedawno sprawdzałem statystyki rozmów telefonicznych ciągu ostatnich kilku lat, odkąd na telefonie mam program do nielimitowanego ich logowania.  Na telefonie mam wygadanych 166 godzin, w tym na rozmowy z tym moim byłym chłopakiem w ciągu ostatnich dwóch miesięcy przypada 68 godzin, czyli spora część całego kilkuletniego okresu używania telefonu. To świadczy o intensywności naszej komunikacji. Oczywiście zobaczymy, jak będzie wyglądało nasze spotkanie w realu. Pożyjom, uwidim.

A co do ptaków, ktoś kiedyś zacytował takie hasło: hej chłopaki, w górę ptaki.