Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzystencjalne i życiowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzystencjalne i życiowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 lutego 2018

Najlepszy

Niezależnie od tego, czy dysponuję dużymi pieniędzmi w życiu, czy żyję bardzo skromnie, staram się kupować rzeczy jak najlepszej jakości i w miarę możliwości niebanalne pod względem formy. Innymi słowy, bardzo lubię kupować coś co nie jest badziewne. Nie dotyczy to oczywiście produktów żywnościowych, które kupuje skromne i choć przyzwoitej jakości. Nie są to produkty badziewne, ale nie są to też produkty "designerskie" za wyższą cenę. Żywność jednak zjada się i nie ma po niej śladu, natomiast elementy wyposażenia domowego mogą być używane latami.

Dlatego zdecydowanie staram się produkty użytkowe kupować jak najlepszej jakości lub odpowiednio przynajmniej wyglądające. Gdy zbierałem pieniądze kilka miesięcy temu na nowy telefon, udało mi się kupić telefon w outlecie i dzięki temu zaoszczędzić trochę pieniędzy. Starczyło mi na zakup małego grzejnika Sencor SFH 9011. Ten malutki grzejniczek o szerokości 20 cm i mocy 800/1200 watów jest w stanie nagrzać wynajmowane przeze mnie pomieszczenie około 25 m kwadratowych o kilka stopni. W dzisiejszym dniu, gdy za oknem temperatura wynosi minus 10 stopni, gdyby nie ten grzejnik, nie dałoby się w tym wynajmowanym pokoju funkcjonować, bo lokalne ogrzewanie jest po prostu niewystarczające.

Ponieważ opłata za media jest tutaj zryczałtowana niezależnie od ilości zużycia, więc nie muszę się hamować i mogę grzać tym grzejnikiem praktycznie tyle, ile mi się żywnie podoba. Przejrzałem kilkaset ofert grzejników na Allegro i tylko ten jeden był zarazem niezmiernie elegancki, designerski pod względem wyglądu, a jednocześnie bardzo funkcjonalny i dostępny w stosunkowo atrakcyjnej cenie, choć i tak kilka razy wyższej od najtańszych grzejników dostępnych na rynku. Prawdopodobnie jednak zakup tego grzejnika będzie miał dla mnie jeszcze większe życiowe znaczenie z tego powodu, że dowiedziawszy się o istnieniu japońskiej marki Sencor, która ma w swojej ofercie bardzo wiele różnych produktów, postanowiłem zacząć kupować właśnie jej wyroby.

Za jakiś czas mogę więc mieć całą flotę jej produktów w domu.

środa, 21 lutego 2018

Sztuka komunikacji

Rozmawianie z potencjalnymi klientami do masażu to rzeczywiście sztuka nie tylko układania słów i zdań, ale również okazywanie czasem niebiańskiej cierpliwości. Ze względu na to że poszukuję takich ludzi również na czatach związanych z erotyką - bo prosta praktyka pokazuje, że z takich czasów wiele osób będzie w stanie skusić się na masaż - muszę przebijać się czasem przez rozmowy będące obscenicznymi, a najczęściej po prostu wyjątkowo głupimi.

Mam w takiej sytuacji odruch pouczania moich rozmówców, krytykowania ich i stawiania im się - bo przecież ze swojej natury jestem niepokorny. Jednak rozmawiając z potencjalnym, nawet najgłupszym, ale jednak klientem muszę zdawać sobie sprawę z tego, że moim zasadniczym celem jest nie zniechęcić go do siebie i do swojego masażu, a wręcz przeciwnie - skłonić do skorzystania z tej usługi. Z drugiej strony muszę zrobić to w taki sposób, aby nie przekraczać moich własnych zasad i prawideł, którym się posługuje w pracy i w życiu.

To bardzo trudne zadanie nie tylko ze względów moralnych i organizacyjnych, ale także językowych. Muszę nie tylko odpowiednio formułować moją rozmowę, by przekazać wszystkie najważniejsze informacje klientowi i upewnić się, że nie będzie potem miał pretensji o to, że został niedoinformowany. Muszę także pracować ciągle nad tym, aby rozmowa z mojej strony była jak najbardziej zwięzła. Po co mam bowiem klepać obszernie w klawiaturę budując całe zdania, jeśli klient i tak za chwilę zamknie okno konwersacji. Na początek warto rozmawiać jak najbardziej ekonomicznie, krótkimi zdaniami, a dopiero potem, jest klient faktycznie jest zainteresowany, napisać coś więcej.

To pasjonująca sztuka komunikacji, która w sensie jest także moim hobby.

wtorek, 20 lutego 2018

Si vis pacem...

Jak głosi znane przysłowie - lepiej późno niż wcale. Wreszcie zacząłem pracować w takim rytmie, do jakiego byłbym chętny przez cały miesiąc, ale po prostu mi do tej pory raczej nie wychodziło. Jak już niedawno pisałem, okres zimowy ma się ku końcowi i jest to zdecydowanie najgorsza pora roku, gdy pogoda jeszcze nie jest wczesnowiosenna, za to bywają mrozy, jest ciemno i dzień jest jeszcze całkiem krótki. Wczoraj kończyłem swoją pracę około godziny jest 18 i było już ciemno. Niedługo o tej porze słońce będzie świeciło.

Miejmy nadzieję, że od tej pory do końca miesiąca uda się już przepracować wszystko prawidłowo. I tak nie zapewni mi to pieniędzy na wszystkie wydatki, które powinienem ponieść, ale przynajmniej będę miał mniej do łatania, niż miałbym gdybym nadal mi się nie udawało pracować. Oczywiście mogą także udać się pewne dodatkowe prace, które robię uzupełniająco, ale one z kolei nie tyle zależą ode mnie, co od przypadku. Ode mnie zależy praca przy tekstach - oczywiście pod warunkiem, że same teksty będą dostępne do wykonania. Na szczęście tekstów dostępnych do wykonania jest tyle, że spokojnie starczy ich do końca miesiąca i nie muszę się raczej o to martwić.

Dodatkowe prace mogą się pojawić lub nie, ale to tak naprawdę nie tyle zależy ode mnie i moich starań lecz raczej od czystego przypadku. W każdym razie nie jest tak źle, jakby mogło być i nie jest tak dobrze, jak bym chciał, aby było. Mam jednak pomyślne wróżby na przyszłość i myślę, że wszystko ułoży się w miarę sensownie i to w miarę krótkim czasie. Wczoraj dowiedziałem się o tym, że wreszcie załatwiona została sprawa, na którą to już długo czekałem. To sprawi, że różne kwestie pójdą do przodu w najbliższym czasie. Ja zaś sprawdzam pewne warianty, które już teraz powinienem ustalać po to, by na przyszłość być lepiej przygotowanym.

W pewnym sensie jest to nawiązanie do zasady - si vis pacem, para bellum.

niedziela, 18 lutego 2018

Nowe opcje

Wczoraj miałem wrócić do rytmu pracy, ale ta praca mi wyszła nie najlepiej, bo byłem w stanie zrealizować jedynie jedną szóstą mojego planu dnia. Oczywiście to bardzo tragiczna wiadomość. Ale przynajmniej zupełnie co innego mi się udało, bo zacząłem rozpatrywać pewne dodatkowe możliwości doprecyzowujące jeden z moich planów na przyszłość. I okazało się, że przy uwzględnieniu tych możliwości będzie to wspaniały plan do realizacji.

Dzisiaj rano zacząłem się dodatkowo zastanawiać nad kolejną opcją, która jeszcze bardziej mi się podoba i to wprawiło mnie w jeszcze lepszy humor, który mam nadzieję przełoży się także na moją pracę zawodową, może nie tak piękną i spektakularną jak planowanie przyszłości, ale konieczną do codziennej egzystencji i zapewnienia sobie do tej przyszłości od kilku kroków podejścia. O ile nie mam za bardzo motywacji do pracy, o tyle mam zdecydowanie dużą motywację do planowania tych spraw związanych z moją przyszłością.

A to oznacza, że generalnie motywacji mi nie brakuje, tylko jest to motywacja nie do końca wszędzie tam skierowana, gdzie bym chciał. Nie dziwi mnie jednak taka sytuacja zupełnie, bo mamy w tej chwili końcówkę zimy, czyli najgorszy okres w roku, kiedy jest jeszcze stosunkowo ciemno i zimno, a jednocześnie zmęczenie ikona miesiącami zimowego chłodu i mroku jest już największe. Dopiero wtedy, gdy na świecie nastanie wiosna, to siły będą rosły pod wpływem promieni słonecznych i temperatury, ćwierkających ptaków i zieleni.

A do tego czasu trzeba po prostu przetrwać :-)

piątek, 16 lutego 2018

Zmiana celu

Moje przemyślenia, które ostatnimi tygodniami i miesiącami wykonywałem w celu zaplanowania sobie pewnych posunięć dotyczących mojej własnej przyszłości, muszą zostać w bardzo pilnym trybie przewartościowane. Przemyślenia te bowiem polegały między innymi na wyborze pewnych opcji, z których zaczynałem budować dalsze plany, ale te opcje niestety nie zawsze były później aktualne. Miałem ostatnio taki przykład, gdy wspaniałą opcję wcześniej wybraną los mi po prostu odebrał. Trzeba było zatem wyrzucić do kosza wszystkie przemyślenia dotyczące tej opcji i zająć się poszukiwaniem zamienników.

Jeśli chodzi o zamienniki, to miałem zarówno już istniejące, które były brane pod uwagę jako przysłowiowy plan B, jak i mogłem liczyć na znalezienie nowych opcji, być może o wiele ciekawszych. W sumie spełniły się te dwie rzeczy naraz - zacząłem się zastanawiać nad jedną z już istniejących opcji i coraz bardziej ją rozkminiać, między innymi dlatego, że byłem w stanie dotrzeć do pełniejszych informacji w porównaniu do tych tej pory posiadanych. Spełniła się także druga opcja, ponieważ znalazłem także coś nowego, bardzo dobrego z jednej strony, ale posiadającego dla równowagi pewnego rodzaju realizacyjne wady.

W sumie nadal muszę się zastanawiać nad tym, które opcje byłyby najbardziej korzystne, ale przynajmniej mam większą jasność co do tych, które już mocno brałem pod uwagę. Być może okaże się, że dzięki temu będę w stanie wybrać opcję, która faktycznie stanie się dla mnie optymalna. A jest to wybór między czasem mocno różniącymi się rozwiązaniami. Byłoby to bardzo miłe, chociaż w życiu nie zawsze mamy luksus wyboru optymalnych rozwiązań. Z reguły działamy bowiem mniej lub bardziej pod presją czasu i nie mamy luksusu w pełni sprawdzić wszystkich dostępnych opcji. Warto jednak przynajmniej na tyle przyłożyć się do tego zadania, aby potem mieć świadomość tego, że zrobiło się wszystko co w naszej mocy, aby wybór był jak najlepszy.

Miejmy nadzieję, że szybko za teoretycznymi wyborami przyjdą praktyczne.

czwartek, 15 lutego 2018

Pomroczność jasna

Ostatnio mam ciekawą sytuację w zakresie zawodowym, bo cierpię na kompletną bezsilność do pracy. Zdarza mi się to czasami, gdyż moja praca jest pracą umysłową i wymaga bardzo dobrze rozwiniętego kreatywnego myślenia. Co prawda w mojej pracy nie piszę tekstów szczególnie ambitnych. Wręcz przeciwnie pisanie tekstów pozycjonerskich rządzi się specyficznymi prawami - są to teksty w miarę możliwości jak najbardziej rozwlekłe po to, aby chcę się ich pisania jak najszybciej wypełnić limit znaków danego precla (i oczywiście przy okazji wkleić do niego odpowiednie słowa kluczowe).

Mimo to czasem są takie dni, że po prostu człowiek nie ma głowy do pisania tekstu. Niekiedy tego rodzaju "pomroczność jasna" zdarza się przez wiele dni z rzędu. Ostatnio mam właśnie taką sytuację i zastanawiam się, dlaczego cierpię na tę przypadłość. Jest to tym bardziej denerwujące z tego powodu, że akurat tymczasowo podnieśli stawki. Można byłoby więcej zarobić pisząc teksty. Nie ma zaś gwarancji tego, że stawki te będą podniesione dalej, gdy skończy się już pisanie zaległych tekstów, z powodu których stawki zostały podniesione. Na pewno jest oczywiste, że przez te trzy dni niepisania sporo straciłem, w porównaniu do tego, co zarabiałam na ogół przy poprzednich stawkach.

Myślę że warto zastanawiać się czasem, dlaczego mamy takie dni, w czasie których nie chce nam się pracować i nie mamy siły. Być może nie wiadomo z jakiego powodu tak się dzieje, ale być może uda nam się określić jakieś czynniki, które samodzielnie lub też łącznie sprawiają, że właśnie cierpimy na tego typu zawodowe dolegliwości. Znalezienie tych przyczyn może skutkować próbą ich usunięcia i co za tym idzie udrożnienia naszej zawodowej aktywności. Jest to szczególnie ważne dla osób pracujących (tak jak ja) we własnych domach i całkowicie polegających na własnej samodyscyplinie. W tym przypadku jedynie my sami możemy troszczyć się o naszą pracę i sprawić, że będzie ona odpowiednio wykonywana po to, żebyśmy zrobili na niej odpowiednie pieniądze.

W sumie jednak nie żałuję tego, że to ja sam pilnuję swojej pracy :-)

niedziela, 11 lutego 2018

Anty-Motywacja

Czasem nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ta firma, dla której pisze teksty, działa niczym totalna opozycja - bez pomyślunku i strzelając sobie co chwila w stopę. A właśnie taki strzał w stopę moim zdaniem niedawno wykonali, choć trzeba przyznać bardzo miły dla nas, autorów tekstów. Otóż nagle okazało się, że teksty są droższe i w sumie - jak można było wyliczyć - ich cena wzrosła o 50%.

Potem sama firma oficjalnie potwierdziła podwyżkę 50% postanowioną z powodu tego, że jest wiele tekstów do wykonania i oni chcieliby żebyśmy jak najszybciej się tym zajęli. O ile jednak komunikat w samym systemie pracy (który wykorzystujemy po to, aby pisać zlecenia) był bardziej lakoniczny, o tyle w mailingu wysłanym do autorów pojawiło się określenie o podniesieniu stawek "dla tej fali" zleceń. W związku z tym dopytałem firmę, czy faktycznie jest to tymczasowa podwyżka. Okazuje się że tak, ale oczywiście nie wykluczają stałej podwyżki w sytuacji, gdyby tego typu problemy się ciągle powtarzały.

Napisałem im dość długi list, w którym zaznaczyłem że tego typu wańka wstańka cenowa na dłuższą metę zniechęci autorów, zmęczonych takimi niepewnymi podwyżkami. Gdyby zaś firma chciała dorobić się grona lojalnych autorów, poważnie liczących się z możliwością zarabiania na życie pracą dla niej, to obecne stawki już to umożliwiają, ale poprzednie stawki niestety nie. Dotychczasowe ceny pozwalały na zarobienie jedynie głodowej pensji. Zobaczymy, czy firma weźmie sobie to do serca, ale nawet gdyby wykazali się głupotą, to przynajmniej - jak liczyłem - na jakiś tydzień mamy zlecenia dostępne w wyższej cenie.

Czasem dobre i to w sytuacji, gdy każdy grosz się liczy.

sobota, 3 lutego 2018

Rozbieg

Załatwianie różnego rodzaju spraw chyba zaczyna się powoli kończyć i pora wracać do zwykłej codziennej pracy, którą od początku tego roku wykonywałem dosłownie od przypadku do przypadku. A wypadałoby się do niej wdrożyć. Zabawne, że w firmie rozesłano niedawno mailing do nas wszystkich z informacją o oczekujących na zleceniach i oczywiście możliwościach zarobków. Gdybym bardzo starannie pracował, tak jak robiłem to w poprzednich miesiącach, to zlecenia chodziłoby w sposób satysfakcjonujący.

Okazuje się jednak, że gdy ja nie pracuję, to chyba tak naprawdę cała firma prawie nic nie robi. A w każdym razie pracuje na pewno wiele gorzej niż pracowałaby razem ze mną. Być może brak mojego intensywnego wkładu pracy w ciągu tego miesiąca jednak skłoni firmę do wprowadzenia zmian, które mogłyby bardziej zmotywować finansowo ludzi, a o których swego czasu wspominałem. Jak na razie oczywiście ich nie wprowadzają, ale być może dojdą do wniosku, że jednak warto to zrobić.

Udało mi się za styczeń zabezpieczyć na szczęście odpowiednie pieniądze na wszystkie niezbędne opłaty. Bez tego byłbym ugotowany. Jednak lutym nie będzie już takiej możliwości i wszystko muszę wypracować samodzielnie, a dwa dni lutego (który przecież nie liczy 30 lub 31 dni) zostały już zmarnowane. Dlatego teraz w weekend zaczynam pracę i mam nadzieję, że od tej pory będzie ona toczyła się przynajmniej zwyczajnym rytmem i uda mi się spokojnie uzbierać wszystkie środki. A w międzyczasie może uda mi się pozałatwiać pomyślnie wszelkie inne sprawy, które ostatnio realizowałem.

A do tego równie mocno zależy mi na postępie w sprawach uczuciowych :-)

piątek, 2 lutego 2018

Przekładańce

Schładzanie i podgrzewanie, opóźnianie i przyspieszanie. Ostatnio moje życie jest jak wahadło i nie wiąże się to bynajmniej z rytmiką i harmonią, ale z wahaniami od nadziei do braku tej nadziei, od euforii do smutku i tym podobnymi dosyć niekomfortowymi zmianami nastroju i sytuacji. Wczoraj po raz kolejny pojechałem do Warszawy, aby odebrać pewne urzędowe pismo na które tak długo czekałem i okazało się, że tak naprawdę nie jest ono potrzebne do załatwienia moich spraw.

Na dodatek pokazało się, że pewne rzeczy się z poplątały. Z jednej strony pojawiły się bardzo pozytywne aspekty, których nie spodziewałem się wcześniej. Z drugiej strony okazało się, że są rzucane pewne kłody pod nogi, które z kolei utrudniają mi sytuację. Wszystko jest tak skomplikowane, że bardzo trudno jest oceniać to, jak i kiedy da się te rzeczy pozałatwiać. Jedyne, co można zrobić tej sytuacji, to pracować po prostu na swoim wycinku i realizować konkretne bieżące zadania po to, aby (kontynuując poprzednią metaforę) usuwać choćby po jednej kładzie spod nóg za każdym razem.

Jest jednak pewna bardzo miła okoliczność, która sprawia, że mam ogromną motywację do tej pracy. Wszystko nabrało bowiem zupełnie innego, można powiedzieć personalnego sensu. Nareszcie moje działania są robione nie tylko dla mnie. I być może to jest najważniejsza nauka z ostatniego miesiąca, którą pan Bóg miał mi do przekazania. Życie to nie tylko bardzo ważne organizacyjne i techniczne sprawy, ale również sprawy międzyludzkie. Jeżeli te ostatnio zaczynają świecić niczym letnie słońce, to całe życie zaczyna być ciepłe mimo zimowej aury za oknem. Tak między nami mówiąc, widget w telefonie pokazuje mi, że znów należy spodziewać się oziębienia, a i aura za oknem mogłaby zacząć być wiosenna.

Ale może Pan Bóg ma po prostu taki plan, że gdy na świecie nastanie wiosna, to również wiosna będzie w rozkwitała w moim życiu ;-)

niedziela, 28 stycznia 2018

Praca

Słowo "praca" ostatnio ma u mnie dwa znaczenia. Po pierwsze oczywiście jest to praca zawodowa, która w moim przypadku ostatnio była to praca bardzo zakurzona, bo niewiele jej wykonywałem. Miałem bowiem inne rzeczy na głowie i musiałem bardzo wiele spraw przemyśleć, wyszukiwać, sprawdzać i porównywać - a to wszystko wiąże się dziejącymi się w moim życiu przegrupowaniami. Jednak również tego typu (jak to pięknie się nazywa w środowiskach marketingowych) research może być uznany za pracę, tylko oczywiście pracę innego rodzaju. W końcu siedzi się nad tym wiele godzin, a w moim przypadku ostatnio także aż dwie noce pod rząd.

Dzisiaj jednak postanowiłem zasiąść po raz pierwszy od wielu dni także do mojej regularnej pracy po to, aby zarobić dodatkowe pieniądze. Oczywiście nie muszę tłumaczyć tego, dlaczego zarabia się pieniądze. Każdy doskonale wie, że są one potrzebne do różnych rzeczy. W moim przypadku chodzi także o to, żeby zebrać jakąś kwotę pieniędzy, którą będzie można wypłacić pod koniec stycznia. Oczywiście nie zbierze się zbyt wiele kasy przez zaledwie trzy lub cztery dni, ale zawsze na przysłowiowe waciki może wystarczyć.

Mam nadzieję, że ostatnie wydarzenia sprawią, że pomimo "zardzewienia" (ze względu na praktyczne niewykonywanie mojej normalnej pracy de facto od początku roku, czyli przez niemal cały miesiąc) będę miał energię i przede wszystkim głowę do jej realizacji dzisiaj i w najbliższych dniach. W końcu moja praca polega na kreatywności, a tego nie da się w żaden sposób zadekretować. Jeżeli będę miał odpowiednie pozytywne nastawienie, to w takiej sytuacji powrót do mojej pracy może być całkiem naturalny. I mam nadzieję, że właśnie takie pozytywne nastawienie mi się dzisiaj trafi.

Tym bardziej, że właśnie zobaczyłem, iż pozytywnie rozwiązała się kolejna z moich spraw.

sobota, 27 stycznia 2018

Dylematy

Kolejna noc nieprzespana, a to przez rozpatrywanie różnych opcji i dylematów związanych z planowaniem dalszych posunięć. Tym razem jednak byłem o tyle lepszy w porównaniu do wczorajszej nocy, że poszedłem spać około 21 i przespałem trzy-cztery godziny zanim wstałem i ponownie zacząłem być aktywny. Zresztą nie planowałem wstać w nocy, ale po prostu tak się złożyło. Z powodu tego wyspania pomimo, że jest ranek, nie czuje się tak zmęczony i mogę dalej funkcjonować.

Cóż, trzeba podejmować pewne ważne decyzje, które trzeba oczywiście wcześniej przemyśleć i skupić się w tym przemyśleniu w stosunkowo krótkim czasie. W porównaniu do tego poprzednie podejmowanie analogicznych decyzji i planowanie rozłożone było na wiele miesięcy. Okazuje się jednak, że pewne rzeczy przeze mnie zaplanowane wcześniej raczej nie będą mogły być zrealizowane i dlatego muszę planować wszystko zupełnie od nowa, i to w kompletnie innej konfiguracji.

Może jednak wyjdzie mi to zdecydowanie na dobre i okaże się, że warto było czekać po to, aby potem wszystko spokojnie - i mam nadzieję optymalnie - ustawić. Idę więc zaraz na zakupy, zjem coś, odpocznę, a potem wrócę do dalszych poszukiwań i przemyśleń, bo być może już niedługo trzeba będzie zamieniać plany w czyny. A ja czekam na to od dobrych kilku miesięcy.

A przy okazji - może wreszcie pojawi się też ciepła pora roku.

piątek, 26 stycznia 2018

Przyspieszenie

Ostatnio wydarzenia związane z moim życiem, które wcześniej niemrawo toczyły się przez kilka miesięcy, uległy przyspieszeniu. W pierwszym rzędzie bardzo się przestraszyłem z tego powodu, że mogą przyciągnąć się o kilka miesięcy ze względu na pewne czynności związane z tymi planowanymi wydarzeniami - a to wszystko ugotowałoby mnie pod różnymi względami w mojej obecnej sytuacji. Na szczęście okazuje się, że tego opóźnienia nie będzie, ponieważ załatwianie tych czynności będzie szło zupełnie inną drogą, omijającą te pułapki, które jak się okazuje nie tylko dla mnie były nie do przyjęcia.

Jednak moja radość nie trwała zbyt długo bo okazało się, że pewne upatrzone przeze mnie już od kilku miesięcy rozwiązania i uważane za znakomite zostały niejako sprzątnięte mi sprzed nosa. A przynajmniej są na najlepszej drodze do tego, aby tak się stało. Dlatego wczorajszą noc spędziłem w całości przy komputerze, poszukując nowych rozwiązań i nowych opcji. Przy okazji zupełnie inaczej zacząłem podchodzić do pewnych swojej koncepcji z tym związanych, a to może skutkować bardzo znacznymi zmianami w moich planach, zmianami o zupełnie nieprzewidywalnym wcześniej charakterze.

I szczerze mówiąc, zaczynam coraz bardziej przychylać się właśnie do tych zmian, które dzięki zawirowaniom związanym z moimi sprawami będę się musiał dokonać. Może plany, które miałem wcześniej, nie były najlepsze dla mnie i dla mojego życia. Być może Ten na Górze postanowił wstrzymać na chwilę różne sprawy i odwrócić moją uwagę w stronę załatwienia wszystkich spraw w zupełnie innym stylu, który okazałby się dla mnie jednak znacznie bardziej korzystny. Mam nadzieję, że najbliższe dni lub tygodnie pokażą, że tego typu zmiany faktycznie okazałyby się o wiele lepsze niż te, które sobie tak starannie (ale być może nie do końca optymalnie) od wielu miesięcy zaplanowałem.

Czasem warto bowiem zatrzymać się na początku drogi niż żałować podjętej decyzji przez resztę życia.

piątek, 19 stycznia 2018

Nieprzewidywalne elementy

Wczoraj miałem robić masaż, ale oczywiście klient nie wypalił. Tak się czasami zdarza i jest to bynajmniej bardzo demotywujące. Akurat niewiele pracowałem, bo nie miałem siły ani możliwości i dzień mógł być przekreślony jako kompletnie nieudany. Poszedłem na spacer, kupiłem jedzenie, zjadłem i zdrzemnąłem się. I wtedy odezwał się inny klient, który umówił się na wieczór.

Jak się okazuje, chwilowa porażka wcale nie musi oznaczać porażki całkowitej. Z jednym klientem nie wyszło, ale za to przyjechał drugi, o wiele fajniejszy i bardziej sensowny. Chciałoby się wierzyć, że będzie to również dobra wróżba na całą najbliższą przyszłość w związku z załatwianiem ważnych w moim życiu spraw. Nawet jeśli chwilowo wyda się, że nie uda się ich odpowiednio szybko załatwić, to mam nadzieję że jednak wszystko zostanie dopięte w taki sposób, abym na tym nie ucierpiał i jakoś prześlizgnął się nad rafami.

Poszedłem wczoraj spać o północy, aby przetestować wariant spania przez 6 godzin i wstanie rano. Niestety słabo się to udało dlatego, że zasnąłem dopiero około 2 lub 3 w nocy. W efekcie wszystko się nieco poprzesuwało. Tym razem poszedłem spać prawidłowo, ale po prostu nie byłem w stanie prawidłowo zasnąć. Jak się okazuje, w życiu czasem nieprzewidywalne są elementy, o których byśmy kompletnie nie pomyśleli, że mogą się nie udać.

Oby w moim życiu te nieprzewidywalne elementy okazały się pozytywne.

środa, 17 stycznia 2018

Najgorsza pora roku

Zaczyna się kolejny dzień z szansą na to, że będzie to wreszcie dzień pracy. W tym sensie, że będzie to praca nieprzerwana i nierozwalona przez jakieś załatwianie ważnych spraw lub też inne kwestie, takie jak na przykład brak sił i motywacji. Ostatnio bardzo cierpiałem na to, ale nikomu na moim miejscu pewnie nie byłoby łatwiej. Nie dość że jestem zmęczony przyciągającymi się różnymi sprawami, to jeszcze jest coś, o czym na szczęście na co dzień zapominam.

A tym czymś jest najgorsza pora roku. Nie dość że jest zimno, a ostatnio coraz bardziej zimno, to jeszcze przez sporą część dnia mamy półmrok lub kompletną noc. Trudno jest w takiej sytuacji dobrze funkcjonować choćby na czysto biologicznej płaszczyźnie. Ostatnio zaś spadł piękny zimowy śnieg i przynajmniej jest nadzieja biały krajobraz - może przez dzień lub dwa dni. Pójdę chyba niedługo na spacer i do sklepu, zrobię zimowe zdjęcia, bo mam nadzieję, że ten śnieg dość szybko stopnieje - choć pogoda sprawdzana w internecie raczej na to nie wskazuje.

Wczoraj załatwiłem pewne sprawy związane z moimi wydarzeniami, ale po części był to cios w próżnię. Nie załatwiłem dokładnie tego, na co miałem nadzieję. Pozostaje jednak nadzieja na to, że wszystkie elementy niezbędne do ułożenia tej układanki zostaną szybko skompletowane. Póki to się nie stanie, nie pozostaje nic innego, jak spokojna praca i krzątanie się wokół swoich spraw tak, jakby nic nie było, i jakby za oknem było piękne lato. Termometr mam coraz bardziej wiarygodny, bo przeniesiony na inne okno i pokazujący adekwatną temperaturę. Widocznie na oknie, na którym był do tej pory umieszczony, znajdował się w ciągu ciepłego powietrza wydostającego się z mojego mieszkania i dlatego jego wyniki były takie zawyżone.

Szkoda, że takie zawyżone wyniki temperatury nie były w realnym świecie :-)

wtorek, 16 stycznia 2018

Zielona Wyspa

Można powiedzieć, że w tej chwili mam już tylko wyścig z czasem. I tak nie będę w stanie zarobić wystarczająco dużo pieniędzy na wydatki, więc liczyć mogę tylko na inne rzeczy, która niedługo mają się zdarzyć. Dlatego, gdy otrzymałem informację o tym, aby przyjechać do Warszawy i załatwić pewną sprawę związaną z obecnie następującym ciągiem wydarzeń, natychmiast postanowiłem podjechać w pierwszym wolnym terminie, czyli kolejnego dnia rano.

Mam nadzieję że uda się wszystko tak pozałatwiać, a być może potem będę w stanie spokojnie popracować, choć oczywiście nie zbiorę wystarczająco pieniędzy na moje wydatki. Jednak mam pewne inne atuty w ręku, które mam nadzieję pozwolą mi przetrwać do czasu, gdy sytuacja się powinna lepiej rozwinąć. A tymczasem muszę się po prostu ciepło ubrać, bo niestety pogoda ostatnio nie rozpieszcza. Kiedy wychodzę na dwór i jest bardzo zimno, to przypominam sobie o tym, że przecież jesteśmy obecnie w najgorszej dla mnie porze roku - pełnej krótkich dni i zimnej aury.

Wiąże się tym pewna zabawna sytuacja - widżety na komputerze i w telefonie pokazują mi ostatnimi dniami spore temperatury ujemne, kilka stopni poniżej zera. Tymczasem mój termometr za oknem pokazuje mi o kilka stopni więcej. Zastanawiałem się nad tym, czy termometr jest zepsuty, czy może został umieszczony w takim miejscu, w którym faktycznie jest jakaś termiczna Zielona Wyspa. Nie byłoby to bynajmniej nic dziwnego, ponieważ termometr znajduje się na oknie w miejscu kompletnie osłoniętym od wiatru, możliwe więc, że temperatura tam (przy samym oknie) jest troszeczkę wyższa.

Tak czy owak, na pewno w czasie mojego dzisiejszego służbowego spaceru temperaturę poczuję na własnej skórze.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Półmetek

No i mamy połowę miesiąca. O tej porze bardzo denerwowałbym się w zakresie niedostatecznej ilości pieniędzy wypracowanych na kolejny czynsz. Ale tym razem mam trochę inne zmartwienia i problemy na głowie. Nie są one tak bardzo jednoznaczne. Z jednej strony rysują za sobą bardzo dobrą przyszłość, ale z drugiej strony, póki ta przyszłość nie nastąpi, związane są oczywiście z pewnym bieżącym stresem i niepewnością. Wczoraj jednak wykonałem pewien telefon i uspokoiłem się w sprawie, która niepewnością mnie napawała.

Mam zatem całkiem dobre perspektywy i mogę zająć się pewnymi bardziej przyjemnymi kwestiami, co oczywiście nie zwalnia mnie to także z konieczności pracy. Ostatnio jednak mam z tym problemy. Myślę, że winę za to ponosi kilka czynników. Po pierwsze, zmęczenie całym życiem dotychczasowym, który od wielu miesięcy jednak poddaje mnie presji, a poza tym najgorsza pora roku - jeszcze stosunkowo ciemne dni i ostatnio spore mrozy. Gdyby nie mały, ale bardzo wydajny grzejnik elektryczny, który kupiłem równolegle z telefonem, to nie wiem, jak bym był w stanie przeżyć w tych warunkach.

Na szczęście mam też troszkę rzeczy do rozplanowania w przyjemniejszych kwestiach i to zdecydowanie poprawia mi humor, mimo braku na przykład sukcesów w zarabianiu pieniędzy do czynszu w takiej wysokości, w jakiej to sobie zaplanowałem. W tym miesiącu nie jestem w stanie tego w żaden sposób zrealizować. Czasem jednak jest tak, że z istotnych i ważnych powodów możemy zmienić priorytety w danym czasie i zająć się czymś o wiele bardziej istotnym niż przyziemne zbieranie pieniędzy na kolejne czynsz, który oczywiście jest ważny, ale być może w danym momencie akurat jednak nie najważniejszy.

A jeśli sprawy wreszcie ruszam z miejsca, dalej potoczą się - jak przystało na zimową porę roku - z lawinową prędkością.

czwartek, 11 stycznia 2018

11.1

Dzisiejsza data to 11 stycznia, czyli cyfrowo 11.1 - i te jedynki swoją symetrią i estetyką przypomniały mi coś bardzo smutnego, co wydarzyło się wczoraj. Mianowicie wczoraj był dopiero pierwszy dzień w 2018 roku, gdy dokładnie zrealizowałem urobek dnia (akurat co do jednej sztuki), który sobie zaplanowałem. Wyliczyłem sobie skrupulatnie dzisiaj rano podsumowując wczorajszy dzień pracy, że w porównaniu do tego, co powinienem zarobić od początku stycznia (a raczej co powinienem wypracować do zarobienia) zrealizowałem jedynie 28%. Na pewno nie jest to wynik imponujący.

Tym bardziej nie jest to wynik imponujący, że akurat te pozostałe 72% bardzo by się przydało do dyspozycji. A raczej nic nie wskazuje na to, żebym był w stanie za bardzo to odpracować do końca miesiąca. Musiałabym bowiem pracować na 150% normy, to jest oczywiście kompletnie niemożliwe biorąc pod uwagę fakt, że i tak normę jeszcze bardziej podniosłem i jest ona szalenie wyśrubowana, jak na moje możliwości. Miejmy tylko nadzieję, że do końca miesiąca ten prawidłowy trend w pracy zostanie utrzymany.

Ale tak naprawdę spokojnie będzie dopiero wtedy, gdy uda się troszkę dorobić masażami lub jakimiś innymi pozytywnymi życiowymi wydarzeniami, które już niedługo mają mieć miejsce w moim życiu. Nie wiadomo niestety jednak, czy nastąpią one w styczniu, czy nieco później. W każdym razie mam powody do optymizmu i wreszcie po raz pierwszy siadam dzisiaj do pracy mając świadomość, że poprzedni dzień nie został przeze mnie pod względem zawodowym zmarnowany. Być może okaże się, że tego typu świadomość jest doskonałą motywacją, choć z pozoru wygląda niepozornie.

Motywacja musi jednak motywować, a nie wyglądać :-)

środa, 10 stycznia 2018

Apollo 13

Jest taka scena w znakomitym filmie "Apollo 13", w czasie której kosmonauci wracając już na Ziemię odpalają na chwilę silniki pojazdu kosmicznego, w którym się znajdują po to, aby nakierować się na odpowiedni kurs. Pojazd tańczy w kosmosie i wydaje się, że zapanowanie nad nim będzie niemożliwe. Dopiero potem zaczynają oni jakoś nad nim panować, aż wreszcie ustawiają kurs na Ziemię widoczną jednym z iluminatorów. Kiedy ogląda się ten film, wydaje się to bardzo abstrakcyjne, ale inaczej jest wtedy, gdy prawie ma się możliwość robić to osobiście.

Oczywiście nie lecę żadnym statkiem kosmicznym i nie mam możliwości trzymać kosmicznego joysticka sterującego silniczkami manewrującymi. Mam jednak wrażenie, że ostatnimi miesiącami moje życie rozchybotało się niczym taki statek kosmiczny, i wykorzystując różnego rodzaju silniczki manewrujące napędzane paliwem motywacyjnym (lub też innymi rodzajami paliwa) muszę ten mój pojazd jakoś unormować na sensownym kursie. O ile mniej więcej wiem, w którym kierunku nawigować, o tyle mam jeszcze często problem z ustawieniem pojazdu we właściwą stronę i wyrwaniem go z różnych pętli oraz beczek, które ciągle wykręca.

Czuję się więc po części jak taki życiowy astronauta, tym bardziej, że nadal mam problem z utrzymaniem swego pojazdu na kursie i z technicznym doprowadzeniem go do spokojnego lotu. Mam jednak nadzieję, że to wszystko da się ogarnąć samodzielnie, albo - co jest prawdopodobne, ale nie jest pewne - pojawi się jakiś zaprzyjaźniony statek kosmiczny i weźmie mnie na kosmiczny hol, pozbawiając mnie niedogodności korygowania lotu własnym silnikiem. Tak czy owak, czeka mnie dużo pracy i mało wytchnienia chyba, że od razu zostanę wzięty na hol i będę mógł troszeczkę odpocząć.

Wracam zatem do mojej kosmicznej przestrzeni i kosmicznych problemów (oczywiście relatywnie do mojej własnej skali).

niedziela, 7 stycznia 2018

Ku motywacji

Szukanie motywacji to wspaniała przygoda życiowa, ale przygoda kojarzy się najbardziej z czymś fascynującym, robionym dobrowolnie i z czymś wykonywanym z przymusu egzystencjalnego. Poszukiwanie motywacji to przede wszystkim metoda na zwarcie szeregów i przystosowanie się do nowych wymagań otoczenia (albo też starych wymagań, których po prostu nadal nie jesteśmy w stanie spełnić w satysfakcjonujący dla nas sposób). Jest w tym wiele fascynujących rzeczy, ale chciałoby się mieć tę fascynację za sobą i motywację wzorowo rozkręconą.

Oczywiście nie ma tak łatwo. Jak powiedział pewien zapalony myśliwy wiele lat temu (akurat jego myśliwska pasja być może niewiele ma tutaj do tego powiedzenia) - cóż by było warte życie, gdyby nie było w nim kłopotów? Pewnie niewiele i byłoby rozpaczliwie nudne. Na szczęście, a może raczej na "szczęście", życie bez ustanku dba o to, aby nie było w nim ani grama nudy, natomiast stres jest w nim racjonowany zupełnie bez ograniczeń. Trzeba jednak czasem znaleźć takiego swojego świętego Graala i napełnić go jakimś eliksirem pozytywnej energii, dającym motywację i siłę do działania.

Po części ostatnimi czasy ratowałam się w zakresie motywacji różnymi prezentami, które sobie zrobiłem. Prawie cały poprzedni rok, z wyjątkiem swojej końcówki, nie był w ogóle jakiekolwiek w zakupy tego rodzaju wyposażony. Przez tez bezzakupowy okres życie było niczym zwyczajna wegetacja. Teraz zaczyna ono nabierać rumieńców - również z zupełnie innych powodów, o których niedawno pisałem. Muszę jednak mimo wszystko podciągnąć także to, co jest codziennym trudem rozkręcania machiny życiowej. To zarabianie pieniędzy na bieżące wydatki, a być może niedługo na dodatkowe zakupy.

 Kończę więc pisać bloga i biorę się do pracy, być może z lepszą motywacją ;-)

wtorek, 2 stycznia 2018

Szachy

A zatem powoli zaczynam brać rozbieg. W czasie świąt nie pracowałem. Odpoczywałem, potem pojawiły się nowe wyzwania, dzięki którym pracowałem, ale nie zawodowo, lecz zajmując się swoimi prywatnymi sprawami. Tego rodzaju prace będę musiał kontynuować dalej w najbliższym czasie. Ale także pora zabrać się także za pracę zawodową po to, żeby zarobić na kolejny czynsz. Muszę więc pogodzić bieżącą pracę i wydatki z planowaniem przyszłości. Dorzucam więc do kotła, podgrzewam parę i puszczam powoli w tłoki.

Tak naprawdę uświadomiłam sobie, że załatwianie spraw będzie przypominało z mojej strony partię szachów. Teoretycznie nie powinienem bezpośrednio zajmować się planowaniem zbyt głęboko, bo trzeba odpowiadać ruch po ruchu. Oczywiście dobry szachista (a ja akurat nim nie jestem, bo nigdy nie lubiłem analizować posunięć w szachach) planuje na wiele ruchów do przodu i na różne warianty. Idealnie wychodzi mi to jednak przy planowaniu życiowym, zresztą w porównaniu do szachów jest bardziej skomplikowanym, bo nie wymaga wyłącznie przewidywania ruchów, ale także kosztów wszelkiego rodzaju i tym podobnych czynników.

Zabieram się zatem stopniowo za planowanie w miarę oczywiście ujawniania się kolejnych elementów mojej życiowej układanki. Pewne rzeczy planować będę tylko bardzo ogólnie jeśli chodzi o kierunek, inne będę już planował bardziej szczegółowo. A potem będę robił to, co najbardziej mi się podoba - i chyba pod tym względem nie jestem odosobniony - to znaczy wykreślał już zrealizowane czynności. Na razie trzeba zająć się także zwykłymi życiowymi czynnościami i ruszyć silnik w mojej codziennej pracy, a to też nie będzie takie proste po około dziesięciu dniach niezajmowania się nią.

Cóż, para buch, koła w ruch - ale przynajmniej mam nadzieję, że tym razem nic się nie wykolei :-)