Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawe lub zabawne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawe lub zabawne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Kutas w ryj

Niejednokrotnie już przekonałem się o tym, że na czatach ludzie kompletnie nie znają pojęć, ne które się tak bezmyślnie powołują. Przekonałem się o tym niedawno w czasie rozmowy na czacie, gdy zaznaczyłam komuś (mającemu nick wskazujący raczej na to, że szuka do seksu w hotelu, w którym się prawdopodobnie znajduje), że szukam partnera do związku - czyli w domyśle nie szukam żadnych przygód. No to mój rozmówca ku mojemu zdziwieniu napisał, że chętnie go to interesuje. Już wydawało się, być może to sensowna osoba.

Jednak chwilę potem mój rozmówca zapytał mnie oczywiście o to co lubię. Nieśmiertelne i kretyńskie pytanie pojawiające się na czacie. Jeśli chcę zrobić sobie jaja odpowiadam, że lubię kawę. Tym razem odpisałem na poważnie - że lubię bliskość emocjonalną i uczucie. Bo faktycznie to lubię, w przeciwieństwie do tego, co odpowiadają zazwyczaj inni - że na przykład lubią anal w takiej pozycji lub oral w innej. Tymczasem facet napisał mi, że od niego to jedynie kutas w ryj. Zatem mój rozmówca najwyraźniej tak rozumie pojęcie związku. Polega to po prostu na odpowiednim zadokowaniu kutasem do ryja drugiej osoby :-)

Nie dziwmy się więc, że rozmawiając z kimkolwiek na czatach możemy być bardzo sceptyczni co do wszelkich deklaracji albo potwierdzeń ze strony naszych rozmówców. Cóż bowiem z tego, jeśli ktoś potwierdzi, że on również szuka związku, gdy okaże się po chwili, że w jego rozumieniu związek to zupełnie coś innego. Dlatego jakiekolwiek deklaracje ze strony rozmówców dotyczące tego, czego oni szukają, są dla mnie jedynie nic nie znaczącymi słowami, dopóki rzeczywiste czyny mojego rozmówcy nie upewnią mnie o tym, że on dokładnie wie o czym mówi.

Tymczasem jak mój rozmówca wali się na ryj - bez kutasa :-)

czwartek, 7 grudnia 2017

Przejebane

Wczorajszy dzień można by określić w moim życiu jako przejebany z różnych powodów. Przede wszystkim za dnia nie mogłem pracować, bo system, w którym pracuje podlegał konserwacji. W związku z czym straciłem dzień pracy. Później nie miałem już siły pracować, zresztą poprzednio pracowałem przez całą noc i byłem zmęczony. To oczywiście na pewno nie napawa mnie optymizmem, bo pieniądze ze straconego dnia przydałyby się na pewno. Co prawda sprzedałem wczoraj mojego wysłużonego, ale wiernego Samsunga, którego używałem przez cztery i pół roku, lecz i w tym zakresie przejebałem coś.

Upatrzyłem sobie pewną aukcję na Allegro dotyczącą przedmiotu, na którym mi zależało, a dostępnego za połowę ceny. Postanowiłem wygrać licytacje w ostatnich sekundach jej trwania i w ten sposób zapewnić sobie towar w o wiele lepszej cenie niż standardowo w sklepie. Akurat był to egzemplarz powystawowy, dlatego taka obniżka ceny jest naturalna. Można powiedzieć, że było to coś podobnego do kupionego przeze mnie okazjonalnie telefonu. Przygotowałem się więc i spokojnie czekałem na kończenie się licytacji po to, aby w ostatnich sekundach ją przebić.

Zostały jeszcze trzy sekundy i kliknąłem na przycisk licytowania. A wtedy - pojawiło mi się radosne okienko logowania do Allegro. Oczywiście zapomniałam się zalogować! I cały misterny plan w pizdu - jak by powiedział Siara. O tym zalogowaniu akurat nie pomyślałem. Nie wiedziałem tylko, czy mam rozpaczać, czy też po prostu śmiać się do rozpuku ze swojego nieogarnięcia. Na szczęście jutro mam podobną aukcje i jest szansa, że uda mi się ją tym razem wygrać. Cóż, na pewno kolejnym razem sprawdzę najpierw to, czy jestem zalogowany na portalu. Humoru nie poprawiło mi również to, że jeszcze nie doszła do mnie zamówiona saszetka do telefonu, a już powinna być. To też przejebało mi wczorajszy dzień.

Oby to był ostatni przejebany dzień w grudniu.

środa, 6 grudnia 2017

Dyrektywa ptasia

Kretyńskie rozmowy na czacie polegają między innymi na tym, że wiele osób wszystko sprowadza do fiuta i ról w analu. Bardzo trudno znaleźć rozmowę, która by nie zachodziła - i to na ogół na samym jej początku - na tego rodzaju tematy. Dlatego warto robić sobie jaja chociażby po to, aby mieć trochę radości z takich idiotycznych rozmów, które po prostu mogą nieomal dosłownie śmiertelnie zanudzić. Ostatnio wpadłem na bardzo ciekawy, swoiście "unijny pomysł" w tym zakresie.

Mój "mądry inaczej" rozmówca napalony na punkcie seksu analnego zadał mi pytanie, które niezmiennie strasznie mnie wkurwia. Mianowicie zapytał mnie "dlaczego?". Oczywiście chodzi o to, że zapytał dlaczego nie uprawiam analu. To strasznie mnie denerwuje, ponieważ uważam, że akurat z kwestii braku uprawiania analu nie trzeba się tłumaczyć, bo nie jest to rzecz oczywista i przez każdego w niewolniczy sposób realizowana. Widocznie jednak niektórzy dosłownie nie wyobrażają sobie bez analu życia i brak uprawiania go wymaga u nich co najmniej obszernego uzasadnienia.

Tym razem takie uzasadnienie stworzyłem ad hoc. Byłem kompletnie bezczelny i powiedziałem mojemu rozmówcy, że po prostu wykonuję unijną dyrektywę ptasią. Nakazuje ona bowiem, aby nie nadużywać ptaka w jego naturalnym siedlisku. Rozmówca zaniemówił, więc nie było możliwości podziwiać jego reakcji. Ale przynajmniej - a warto patrzeć na to od pozytywnej strony - uchroniło mnie to być może przed kolejnymi, równie kretyńskimi pytaniami precyzującymi kwestię nieśmiertelnego analu, którego ja tak bardzo nie chcę przyjąć. Tak sobie myślę, że mniej więcej analogicznie postępuje lewactwo, które kompletnie jest zniesmaczone tym, że w Europie może być ktoś, kto nie ma ochoty przyjmować muzułmańskich imigrantów.

Na szczęście żyjemy w świecie, w którym różne kretyńskie wybory nie są jeszcze obowiązkowe.

poniedziałek, 27 listopada 2017

22?

Dzisiaj dogrywka w Wielkiej Grze pod tytułem "Sprawdzanie pieniędzy na koncie i ewentualne pojechanie po odbiór telefonu", dlatego nie mam o czym pisać w zakresie odbierania telefonu w poniedziałek rano. Gra będzie się bowiem toczyła po południu, gdy skończę codzienną pracę. Na szczęście niedawno miałem rozmowę na czacie, która idealnie nadaje się na opisanie jej. Szczerze mówiąc, nigdy w życiu nie zdarzyła mi się podobna rozmowa, a ponieważ mam ich na koncie już kilkadziesiąt tysięcy, więc jest to naprawdę duży ewenement.

Rozmowa zaczęła się normalnie, chłopak z którym rozmawiałem szukał do związku i pisaliśmy o różnych sprawach. Między innymi zaczęliśmy pisać o temacie gier komputerowych, które są moim hobby, aczkolwiek w ciągu ostatniego miesiąca praktycznie w nic nie grałem. Mój rozmówca powiedział że woli gry FPS, czyli First Person Shooter. Ja powiedziałem mu, że dawno temu grałem w taką grę - Dark Forces. Ale było to naprawdę Long time ago chociaż nie in a Galaxy far far away. I za chwilę napisałem w osobnym wierszu "22?", nawiązując do zastanawiania się w poprzednim wierszu mojej wypowiedzi nad tym, ile lat temu w nią grałem. Tymczasem mój rozmówca niespodziewanie zamknął okno rozmowy.

Kompletnie mnie to zdziwiło, nie było ku temu żadnego racjonalnego powodu. I nagle znalazłem ten powód kilka linijek wyżej. Rozmówca zadał mi bowiem pytanie "Ilu miałeś chłopaków?". Ja tego nie zauważyłem pisząc kolejne linijki o grze Dark Forces, wpatrzony w klawiaturę. Zaś moje zapytanie (retoryczne) dotyczące tego, czy 22 lata temu grałem w tę grę, on odebrał jako zastanawianie się przeze mnie, czy miałem 22 chłopaków. Pomyślał zapewne, że to stanowczo za dużo i zamknął okno rozmowy. A ja uśmiałem się z tego przypadku, który zdarza się jak widać raz na kilkadziesiąt tysięcy rozmów.

Jeśli ktoś z was ma wątpliwości że Los bywa złośliwy - udowodniłem to :-)

poniedziałek, 20 listopada 2017

Na huj lotnictwo!

Niedawno czytałem artykuł podsumowujący dokonania Ministerstwa Obrony Narodowej w Polsce w zakresie unowocześniania naszej armii. Podsumowano tam również najważniejsze kontrakty zawarte do tej pory na rozbudowę polskiego potencjału obronnego. Akurat w zakresie lotniczym jesteśmy już stosunkowo dobrze wyposażeni, po zakupieniu swego czasu F-16. Dlatego też tytuł dzisiejszego posta można odbierać prowokacyjnie. Jednak należy go rozumieć całkiem dosłownie, a sprawa dotyczy nie Polski, lecz Stanów Zjednoczonych.

Oto bowiem nad niebem stanu Waszyngton mieszkańcy podziwiać mogli rysunek penisa. Dokładnie penisa z jajami, a został on wykonany zapewne przez Boeinga EA-18G Growler operującego z bazy Whidbey Island. Oczywiście nie na co dzień można spotkać się z obrazem penisa na niebie. Nie jest to, rzecz jasna, najbardziej spektakularny obraz narysowany przy pomocy samolotu. Kilka miesięcy temu głośno było o tym, gdy pilot Boeinga 787 Dreamliner wykonując lot testowy na terenie Stanów Zjednoczonych narysował po prostu sylwetkę samolotu. Tyle, że wtedy rysunek samolotu pokrywał całe terytorium USA, więc nie było możliwe z żadnego miejsca zauważenia go w całości.

Tutaj zaś mamy przykład chuja na widoku. Penis zdecydowanie łatwy do zobaczenia na niebie, do tego jeszcze prawie bezchmurnym. I określenie "na chuj lotnictwo" jest jak najbardziej adekwatne. Oczywiście, od razu wypowiadał się nadzorujący operacje lotnictwa adm. Mike Shoemaker i w piękny sposób mówił o tym, że wszyscy oczekują od lotników odpowiedniej dojrzałości. W tym sztywnym, pełnym godności i pompy świecie trudno jest znaleźć miejsce na akrobacje lotnicze, których efektem jest stworzenie podniebnego penisa. Z drugiej strony dziwi brak reakcji lewactwa. Przecież penis pokazany na niebie to coś mega postępowego.

Bo do tej pory niebo było wyłącznie tylko dla Boga i aniołów, prawda?

wtorek, 7 listopada 2017

Trump w sosie własnym

Wyobraźcie sobie, że przybywacie na jakąś uroczystość, a ktoś podejmuje was jako honorowych gości i serwuje wam wino, które jest starsze od was samych. Jeśli macie kilkanaście lat, to takie wino jest stosunkowo łatwo dostępne. Jeśli macie lat kilkadziesiąt, to wino tego typu jest już bardziej cenne. Tymczasem prezydent Trump odwiedza Koreę Południową i zje tam obiad bynajmniej nie ze starym winem. Prezydent Trump otrzyma sos sojowy, który jest starszy od Stanów Zjednoczonych ma bowiem 360 lat. Wyprodukowano w roku 1657.

Nie jest to najstarszy sos sojowy, który sprzedawano. W 2012 roku sprzedano sos sojowy liczący sobie 450 lat za 90 tysięcy dolarów. Jak widać, przyprawy dalekowschodnie potrafią być faktycznie bardzo długowieczne. Któż by pomyślał o tym, aby w naszych warunkach zjeść choćby pięcioletni ketchup. Co prawda ja sam kiedyś zjadłem 13 letnią konserwę i nadal żyję, ale to był wyjątek. Wypiłem też raz około czterdziestoletni sok zrobiony przez moją babcię. Ale wciąż rozpaczliwie daleko mu do sosu sojowego.
 
Podzielę się jeszcze jedną ciekawostką, o której się niedawno dowiedziałem. Wszyscy kojarzymy miód. Mało kto go nie kojarzy. Wiemy jak wygląda i często go używamy. Ja ostatnio używam go codziennie robiąc sobie poranny drink z miodem i cytryną. Oczywiście miód ma jakiś termin przydatności do spożycia. Sprawdzałem - nadrukowany na słoiku. W sumie niepotrzebnie. Podobno miód ma nieskończony termin przydatności do spożycia, bo po prostu nigdy się nie psuje. Aż strach pomyśleć, co by było gdyby Zagłoba jego kompania nie pili tylu miodów pitnych. Dzisiaj w Polsce mielibyśmy miody pamiętające czasy potopu szwedzkiego.

Jeśli wydaje wam się, że stary miód jest do wyrzucenia - jesteście w błędzie.

sobota, 21 października 2017

Nieustraszeni pogromcy

Jeśli wydaje nam się że nasza totalnie opozycyjna klasa polityczna to kompletnie durnie oderwanie od rzeczywistości, podobnie jak zresztą establishment Unii Europejskiej - a niestety obserwowanie postępowania jednych i drugich wydaje się potwierdzać te hipotezę - to zapewne wiemy też, że europejskie elity lub też nasza wielce szanowna totalna opozycja mają tak zwanych zwykłych ludzi w głębokim poważaniu. Kompletnie nie szanują ich i uważają za nieoświeconych maluczkich. Ciekawe, czy ci światli wizjonerzy odnaleźliby się w ciekawej rzeczywistości nieoświeconych maluczkich z Republiki Malawi.

To małe afrykańskie państwo graniczące z Mozambikiem i Zambią i Tanzanią. Słowo "małe" należy oczywiście rozumieć relatywnie do Afryki - Malawi posiada jedną trzecią powierzchni Polski. W tym pięknym afrykańskim kraju ostatnio jednak nie dzieje się najlepiej. Otóż mieszkańcy tego afrykańskiego państewka są święcie przekonani o istnieniu wampirów. Mało tego, są przekonani o tym, że ostatnio wampiry atakują ludzi i wysysają z nich krew. Jako że zbytnio nie krępuje ich rzeczywistość i unijne przepisy, mieszkańcy Malawi biorą sprawy w swoje ręce i po prostu zabijają ludzi podejrzanych o to, że są wampirami. Spotkało to na przykład młodego chłopaka chorego na padaczkę. Myśmy to w Europie przerabiali jeszcze około 100 lat temu, ale już wyrośliśmy z tego. Nie wyrośli jedynie producenci filmów, ale oni mają prawo ;-)

Oczywiście premier Malawi zapowiedział śledztwo w sprawie tych samosądów, ale wzburzony lud wie swoje lepiej - na władzę już padło podejrzenie o współpracy z wampirami. Może się dziać ciekawie. Jak się okazuje, w Malawi żądza krwi może być po obu stronach - ze strony mitycznych wampirów i ze strony (niestety realnych) pogromców wampirów. ONZ ewakuuje swoich pracowników z tego kraju może nie tyle w obawie o to że, są oni wampirami, ale o to, że w ramach samosądów ludzie mogą zabijać na ślepo. Zastanawiam się, gdzie odnajdą się przy tej okazji wszystkie europejskie organizacje broniące praw ludzkich, walczące z ciemnotą, nietolerancją i tym podobnymi zjawiskami. Prawdopodobnie nie kiwną palcem, bo przecież Afryka jest daleko.

A skoro Afryka jest daleko, to po co mieliby kiwać palcem, skoro żaden Soros im za to nie zapłaci?

piątek, 20 października 2017

Parada orgazmów

Jedną ze stron internetowych, które lubię czytać jest strona Ciekawostki Historyczne. Faktycznie są tam często podawane bardzo ciekawe rzeczy. Dzisiaj robiąc mój "przegląd prasy" w strumieniu obserwowanych przeze mnie stron internetowych i mediów na Facebooku natknąłem się na ciekawy artykuł na tym właśnie historycznym portalu. Można by go określić mianem parady orgazmów - zawiera bowiem 32 przedwojenne określenia na orgazm. Postanowiłem je tutaj po prostu zestawić, zamiast odsyłam do właściwego tekstu po ewentualne bardziej szczegółowe omówienia każdej z tych opcji. Odpowiedz lista przedwojennych określeń na orgazm:
  • Spuściłem się
  • Doszedłem do swego
  • Skończyłem swoje
  • Złapałem się
  • Przeszło mi
  • Dobrze się zrobił
  • Nie mogłem wytrzymać
  • Zeszło ze mnie
  • Lałem/Zlałem
  • Złapałam się z mężem
  • Równałam się z mężem
  • Chwyciło nas razem
  • Razem się złapaliśmy
  • Ckliwości się zabrały
  • Przyjemność od serca przyszła
  • Natura przyszła
I bardziej fachowo brzmiące określenia:
  • Szczytowanie błogosne
  • Oswobodzenie płciowe
  • Dojście do szczytu
  • Dobiegnięcie błogości
  • Strzykanie
  • Zachwytowanie
  • Całkowita błogość
  • Dobieg błogości
  • Koniec wzbierania błogości
  • Najwyższy stopień błogości
  • Odbycie się sprawy biegu błogości
  • Okres końcowy
  • Zachwycenie płciowe
  • Uspokojenie płciowe
  • Zaszczytowanie
  • Szczytowanie
Cóż jako słowo komentarza mogę tylko dodać od siebie, że poza pierwszym określeniem inne są raczej mało ciekawe i trochę na jedno kopyto. Aczkolwiek na przykład takie określenia jak "odbycie się sprawy biegu błogości" faktycznie mogą być interesujące. A dla współczesnych postępowców przykrawających wszystko do jedynie słusznego postępowego modelu z pewnością przyda się nazwa "oswobodzenie płciowe" - bo przecież oni wszystko i wszystkich tak bardzo pragną oswobodzić, nawet wbrew ich woli.

Innymi słowy życzę wszystkim miłego orgazmu, znaczy się - miłego zachwytywania ;-)

poniedziałek, 4 września 2017

Śmiech z huraganu

Czy można pośmiać się z huraganu, w którym zginęło kilkadziesiąt osób? Chodzi oczywiście o szalejący nad Ameryką huragan Harvey. Można się pośmiać, jak się okazuje. Naturalnie nie dotyczy to broń Boże ofiar, ale pewnej sytuacji, która miała miejsce, a została uwieczniona na zdjęciu. Jak wiadomo, ludzie w czasie klęsk żywiołowych bardzo chętnie zabierają towary ze sklepów, które są uszkodzone przez żywioł. Taki szaber ma oczywiście twój naturalny życiowy powód. Po prostu ludzie potrzebują coś zjeść. Tym bardziej ciekawe jest zdjęcie pewnego sklepu w Ameryce, a dokładnie jego półek sklepowych. Oczywiście nie ma towarów, ponieważ ludzie je zabrali. Z małym drobnym wyjątkiem. Jedna półka z towarami jest prawie pełna. Czy obstawiacie, jakie towary żywnościowe się na niej znajdują? Odwróćcie na chwilę wzrok od mojego bloga i ekranu komputera, zastanówcie się, jakie towary mogły zostać na półce, a potem upewnijcie się, czy mieliście rację.

Okazuje się, że Amerykanom nie bardzo przypadła do smaku i gustu dieta wegańska. Wegańskie potrawy mogą się czuć bezpiecznie na sklepowych półkach, bo nikt praktycznie ich nie brał. Zadziwiający kontrast, w odróżnieniu do innych produktów żywnościowych, czyli - jak by to niektórzy oświeceni współczesnego świata powiedzieli - "mniej postępowych potraw i diet". Jakoś kojarzy mi się to ze współczesnymi lewackim elitami, zachodnimi czy polskimi, które manifestują zamiłowanie do wegańskiej diety. Mniej więcej rok temu w czasie wakacji czytałem artykuł o tym, że przerażone najazdem "Hunów 500+" nad morze lewactwo udaje się w góry, aby tam spokojnie spędzać swoje urlopy, kontemplując przy okazji wegańską dietę. Na zachodzie Europy zapewne również jest ta dieta wielu postępowców, którzy tak bardzo przejmują się tym, że gdzieś świnia lub krowa zostały zabite w rzeźni.

A tymczasem w Ameryce, gdzie żyje bardzo wiele pragmatycznych osób, choć mimo tego jest również jest bardzo wielu lewaków, jak się okazuje niespecjalnie dieta wegańska w chwili zagrożenia życia, katastrofy i klęski żywiołowej była tym, po co się chciało sięgnąć. Przecież nie uwierzę, że w tym sklepie towary zabierali jedynie konserwatywni amerykanie, którzy (jak sama nazwa wskazuje) na pewno bardzo chętnie zabierali konserwy :-) Z pewnością też było tam wielu lewaków - dlaczego więc nie sięgnęli po ulubioną wegańską dietę? Być może Amerykanie po prostu woleli coś bardziej konkretnego do jedzenia, jak też bardziej kalorycznego i energetycznego. Pamiętamy scenę z filmu "Wojna światów " z Tomem Cruisem. Prosił on córeczkę, by zamówiła jedzenie, a ona zamówiła humus ze sklepu ze zdrową żywnością, bo jego ulotkę poprzednio dostała. Tom Cruise próbując hummus zapytał co to jest, a gdy dowiedział się, że to humus, to powiedział, że miał na myśli zamawianie jedzenia. Humus dla niego nie był żadnym (w domyśle konkretnym i sycącym) jedzeniem.

A zatem Ameryka usuwać będzie skutki huraganu Harvey na amerykańskiej fast-foodowej diecie bardziej niż na wegańskiej.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Parada debili

Dziś nieco lżejszy temat, o ile oczywiście ludzka głupota, czy debilizm, może być takim lżejszym tematem. Jednak ponieważ otoczeni jesteśmy codziennie przez debilizm polityków w Polsce i za granicą, to debilizm zwykłych ludzi być może będzie na ich tle przynajmniej wyglądał jako pewnego rodzaju sztuka. Dzisiaj napiszę o dwóch przypadkach debilizmu, z którymi zetknąłem się wczorajszego dnia. I oba są na swój sposób humorystyczne.

Pierwszym z nich była wiadomość, którą dostałem na telefon. Wiadomość ta pochodziła od potencjalnego klienta na masaż. Przepisał on w niej podane przeze mnie na stronie masażowej moje cyferki i dołączył pytanie o to, jaki jest mój rozmiar penisa. Przez chwilę zastanawiałam się, czy po prostu odpisać mu słowem "debil", ale po chwili poskromiłem w sobie taką chęć. Bo po prostu szkoda wydawać jakiekolwiek pieniądze na odpisywanie na taką wiadomość. Zastanawiałem się też przez chwilę, czy nie umieścić na stronie internetowej informacji o tym, że zapytanie o rozmiar penisa, szczególnie w przypadku masażysty, który penisa w swojej pracy nie używa, jest idiotyczne - ale stwierdziłem, że zaburzy to idealną równowagę na stronie (taka sama liczba linieje na każdej z podstron). Poza tym debilom i tak się nigdy nie wytłumaczy.

Drugi debilizm by już relatywnie znacznie lżejszy. W odpowiedzi na mój anons zamieszczony na jednym z portali ktoś napisał dosłownie "Napisz coś hej". Nie zastanawiałem się wiele Napisałem więc mu "Coś". Była ta z jednej strony gra słów, polegająca na tym, że dosłownie potraktowałem jego prośbę. A z drugiej strony demonstracja lekceważenia dla takiego zaczynania korespondencji. Jeśli mamy się poznać do poważniej relacji, to wypadałoby się jakoś przedstawić i zacząć rozmowę. Jeżeli ktoś próbuje się przedstawić i zacząć rozmowę, niezależnie od tego, czy zrobi to bardziej czy mniej zręcznie, to przynajmniej daje jakiś punkt zaczepienia. Jeśli ktoś zacznie pisać takie debilizmy, to znaczy, że sam nie ma nic do powiedzenia i nawet nie potrafi się poznać.

Niestety potwierdzili słowa Einsteina, że ludzka głupota jest nieskończona.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Ludzie zjedli ZOO

Socjalizm to ustrój, który wymyka się naszym definicjom. Na płaszczyźnie książkowej, teoretycznej jest tak cudowny, że zaczadzają się nim kolejne pokolenia zachodnich intelektualistów (a także obecne unijne elity, któż trudno nazwać intelektualistami). W realnej postaci, którą w Polsce przerabialiśmy przez kilka dziesięcioleci, socjalizm jest okropny i nieludzki. Być może niektórzy pamiętają taki dowcip o socjalizmie - czym różni się socjalizm teoretyczny od socjalizmu realnego? Tym samym, czym krzesło normalne od krzesła elektrycznego. Nieodżałowanej  niepamięci polski intelektualista Stefan Kisielewski stworzył jednak najlepszą definicję socjalizmu, którą kiedykolwiek słyszałem: socjalizm to taki ustrój, w którym bohatersko rozwiązuje się problemy, nieznane w żadnym innym ustroju.

Dzisiejsze pokolenie dowiedziawszy się o tym, że w Wenezueli, kraju potencjalnie bogatym i posiadającym duże zasoby ropy naftowej, jest taki kryzys (spowodowany socjalizmem), że nie ma nawet w sklepach papieru toaletowego, może po prostu nie wierzyć w to, co słyszy. Ci ludzie nie wyobrażają sobie, żeby w sklepie nie było papieru toaletowego. A ja pamiętam, kiedy byłem młody, jak raz moja mama dała mi bojowe zadanie. Pojechałem przez połowę Warszawy po to, aby potajemnie kupić zaprzyjaźnionym kiosku całą torbę rolek papieru toaletowego. Tym razem jednak z Wenezueli przyszła jeszcze ciekawsza informacja, niż znany nam w Polsce w czasach socjalizmu brak papieru toaletowego. Otóż z parku zoologicznego, który był położony na granicy z Kolumbią, ukradziono pekariowce obrożne. Para tych zwierząt znajdowała się w ZOO. Nawiasem mówiąc, to gatunek zagrożony wyginięciem.

W przypadku ogrodu zoologicznego wyginął ewidentnie. Policja podejrzewa, że zwierzęta zostały po prostu ukradzione w celach konsumpcyjnych. Ludzie skradli je z ZOO i zjedli. W czasach socjalizmu w Polsce mogła być żywność na kartki i problemy zaopatrzeniowe, ale nie jest mi znany ani jeden przypadek, aby Polacy zjedli zwierzęta z ogrodu zoologicznego. Nie słyszałem także o czymś takim z innych krajów socjalistycznych, wyłączając być może Związek Radziecki. Ale tam w czasie Wielkiego Głodu czy oblężenia Leningradu mogły się dziać różne rzeczy. Skoro ludzie wykopywali wtedy i zjadali zwłoki ludzkie, to mogli równie dobrze zjeść zwierzęta z ZOO. Jednak w takiej sytuacji byłoby to zrozumiałe, natomiast Wenezuela jest dla mnie przykładem kolejnej porażki utopijnego socjalizmu. wprowadzonego przez kolejnych zaczadzonych nim politycznych ekstremistów.

W sumie jednak nie miałbym nic przeciwko, gdyby w Europie zjedzono całe ZOO, które w tej chwili znajduje się w Komisji Europejskiej :-)

piątek, 4 sierpnia 2017

Burkini farsa

Lewackie środowiska w Polsce i zapewne również w Europie, a także w Ameryce, nie lubią prawicowych środowisk, szczególnie narodowych, czyli - jak oni to mówią - nacjonalistycznych, faszystowskich i w ogóle samych złych. Nie dziwi więc, że wszelkie wpadki narodowców są z pewnością bezlitośnie przez nich wyśmiewane. Zdarzyło się, że w Norwegii tamtejsi narodowcy pomylili puste siedzenia w autobusie z muzułmańskimi kobietami w burkini. Według mnie mogli się pomylić, bo sam początkowo wziąłem te ciemne fotele za kobiety w chustach na głowie. Nie dziwiło mnie to, że są to jednakowo ubrane "osoby", w ciemnej tonacji. Muzułmanki się tak najczęściej ubierają. Tymczasem okazuje się że to jedynie puste fotele przypominające muzułmańskie kobiety kształtem.

Całość opisał tygodnik "Wprost". Ktoś wrzucił tego rodzaju zdjęcie na forum narodowej grupy norweskiej i zapytał, co sądzą o fotografii. Reakcje były takie, że wiele osób było pewnych, że autobus jest pełny kobiet muzułmańskich, które być może są terrorystkami i przenoszą broń lub materiały wybuchowe. Narzekano, że to wielkie zagrożenie i tak dalej, i tak dalej. Zrobiło się z tego wszystkiego straszno i dramatycznie, a tymczasem ci, którzy na tym (stosunkowo niewyraźnym) zdjęciu nieprawidłowo rozpoznali puste fotele tylko się ośmieszyli. Wyszła więc z tego pomylenia pustych foteli z kobietami w burkini istna (nawiązując do afrykańskiego państwa Burkina Faso) burkini farsa.

Z tego co zrozumiałem z artykułu, autor tego prowokacyjnego listu chciał sprawdzić, jak ludzie narodowych grup reagują na zdjęcie, które pozornie przypomina muzułmańskie kobiety. Zdziwiony był on "przejawami nienawiści" wobec muzułmanów. Sęk w tym, że wcześniej cytowane przez "Wprost" wypowiedzi z forum nie wskazywały na nienawiść, ale na obawę o bezpieczeństwo. Nie cytowano tam wyzwisk wobec tych "kobiet", ale obawy o to, że mogą być one terrorystkami. Widać tu jak na dłoni dramatyczną różnice w myśleniu. Lewactwo dopatruje się wszędzie islamofobii, nietolerancji lub rasizmu, a w tym wypadku norwescy narodowcy bali się po prostu o swoje lub innych Norwegów bezpieczeństwo. Wyrażali obawy, że tak znaczna liczba muzułmańskich kobiet w autobusie może stanowić zagrożenie.

Od kiedy zaś obawa o bezpieczeństwo swoje lub współobywateli jest rasizmem?

piątek, 21 lipca 2017

Świadek papuga

Do ciekawego choć tragicznego wydarzenia doszło w Ameryce. Okazuje się bowiem, że w sądzie zeznawać może papuga. Co prawda w polskim slangu więziennym papuga oznacza adwokata, a ci oczywiście w sądzie się wypowiadają, ale w tym przypadku chodziło o ptaka. I nie jako adwokata, ale - oskarżyciela posiłkowego lub świadka zbrodni. Sprawa miała miejsce w 2015 r w Sand Lake w stanie Michigan.

Policja przyjechała do domu, w którym była strzelanina. W jej wyniku zginął mężczyzna a jego żona została ciężko ranna. Przyjęto, że był to napad rabunkowy. Jednak wszystko zmieniło się, gdy odnaleziono list pożegnalny, który przygotowała zraniona żona, oraz gdy wygadała się papuga jej zabitego męża, którą zaopiekowała się jego poprzednia partnerka życiowa.

Papuga, afrykańska żako, jest doskonałym naśladowcą głosów i od niej była żona zabitego usłyszała słowa "nie strzelaj". Oczywiście można pomyśleć, że strzelać mógł przecież jakiś bandyta, ale policja powiązała to z listem pożegnalnym i stwierdziła, że to aktualna żona zastrzeliła swojego męża, a potem usiłowała popełnić samobójstwo. 

Pamiętajcie więc, że dziś i zwierzęta mogą zeznawać w sądzie.

wtorek, 7 marca 2017

Kobiety wszystkich płci

W przeciwieństwie do wielu mężczyzn, którzy usiłując siebie robić macho, ja mam bardzo duży szacunek do kobiet - ich mądrości życiowej, zapobiegliwości i determinacji. Są jednak takie kobiety, które najwyraźniej przystają bardziej do wzorów odmawiającego im pełnej równości Janusza Korwin-Mikkego. Już jakiś czas temu posłanka Joanna Scheuring-Wielgus znana stała się z powodu wykrzyczenia przez nią absurdalnego hasła "Dość dyktatury kobiet!" w czasie jednego z Czarnych Protestów. Co gorsza, to hasło zostało równie bezmyślnie powtórzone przez uczestniczki i dopiero po chwili ktoś zorientował się, że powinno być "mężczyzn". Ostatnio jednak pojawiła się kolejna perełka tego rodzaju na niedawnej manifie.

Tym razem czasie manify uwagę internautów zwróciła tabliczka z napisem "Kobiety wszystkich płci łączcie się". Wiadomo do czego jest to nawiązanie - do starego komunistycznego hasła, które swego czasu miała jako motto "Trybuna Ludu", a także tygodnik "Polityka", dziś stojący się w piórka nowoczesnego i obiektywnego. To hasło wzięte z Manifestu Komunistycznego Karola Marksa i Fryderyka Engelsa brzmiało "Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!".  Oczywiście pierwszą reakcją na takie absurdalne hasło może być tylko śmiech. Mogą być kobiety wszystkich narodów, ras, religii - ale nie płci. Choć, jeśli się nad tym dłużej zastanowić, to niestety nie jest już do śmiechu...

Bo przecież jest lewactwo i cała jego radosna genderowa twórczość, która (jak ostatnio to słyszałem) wyróżniła już 75 płci, ale być może jestem nie na czasie i może naprodukowali ich więcej. Z pewnością znaczna część tych dodatkowych genderowych "płci" to kobiety. Dlatego też mówienie o kobietach wszystkich płci ma w tym wypadku pokraczny sens. Jednak dla mnie prywatnie jest tylko jedna płeć kobieca - niezależnie od tego, czy biologicznie zrodzona, czy po operacji zmiany płci. Dzielenie kobiet na jakieś płciowe warianty przypomina mi bardziej praktyki faszystowskie dzielenia ludzi na nadludzi i podludzi. 

Z jedną różnicą - autorki tego napisu z manify sam się przydzieliły do tych głupszych.

niedziela, 15 stycznia 2017

Jedyny w swoim rodzaju

Niekiedy trafia się na ogłoszenie, które prawdopodobnie pochodzi od tej samej osoby. Poznaję go po niektórych sformułowaniach, których dana osoba używa w swoim anonsie. I tego rodzaju anons, o którym pisałem już kilka razy, to na przykład anons o poszukiwaniu człowieka z blizną. Zaś drugi, o którym już kilka razy pisałem, to anons o osobie  mającej (moim zdaniem) zbyt wygórowane  oczekiwania. Na ogół umieszczała ona całkiem długie eseje, tym razem jednak osiągnęła mistrzostwo w zakresie krótkości wypowiedzi. Oto ten anons:

Jestem pasywnym homoemocjonalistą. Szukam aktywnego homoemocjonalisty lub homoseksualisty, bo moja intuicja i bogate doświadczenie mi mówi że jestem jedynym homoemocjonalistą w Polsce i być może na świecie. 

Skromności nie można autorowi zarzucić. Uważanie się za jedynego na całym świecie to oczywiście powód do dumy, ale taka duma lubi wpadać w pychę. W sumie każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju na całym świecie, ale tu chodzi nie o człowieka jako indywidualność, ale o rodzaj, typ człowieka, a to już powinno być coś bardziej reprezentowanego i bardziej powszechnego. Z pewnością można jednak powiedzieć, że ów homoemocjonalista jest jedyny w swoim rodzaju na portalu ogłoszeniowym, na którym widziałem jego anons. 

Tym, którzy nie czytali wcześniej o tym panu przypomnę, że jest to osoba o bardzo wyśrubowanej (w swoim mniemaniu) i wysokiej kulturze osobistej, wiedzy, wspaniałym charakterze i innych cechach. Taki książę z bajki. Oczywiście wymaga on partnera dorównującego mu klasą. Zabawne więc jest to, że tak wyśrubowanie wysoka osobowość zderzyła się w tym anonsie ze straszliwie niskiego lotu banalnością. Okazuje się bowiem, że cały ten anons kręci się tak naprawdę wokół prymitywnego szukania aktywa przez pasywa.

A to na pewno nie jest jedyne na świecie :-)

sobota, 7 stycznia 2017

Napoleoński penis

Czy można mieć szalone sny? Ja mam prawie zawsze szalone sny. A dzisiejszej nocy śniło mi się coś niebywałego, między innymi to, że moja była klasa ze szkoły średniej kupiła mi za sto tysięcy złotych w komisie nie lada podarunek. W kartonie był tam bowiem sztuczny penis zrobiony z plastiku dla samego Napoleona Bonaparte. Otóż ten sztuczny penis tak naprawdę nie był sztucznym penisem, ale takim jakby plastikowym obramowaniem na penisa, które miało zabezpieczać penis przed wzwodem, albo zejściem ze wzwodu, albo nie wiem przed czym innym.
 
Co do penisa nie wiem jak to było z jego przeznaczeniem, ale w każdym razie bardzo się przeraziłem, gdy okazało się że od tego podarunku mojej klasy wyrzuciłem pudełko. A co do tego napoleońskiego sztucznego penisa, stwierdziłem że będzie to jakaś taka maskotka na biurko, ale w sumie nie spodobała mi się ona, bo jej nie można było dobrze postawić. I nagle się okazuje, że kasa założyła za niego te sto tysięcy złotych i trzeba to im oddać. A zatem szybko iść do administracji osiedla po to, żeby odzyskać ze zsypu na śmieci oryginalne pudełko i oddać i wszystko nienaruszone. Bo we śnie mieszkałem w bloku ze zsypem na śmieci.

Na szczęście nie musiałem nic oddawać, ani odzyskiwać ze zsypu.  Po prostu się obudziłem. Kiedy się budzę z takiego snu, to nie żałuję, że żyje w zupełnie innym świecie, w którym nie istnieją takie kosztowne prezenty zamawiane na nasz własny koszt. Zawsze dziwi mnie jednak to, że mój umysł produkuje tego rodzaju komiczne, tragiczne, zadziwiające historie. Ale tak się dzieje wtedy, gdy umysł bryka w nocy swobodnie i nie ma nic innego do roboty. Ja się jednak z tego snu obudziłem.

A nasza opozycja się chyba nadal nie zbudziła i ciągle jest jak dzieci we śnie.

niedziela, 27 listopada 2016

Ad Kalendas Graecas

Dawniej mawiało się, jeszcze w starożytnym Rzymie, że coś może się wydarzyć ad Kalendas Graecas, czyli nigdy - bo greckie kalendy nie istniały. Dziś można to samo powiedzieć o prezesie Trybunału Konstytucyjnego, Andrzeju Rzeplińskim. Otóż prezes Rzepliński w pewnym senie kopnął w kalendarz. W reklamowym kalendarzu Trybunału Konstytucyjnego wkradł się bowiem pewien drobny błąd - zabrakło w nim między innymi 19 i 20 grudnia, a jak wiadomo prezes Rzepliński miał 19 grudnia skończyć kadencję. A skoro tego dnia nie ma w kalendarzu, to można żartobliwie rzec, że prezes Rzepliński jest wieczny.

Tak zresztą powiedział o nim sędzia Biernat - Rzepliński nie skończy nigdy kadencji i jest nieśmiertelny. Tymczasem kalendarz Trybunału Konstytucyjnego to wyraźnie potwierdza. Jednak żyjemy w demokratycznym kraju, więc kalendarz ów odbiera istnienie nie tylko dniom 19 i 20 grudnia, ale także 5, 6, 12 oraz 13 grudnia. To zdecydowanie zła wiadomość dla KOD - mieli demonstrować 13 grudnia, w rocznicę wprowadzenia przez Jarosława Kaczyńskiego stanu wojennego, czyż nie? Z drugiej strony, osoby urodzone w tych dniach są niestety pozbawione okazji do świętowania swoich urodzin. Kto nie wierzy w tę opowieść, znajdzie zdjęcia kalendarza TK pod tym linkiem.

Jednak jeśli ktoś traci, to najczęściej inny zyskuje. Dni 7, 8, 14, 15, 21 i 22 grudnia są w tym kalendarzu Trybunału Konstytucyjnego podwójne. Zatem osoby urodzone w tych dniach mają szansę na świętowanie podwójnych urodzin. To też dla nich jedyna w swoim rodzaju okazja, aby cofnąć się w czasie. Jak widać, kalendarz Trybunału Konstytucyjnego jest naprawdę jedyny w swoim rodzaju, podobnie jak jego Prezes. W sumie jednak nie ma w tym nic dziwnego.

Wszak polska opozycja totalna musi wystawić po swojej stronie równie totalnego Prezesa.

piątek, 9 września 2016

Stały nick

Nic tak nie poprawia humoru jak nietypowa rozmowa na czacie, szczególnie jeśli sama w sobie humor posiada. Czasem jest to jednak humor sytuacyjny wbrew intencjom rozmówcy. Tak miałem przy okazji rozmowy z kimś, którego nick wskazywał na wiek 45 lat. Od razu gdy mi się ten rozmówca przedstawił (a widział mój wiek w moim nicku) zaznaczył, że ma 48 lat. Ponieważ był w zakresie wiekowym, który raczej nie wróży niczego dobrego w sensie jakości relacji (dojrzali faceci najczęściej mnie blokują) więc mogłem sobie pozwolić na małą "szarżę" wobec niego.

Zapytałem go więc czemu tak szybko się postarzał - w nicku 45, a tu już 48 mu stuknęło. Odpowiedź była przezabawna - okazuje się, że to stary nick. A więc pan od trzech lat ma taki sam, stary nick, no i dlatego wiek w nicku jest zamrożony. Problem był tylko taki, że ten nick był tymczasowy, a nie zarejestrowany na czacie - a zatem wpisywało się go ręcznie przed każdą sesją czata. I jakoś - pardon - nie mogę uwierzyć, że pan od trzech lat bezmyślnie (i równie konsekwentnie) wpisuje stary wiek w starym nicku. 

Tłumaczenie ze starym nickiem może i zabawne, ale prawda jest taka, że pan zapewne chciał się odmłodzić na czacie, a gdy się pokazało, że trafił na mniej więcej rówieśnika, to się od razu dla niego "postarzał". Akurat trafił jednak na takiego, dla którego powinien się jeszcze bardziej odmłodzić. Wyszło z tego zabawne tłumaczenie, z typową dla czata idiotyczną nieporadnością. Ale - after all - jedno trzeba przyznać obiektywnie...

Nawet największa czatowa nieporadność nie dorównuje tej, którą serwują nam niektórzy politycy :-)

czwartek, 18 sierpnia 2016

Execute order 66

Darth Sidious, ciemny lord Sith w trzeciej części "Gwiezdnych wojen" rozkazywał klonom zabijać Jedi poprzez słynne "execute order sixty six". A mi trafiło się to w o wiele bardziej zabawny sposób w moim życiu prywatnym. Otóż zapisałem czyjś numer GG od osoby spotkanej na czacie. Powiedzmy że miał on postać XXX XXX. I miałem się odezwać na ten numer do niego. Więc odezwałem się - na numer XXX XXX 66. A jakże, był taki numer w katalogu. I napisałem do niego. 

Przywitałem się tam tylko. Dobrze, że nie napisałem nic innego. Bo nagle zagaduje mnie ta osoba z czata, z numeru XXX XXX. Co się więc stało? Po jego numerze napisałem "GG", a po chwili już się tak zdekoncentrowałem, że pomyłem te "GG" z "66". I miałem śmiechu na kilka minut. To nie pierwszy taki wypadek dekoncentracji. W poniedziałek poszedłem do Lidla po zakupy. Idę i patrzę - jakoś idealnie pusty parking. Ale co gorsza i sklep jakiś mało oblegany. Podchodzę bliżej - karteczka o zamknięciu sklepu.

No tak, przecież jest święto państwowe. Pokazywał to kalendarz w telefonie. Pokazywał też w komputerze, który synchronizuje się z telefonem (a telefon ma opcję polskich świąt, przepięknie pisanych po angielsku). Miałem więc Assumption of Mary. Zawsze to fajniej brzmi - i tak bardziej światowo. A ja chciałem mieć Assumption of working Lidl, ale mi się nie udało. Widocznie nie każde Assumption jest skuteczne ;-)

Takie są czasem skutki wpływu Sithów na nasze życie ;-)

środa, 10 sierpnia 2016

Żarliwy Niemiec

Niemcy to porządny naród. Wstyd się przyznać, ale długo nie zrozumiałem mema pod tytułem "Niemiecki nieporządek". Były to cztery spinacze biurowe idealnie równo poukładane. Nieporządek polegał jedynie na tym (a dla Niemca na tym), że jeden z nich był idealnie do góry nogami. Więc taki porządny naród to wzór. I okazuje się, że u Niemców zamiłowanie do porządku może być nawet - nomen omen - żarliwe. Otóż jeden z Niemców chciał spalić użyty do nagłego zaspokojenia potrzeby w lesie papier toaletowy - i spalił pół wyspy

Ta pedanteria w pozbyciu się papieru toaletowego kosztowała cztery tysiące hektarów lasu piniowego na wyspie La Palmie, w archipelagu z Wysp Kanaryjskich. Niestety, kosztowała też życie jednego z ratowników. Kiedy czytałem tego newsa, który byłby humorystyczny - gdyby nie tak tragiczny, to pomyślałem sobie o powiedzeniu, które mi się bardzo podoba - nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. Jak to dobrze, że Polacy nie są tacy pedantyczni. Kto wie, ile razy Polskę puściliby z dymem. 

Dziwne jednak, że ci pedantyczni i bardzo dobrze zorganizowani Niemcy wpuścili tak niechlujnie i bez żadnej kontroli ponad milion imigrantów do siebie. To kompletnie jest nie po niemiecku. Bardziej w nieporządnym stylu rosyjskim, gdzie mawiają, że ludzie jak trawa - odrosną. Rosjanie z życiem się nie liczyli, czego dowodem hekatomby ofiar w ich armii w czasie ostatniej wojny. Czyżby Niemcy ulegali jednak coraz większej putinizacji? Zaraz zaraz, a kogo to wskazują niemieckie osobistości na tak okrutnie puntinizowanego? Polaka jakiegoś?

Może zobaczyliby najpierw belkę w swoim oku zanim dopatrzą się źdźbła w cudzym :-)