Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikowanie się. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikowanie się. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 lutego 2018

Repeta po dniu

Komunikując się z ludźmi na czatach lub rozpatrując ich odpowiedzi na zamieszczone przeze mnie anonse spotykam się oczywiście z wieloma przypadkami głupoty, które też co jakiś czas uwieczniam także na moim blogu. Jednak nie zawsze można się spotkać z tak spektakularnym przypadkiem jak ten, z którym miałem do czynienia w ostatnich dniach. Zaczęło się całkiem niewinnie od odpowiedzi na mój anons. Zaczęliśmy korespondować i mój rozmówca przysłał mi zdjęcie. Już po wieku, który podał mi do wiadomości, mogłem się zorientować, że być może nic nam nie wyjdzie.

Pamiętałem jednak również jego zdjęcie i skojarzyłem to, że nie wyszło mi z nim poprzednio w czasie korespondencji. Zatem były jakieś istotne powody, dla których został skreślony. Pewnie jednym z nich był jego analfabetyzm ortograficzny w korespondencji. Aby być uczciwym, napisałem mu po prostu to, że nic nam się nie uda osiągnąć i pożegnałem się. Takie sytuacje się zdarzają - ja także zagaduję czasem osoby, które już ze mną rozmawiały, poprzednio mnie skreśliły i tym razem także mnie skreślają. To normalne i zdarza się w każdej komunikacji. Nie będę przecież pamiętał każdego wykonanego dotąd kontaktu.

Jednak co innego nie zapamiętać komunikacji z kimś sprzed na przykład pół roku, a co innego dosłownie kolejnego dnia ślepo odpowiadać na ten sam, identyczny anons, na który odpowiadając poprzedniego dnia dostało się kosza. Taki przypadek miałem właśnie wczoraj. Napisał mi ten sam człowiek, któremu przed chwilą właśnie odmówiłem poznawania. Ponieważ mój anons nie wygląda raczej jak typowy, tym bardziej dziwi mnie to, że było dla niego problemem zapamiętać i skojarzyć go następnego dnia. Okazuje się, że człowiek ten po prostu wykazał się kompletną ślepotą i brakiem pomyślunku.

To zresztą źle świadczy także o nim jako poznającym na ślepo do związku.

środa, 14 lutego 2018

Kleistość

Skoro dzisiaj Walentynki, to wypadałoby napisać coś o miłości lub też o poznawaniu do miłości, czyli do związku. Niedawno wymyśliłem rozmowie z pewną bardzo fajną osobą właśnie te określenie, które stało się tytułem dzisiejszej notki. Kleistość to taki styl rozmawiania z kimś dopiero co poznanym, który charakteryzuje się niejako przyklejaniem się do tej rozmowy różnego rodzaju erotycznych skojarzeń i fantazji. Bardzo łatwo taka "kleista" rozmowa przyciąga różnego rodzaju erotyczne pomysły, skojarzenia i emocje. Są one oczywiście w trakcie takiej rozmowy wyrażane i w efekcie tego rozmowa balansuje na granicy cyberseksu.

Być może w wielu przypadkach fragmentów rozmów, które w ciągu ostatnich dwóch tygodni prowadziłem z kolejnymi (jak się potem okazywało) bajkopisarzami, takie elementy cyberseksu po prostu się pojawiały. Brnąłem w nie z pełną świadomością tego, że prowadzę rozmowę w sposób, który nie jest zgodny z moją praktyką rozmawiania. Jednak emocje wzbudzane przez rozmowę z drugą osobą, podsycane również przez drugą osobę sprawiały, że tego rodzaju komunikacja w praktyce była do zaakceptowania. Potem, gdy się okazywało, że osoba z którą rozmawiałem jednak nie jest odpowiednia, łatwo było mieć do siebie pretensje o to, że za bardzo popłynęło się w rozmowie w stronę tematów intymnych.

Ostatnio poznałem bardzo fajnego chłopaka, z którym rozmowa nie jest kleista. Mimo, że odczuwam do niego, coś co trudno mi zdefiniować - są to z jednej strony bardzo pozytywne emocje, ale z drugiej strony emocje, które nie porywają mnie do płytkich erotycznych wynurzeń. Jest to coś głębszego i mniej hałaśliwego, a być może dzięki temu o wiele bardziej zapadającego w serce. Ani ja, ani on nie mamy potrzeby odpływać w dość płytkie erotyczne uniesienia w trakcie rozmów. Bardzo dobrze świadczy to na przyszłość, bo życie nie składa się wyłącznie z seksu ani rozmawiania o seksie nawet, jeśli jest się bardzo zakochaną w sobie parą. Rozmawia się za to o wielu codziennych sprawach, jak to jest zwyczajnie w życiu.

I właśnie mam nadzieję, że na taki styl rozmowy i z takim człowiekiem trafiłem.

czwartek, 8 lutego 2018

Kawa

Z kawą związany był nick rozmówcy na czacie, z którym to rozmówcą niedawno rozmawiałem. Rozmowa była bardzo przerywana, niczym picie kawy drobnymi łykami dlatego, że tego chłopaka ciągle wywalało z czata. Tym bardziej logiczne było zapytanie go o to, czy ma jakąś inną możliwość komunikowania się poza czatem, na przykład komunikator internetowy. Oczywiście nie miał nic takiego i zdany był jedynie na czata, który mu ciągle się wieszał.

Rzecz jasna nie o samym wieszaniu będzie mowa w tym wpisie. Rzekomo ten chłopak szukał związku i szalenie brakowało mu ojca. Szukał go w partnerze, bo swojego ojca nie znał. Napisał przejmująco, że jego ojciec tylko spłodził go i uciekł. To bardzo przykre i doskonale rozumiem jego potrzebę posiadania starszego partnera, góry byłby dla niego również ojcem, kierującym nim w jakiś sposób w życiu i zapewniającym oparcie. Tym bardziej taki chłopak powinien skupiać się na poznawaniu owego ojca-partnera, niż na jakikolwiek innych, idiotycznych działaniach. Tymczasem skupiał się właśnie na nich.

Robił to w typowy sposób i od dawna spotykany na czacie, czyli ciągle kierował całą rozmowę na temat erotyczne. Ja z nim poruszałem temat poznawania się i chciałem go wypytać na przykład o cechy jego charakteru, on zaś mi opisywał, jak obciągał klientom, którzy odwiedzali miejsce, w którym pracował. Było to co najmniej w bardzo złym guście i nieeleganckie, a do tego kompletnie kretyńskie. Jak można poważnie traktować człowieka szukającego głębszej relacji, gdy ten zamiast poznawać się pisze o swoich erotycznych przygodach? Nie chcę być źle zrozumiany, nie mam nic przeciwko opisywaniu erotycznych przygód, ale nie w momencie, gdy najważniejsze jest poznanie się jako takie, nie zaś wymiana erotycznych doświadczeń.

Być może chłopak ten napił się za wiele kawy, która rzuciła mu się na mózg ;-)

wtorek, 6 lutego 2018

Zasrana gąska

Już byłem w ogródku i witałem się z gąską, a gąska jedynie zesrała się. Tak można byłoby podsumować poznawanie pewnego chłopaka, z którym zetknąłem się na czacie. Z czata przeszliśmy na gadu-gadu i tam bardzo wiele pisaliśmy. W ciągu dwóch dni prawdopodobnie zużyliśmy około 20 godzin na komunikowanie się - i to wyłącznie przez gadu-gadu. Mój rozmówca podobno utopił telefon w basenie (co mogło mieć swój sens dlatego, że według swojej deklaracji pracował jako ratownik) i dlatego nie mógł ani rozmawiać przez telefon, ani używać WhatsApp, a nawet z tego powodu nie chciał podać mi numeru telefonu.

Ta ostatnia ostrożność szalenie mnie zdziwiła dlatego, że nawet gdyby jego karta SIM została zniszczona w wyniku zwarcia powstającego w trakcie wpadniecie telefonu do basenu, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby bardzo szybko wyrobić sobie duplikat karty i dalej móc korzystać ze swojego numeru. Być może (jeśli założyć, że człowiek ten był bajkopisarzem) obawiał się on po prostu tego, że znając jego numer będę starał się do niego zadzwonić i łatwo zorientuję się w tym, że bynajmniej jego numer nie jest wyłączony, tak jakby sugerowała jego opowieść o zalanym telefonie. Osoba, która pragnie poznać się do związku i wydaje się tak entuzjastycznie do nas adekwatna, nie ograniczy się wyłącznie do gadu-gadu, ale chętnie będzie się starała porozumieć przez telefon nawet wtedy, gdyby  utopiła swój własny aparat.

Co za problem bowiem przełożyć kartę SIM do innego telefonu i wykonać rozmowę? Jeśli nawet karta jest uszkodzona, to można polecieć jeszcze tego samego dnia do salonu swojego operatora i uzyskać duplikat, który po pół godzinie będzie działał. Zawsze wydawało mi się, że im bardziej czujemy się do siebie adekwatni, tym chętniej będziemy chcieli usłyszeć głos drugiej osoby, o ile nie możemy spotkać się osobiście ze względu na to, że mieszkamy w miastach odległych o kilkaset kilometrów. Tymczasem po podniesieniu przeze mnie tematu zadzwonienia do niego przez telefon, mój wspaniale adekwatny do mnie rozmówca po prostu przestał się odzywać na Gadu Gadu. Gdy piszę te notkę upłynęła już ponad doba od jego milczenia, a to bardzo wyraźnie sugeruje, że albo uległ jakiemuś autentycznemu wypadkowi, albo po prostu jest kłamcą, który podwinął ogon i uciekł. Jeśli czytacie już tę notkę na blogu, to oznacza że na pewno uciekł, gdyż od tego momentu upłynęły cztery doby.

Na szczęście z takimi tworzącymi fałszywe nadzieję kontaktami potrafię się rozstawać także bez żalu.

środa, 31 stycznia 2018

Komunikacja (nie)doskonała

Ostatnio blog wraca do formy, którą powinien posiadać jako blog gejowski dlatego, że coraz więcej piszę o różnych ciekawych i często negatywnych aspektach gejowskiej komunikacji. Ale oczywiście życie dostarcza mi tematów do bloga i to dostarcza każdego dnia. Ostatnio w ciągu jednego dnia zderzyły się dwa wydarzenia, które na blogu opisuję - o jednym, czyli o telefonującym bajkopisarzu, wspomniałem we wczorajszej nocce. Pora opisać inny bulwersujący dla mnie temat komunikacji (nie)doskonałej.

Na jednym z portali, na którym zamieściłem swoje ogłoszenie, odpisał mi facet nieco ode mnie starszy, a więc taki, który ze względu na moje widełki wiekowe i praktykę poznawania ludzi powinien być skreślony z góry. Jest bowiem bardzo duża szansa na to, że w tym jego wieku będzie mnie blokował emocjonalnie. Tymczasem z człowiekiem tym świetnie się zaczęło pisać nie tyle dlatego, że mieliśmy wiele ciekawych rzeczy do obgadania, ale dlatego, że on bardzo starannie odpisywał i uczepił się mnie z tą komunikacja jak rzep psiego ogona. Okazało się że posiada również mój ulubiony WhatsApp i tam mogliśmy przejść z wymianą myśli.

I tu się zaczęła komunikacja (nie)doskonała. Facet bowiem odzywał się bardzo często i rzeczywiście wzorowo komunikował się ze mną wykazując chęć podtrzymywania kontaktu. Gdy jednak doszło do wymiany zdjęć wiedziałem już, że nie jest w moim typie. Odtąd im komunikacja z nim była staranniej realizowana i podtrzymywana, tym bardziej mnie po prostu irytowała. Wiedziałem bowiem, że tak naprawdę tracę czas na rozmowę z kimś, z kim ani sama rozmowa nie była ciekawa i porywająca merytorycznie, ani też nie wiązała z tą osobą zbyt wiele nadziei. A ściślej - nie wiązała żadnych nadziei.

Jednak Pan Bóg ma poczucie humoru, bo czasem kompletnie stawia na głowie to, czego oczekiwałbym od życia - taka komunikacja byłaby wymarzona z autentycznym kandydatem na partnera.

wtorek, 30 stycznia 2018

Teraz tele

Właśnie pod takim wspaniałym nickiem zagadał mnie na czacie chłopak w odpowiedzi na mój głos o tym, że szukam partnera do związku. Przyznam się, że to dość nietypowe, aby człowiek mający nick wskazujący jedynie na chęć telefonowania w danej chwili szukał długotrwałej relacji. Okazuje się, że jednak jest to chłopak podobno szukający związku i bardzo chętnie chcący właśnie zadzwonić w celu obgadania tej sprawy.

Zapytałem go więc rutynowo o to, czy posiada WhatsApp na swoim numerze telefonu. Gdyby posiadał WhatsApp, to podałbym oczywiście swój numer, z którego korzystam także przy WhatsApp. Jednak nie posiadał tego komunikatora, więc podałem mu mój zwyczajny numer masażowy, który rozdaję bardzo chętnie każdemu, kto tylko o niego poprosi. Trochę potrwało, zanim on do mnie zadzwonił, ze względu na różne okoliczności techniczne, ale w końcu mogłem odebrać telefon.

Nie była to jakaś rozmowa wyraźnie ukierunkowana na seks, choć również o temacie erotycznym się rozmawiało. Co stosunkowo mnie zdziwiło to fakt, że kilka razy w trakcie tej rozmowy się rozłączał. W sumie do niczego sensownego żeśmy nie dotarli i w końcu po ostatnim jego rozłączeniu nie odezwał się już. Coś mi się wydaje, że jednak to był bajkopisarz, który pragnął po prostu zwalić sobie konia w trakcie rozmowy telefonicznej pomimo, że rozmowa nie była jakoś nadmiernie erotyczna. Być może on jednak po prostu walił konia rozmawiając ze mną, a rozłączał się wtedy, gdy musiał zintensyfikować walenie.

Niestety, z takim jego nickiem na czacie trudno znajdywać inne wytłumaczenie.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Afgański chart

Czasem trafiają się w czasie rozmów na czacie nie lada interesujące pogawędki. Jakiś czas temu poznałem na czacie zodiakalnego skorpiona, co z naturalnych względów mnie bardzo elektryzowało dlatego, że skorpion jest znakiem zodiaku który mnie najbardziej nakręca. Ten chłopak był żołnierzem i służył w jednostce wojskowej w pewnym polskim mieście. Jednak okazało się, że w praktyce znajomość z nim się nie udała, bo po prostu urwał się kontakt.

Niedawno miałem znowu rozmowę z chłopakiem, który okazał się zodiakalnym skorpionem i przesłał mi zdjęcie w mundurze. Wydawało mi się, że jest podobny do tamtego chłopaka i faktycznie okazało się, że służył w tym samym mieście. Jednak tym razem dostąpił nie lada zaszczytu, ponieważ (jak sam napisał) służy w naszej jednostce w Afganistanie. Oczywiście nie uwierzyłem kompletnie, bo zastanawiałam się, w jaki sposób siedziałby na czacie będąc w afgańskiej bazie - choć na pewno mają tam WiFi i jest to możliwe, ale kto by tam zaprzątał sobie głowę czatem? Wątpię, czy tam się czatuje i to na gej czatach.

Poprosiłem go więc o udowodnienie tego, że służy w Afganistanie. A udowodnić to może posyłając swoje zdjęcie tej części świata. On najpierw protestował mówiąc, że to wszystko jest tajne, więc odpisałem mu, że zdjęcie z jakiejś nietajnej części bazy lub cywilnej miejscowości, w których nie obowiązuje zakaz fotografowania, nie jest trudno wykonać. Wreszcie przysłał mi jakieś zdjęcie, w którym oczywiście nie można go było rozpoznać. Bardzo szybko sprawdziłem w Google, że jest to fotografia wzięta z netu, wykorzystywana zresztą w kilku polskich serwisach informacyjnych. A zatem definitywnie chłopak jest kłamcą i bajkopisarzem. Bo poprzednio był tylko bajkopisarzem.

Po raz pierwszy jednak miałem do czynienia z bajkopisarzem afgańskim :-)

czwartek, 25 stycznia 2018

Zakurzony

Od pewnego czasu mam problem z ustosunkowanie się do wszechobecnego na czatach (i nie tylko na czatach) pytania o rolę w analu. Każdy, kto kiedykolwiek uczestniczył w gejowskich czatach, wie z jakim wielkim nabożeństwem i przesadnym przereklamowaniem podchodzi to środowisko do określenia się po magicznej stronie A, P lub Uni. Tymczasem ja bardzo lubię być przeciwko tego rodzaju owczym pędom i uwielbiam je kontestować szczególnie wtedy, gdy mam mocne poczucie swojej racji. Nieraz bowiem przekonałem się, jak bardzo umowne i sztuczne są te analne podziały.

W mojej sytuacji dodatkowo ważne jest to, że od dawna nie uprawiałem analu w obu rolach i w związku z czym wypadłem z wprawy. Jak więc odpowiadać na pytanie o rolę w analu, aby jednocześnie pokazać stan faktyczny i dodatkowo podkreślić moje dystansowanie się od tego rodzaju sztucznych podziałów? Niedawno wpadłem na pomysł, aby mówić że jestem zakurzony - czyli że moje role w analu są zakurzone dlatego, iż nie uprawiam go od swego czasu. Okazuje się jednak, że dla wielu moich rozmówców tego typu metafora jest zbyt trudna do przełknięcia i nie do końca wiedzą o co chodzi - a to oznacza, że trzeba im wszystko cierpliwie tłumaczyć,

Dlatego niedawno wpadłem na jeszcze lepsze rozwiązanie, które co prawda mieści się nie w jednym, lecz w trzech słowach, ale za to jest o wiele bardziej zrozumiałe. Odpowiadam w takiej sytuacji że wypadłem z ról - po prostu nie jestem ani aktywny, ani pasywny, ani uniwersalny. To oczywiście nie gwarantuje zrozumienia ze strony moich rozmówców, a wręcz przeciwnie - w większości przypadków kolejne głupie pytania, przebijające swoją głupotą pierwotne pytanie o rolę w analu. Ale takie niestety idiotyczne są czaty gejowskie i podejście ich rozmówców do seksu i życia.

Pod względem myślenia większość osób na gej czatach tak jest bowiem niewątpliwie głęboko pasywna :-)

środa, 24 stycznia 2018

Debil-00

Przeogromny mamy obecnie urodzaj debili. Wczoraj debilem byłem ja, ponieważ popłynąłem w rozmowie w idiotyczny sposób i zniechęciłem tym samym kogoś - to moja wina i tylko ja za to ponoszę odpowiedzialność. Dziś dla równowagi i mamy debila, którym jest ktoś inny, ale za to debil z niego pierwszorzędny pod pewnym względem - zresztą ocenicie sami. Rozmawiam z kimś na czacie i poznajemy się, być może do związku. W takiej sytuacji wysyłam swoje zdjęcie, aby druga osoba mogła ocenić, czy jestem w jego typie. Uważam to za rzecz całkowicie oczywistą, a poza tym pragmatyczną, bo jeśli nie jestem z czyimś typie, to oszczędzam sobie dalszej rozmowy.

Tym razem widocznie byłem w typie mojego rozmówcy, ale okazało się, że mój rozmówca nie posiada zdjęcia, które mógłby wysłać. No cóż, bardzo przykre. Niezbyt lubię ludzi nie wychodzących naprzeciw przy poznawaniu się. Oczywiście rozmówca powoływał się na moją wcześniejszą rozmowę, w której podkreślałem, że liczy się głównie charakter. Podałem mu więc swoją skalę - wygląd 1% wartości człowieka, urok osobisty 9%, charakter 90%. Ale nawet ten 1% może zepsuć wszystko, prawda? W sumie wybaczyłem mu ten brak zdjęcia. Jeśli chce się spotkać, to nie ma problemu, ale musi przyjechać do mnie, bo ja nie fatyguję się do osób anonimowych z twarzy. Jeśli one chcą ryzykować, to niech same przyjeżdżają.

Podałem mojemu rozmówcy numer telefonu celem umówienia się na spotkanie. A ten odpowiada mi, że nie podaje na tym etapie numeru telefonu i będzie umawiał się mailem. Tym razem już się wpieniłem. Napisałem mu, że nie spotykam się z kimś, kto umawia się maila, chcę mieć bowiem bezpośredni kontakt do niego, bo w każdej chwili coś może wypaść, nawet na ostatnią chwilę, a wtedy email nie wystarczy do odwołania spotkania. Brak zdjęcia można wybaczyć, jeśli ktoś chce zaryzykować przyjazd do mnie. Ale umawianie się na spotkanie mailem jest po prostu obraźliwe. Nie muszę tłumaczyć, że nic z tego spotkania nie wyszło. Nazywam to syndromem obiadowym - ktoś mówi, że niby jest bardzo głodny, ale gdy zapraszamy go na obiad, to okazuje się, że głód wcale mu nie doskwiera. Podobnie z tymi ludźmi, którzy rzekomo szukają do związku, ale tak naprawdę nie zależy im na wyjściu naprzeciw w poznawaniu się.

Czyli debil-00, zero realnej chęci do poznania się.

wtorek, 23 stycznia 2018

Debil-24

Rzadko kiedy mogę napisać o takim przykładzie debilizmu na czacie, z jakim miałem do czynienia wczoraj. Tym razem jednak debilem byłem ja sam, dlatego napiszę samokrytycznie o idiotyzmie, który zrobiłem. Zagaduję na głównym kanale i mówię że szukam chłopaka z całej Polski. Oczywiście jeszcze nie debilizm :-) Odpowiada mi chłopak mający 23 lata i być może szukający do związku. Być może dlatego, że jeszcze nie zdążyliśmy tego obgadać, ale on napisał, że woli starszych od siebie i sam ma 23 lata.

A ja mu napisałem swoim debilnym żartem, że szkoda iż nie ma 24 lat, bo ta liczba jest podzielna przez 12, 8, 6, 4, 3 i 2. Faktycznie, bardzo podoba mi się babilońska liczba 24, ze swoją estetyką, symetrią i podzielnością, ale oczywiście nie jest to powód do tego, żeby komuś o tym od razu na początku rozmowy pisać. Rocznikowo tamten miał 24 lata, ja zaś zacząłem mu wyjaśniać, że po prostu mam pewne dziwne podejście do niektórych liczb. Niestety widocznie znudziła mu się taka rozmowa o liczbach, bo zamknął okno rozmowy.

Niestety, nie po raz pierwszy zdarza się, że niepotrzebnie odlatuję w rozmowie na jakiś poboczny temat, w niezbyt zrozumiały żart, w jakąś poplątaną metaforę i tym podobne "kwiatki". W efekcie rozmówca się gubi i stwierdza, że rozmowa jest nieciekawa i ją kończy. Powinienem tego typu rzeczy trzymać głęboko w szufladzie mojego umysłu, a rozmowy zaczynać w bardziej ludzki, zwykły sposób i dopiero wtedy, gdy bardzo dobrze się poznamy, można będzie o takich trzecio- i pięciorzędnych w sumie duperelach rozmawiać. A póki tego nie wypraktykuję, to niestety grożą mi właśnie takie debilizmy.

Tym razem występowałem jako Debil-24 :-)

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Kutas w ryj

Niejednokrotnie już przekonałem się o tym, że na czatach ludzie kompletnie nie znają pojęć, ne które się tak bezmyślnie powołują. Przekonałem się o tym niedawno w czasie rozmowy na czacie, gdy zaznaczyłam komuś (mającemu nick wskazujący raczej na to, że szuka do seksu w hotelu, w którym się prawdopodobnie znajduje), że szukam partnera do związku - czyli w domyśle nie szukam żadnych przygód. No to mój rozmówca ku mojemu zdziwieniu napisał, że chętnie go to interesuje. Już wydawało się, być może to sensowna osoba.

Jednak chwilę potem mój rozmówca zapytał mnie oczywiście o to co lubię. Nieśmiertelne i kretyńskie pytanie pojawiające się na czacie. Jeśli chcę zrobić sobie jaja odpowiadam, że lubię kawę. Tym razem odpisałem na poważnie - że lubię bliskość emocjonalną i uczucie. Bo faktycznie to lubię, w przeciwieństwie do tego, co odpowiadają zazwyczaj inni - że na przykład lubią anal w takiej pozycji lub oral w innej. Tymczasem facet napisał mi, że od niego to jedynie kutas w ryj. Zatem mój rozmówca najwyraźniej tak rozumie pojęcie związku. Polega to po prostu na odpowiednim zadokowaniu kutasem do ryja drugiej osoby :-)

Nie dziwmy się więc, że rozmawiając z kimkolwiek na czatach możemy być bardzo sceptyczni co do wszelkich deklaracji albo potwierdzeń ze strony naszych rozmówców. Cóż bowiem z tego, jeśli ktoś potwierdzi, że on również szuka związku, gdy okaże się po chwili, że w jego rozumieniu związek to zupełnie coś innego. Dlatego jakiekolwiek deklaracje ze strony rozmówców dotyczące tego, czego oni szukają, są dla mnie jedynie nic nie znaczącymi słowami, dopóki rzeczywiste czyny mojego rozmówcy nie upewnią mnie o tym, że on dokładnie wie o czym mówi.

Tymczasem jak mój rozmówca wali się na ryj - bez kutasa :-)

czwartek, 18 stycznia 2018

Private gallery

Niedawno otrzymałem ciekawą korespondencję od kogoś na jednym z portali gejowskich. Były to dwie wiadomości, a jedna z nich była prywatną galerią udostępnioną przez piszącego do mnie użytkownika portalu. Już po miniaturkach zdjęć zorientowałem się bardzo łatwo, że są tam jedynie "urocze portrety penisa". Akurat jednak zupełnie mi na nich nie zależało, dlatego zapytałem mojego korespondenta, po co mi zdjęcia jego fiuta.

On zaś zdziwił się i odpisał mi, że myślał, że zdjęcia jego fiuta mi się spodobają. Zaraz potem pożegnał się, ale jeszcze zapytałem go (pisząc o tym, że szukam nie fiuta, lecz partnera), jak można było sądzić, że w takiej sytuacji zależy mi jedynie na samych fiutach? Wydawało mi się bowiem, że chociażby w samym opisie na moim profilu wyraźnie napisałem czego szukam i na czym mi zależy. Prosta, elementarna inteligencja pozwala wydedukować, że na penisach jako takich mi nie zależy w ogóle.

W tym zakresie jednak mój rozmówca jak się okazuje nie był w stanie odpowiedzieć na to pytanie i tylko potwierdził, że jest "luzik" przestając się odzywać. Rozumiem, że jego inteligencja jest wystarczająca do wysłania specjalnej galerii dla użytkowników portalu, ale niewystarczająca dla zastanowienia się nad tym, czy ta galeria będzie na nich interesująca do oglądania, czy nie. Nie od dziś wiadomo, że większa część użytkowników gejowskich portali myśli fiutem. W sumie nie powinienem się dziwić, ale zawsze wydawało mi się, że naprawdę nie jest problemem zorientować się w tym, że ja samych fiutów nie szukam.

Widocznie jeśli ktoś za bardzo myśli fiutem, to nawet takiej prostej logiki nie jest w stanie ogarnąć :-)

niedziela, 14 stycznia 2018

Na poziomie

Próba poznawania ludzi na czacie czasem sprawia, że możemy pokusić się o pewną refleksję nad cudzym lub też naszym własnym życiem. Taką zabawną i pouczającą historię miałem wczoraj, gdy wlazłem sobie na czata leżąc w łóżku i odpaliłem czat równolegle do brydża granego na telefonie komórkowym. Szczerze mówiąc, nie bardzo mi w tym brydżu przeszkadzał. Zauważyłem w głównym oknie rozmowy czata pewnego chłopaka, który anonsował, że szuka do związku. Dlatego zaciekawiło mnie, gdy do mnie zagadał.

Jednak bardzo szybko rozmowa zaczęła być ciekawa z innego powodu. On zapytał mnie czym zajmuje się zawodowo, a sam powiedział, że jest fryzjerem i ma własny salon. Ponieważ w nicku miał wypisany wiek 23 lata, więc logiczne wydało mi się zapytanie go o to, czy ma bogatych rodziców. Bo raczej wątpię, żeby ktoś dorobił się jako fryzjer i w ciągu trzech-czterech lat był w stanie stworzyć własny salon. Może jednak się mylę - ciężka praca, niewielkie koszty wynajmu pomieszczenia, zaczynanie ze skromnym początkowym wyposażeniem być może wystarczy.

W sumie podobno takich zamożnych rodziców nie miał. Ale bardzo szybko skompromitował się czymś innym - zapytał mnie o to, czy jestem zamożny. Nie chodzi tu o to, że (jak to się mówi) dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają. Chodzi o to, że takie pytanie wprost sugeruje, że chce się być czymś utrzymankiem, lub szuka się tylko kogoś do układanki pod względem finansowym i pokazowym. Zapytał mnie też o to, czy żyję na poziomie - a więc w domyśle, czy mam przysłowiową skórę, furę i komórę. Zadeklarował też, że fajnie jest wydawać kasę. A ja odpowiedziałem mu na to zgodnie z prawdą, że życie w ciągu ostatnich lat nauczyło mnie wiele i że zamożność mam w dupie, bo przekonałem się z własnego doświadczenia, że pieniądze szczęścia nie dadzą (choć oczywiście napomknąłem, że lepiej je mieć) - a miałem kiedyś pieniędzy full, więc wiem co mówię.

Mój rozmówca już nic więcej nie napisał, ani nie zamknął okna priva - widocznie przy całej swojej zamożności zapomniał zainwestować w szare komórki ;-)

środa, 27 grudnia 2017

Piła

Rzadko kiedy mam tak wyraźny przykład piły w czasie rozmowy w internecie. Piła polega na tym, że trafiamy na kogoś, z kim rozmowa zaczyna coraz bardziej iść jak po grudzie i czujemy, że coraz bardziej jest ona niekomfortowa. A potem bardzo często piła przeradza się ze strony rozmówcy w agresję. Ta agresja zresztą jest bardzo zabawna, bo dowodzi kompletnego zagubienia rozmówcy i braku innych racjonalnych argumentów do rozmowy.

Rozmówca zagadał mnie w internecie. Zapytam mnie między innymi jakie mam wykształcenie. Napisałem mu, że humanistyczne. Zaczął dopytywać, jakie konkretnie. Zaczęło mnie to irytować ponieważ nie lubię, jak ktoś mnie na siłę naciska. Tym bardziej, jeśli naciska mnie kilka razy pod rząd. Jeśli jest klimat rozmowy, to oczywiście mogę sam z siebie powiedzieć więcej, ale na siłę nie będę ulegał presji. Tymczasem mój rozmówca powiedział coś, co mnie bardzo zastanowiło - że nie dogada się z kimś "po technikum czy wyższej szkole byle gównianej". Oczywiście tym samym skreślił się z obszaru moich zainteresowań. Nie dlatego, że kończyłem byle gównianą wyższą szkołę (bo akurat Uniwersytet Warszawski taki raczej nie jest), ale dlatego, że nie lubię ludzi, którzy w ten sposób i na chama podchodzą do innych z pogardą.

Dalej rozmowa była już tylko coraz gorsze. Ja odmówiłem mu podania szczegółów dotyczących moich studiów. Mój rozmówca nagle zaczął bluzgać. To typowe dla ludzi małej kultury. Oczekują niby jakiegoś supermana z super dyplomem uniwersyteckim, a z drugiej strony nie posiadają nawet kultury, którą powinien mieć zwyczajny maturzysta. Ba, kulturę taką posiada nawet zwyczajny człowiek z ukończoną jedynie szkołą podstawową, ale z kindersztubą wyniesioną z domu rodzinnego. Ja zaś od dawna przekonałem już się, że wykształcenie w sensie papierkowym nie musi być wcale gwarancją jakiejkolwiek kultury. To są rzeczy zupełnie na innych płaszczyznach. Dalej więc zostało mi tylko próbować go prowokować do kolejnych bluzgów. Na dodatek mój rozmówca zaczął się nagle stroić w piórka homofoba. Jeszcze bardziej zabawna maskarada. Ale potem stała się nudna i zakończyłem rozmowę.

Lubię poznawanie przez net - szybko odsiewa tych najmniej odpowiednich.

niedziela, 10 grudnia 2017

Uroki projekcji

Ostatnio pisałem dużo o technicznych kwestiach komunikacji w systemie Android i Windows, a dzisiaj napiszę o bynajmniej nie technicznym lecz bardziej psychologicznym aspekcie komunikacji. Ponieważ jest to blog gejowski, więc tego rodzaju post będzie z pewnością znacznie ciekawszy niż wczorajsza recenzja nawet najpiękniej nazwanego i najwygodniejszego multikomunikatora do Windows. Otrzymałem bowiem w odpowiedzi na mój anons na jednym z internetowych portali następujący mail od jednego z wielbicieli. Podaje go w oryginalnej pisowni dlatego, że jest ona istotna.

szukasz od miesecy i okazuje sie trudno znallezc mlodeg o z pelnym zbiornikiem spermy!!!!!!!!!!!!!! 

Co można by technicznie powiedzieć o tym mailu? Jest szalenie niechlujny i zdecydowanie przesadnie emocjonalny. O jego niechlujstwie świadczy brak zaczęcia go dużą literą, brak polskich liter i literówki jako takie. Przesadna emocjonalność wyrażona jest ogromną liczbą wykrzykników na końcu. Również treść maila jest strasznie emocjonalna - zawiera bowiem wyraz zamierzonego napięcia. Z jednej strony mamy poszukiwanie od miesięcy (a więc symbol beznadziejności), a z drugiej strony pragnienie znalezienia młodego z pełnym zbiornikiem spermy (a to już nie jest zwykły młody, ale młody z pełnym zbiornikiem spermy - dramatyczna różnica). Innymi słowy, mam przejebane, bo szukam od miesięcy i nie mogę znaleźć młodego z pełnym zbiornikiem spermy.

Być może do końca przejebane nie miałem, bo bardzo szybko odpisałem na swój typowy sposób. Napisałem mu tak: "Fascynuje mnie zawsze jak ludzie swoje własne projekcje potrzeb przypisują innym :)". Oczywiście było to rzucanie pereł przed wieprze i daremny trud - mail podany przez mojego "wielbiciela" był fikcyjny i jako całą odpowiedź dostałem wiadomość od demona pocztowego o niemożności dostarczenia maila. Dlatego tym bardziej chciałem podzielić się tą ciekawostką na moim blogu. Faktycznie, ewidentnie tu widać pewną projekcję własnych problemów przypisywaną komuś innemu. Ktoś krytykujący mnie w sposób racjonalny, i nie mieszający własnych projekcji do krytyki mojego sposobu poszukiwania chłopaka, nie pisałby maila z takim niechlujstwem, pośpiechem i emocjonalnością.

Doceniam jednak ten jego trud, bo gdyby napisał racjonalny mail do mnie, to nie byłoby o czym napisać na blogu :-)

sobota, 9 grudnia 2017

Franz

Rzadko zdarza się, by coś się w tak zabawny sposób zdezaktualizowane, jak to miało miejsce wczoraj. Pisałem rano o komunikacyjnej gąsce i o tym, jak już witałem się z gąską szukając multikomunikatora na Androida i w końcu go nie znalazłem. Teoretycznie go znalazłem, ale WhatsApp na moim komputerze stacjonarnym nie mógł się wtedy synchronizować, a na używaniu WhatsAppa z wygodnego komputera stacjonarnego mi bardzo zależy. Na moim komputerze centrum komunikacyjnym była przeglądarka Chrome. To tam miałem zainstalowane dwa addony - jeden z nich to był bezpośrednio addon do obsługi GG, a drugi to był Multi Messenger obsługujący WhatsApp, Skype i dwa konta Messengera na Facebooku.

Tymczasem wczoraj tak się złożyło, że zacząłem poszukiwać - już nawet nie pamiętam dokładnie pod jakim pretekstem - multikomunikatora dla Windows. I trafiłem w końcu na program Franz. Jeśli nazwa kojarzy wam się z Franciszkiem Józefem, to być może jest to dobre skojarzenie. Program Franz pochodzi bowiem z Austrii. Poczytałem sobie o nim i początkowo pewnych rzeczy nie zrozumiałem co do jego działania, ale w końcu wszystko stało się dla mnie jasne. Franz jest wręcz idealnym multikomunikatorem. Można porównać go, do ramy obrazu. Zapewnia tylko ramę (albo środowisko), w środku której umieszczony jest dowolny komunikator jako jego wersja internetowa.

Innymi słowy Franz jakby taką własną przeglądarką internetową, w której odpalane są różnego rodzaju strony WWW z komunikatorami. Dlatego każdy komunikator dostępny w swojej własnej wersji internetowej może z łatwością zostać umieszczony we Franzu. Dzięki temu mam w tej aplikacji pięć komunikatorów - czyli całą trzódkę do tej pory obsługiwaną przez Chrome, a do tego jeszcze - bonusowo - mój Kalendarz Google z konta wykorzystywanego w pracy. Jest to o tyle bardziej praktyczne, że GG umieszczone jest razem z innymi komunikatorami w jednym programie zamiast, tak jak do tej pory było, dostępne zupełnie osobno w samym Chrome (gdy reszta była w osobnym okienku). Jest to nie tylko o wiele bardziej pragmatyczne, ale również eleganckie. A poza tym jakoś bardzo spodobała mi się nazwa Franz - i to sprawiło że zdecydowałem się na ten program.

Takie duperele, jak elegancka nazwa programu lub jego ładna ikonka, są dla mnie bardzo często kluczowe przy podejmowaniu decyzji o jego wyborze.

środa, 6 grudnia 2017

Dyrektywa ptasia

Kretyńskie rozmowy na czacie polegają między innymi na tym, że wiele osób wszystko sprowadza do fiuta i ról w analu. Bardzo trudno znaleźć rozmowę, która by nie zachodziła - i to na ogół na samym jej początku - na tego rodzaju tematy. Dlatego warto robić sobie jaja chociażby po to, aby mieć trochę radości z takich idiotycznych rozmów, które po prostu mogą nieomal dosłownie śmiertelnie zanudzić. Ostatnio wpadłem na bardzo ciekawy, swoiście "unijny pomysł" w tym zakresie.

Mój "mądry inaczej" rozmówca napalony na punkcie seksu analnego zadał mi pytanie, które niezmiennie strasznie mnie wkurwia. Mianowicie zapytał mnie "dlaczego?". Oczywiście chodzi o to, że zapytał dlaczego nie uprawiam analu. To strasznie mnie denerwuje, ponieważ uważam, że akurat z kwestii braku uprawiania analu nie trzeba się tłumaczyć, bo nie jest to rzecz oczywista i przez każdego w niewolniczy sposób realizowana. Widocznie jednak niektórzy dosłownie nie wyobrażają sobie bez analu życia i brak uprawiania go wymaga u nich co najmniej obszernego uzasadnienia.

Tym razem takie uzasadnienie stworzyłem ad hoc. Byłem kompletnie bezczelny i powiedziałem mojemu rozmówcy, że po prostu wykonuję unijną dyrektywę ptasią. Nakazuje ona bowiem, aby nie nadużywać ptaka w jego naturalnym siedlisku. Rozmówca zaniemówił, więc nie było możliwości podziwiać jego reakcji. Ale przynajmniej - a warto patrzeć na to od pozytywnej strony - uchroniło mnie to być może przed kolejnymi, równie kretyńskimi pytaniami precyzującymi kwestię nieśmiertelnego analu, którego ja tak bardzo nie chcę przyjąć. Tak sobie myślę, że mniej więcej analogicznie postępuje lewactwo, które kompletnie jest zniesmaczone tym, że w Europie może być ktoś, kto nie ma ochoty przyjmować muzułmańskich imigrantów.

Na szczęście żyjemy w świecie, w którym różne kretyńskie wybory nie są jeszcze obowiązkowe.

niedziela, 3 grudnia 2017

Wyrośliśmy z bajek

Rzeczą, która szalenie wkurza mnie w trakcie rozmów z ludźmi na czatach, ewentualnie także na gadu-gadu lub prowadzenia korespondencji w odpowiedzi na moje anonse, jest jak najszybsze wykrywanie bajkopisarzy. Wkurza mnie w tym zakresie oczywiście każda sytuacja, która pokazuje, że bajkopisarza nie zidentyfikowałem wystarczająco szybko. Powinienem oczywiście w miarę możliwości od razu się poznać na nim i przestać z nim rozmawiać, bo jak wiadomo rozmowa z bajkopisarzem to z definicji strata czasu.

Tymczasem sztuka bajkopisarstwa polega na tym, aby wciągnąć kogoś do rozmowy w taki sposób, aby się nią karmić, a jednocześnie aby nie prowadziła do niczego konkretnego. Bajkopisarz z definicji nie będzie chciał kontynuować znajomości w realny sposób, a jedynie pisać będzie swoje przysłowiowe bajki. Niedawno rozmawiałem na czacie z kimś, kto wydawał się potencjalnie fajnym partnerem, ale poległ tradycyjnie jak na bajkopisarza przystało - z dziwnym ociąganiem się z przejściem na jakikolwiek inny kanał komunikacji. Wreszcie, kiedy go przycisnąłem, poprosił mnie o podanie telefonu. Oczywiście wiedziałem, że nie da znaku życia na telefon, ale na wszelki wypadek zażądałem, żeby w ciągu minuty puścił sygnał lub wysłał wiadomość.

Można się było założyć o wszystko, że na pewno takie coś się nie stanie. I w istocie nic się nie stało. Okazał się zwykłym, typowym bajkopisarzem. A ja stwierdziłem, że od dzisiaj postanawiam mieć jeszcze mniej tolerancji dla bajkopisania. Trzeba będzie o wiele szybciej żądać od rozmówców przejścia na realny kanał komunikacji. Czyli poza samym czatem lub poza korespondencją na portalach anosowych - w przypadku tych drugich. Jeśli ktoś odmówi przejścia na sensowny kanał komunikacji, nie warto sobie nim zawracać głowy. Zobaczymy, jak to sprawdzi się na czacie. Z pewnością będzie łatwiej rozmawiać, bo wiele długich rozmów nie prowadzących do czegokolwiek sensownego nie powinno się w tym momencie odbyć.

Po co tracić czas na bajkopisarzy, skoro już wyrośliśmy z bajek? ;-)

poniedziałek, 27 listopada 2017

22?

Dzisiaj dogrywka w Wielkiej Grze pod tytułem "Sprawdzanie pieniędzy na koncie i ewentualne pojechanie po odbiór telefonu", dlatego nie mam o czym pisać w zakresie odbierania telefonu w poniedziałek rano. Gra będzie się bowiem toczyła po południu, gdy skończę codzienną pracę. Na szczęście niedawno miałem rozmowę na czacie, która idealnie nadaje się na opisanie jej. Szczerze mówiąc, nigdy w życiu nie zdarzyła mi się podobna rozmowa, a ponieważ mam ich na koncie już kilkadziesiąt tysięcy, więc jest to naprawdę duży ewenement.

Rozmowa zaczęła się normalnie, chłopak z którym rozmawiałem szukał do związku i pisaliśmy o różnych sprawach. Między innymi zaczęliśmy pisać o temacie gier komputerowych, które są moim hobby, aczkolwiek w ciągu ostatniego miesiąca praktycznie w nic nie grałem. Mój rozmówca powiedział że woli gry FPS, czyli First Person Shooter. Ja powiedziałem mu, że dawno temu grałem w taką grę - Dark Forces. Ale było to naprawdę Long time ago chociaż nie in a Galaxy far far away. I za chwilę napisałem w osobnym wierszu "22?", nawiązując do zastanawiania się w poprzednim wierszu mojej wypowiedzi nad tym, ile lat temu w nią grałem. Tymczasem mój rozmówca niespodziewanie zamknął okno rozmowy.

Kompletnie mnie to zdziwiło, nie było ku temu żadnego racjonalnego powodu. I nagle znalazłem ten powód kilka linijek wyżej. Rozmówca zadał mi bowiem pytanie "Ilu miałeś chłopaków?". Ja tego nie zauważyłem pisząc kolejne linijki o grze Dark Forces, wpatrzony w klawiaturę. Zaś moje zapytanie (retoryczne) dotyczące tego, czy 22 lata temu grałem w tę grę, on odebrał jako zastanawianie się przeze mnie, czy miałem 22 chłopaków. Pomyślał zapewne, że to stanowczo za dużo i zamknął okno rozmowy. A ja uśmiałem się z tego przypadku, który zdarza się jak widać raz na kilkadziesiąt tysięcy rozmów.

Jeśli ktoś z was ma wątpliwości że Los bywa złośliwy - udowodniłem to :-)

wtorek, 10 października 2017

Aha

Rozmawianie z kimś jest jak rozgrywanie partii szachów. To porównanie jest bardzo zasadne, bowiem w partii szachowej zaczyna się od bardzo niewielu możliwych otwarć, ale właściwa gra oczywiście może rozgrywać się w znacznie większej liczbie wariantów. Podobnie jest z większością rozmów realizowanych między innymi poprzez internet. Zaczynają się mniej lub bardziej standardowymi otwarciami, potem zaś mogą przybrać zupełnie różną postać. Niektóre z tych otwarć szalenie mnie wkurzają dlatego, że poznaję po nich, iż mam do czynienia z osobą prowadzącą rozmowy w sposób idiotyczny. Przede wszystkim bardzo nie lubię zaczynania rozmowy od pytania "Co tam?" (ewentualnie "Jak leci?", "Co porabiasz?" lub tym podobnych). Skoro ktoś nie potrafi nawet sensownie zacząć rozmowy, to jaka jest nadzieja na to, będzie w stanie kontynuować ją również w sensowny sposób?

Bardzo nie lubię też odpowiadania słowem "aha". Jest ono po prostu klasycznym przykładem kompletnej umysłowej bezradności. W około 99% przypadków oznacza to, że rozmówca po prostu nie będzie w stanie nic sensownego wymyślić, albo też będzie to myślenie bardzo opóźnione i przychodzące mu w ogromnych bólach. Jeśli więc otrzymuję odpowiedź "aha", oznacza to zazwyczaj, że rozmowa jest w naturalnej agonii. Podobnie nie lubię słowa "rozumiem", ponieważ ono oznacza - paradoksalnie - brak zrozumienia. Dlaczego tak uważam? Dlatego, że w absolutnej większości przypadków po uzyskaniu odpowiedzi "rozumiem" rozmowa ulega zakończeniu lub też jest bardzo długi czas jest wstrzymana. A to oznacza ni mniej ni więcej, tylko właśnie brak zrozumienia i bezradność.

Miałem niedawno rozmowę, którą chciałbym przytoczyć jako przykład. Była ona nie na czacie, ale na innym kanale stanowiącym kopalnię idiotycznych rozmów, czyli na Gadu-Gadu. Ktoś zapytał mnie na początku standardowo o to, co robię. Odpowiedziałem mu tym razem w miarę oryginalnie tym, co przyszło mi ad hoc do głowy - że oddycham. Oczywiście w odpowiedzi na to, otrzymałem nieśmiertelne "aha". Przez dłuższy moment, kilka minut (na szczęście oczywiście nie czekałem w tym czasie przy oknie rozmowy, ale zajmowałem się innymi swoimi rzeczami na komputerze) rozmowa się nie kontynuowała. Klasyczny przykład bezradności i zagubienia drugiej strony. Wreszcie ulitowałem wam się nad rozmówcą i napisałem dosłownie: "Tak jak przewidywałem "aha" oznacza, że rozmówca wyczerpał swój potencjał umysłowy. To po co zaczepiasz?". Oczywiście na to pytanie również nie doczekałem się odpowiedzi - faktycznie po drugiej stronie nastąpiło kompletne zawieszenie się bezradnego i zagubionego rozmówcy.

I faktycznie warto zapytać - skoro nie potrafi rozmawiać, to po co zaczepia?