Pokazywanie postów oznaczonych etykietą negatywne lub głupie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą negatywne lub głupie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 lipca 2017

Spoko rozmowa

Rzadko kiedy rozmowa podczas poznawania kogoś do potencjalnego związku lub podobnego rodzaju relacji jest taka, jak ta dzisiaj zacytowana. Formalnie to korespondencja na portalu anonsowym w odpowiedzi na mój anons, jednak prościej podać ją jako rozmowę. W końcu nią jest, choć w porównaniu do rozmowy twarzą w twarz lub na czacie toczy się o wiele wolniej. Nie jest to rozmowa zbyt obszerna, ale faktycznie właśnie taką miałem. Nic nie wiem o osobie, która do mnie napisała. Z jej nicka nic nie można było wydedukować, a z rozmowy... Oceńcie sami. Oto zapis tej rozmowy (on i ja).

- Hej
- Hej
- Co tam
- Nic
- Aha spoko

Zapis rozmowy nie oddaje oczywiście mojego podejścia do niej. Dlatego tutaj je opiszę. Po otrzymaniu pierwszego jednowyrazowego maila zastanawiałem się, co napisać. Myślałem, że może naprowadzę mojego rozmówcę - zapytam go dokładnie jakiej relacji szuka, czego oczekuje od poznawanej oosby i tak dalej - ale w końcu zdecydowałam się na lustrzane powtórzenie jego przywitania. Może się zreflektuje i w kolejnym mailu napisze już coś konkretnego. Po otrzymaniu drugiego maila, który zawierał pytanie należące do repertuaru takich, które mnie wkurzają, bo są  kompletnie bezwartościowe, postanowiłem odpowiedzieć w najbardziej lakoniczny sposób, poprzez jedno słowo. W odpowiedzi otrzymałem również wkurzające mnie maksymalnie "aha", ubogacone kulturowo poprzez równie idiotyczne "spoko".

W tym momencie zastanawiałem się po raz trzeci i ostatni. Mogłem jeszcze dać szansę temu człowiekowi poprzez napisanie do niego kilku zdań. Ponieważ jednak w trzech kolejnych mailach wysłanych do mnie wykazał się kompletną bezmyślnością i nieumiejętnością nawiązania jakiejkolwiek rozmowy, to pomyślałem sobie, że byłby to wysiłek daremny. Ktoś, kto ma choćby częściową inteligencję i pomyślunek napisałby innego maila, choćby nie wiem jak nieporadnego, ale wartościowego komunikacyjnie. Ten człowiek po prostu nie ma pojęcia o czym pisać. To typowy informatyczny analfabeta ery internetu, który podobnie jak wielu zaczepiających mnie na komunikatorach ludzi nie ma nic ciekawego do powiedzenia i marnuje swój i mój czas.

Z takim człowiekiem nie warto marnować życia.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Pseudo agencje

Już się z nimi zetknąłem i odradzam korzystanie z ich usług - mowa o pseudo agencjach nieruchomości. To po prostu maszynki do naciągania klientów. A po czym je poznać? Okazuje się, że chyba nie jest to trudne. Przede wszystkim wyjaśnię na czym polega mechanizm ich oszukańczej działalności. Pobierają one dość niską prowizję (rzędu 240-300 złotych) ale zawsze z góry. Po czym dostarczają kiepskie oferty, bardzo często takie, które klient sam by wyszukał w internecie. Jednocześnie reklamują one wspaniałe mieszkania na wynajem w sieci, lecz te wspaniale oferty zawsze są nieaktualne z różnych powodów. Innymi słowy - zawsze oferują chłam, najczęściej mało użyteczny. 

Zdarza się, że właściciel mieszkania, które się z ich oferty odwiedza jest zdumiony tym, że kieruje nas do niego agencja, bo był przekonany, że umawia się z nim osoba prywatna. Sam takich przypadków doświadczyłem korzystając kiedyś z usług tych pseudo biur nieruchomości. A w internecie potem doczytałem, że nie bardzo jak jest ich ścigać. A to nie mają sensownej siedziby, a to działają na granicy prawa, czyli w teorii legalnie. Trzeba więc unikać jak ognia podpisywania umów na takie kwoty z góry - to strata kasy. Profesjonalna agencja pobiera prowizję dopiero po sfinalizowaniu umowy, czyli płaci się jedynie od sukcesu, a nie od (bezowocnych) poszukiwań.

Jeśli dodzwonimy się do agencji oferującej usługi po zapłaceniu im prowizji z góry, to już wiemy, że to taka pseudo agencja. Ale jak w ogóle starać się odsiać anonse internetowe dotyczące mieszkań, które te pseudo agencje na wabia zamieszczają? Myślę, że te anonse mają pewne cechy wspólne. Po pierwsze - mają zbyt piękne wnętrza na zdjęciach (w porównaniu do zbyt pięknie niskiej ceny). Mogą też ni mieć żadnych zdjęć. Często są to także mieszkania do wynajęcia bez kaucji. To też nienaturalne. Nieraz te anonse są też podobne treściowo, generowane z jakiegoś programu. Anonse autentyczne są zaś pisane w różny sposób, a poza tym mają często słabej jakości zdjęcia. 

Ale mimo tych słabych zdjęć i czasem słabej treści - są przynajmniej autentyczne :-)

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Paranoja nienawiści

Tego by nie wymyślił nawet słynny z najwyższej próby (i często nadal do dziś obrazoburczego dowcipu) Monty Python - otóż 57-letni Thomas Salbey, odwracający uwagę zamachowca maskującego ludzi 23 lipca w Monachium, usłyszał skierowane przeciw sobie zarzuty o obrażanie terrorysty. Paranoja politycznej prawności sprawia, że sąd zastanawia się nad obrażaniem terrorysty przez Salbeya, zamiast zastanowić się nad tym, ilu osobom odciąganie uwagi terrorysty mogło uratować życie i umożliwić ukrycie się lub ucieczkę. Temida lewicowej Europy jest nie tylko ślepa, ale także ślepo głupia.

Paranoję politycznej poprawności można by jednak niebezpiecznie rozciągać. A może w imię politycznej poprawności i walki z mową nienawiści powinno się skazać wszystkich, którzy obrażali w czasie wojny pracowników Gestapo, albo też funkcjonariuszy z oddziałów Trupich Główek pełniących służbę wartowniczą w hitlerowskich obozach koncentracyjnych? Przecież wtedy też była realizowana pod ich adresem straszliwa mowa nienawiści, i to poparta nieraz krwawymi rękoczynami. Więc może my Polacy powinniśmy przeprosić gestapowców i esesmanów za tak niegodne postępowych Europejczyków zachowanie wobec nich w czasie wojny?

Pewnie każdy zdrowy na umyśle człowiek powie, że to paranoja. Że nazizm jest ścigany z mocy prawa jako zbrodnicza ideologia. Oczywiście islamski radykalizm nie jest tak ścigany. Czyli - idąc tropem pokracznej lewackiej logiki - powinien być dopieszczany. Bo to przecież taki wspaniały element multi-kulti. A życie ludzkie? Życie niewinnych Europejczyków zabijanych przez islamskich radykałów? No cóż, zdarza się. Takie życie. Lewica europejska już wie jak nad tym przejść do porządku dziennego - trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić. Zastanawia mnie tylko jedno - czy postępowa europejska lewica lubi europejskich Żydów? Dlaczego o to pytam? Bo gdyby wzorem lewicowych sugestii przyzwyczajono się do Holocaustu, to już tych Żydów by nie było.

Takie są niecodzienne konsekwencje zaczadzenia polit poprawnością.

sobota, 11 czerwca 2016

Jajka na tróję

Wszyscy znamy Roberta Makłowicza - dla mnie jest on nie tylko wspaniałym popularyzatorem sztuki kulinarnej. Uwielbiam jego programy, choć z jego przepisów nic i tak nie zapamiętuję. Ale pociąga mnie u niego to, co także u Wojciecha Cejrowskiego - genialna prezentacja kultury i cywilizacji obecna w ich programach. Ciekawostki historyczne i cywilizacyjne, a nie samo gotowanie u Makłowicza. Ale dziś o czymś innym, o czym Makłowicz opowiedział, a co mnie szalenie zbulwersowało.

Otóż Robert Makłowicz opowiedział o przerażającym losie kur chowanych w systemie chowu klatkowego. Te jajka są oznaczone kodem 3 na opakowaniach. Kiedy zobaczyłem w jakich warunkach żyją te biedne kury, w jakich przerażających męczarniach znoszą te swoje jajka, to odechciało mi się od razu kupować jajek z trójką. Co prawda obecnie i tak nie kupuję jajek, ale przynajmniej zapamiętam to na przyszłość. Faktycznie, nie ma sensu kupować jajek wpierających tak nieludzkie traktowanie zwierząt. 

Kury biegające na farmie, żyjące w sporym zgęszczeniu, ale jednak całkiem opierzone i normalnie po kurzemu wyglądające - to są kury. A to, co żyje w tych strasznych klatkach, to są po prostu cienie kur. Nastroszone, obolałe, poranione, zmizerniałe. Aż dziw, że w ogóle są w stanie znosić jakiekolwiek jajka i to na taką skalę, aby opłacało się w takie kurze barbarzyństwo inwestować. Na pewno po obejrzeniu filmu towarzyszącego wypowiedzi Roberta Makłowicza nie kupowałbym już nigdy jajek z trojką. Żeby było jasne - nie jestem przesadnym ekologiem i pięknoduchem, ale są granice barbarzyństwa, których moim zdaniem nie wolno przekraczać. 

A jajka na tróję to coś, co truje naszą godność jako ludzi...

czwartek, 25 lutego 2016

Bajkowe stopy

Zagaduje mnie chłopak na czacie. W wieku, w którym ja szukam. A ja w wieku, w którym on szuka. I szukamy do związku. On lubi pieścić stopy. I ja lubię pieścić stopy. Cudownie. Można powiedzieć, że zbyt piękne, aby było prawdziwe. Trzeba więc być czujnym i nie dać się ponieść żadnej euforii. Ale jak to sprawdzić? Bardzo prosto. 

Jeśli obaj faktycznie szukamy związku, to dowiedziawszy się, że mamy się (jak sadzę) z naszymi poszukiwaniami ku sobie, od razu powinniśmy zadbać o to, aby nasz kontakt został zacieśniony. Bo co to jest czat? Zaraz się może zawiesić. Na GG lub Skype się nie tracimy. Możemy też wymienić maila lub numer telefonu. Nie trzeba oczywiście podawać wszystkiego naraz, wystarczy jeden sprawny kontakt. A więc podanie takiego kontaktu to dla mnie prosty sygnał, że komuś faktycznie zależy na poznaniu się. 

A co robi mój rozmówca od bajkowych stóp? Mówi, że poda mi, ale dopiero wtedy jak bardziej poznamy się tu na czacie w rozmowie. To znaczy, że nie zależy mu na poznaniu  się, ale jest bajkopisarzem. Pisze tylko i wyłącznie czatowe opowieści dziwnej treści i to go widocznie podnieca. A poznać się nie potrafi. Więc to mu napisałem. A co on na to? Napisał "wiesz co, nara". Typowe dla bajkopisarza. Ucieka gdy jest zdemaskowany. Po tym wszystkim wystarczyło tylko napisać ten post i zamknąć okno rozmowy.

A tak w ogóle to bajkowych stóp się nie wypieści ;-)

poniedziałek, 8 lutego 2016

Normalny warszawiak

Na gej czacie jest wiele oszołomstwa, na pewno wie to każdy, kto z czata korzysta. I gdy zagaduje mnie ktoś o nicku (w rozwinięciu) Warszawa Normalny, to od razu mam optymistyczne nadzieje w związku z takim rozmówcą. Pogłębiają się one, gdy kulturalnie zaczyna on rozmowę. Co zatem może zrujnować ten sielankowy obraz?

Otóż na początku rozmowy grzecznie napisałem, że szukam do związku i zapytałem, czy mój rozmówca także. Miałem nadzieję, że ktoś normalny może szuka do - jak mi się wydaje - tej właśnie, normalnej relacji. I odpowiedź, która otrzymałem mnie humorystycznie zabiła - mój rozmówca napisał, że jest żonatym bi. No faktycznie, związku z takim nie będzie :-)

W sumie to mój nick nie wykluczał bycia z bi, bo nie było w nim określenia "związek". Ale śmiesznie się złożyło - normalny warszawiak okazuje się kompletnie nienormalnym, jeśli chodzi o kogoś, kogo szukam. Taki absurd czata w pigułce, ale zarazem absurd możliwy i wytłumaczalny racjonalnie. Ten człowiek miał prawo mnie zagadać. Myślał po prostu, że szukam jakiegoś układu. A dokładniej seks układu.

No ale nie szukam :-)

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Wiara w fiuty

Miałem niedawno obiecującą rozmowę na czacie, z kimś kto rozumie potrzebę bliskości emocjonalnej w związku. Wydawało się, że to osoba, która można będzie poznać do ciekawej relacji. W pewnym momencie poprosił mnie o opis, a ja podaję jak zwykle wzrost i wagę. Penisa nie podaję, bo go nie mierze, bo nie pamiętam cudzych i dlatego nie przywiązuję do nich wagi. Pamiętam ludzi i szukam człowieka, a nie jego fiuta.

A poza tym uwielbiam kontestować głupotę czata i bezmyślne poleganie na cm penisa i rolach w analu. Mój rozmówca nalegał na dalszy opis więc udając głupa napisałem słownie kogo i jakiej relacji szukam, a gdy on sprecyzował że opis o mnie - podałem kolor włosów i oczu. Jednak on obstawał przy penisie, więc wyśmiałem go. I wtedy wyśmiał mnie Firefox, którego używam do gej czata - zawieszając się. To u niego niestety normalne. 

Musiałem ponownie uruchomić Firefoxa i napisałem mojemu rozmówcy, że to był właśnie przykład zawieszenia się przeglądarki (w nawiązaniu do wcześniej zgłoszonej mu propozycji aby przejść na stabilniejszy komunikacyjnie komunikator, taki jak GG lub Skype). Mój rozmówca upierał się jednak, że rozmiar penisa ma dla niego znaczenie, a także twierdził, że ja wyszedłem sam z rozmowy. Nie wierzył więc w awarię mojej przeglądarki. A ja przestałem wierzyć w niego i zamknąłem rozmowę tym razem naprawdę przez siebie. 

Skoro ktoś wierzy w fiuty, to nie ma szans na prawdziwą miłość z nim :-)

sobota, 5 grudnia 2015

Hejterek

Hejcenie w odpowiedzi na zamieszczane w sieci anonse to typowa metoda małych hejterków. Ludzi, których nie stać na to aby krytykować jawnie, więc kryją się za anonimową odpowiedzią na anons, przy zadeklarowaniu oczywiście fikcyjnego maila zwrotnego. Już przywykłem do tego, że co jakiś czas dostaję takie debilne liściki, ale dziś chciałbym przytoczyć swoistą perełkę takiego hejcenia. Oto ten list w pisowni oryginalnej:

skoro tak dobrze ci idzie dogadywanie sie z mlodymi to dlaczego caly czas szukasz cwaniaku haha debile to sie jeszcze moze na te teksty biora hahaha partner kurwa od 7 bolesci papa

Nie będę krytykował jego formy, bo rozumiem, że pisany jest roboczo, bez bawienia się w duże litery, interpunkcję i polskie znaki. Nie mam w tym nic złego, jeśli komunikację traktuje się jako swoisty brulion. Natomiast debilne jest w tym co innego - żenujące mylenie pojęć. Dogadywanie się dobrze z kimś (na przykład z jakąś grupą wiekową) nie oznacza automatycznie łatwości znalezienia tam partnera. Ale po takim hejterze trudno się spodziewać czegokolwiek rozsądnego.

Zadziwia mnie to, jak wiele jest niespełnionej emocjonalności u niektórych ludzi, i zapewne ona się przekształca w taki hejt wobec innych. Człowiek posprzątany w środku nie hejci innych naokoło. Nie potrzebuje się tak zniżać i rozdawać takich śmiesznych ciosów, beznadziejnych i wystawiających jedynie jemu świadectwo. No ale to już nie mój problem. Ja tylko się cieszę, że mogłem ten debilny hejt zachować dla potomności ;-)

sobota, 14 listopada 2015

Aktywny/pasywny?

Nadal od czasu do czasu robię masaże, ale już niezbyt często. W każdym razie mam czasem aktywne anonse w tym zakresie i mogą do mnie dzwonić ludzie. Więc jeśli dzwoni nieznajomy telefon, to raczej w tej sprawie. A jeśli dzwoni w środku nocy (o 2) to już raczej na pewno w tej sprawie, bo trudno sobie wyobrazić aby to był jakiś oferujący mi towary czy usługi telefonista. I taki telefon miałem raz w nocy, ale go odrzuciłem. Potem jednak napisałem SMS i tak się potoczyła konwersacja (on i ja):

- O tej porze nie mogę rozmawiać przez telefon. Czym mogę służyć?
- Aktywny/pasywny?
- A skąd takie pytanie?

Trochę się zastanawiałem nad ripostą na te żenujące pytanie. Facet myśli, że oferuje seks! Ale postanowiłem dowiedzieć się choć skąd u niego takie myślenie. Widocznie jednak jemu nie opłacało się już pisać kolejnego SMS-a. Bo nic nie odpisał. W sumie nie żałuję tej formy kontaktu jako korespondencji, bo sądząc po jego nastawieniu, rozmowa mogla by mnie  wkurzyć

Zawsze mnie dziwiło czemu ludzie mają takie uproszczone myślenie. Idą po schematach a najczęściej głupich schematach. I do tego na ślepo. A w moim anonsie nie było nic o seksie, tylko o masażu. Ale najwidoczniej niektórzy tylko myślą o seksie i to im wszystko inne przesłania. 

Ale przynajmniej nieco mnie ten SMS rozbawił ;-)

piątek, 30 października 2015

Sztuka głupoty

Rzadko kiedy zdarza się trafić na tak głupią rozmowę, jaką miałem niedawno na czacie. Nie będę jej przytaczał w całości, ale ją streszczę. Rozmówca miał według nicka 32 lata, a więc można się było po nim spodziewać oleju w głowie. Zaczął od powiedzenia, że chce faceta. Napisałem mu więc, że domyślam się iż nie baby - skoro jesteśmy na gej czacie, to logiczne, że szuka się fu faceta.

Odpowiedź już mnie zaniepokoiła - "co". Nawet bez znaku zapytania, ale domyślam się, że to było pytanie. Nie zrozumiał tak prostej rzeczy. Od razu więc zapytałem, czy szuka związku, w nadziei że skieruję rozmowę na bardziej zrozumiały dla niego temat. Odpowiedź mnie zaskoczyła - tak, z facetem. No to znów mu napisałem, że wiem iż nie z babą. I dodałem, że jesteśmy na gej czacie. W domyśle - tu się bab nie szuka.

Odpowiedź - tak, jest gej. Zaczęło mnie to już denerwować, więc napisałem, że wiem iż jest on gejem bo umiem myśleć. I w tym momencie padło pytanie, które mnie rozbroiło - o czym? To naprawdę jest idiota. Tym razem już mi się nie chciało gadać o czym to niby myślę. Akurat zająłem się czymś innym na kompie, a tamten idiota poszedł wreszcie po rozum do głowy i zamknął nieaktywną już rozmowę. 

Naprawdę widzę wiele głupoty na czatach - ale zaskoczyć mnie na czacie głupotą większą niż normalna, to jest sztuka.

środa, 5 listopada 2014

Fajny Sex

Czasem jakieś zachowanie jest modelowe - a najciekawsze są modelowe przykłady czyjejś głupoty. Niestety czasem także głupoty klienta. Bo choć klient niby nasz pan, to jego głupota nadal będzie głupotą. I taki przypadek miałem jakiś czas temu.

Klient zapytał mnie mailem o masaż. Otóż niby jest pasjonatem masażu i uwielbia być masowany - ale podaje od razu swoje cyferki aż do rozmiaru penisa włącznie. A po co mi one do masażu? Napisałem mu że to zbędne. Klient na to odparował że ja też mam na swojej stronie masażowej cyferki. Już było widać, że to takie czepianie się na siłę. napisałem mu że klienci czasem pytają o nie więc podaję, choć też są zbędne. Ale jego mi są nie potrzebne.

Nagle klient się zorientował że mój masaż mu niepotrzebny. napisałem mu więc, że wiem że tak jest - bo szuka seksu nie masażu. Dlatego podaje cyferki, a w opisie swego maila ma nick Fajny Sex. Nie znalazł seksu - to nie chce masażu. Ale mój korespondent się obruszył i zaczął mi podskakiwać - nagle okazuje się że mój wygląd mu też nie pasuje. A ja się uśmiałem. Te jego zachowanie to nic innego jak typowe zachowanie dziecka które wierzga gdy nie dostało lizaka.

Tyle że dzieci przynajmniej nie szukają seksu :-)

piątek, 17 października 2014

DK

Kto grał w Warcrafta albo World of Warcraft ten doskonale zna Death Knighta. Mnie osobiście ci czarni rycerze, popularnie zwani DK, kojarzą się szczególnie z II częścią gry - czyli Warcraftem II. Ale w życiu realnym tych rycerzy śmierci oczywiście nie ma. Jednak skrót DK się nie marnuje i poza oznaczeniem sympatycznej Danii może mieć także inne znaczenia.

W moje pracy DK to Dociekliwy Klient. Bardzo ciekawa kategoria, bo są dwa rodzaje DK - czarny i biały. Biały DK to klient pozytywnie dociekliwy. Dopytuje o szczegóły usługi, naprawdę zbiera informacje i jeśli go przekonać - jest duża szansa że z usługi skorzysta. Czarny DK to klient negatywnie dociekliwy - czyli szukający dziury w całym. Taki klient jest upierdliwy, złośliwy, ironiczny. Ale rzadko kiedy taki klient przychodzi sam z siebie. najczęściej staje się nim w czasie rozmowy.

Upierdliwa złośliwość to cecha klientów, którzy reagują w taki sposób, gdy rozmowa nie potoczy się po ich myśli. Niedawno miałem taki przypadek. Podałem ceny usługi, w krótszych wariantach czasowych były one niższe niż w dłuższym. Więc klient zamiast zamówić godzinny pakiet, chciał zamówić dwa półgodzinne, bo ich łączna cena była niższa. Tłumaczem czemu tak jest - otóż nie kalkuluję części czasu jako "rozbiegówki". No to klient chciał same rozbiegówki - aby wtedy wszystko było po prostu za darmo.

Zupełnie jak w dowcipie o krasnoludku na stacji benzynowej:
- ile kosztuje kropla benzyny?
- nic
- to poproszę milion kropel.

czwartek, 16 października 2014

Mistrz recenzji

Wielki Redaktor potrafi wybrać wspaniale teksty, utworzy, cytaty. zabawia tym publiczność, ukazuje głębie swoich kulturalnych zainteresowań. Jest jak lew salonowy, zawsze gotów wyciągnąć z rękawa bukiet kwiatów, zawsze potrafi dobrać wspaniałe dzieło do najzwyklejszej nawet chwili. Ale co kryje się za tą wspaniałą sceną?

Ale po drugiej stronie tej monumentalnej sceny i fascynującego przedstawienia jest bagno. Tkwią w nim gnijące myśli i zapiekłe urazy. To one przyciągają takie, a nie inne elementy pokazu. To one dyktują wybór. A jeśli po drugiej stronie jest osoba emocjonalnie zaangażowana i zarazem inteligentna oraz wrażliwa - to on potrafi wyczytać to, co w tym pozornie niewinnym przekazie jest skierowane osobiście do niej. Nie jako kwiaty, ale jako igły bijące prosto w serce.
 
To swoista tortura. Formalnie mamy do czynienia z jakimś niewinnym utworem albo recenzją. Na niewinny temat. Ale gołym okiem widzimy w nim nawiązania do nas. I co gorsza są to nawiązania często ironiczne, złośliwe, a nawet destrukcyjne. Ktoś po prostu bije nas w białych rękawiczkach. Dla postronnego obserwatora pisze sobie a muzom (szczególnie gdy ten obserwator nie widzi komunikacji z drugiej strony owego przedstawienia), ale ten kto ma wiedzieć - wie o co chodzi. Bo na 99% to nie jest przypadek, ale zamierzony, najczęściej złośliwy przekaz.

Faktycznie - taka zawoalowana recenzja czyjegoś życia - ale po mistrzowsku podana w tchórzliwym sosie, bez odwagi napisania wprost.

środa, 15 października 2014

Mistrz uników

Mistrz uników dobry jest w aikido - sztuce walki bez walki, wykorzystującej silę i pasję przeciwnika w celu zaszkodzenia jemu samemu. Ale jeśli taką samą pasję wkłada się w niewłaściwą komunikację - to można komuś zrobić krzywdę. Zwłaszcza wtedy, gdy ta osoba jest z jakiś powodów szczególnie wrażliwa.

Niewłaściwa komunikacja to bardzo grzeczne określenie. I o takim "grzecznym" robieniu krzywdy chcę dziś napisać. Otóż bezpieczną formą publikacji, zwłaszcza w bardzo szybko reagującym internecie, jest cytat. Albo udostępnienie. To nie  ja - to oni. To nie ja napisałem, to Iks napisał do Igreka. A ja tylko przytaczam fragment ich korespondencji - idealnie jeśli to materiał zaczerpnięty z jakiejś książki, można wtedy umieścić profesjonalny przypis.

To wygodna sytuacja - jestem tylko redaktorem, wybieram cytaty i złote myśli. Udostępniam piosenki - przypadkowo o takiej, a nie innej treści. Bo akurat mi się podobają. W ogóle to jestem nieomal Siewcą Kultury. Aż eksploduję całą mą kulturalną wiedzą, rozlewam naokoło siebie ocean genialnie dobranych fragmentów Kultury, z których układam nowoczesną mozaikę. Tworzę fascynujący kalejdoskop kulturalnych ogników na wielkim, płonącym niczym piec, Ołtarzu Kultury. 

Pytanie tylko co się mieści po drugiej stronie sceny... 

wtorek, 14 października 2014

Wieczny dzień edukacji

Dzień Edukacji Narodowej to piękne święto i jak każde święto trwa krótko. A potem wszystko wraca do normy. A tymczasem prawdziwy dzień edukacji jest co dnia. Nie tylko w szkołach i na uczelniach - ale przede wszystkim w życiu. Czyli w najważniejszej szkole - szkole życia.

Niektórzy jednak najwyraźniej ciągle oblewają swój egzamin dojrzałości. A taka realna życiowa matura nie zależy od wieku, a nie formalnie zaliczonej edukacji. Zdajemy ją co dnia w różnych sytuacjach. Normalni ludzie czasem ją oblewają a czasem zaliczają - jak to w życiu. Ale cześć osób należy do kategorii nieuleczalnie niereformowalnych. Kiedyś czytałem artykuł o brytyjskiej edukacji, która poprzez likwidację szkół zawodowych sprawiła że pojawiła się grupa nazywana "non emplyed and non employable" (czyli nie zatrudnieni i niezdolni do zatrudnienia). Ci ludzie są niekompetentni do na podjęcie bardziej wymagającej pracy, a nie ma dla nich prostych zajęć, bo w Anglii ich już nie uczą. Zamiast być dobrym hydraulikiem czy piekarzem są zawodowymi klientami pomocy społecznej.

Można powiedzieć, że w relacjach międzyludzkich jest podobnie. Są ludzie, których można określić jako "nie rozmawiających i nie rozmawialnych". Nie komunikując się we właściwy sposób, czym mogą powodować wiele problemów innym ludziom, a jednocześnie nie są zdolni do otwartej komunikacji. Czasem ich zaniechania i brak odzewu powoduje nieszczęścia u innych ludzi. A szczególnie przykra sytuacja jest wtedy, gdy ci "inni ludzie" mają do danej osoby stosunek emocjonalny. 

Wtedy każde potraktowanie ich z góry lub po macoszemu będzie ich szczególnie bolało...

sobota, 11 października 2014

Oblicza wiarygodności

Wczoraj pisałem o bramce SMS jako formie sprawdzania wiarygodności i solidności potencjalnego klienta. To prosta metoda unikania pustego wysiłku w przygotowywaniu się do pacy. Po c tracić czas na obsługę klienta, który i tak się nie zjawi. I to nie z ważnych powodów losowych, ale po prostu dlatego że od początku nie miał zamiaru się zjawić.

Stosuję więc weryfikację przez wymóg potwierdzania rezerwacji kontaktem telefonicznym - głosowym lub przez SMS. I zadziwiające jak rozpaczliwie skutecznie to działa. Ostatnio miałem chyba z dziesięć entuzjastycznych rozmów i umówienia się na masaż, które jednak urwały się na kontakcie przez telefon.Najzabawniejsze są jednak rodzaje reakcji klientów.

Na czacie metodą numer jeden jest chyba metoda ucieczki. Zamknął okno albo (co lepiej) wylogował się z całego czata. I szukaj wiatru w polu. To metoda tchórzy. Odważniejsi i bardziej pomysłowi stosują metodę pożegnania - żegnają się i solennie obiecują że potwierdzą (najczęściej "zaraz"), ale nie potwierdzają. I też szukaj wiatru w polu. Jeszcze zabawniejsza jest metoda komplikacji - nagle okazuje się że coś im wypada, kto wie może praca się przeciągnie. Więc potwierdzą później. W praktyce - ad Kalendas Graecas. W sumie każda metoda jest na swój sposób zabawa i każda na swój sposób nuży. Ale to przypomina wybór między przysłowiową dżumą a cholerą.

Dlatego zdecydowanie wolę metodę palcową - kilka ruchów palców po klawiaturze i wciśnięcie zielonej słuchawki lub przycisku wysyłania - po stronie klienta, a po mojej stosowny dźwięk dzwonka w telefonie ;-)

czwartek, 9 października 2014

Przesadzacze

Wszystko dobre ale w miarę. A jednak zdarzają się ludzie, którzy lubią przesadzać. Na przykład politycy ze swoimi obietnicami wyborczymi. Ale nawet w mojej skromnej pracy można mieć do czynienia z przesadzaczami.

Przesadzacz to osoba, która jest chętna - albo wręcz napalona - na zdecydowanie więcej niż przewiduje oferta. Ale - uwaga - chodzi tu o zdecydowanie więcej w sensie ilościowym, a nie jakościowym. Bo przesadzaczy jakościowych jet o wiele więcej. Oferuję masaż a oni chcą seksu. No, ewidentnie chcą zmiany jakościowej wykraczającej poza ofertę masażu. To głupie i niezbyt ciekawe do opisywania. Nawiasem mówiąc, tak samo jakościowo przesadzają przy szukaniu związku. Tyle że wtedy niejako przesadzają w dół poprzez ograniczenie oczekiwań. Ty szukasz związku a oni tylko seksu. Też przesada.

Ale przesadzacze ilościowi to ciekawsza kategoria. Ja oferuję masaż maksymalnie godzinny - oni od razu chcą dwie godziny. Skoro oferuję masaż godzinny, t mam jakiś powód ku temu. Może po prostu tyle wystarczy. Może nie ma sensu robić dłuższego. Ale oni wolą zamawiać dłuższy. W sumie żaden z takich zamawiaczy jak dotąd się realnie nie umówił. A co by było gdyby był masaż miejsc intymnych? Z finałem? Okej. A z trzema finałami? Czy to nie brzmi jak tanie przechwałki?

Skoro płacisz komuś za usługę, to może po prostu zaufaj, że on wie w jakim zakresie tę usługę świadczyć :-)

środa, 8 października 2014

Kochankowie dwaj

A na samym końcu pojawili się kochankowie dwaj. To może się wydawać atrakcyjną perspektywą. Czyżby jakiś trójkąt się zapowiadał? Niestety nie, zdecydowanie raczej zerokąt.

Na GG zagaduje mnie ktoś i pytam go standardowo kogo on szuka. A on mi odpisuje - kochanka dla mojego nieśmiałego znajomego, boi się i wstydzi, chciałby zasmakować w seksie MM. No to mu bez namysłu napisałem, że po pierwsze nie gadam z pośrednikami, a po drugie nie szukam seksu. Zaraz się pożegnał. Nie żal mi tego bynajmniej.

A ja nie mogę wyjść ze zdumienia że takie przypadki się zdarzają - maiłem ich już co najmniej kilka. Nie wierzę aby to były formy jakiejkolwiek "koleżeńskiej pomocy". Jakoś intuicyjnie wyczuwam, że chodzi o samego rozmówcę, który szuka kogoś dla mitycznego kolegi. Ale po co taka maskarada? Może się boi przyznać że szuka sam? A może wkręca kogoś? Nie wiem. W sumie to nieważne - liczy się ta intuicyjna pewność, że to jednak oszustwo.

W sumie to, w pewnym sensie, nie byłoby oszustwo - bo oszukiwałby ktoś kogo nie ma, czyli ów nieistniejący kolega ;-)

wtorek, 30 września 2014

Dobra rutyna

Czasem dobra rutyna nie jest zła. Dobrą rutyną jest sprawdzanie czy adres e-mail osoby która odpisuje na mój anons nie jest już obecny w mojej poczcie. Można się wtedy zorientować czy dana osoba wcześniej do mnie pisała - a bardzo często tak jest. Czasem jednak wyniki wyszukiwania są jeszcze ciekawsze. Raz sprawdziłem nie tylko wystąpienie wiadomości od sprawdzanej osoby, ale także jej treść. I oto co wykryłem. 

Jakiś chłopak napisał do mnie tak:
Witam Chętnie Cię poznam, mam 25 lat, jestem miśkowaty, nie mam zbyt dużego doświadczenia w relacjach m&m. Niezbyt mnie pociągają kobiety, dlatego zawsze byłem odrzucany przez otoczenie. Ale taką mam naturę, że wolę Panów niż Panie. Chciałbyś mnie poznać?

Fajny list, prawda? Szczery i w ogóle. Ale co powiecie o jego poprzedniej odpowiedzi na ten sam mój anons - oto jej treść:
Hej Chętnie Cię poznam. Coś o mnie. Mam 22 lata, studiuję zaocznie i właśnie szukam pracy, bo straciłem kilka dni temu. Nie mam dużego doświadczenia w relacjach m&m, ale coś mnie do mężczyzn ciągnie. Chciałbyś mnie poznać?

Subtelne podobieństwo obu maili jest już w treści - choćby owo "m&m" tak samo pisane. Oczywiście e-mail nadawcy jest identyczny. Tylko jakim cudem w ciągu niecałego pół roku jakie dzieli owe odpowiedzi, on postrzał się aż o trzy lata? To raczej nie jest jakiś Wehikuł Czasu. Raczej Wehikuł Oszustwa ;-)

Po prostu gość ewidentnie oszukuje. Jest zapewne bi i szuka na seks przygody. A wiek pewnie ma zupełnie niepodobny do tego który przytacza. Dla mnie jest oczywiście skończony - nie tylko za oszukiwanie, ale także za szukanie czegoś zupełnie innego.

Czasem lepiej poświęcić minutę na rutynową procedurę z mailem niż czas i serce na pisanie do durnia, który z definicji zmarnuje nasz wysiłek ;-)

wtorek, 16 września 2014

Powtorka z anatomii BP

BP mają przynajmniej benzynę na swoich stacjach. Leją nie wodę ale paliwo. A w znaczeniu czatów gejowskich BP to skrót od słowa "bajkopisarze". Ci nie mają żadnego paliwa, potrafią lać tylko wodę. I od czasu do czasu trafiam na takich. I poznaję do znudzenia anatomię kontaktów z nimi. 

I zawsze się zastanawiam czy rozpoznałem takiego bajkopisarza wystarczająco wcześnie, aby nie tracić czasu a  zbędę z nim pisanie. Bo pisanie z bajkopisarzem nie jest nigdy sensowne - nie doprowadzi bowiem do niczego. Bajkopisarz nie spotka się nigdy ze swoim rozmówcą. A ponieważ jakże często bajkopisarz udaje że szuka związku i życia razem - jest potencjalnym dawcą pustej nadziei.

Miałem niedawno taką rozmowę na czacie z chłopakiem z Białegostoku. Pierwsza potencjalna wskazówka bycia bajkopisarzem - nie ma GG ani Skype, nie ma profilu w necie. To po co szukać do życia razem skoro nie można się skontaktować? Druga wskazówka - trochę za bardzo się rozpisuje o swoich pragnieniach. No to go pogasiłem. Nie teoretyzuj kolego, skup się na poznaniu kogoś a potem z nim buduj. A nie gadaj na próżno. Ale to nie jest opcja dla piszącego bajeczki. I gdy był wóz albo przewóz - konieczność kontaktu ze mną poza czatem - mój rozmówca wylogował się.

Potraktowałem to jako ciekawy temat na bloga. Again - bo bajkopisarze byli, są i zawsze będą ;-)