Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seksualne i wokół seksu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seksualne i wokół seksu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 stycznia 2018

Private gallery

Niedawno otrzymałem ciekawą korespondencję od kogoś na jednym z portali gejowskich. Były to dwie wiadomości, a jedna z nich była prywatną galerią udostępnioną przez piszącego do mnie użytkownika portalu. Już po miniaturkach zdjęć zorientowałem się bardzo łatwo, że są tam jedynie "urocze portrety penisa". Akurat jednak zupełnie mi na nich nie zależało, dlatego zapytałem mojego korespondenta, po co mi zdjęcia jego fiuta.

On zaś zdziwił się i odpisał mi, że myślał, że zdjęcia jego fiuta mi się spodobają. Zaraz potem pożegnał się, ale jeszcze zapytałem go (pisząc o tym, że szukam nie fiuta, lecz partnera), jak można było sądzić, że w takiej sytuacji zależy mi jedynie na samych fiutach? Wydawało mi się bowiem, że chociażby w samym opisie na moim profilu wyraźnie napisałem czego szukam i na czym mi zależy. Prosta, elementarna inteligencja pozwala wydedukować, że na penisach jako takich mi nie zależy w ogóle.

W tym zakresie jednak mój rozmówca jak się okazuje nie był w stanie odpowiedzieć na to pytanie i tylko potwierdził, że jest "luzik" przestając się odzywać. Rozumiem, że jego inteligencja jest wystarczająca do wysłania specjalnej galerii dla użytkowników portalu, ale niewystarczająca dla zastanowienia się nad tym, czy ta galeria będzie na nich interesująca do oglądania, czy nie. Nie od dziś wiadomo, że większa część użytkowników gejowskich portali myśli fiutem. W sumie nie powinienem się dziwić, ale zawsze wydawało mi się, że naprawdę nie jest problemem zorientować się w tym, że ja samych fiutów nie szukam.

Widocznie jeśli ktoś za bardzo myśli fiutem, to nawet takiej prostej logiki nie jest w stanie ogarnąć :-)

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Wystarczy czuć

Poznawanie potencjalnego partnera do związku to żmudne i fascynujące zajęcie. Żmudne jest dlatego, że bardzo wiele jest fałszywych tropów i osób które wydawałoby się, że są odpowiednie, ale tak naprawdę okazuje się, że nie należą do tego poszukiwanego przez nas "ideału". Specjalnie piszę o ideale w cudzysłowie dlatego, że tak naprawdę ideał jest tylko pewnym przybliżeniem, a nie punktem ściśle określonym. Mamy więc bardziej pewien zakres idealny, niż jednoznacznie określony ideał, którego po prostu nie ma. Jeśli jednak trafimy na kogoś, kto faktycznie wydaje się być na prostej drodze do zostania partnerem, to wtedy jego poznawanie z teraz bardziej fascynujące.

I w tym zakresie wystarczy czuć - czuć oczywiście bliskość z poznawaną osobą, choć jest to troszeczkę zbyt ogólnikowe pojęcie. Bliskość, a raczej poczucie bliskości, buduje się poprzez orientowanie się w tym, że coraz więcej obszarów, które z potencjalnym partnerem dzielimy, są wspólne. Na przykład wspólne pasje mogą być wspaniałym elementem spajającym związek. Przecież niekoniecznie muszą to być pasje idealnie do siebie symetryczne, wystarczy że są podobne. Poznaję od niedawna bardzo fajnego chłopaka, z którym obaj mamy mamy pasję do gier. Nie jest ważne tak naprawdę to, czy obaj będziemy ściśle grali w ten sam rodzaj gier, lub wręcz w tę samą grę. Możemy grać w zupełnie odmienne gry, zupełnie do siebie nieprzystające. Ale jako dedykowani gracze doskonale zrozumiemy jeden drugiego.

Tak samo jest wtedy, gdy odczuwamy to, że mamy podobne lub takie same fetysze. Oczywiście to także szalenie zbliża. Doskonale rozumiemy swoje potrzeby, doskonale rozumiemy swoje wrażliwości. Doskonale wiemy, w jaki sposób rozbudzić siebie i partnera emocjonalnie. To oczywiście jest ogromnie korzystne dla udanego seksu. Ale warto pamiętać o tym, że na samym seksie nie zbuduje się związku. Trzeba mieć również bardzo wiele innych punktów zaczepienia. Nie tylko pasje, na przykład do gier, ale również podobieństwo charakterów lub też ich brak konfliktu ze sobą. Życzliwość i otwartość w codziennym życiu też się przydadzą. Wydaje się, że jest tego bardzo dużo - faktycznie jest bardzo dużo tych parametrów - ale tak naprawdę zdumiewająco łatwo układają się wtedy, gdy okaże się, że generalnie jest nam ku sobie. Oby tym razem udało się, bo naprawdę zapowiada się wartościowa relacja.

A skąd o tym wiem? Wystarczy czuć ;-)

piątek, 20 października 2017

Parada orgazmów

Jedną ze stron internetowych, które lubię czytać jest strona Ciekawostki Historyczne. Faktycznie są tam często podawane bardzo ciekawe rzeczy. Dzisiaj robiąc mój "przegląd prasy" w strumieniu obserwowanych przeze mnie stron internetowych i mediów na Facebooku natknąłem się na ciekawy artykuł na tym właśnie historycznym portalu. Można by go określić mianem parady orgazmów - zawiera bowiem 32 przedwojenne określenia na orgazm. Postanowiłem je tutaj po prostu zestawić, zamiast odsyłam do właściwego tekstu po ewentualne bardziej szczegółowe omówienia każdej z tych opcji. Odpowiedz lista przedwojennych określeń na orgazm:
  • Spuściłem się
  • Doszedłem do swego
  • Skończyłem swoje
  • Złapałem się
  • Przeszło mi
  • Dobrze się zrobił
  • Nie mogłem wytrzymać
  • Zeszło ze mnie
  • Lałem/Zlałem
  • Złapałam się z mężem
  • Równałam się z mężem
  • Chwyciło nas razem
  • Razem się złapaliśmy
  • Ckliwości się zabrały
  • Przyjemność od serca przyszła
  • Natura przyszła
I bardziej fachowo brzmiące określenia:
  • Szczytowanie błogosne
  • Oswobodzenie płciowe
  • Dojście do szczytu
  • Dobiegnięcie błogości
  • Strzykanie
  • Zachwytowanie
  • Całkowita błogość
  • Dobieg błogości
  • Koniec wzbierania błogości
  • Najwyższy stopień błogości
  • Odbycie się sprawy biegu błogości
  • Okres końcowy
  • Zachwycenie płciowe
  • Uspokojenie płciowe
  • Zaszczytowanie
  • Szczytowanie
Cóż jako słowo komentarza mogę tylko dodać od siebie, że poza pierwszym określeniem inne są raczej mało ciekawe i trochę na jedno kopyto. Aczkolwiek na przykład takie określenia jak "odbycie się sprawy biegu błogości" faktycznie mogą być interesujące. A dla współczesnych postępowców przykrawających wszystko do jedynie słusznego postępowego modelu z pewnością przyda się nazwa "oswobodzenie płciowe" - bo przecież oni wszystko i wszystkich tak bardzo pragną oswobodzić, nawet wbrew ich woli.

Innymi słowy życzę wszystkim miłego orgazmu, znaczy się - miłego zachwytywania ;-)

czwartek, 6 kwietnia 2017

Po co spotkanie?

Po co się spotykamy - jako ludzie z ludźmi? Moim zdaniem po to, aby się poznać. A poznajemy się w określonym celu - na przykład po to, żeby zatrudnić kogoś do pracy, albo po to, żeby poznać się do jakiejś relacji osobistej, żeby się zaprzyjaźnić lub docelowo zawrzeć związek. Możemy również poznać się po to, żeby uprawiać ze sobą seks. Jednak powód spotkania może czasem zaskoczyć. Tak było w przypadku korespondencji, którą miałem z pewnym równolatkiem na jednym z portali gejowskich. Korespondencję tradycyjnie przytaczam w postaci pokolorowanej rozmowy (on i ja).

- MOŻE SPOTKANIE?
- Witaj. Spotkanie w celu?
- SPOTKANIE W CELU SPOTKANIA SIĘ?
- Spotkanie jako takie jest spotkaniem się. Jeśli jest w celu spotkania się to jest de facto bez celu, prawda?
- MOŻE SEKS
- A po co seks z kimś nieznajomym, do którego nic się nie czuje?
- LEPIEJ SOBIE KONIA ZWALIĆ
- Jak chcesz to wal :) 

Jak widać celem spotkania jest spotkanie (się). Bardzo szczytny cel. A z tym waleniem konia to pewno miał być taki ironiczny żart, ale tak naprawdę faktycznie to ma sens - bo lepiej walić sobie konia, niż spotkać się z byle kim i byle jak. Mnie seks na silę z kimś, z kim nie czuję żadnych emocji, mało podnieca. Znacznie mniej niż walenie konia w czasie bardzo pozytywnego uczuciowego marzenia. Uczucia i związane z nimi emocje mnie uskrzydlają, zaś seks robiony dla samego seksu jest mdły. Ale widocznie mojemu rozmówcy (a raczej ROZMÓWCY, bo nie zna on małych liter, co zresztą bardzo denerwuje) to nie przeszkadza. 

Mnie to zdecydowanie przeszkadza. Miałem kilka miesięcy temu taki przypadek. Ktoś, do kogo miałem otwarte podejście, wydawało mi się, że być może uda się zbudować z nim jakąś emocjonalną relację, bardzo profesjonalnie mnie pieścił. A ja nie mogłem dojść.do orgazmu, bo nie było w tym emocji i uczuć. Dopiero po pewnym czasie, gdy zobaczyłem, że sprawa się niezręcznie przedłuża, zacząłem wyobrażać sobie jakieś emocjonalne fantazje i uczucie z jakimś abstrakcyjnym chłopakiem - i dopiero wtedy udało mi się dojść. Żenada kompletna, szkoda czasu na taką gimnastykę. Ale być może nie każdy o tym wie, bo nie każdy tak odbiera i odczuwa seks.

Tak jak nie każdy chce się spotkać w celu spotkania się :-)

poniedziałek, 13 marca 2017

Analna rolada

Zacznę od samej rolady - kojarzy mi się ona z roladą śmietankową, a to jedna z moich ulubionych ciasto. Puszyste i miękkie, pyszne, słodkie, naprawdę wspaniałe. A więc gdy piszę tego posta z takim apetycznym tytułem, zmuszony jestem trochę się rozmarzyć kulinarnie. Jednak ta analna rolada to tak naprawdę analna rola, która jest przeceniona przez wszystkich i czasem doprowadza mnie do furii lub w najlepszym przypadku do pełnego politowania uśmiechu. Miałem niejeden taki przypadek na czacie.

Posiadałem wtedy nick z dopiskiem "partnera", więc dla każdego inteligentnego człowieka powinno to oznaczać, że szukam partnera. A partner, jak mniemam, rozumiany jest przede wszystkim jako odpowiednik męża. Partner do związku partnerskiego, a związek partnerski to przecież nie tylko seks, ale również całe życie z bogactwem jego ról, które przyjmuje się w nim i nie kończy się ich na analu. Role życiowe to sprzątanie, gotowanie, zakupy, praca, mieszkanie, pranie - ale również radości, smutki, uniesienia, depresje i wszystko razem. Seks jest tym tylko wycinkiem życia, zaś anal jest małym wycinkiem seksu. I co się dzieje z rozmówcą? Jako pierwsze zadaje mi pytania o rolę w analu tak, jakby to było absolutnie najważniejsze. Ludzie oczywiście uzasadnią takie pytanie troską o dobranie się do analu. No bo seks jest ważny, anal zaś dla nich to nieomal wyłączna istota seksu. 

 A ja uważam, że to bzdura, to tylko wycinek - i to stosunkowo łatwy do uzupełnienia. Jeśli nie pasujemy rolami w analu, to niedobranie analne zaklajstrować można na przykład wibratorem. Ba, nawet trzecią osobą, przyjacielem domu, który uzupełnia analne doznania, jeśli marzący o analu partner chce mieć wiadomo gdzie jedynie żywego fiuta. Natomiast nie dosztukuje się charakteru, dobrania pod innymi życiowymi względami. To nie jest takie proste, jak znaleźć brakującego analnego kutasa. Dlatego uważam, że seks analny nie jest na tyle ważny, by dobieranie się do niego było istotne od samego początku rozmowy. To po prostu debilny nawyk z czata, który wiąże się z tym, że większość osób na czacie szuka szybkich przygód. A wtedy pytanie o rolę w analu jest faktycznie zasadne. 

Szkoda, że na analną głupotę nie można odpysknąć huj ci w dupę - bo rozmówca odebrałby to jako analną deklarację ;-)

piątek, 27 stycznia 2017

Nie lubisz seksu?

Zadziwiające jest zdziwienie niektórych ludzi, gdy rozmawiając ze mną na czacie lub też jakimś komunikatorze, na którym mnie zazwyczaj zagadali, konstatują oni, że nie lubię seksu i zastanawiają się z troską, dlaczego. Faktycznie, bardzo dziwne jest takie nie lubienie seksu u geja. To tak, jakby kucharz nie lubił jedzenia albo fryzjer nie lubił posiadania coraz to nowych, wspaniałych fryzur i malowania włosów raz w miesiącu. Zastanówmy się zatem, skąd takie dziwaczne zachowanie.

Prawda, jak bardzo często bywa, jest banalna. To nie tak, że nie lubię seksu. Nie lubię seksu bez sensu. Nie lubię seksu dla seksu. Być może niektórzy czytają tak szybko i tak pobieżnie, że gdy napiszę "nie lubię z seksu dla seksu", to oba seksy zlewają się w jeden seks i myślą, że nie lubię SEKSU, a to nieprawda. Lubię seks, ale taki, który jest czymś więcej niż beznamiętną gimnastyką, robioną bez ciekawszego celu, niż jedynie fizyczne dochodzenie do wytrysku. 

Być może niektórzy dziwią się, dlaczego nie lubię seksu z jakąś osobą, który polegałby jedynie na wytrysku. Przecież wytrysk też jest fajny. No oczywiście, jest fajnie przez chwilę, tylko jak jest to wytrysk zrobiony beznamiętnie, gdy nie łączy nas nic więcej niż seksualna gimnastyka, to taki wytrysk niewiele lepszy jest od tego, który możemy sobie zafundować dosłownie na własną rękę. Jeśli jest seks z drugą osobą, to powinien to być seks, który po prostu będzie zajebisty, taki, z którego radości i spełnienia nie da się osiągnąć na własną rękę. Ale być może takie tłumaczenie wielu osób jest zbyt wysokich lotów.

Bo aby czuć największą radość z seksu trzeba mieć głowę w chmurach ;-)

poniedziałek, 3 października 2016

Ślimaczenie a priori

Może jestem za starej daty człowiekiem, ale mnie ślimaczenie to kojarzy się z powolnością, taką koszmarną powolnością. Przy czym uzupełniane jest zwykle przez zaimek zwrotny "się". Ale tym razem w rozmowie na czacie pojawiło to się bez się. W rozmowie z jakimś chłopakiem, który mnie zapytał, czy lubię ślimaczenie bez celu. Domyśliłem się więc zatem, że chodziło o jakieś włóczenie się bez celu. Tym bardziej, że jako kierowca pracujący dla Ubera zaproponował mi przejażdżkę zapoznawczą autem, a wtedy to słowo jako włóczęga ma dodatkowy oczywisty sens. 

Ale na wszelki wypadek zapytałem go co znaczy według niego to ślimaczenie. I okazało się, że całowanie z języczkiem. No, warto było jednak zapytać. Wyjaśniłem mu więc, że średnio (czyli de facto minimalnie) zależy mi na seksie dla seksu. A on na to zaproponował ciekawy deal. Otóż jeśli spodobamy się sobie, to nie będziemy nic robili, szanując moje zasady. A jeśli się sobie nie spodobamy - to się właśnie poślimaczymy. No i zaniemówiłem. 

Bo rozumiem, że choć nie szukam kogoś na szybki seks, ale właśnie spodobamy się sobie, to można wtedy ten seks przyspieszyć. Ale jeśli się sobie nie spodobamy, to tym bardziej seksu nie będzie. Ślimaczenia też nie. Ubawiło mnie takie podejście, które zakłada seks a priori jeśli nie ma nadziei na cokolwiek bardziej wzniosłego. Oczywiście nie skorzystałem. Zresztą, w sercu i głowie mam innego chłopaka. Takiego, z którym poślimaczyłbym się bez wahania na wszelkie możliwe sposoby i z wszelkiej możliwej strony. A jeśli tego nie zrobiliśmy, to jedynie dlatego, że nieprędko los nam da możliwość spotkać się i poznać. O ile w ogóle to się stanie. 

Jak widać, poznawanie tego ostatniego chłopaka strasznie się ślimaczy ;-)

środa, 31 sierpnia 2016

Klucze do seksu

Od pewnego czasu interesują się wynajmem nowego mieszkania, gdyż wynajem obecnego mi się niebawem kończy. I przeglądam także branżowe ogłoszenia w tym zakresie. Głównie są tam anonse związane z wynajmem pokoju a nie całego lokum, ale to też może być interesujące, nie tylko zresztą dla mnie. Trafiają się bowiem czasem i w tym dziale dość zabawne, ale można powiedzieć życiowe anonse. Jeden z nich śledziłem już od kilku dni, ale tym razem zwróciło uwagę jego dość pompatyczne zakończenie. Oto ten anons.

Mieszkanie dla pięknego chłopaka do lat 22 w zamian za seks. Do pałacu kultury odległość ca 450 m. Mieszkanie dostępne od 01.09.16. Tylko konkretne oferty. Żadnych odchyleń od warunków. Osobę wybraną powiadomię we wtorek 30.08 a klucze przekaże w dniu 31.08. Czekam na dalsze zgłoszenia.

Amatorem wynajmu za seks (i to bez żadnych odchyleń) jest pewien trzydziestokilkulatek. Nie komentuje samego pomysłu. Każdy orze jak może i każdy ma prawo takie warunki podać, jakie mu się podobają. Dlatego określiłem ten anons jako życiowy, a nie na przykład beznadziejny. Tym razem jednak rozbawiło mnie owo "przekazywanie kluczy". Nie wiem czemu, ale wyobraziłem sobie kogoś w jakimś żupanie i kontuszu, przekazującego wielki klucz, tak jak to się robi na niektórych uroczystościach w różnych miastach, przekazując symboliczne klucze od miejskich bram. 

Kompletnie nie mogłem sobie wyobrazić przekazania kluczy, które się mieszczą w kieszeni. Rozbawiło mnie to niezmiernie, bo fajnie jest tak sobie popuścić wodze fantazji - i to dosłownie tak kluczowej sprawie.  Zachodziłem tylko w głowę ile osób zgłosiło się na taki casting. Próbowałem to wywnioskować z treści anonsu. Czy owo oczekiwanie na dalsze zgłoszenia znaczy, że jest duże zainteresowanie? Czy może wręcz przeciwnie - że słabe? Lubię takie gry intelektualne i rozgryzanie cudzej komunikacji. Jej deszyfrację. Jedno mnie tylko żartobliwie zastanowiło.

Mianowicie to, czy wynajmujący bez odchyleń zaakceptowałby odchylenia w samym kanonie seksualnym ;-)

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Lizanie

Chłopak przyszedł, wypił resztkę wódki, której my ze znajomym już nie chcieliśmy pić. A potem znajomy poszedł i zostałem sam z tym chłopakiem. I zaczęliśmy się tulić do siebie. A potem poszliśmy na łóżko. Lizałem go i przytulaliśmy się. A potem robił mi laskę, ale z przerwami. Najpierw chciałem mu lizać w tym czasie pupę, potem stopy - a on biegał do łazienki się umyć w tych częściach ciała. Stopy miał cudowne. Lizałem mu wszystko i ssałem też penisa. A on mnie spuścił i przyjął wytrysk w usta.

Kochaliśmy się jeszcze trochę i potem przestaliśmy. On się nie zdołał spuścić a ja czułem strucie wódką. Przytuliliśmy się na łóżku, ale potem on zaczął się odsuwać. Wyszedł na papierosa na balkon i potem zaczął do mnie się odzywać z pretensjami. Tego się kompletnie nie spodziewałem. Z jednej strony przytrucie wódką i nie najlepsze samopoczucie z tego powodu, a z drugiej pretensje chłopaka. A w międzyczasie przyjacielowi napisałem z pijacką szczerością, że nie spotkam się z nim na spacer bo robię seks - a on czekał na mnie na dworze. Seks przereklamowany a spotkanie z przyjacielem schrzanione

Ale to nie koniec nieszczęść.

wtorek, 3 lutego 2015

Uwielniam lecz nie szukam

Uwielbiam lizać stopy. To mój fetysz. Ale nie liżę ich byle komu, tylko komuś z kim jestem razem. Ciekawią mnie jednak rozmowy z ludźmi mającymi podobne upodobania. Oto zagadał mnie na czacie ktoś o nicku "Mój brat liże mi stopy". Zapowiadało się ciekawie. Oto cała rozmowa (on i ja):

- Hej
- cześć
- szukam związku
- Ja stóp
- lubię lizać stopy to mój fetysz
- ale nie szukam seksu dla seksu
- Ok

I koniec rozmowy. Jak się można było spodziewać. Samo lizanie stóp nie wystarczy aby chcieć z kimś się spotkać. Nawet gdy to mój fetysz. Uwielbiam to, lecz nie szukam jako samodzielnej zabawy. A mój rozmówca? Może właśnie brat mu zaczął lizać stopy? ;-)

czwartek, 23 stycznia 2014

Czułość

listopad 2013
Najbardziej rozwala niepewność w życiu. Gdy mamy jasno wytyczone cele i jasne perspektywy, wszystko jest inaczej. Nie boimy się nawet długiego i trudnego dochodzenia do realizacji tych celów.Ale gdy jesteśmy w niepewności, czujemy się jak łupinka na sztormowych falach - która w każdej chwili może rozbić się o rafę.

Miałem taki moment, że spontanicznie zacząłem pieścić Pawła gdy położył się na łózko. On nie bronił się, więc pieściłem go bardzo czule. Nie odwzajemniał, ale już samo jego ciało było cudowne do pieszczenia. Nie chodzi tu o erotykę. Ale o poczucie bliskości i tego, że z kimś chce się być. Miałem takie poczucie - a to jest dobry argument za myśleniem o Pawle jako potencjalnym (ale tylko potencjalnym i jednak bardzo niepewnym) partnerze. 

A potencjalny partner - to w praktyce brak partnera i nadziei na niego. Tak naprawdę nie było korzyści z tej czułości. Chwilowe okazanie wielkiego serca, które pozostało bez odwzajemnienia. I bynajmniej nie zbliża mnie to do przekonania, że z Pawłem cokolwiek się uda - i może się udać. To była chwila jak przelot meteoru po niebie. 

I zostawia za sobą tylko smugę złudzeń, które się raczej nie spełnią.

wtorek, 16 lipca 2013

Prima odczuwanie

1 kwietnia 2013
Pierwszy kwietnia czyli prima aprilis - święto kłamstwa i oszukiwania. Tego dnia dla żartu, a na co dzień - dla zasady. Tak postępuje wiele osób. Taki jest ten świat. A jednak można w tym dniu zrobić coś na poważnie i wcale nie będącego kłamstwem. I można to zrobić zupełnie na serio. 

I tak ja zrobiłem. Spotkałem się w tym dniu z chłopakiem, którego poznałem miej więcej rok wcześniej. Wtedy rozmawialiśmy o jego zastanawianiu się nad tym czy jest gejem. A dziś przyszedł do mnie fajny chłopak o zalotnych oczach. Ach te jego oczy, były cudowne już rok temu. A teraz pogadaliśmy o tym co i jak, i czy już czuje się gejem. Podobno się czuje. I nagle to sprawdziliśmy.

To nie był prima aprilis - ale prima odczuwanie. Jeszcze nie kochałem się z chłopakiem, który tak pięknie współodczuwa emocje i je okazuje. To tak jakby ziarno rzucać nie w błoto, nie w piasek - ale w najprzedniejszy czarnoziem. I jest wtedy szansa, że wyrośnie piękny, soczysty plon. W tym co robiliśmy była bliskość, emocje, radość z kochania się, naturalne dążenie aby być ze sobą. To było coś cudownego i nigdy nie miałem do czynienia z takim swobodnym, otwartym zaangażowaniem się w emocjonalność. 

W sumie miałem mętlik w głowie. Tak naprawdę nie poznaliśmy się za wiele jako ludzie w czasie dzisiejszego spotkania. Obaj na początku byliśmy stremowani. Gadaliśmy na tematy dotyczące poczucia posiadanej orientacji, a nie jak potencjalni partnerzy porównujący swoje charaktery. Ale potem porównaliśmy się w fizycznej miłości - i to było cudowne*. 

Zdecydowanie prima, ale nie aprilis ;-)

_____
* Jak zwykle życie dopisało dowcipny scenariusz - już się potem nie odezwał, a miał nazajutrz dać znać (dopisek miesiąc po).

wtorek, 18 czerwca 2013

Większa miłość!

15 lutego 2013
Kochaliśmy się dziś. To było mistyczne. Smakowałem ciała mojego chłopaka, jego słodkiego ciała. Zapachu, smaku, dotyku, ciepła. Pewne rzeczy robiliśmy tak czule i tak pięknie jak nigdy dotąd nie robiłem z chłopakiem. Tak się można kochać jedynie z miłości.

Stresy, które mam z powodu złych doświadczeń z przeszłości, każą mi ostrożnie podchodzić do naszego budującego się związku. Ale wyczulony jestem na znaki, które mogą z czasem przechylać szalę oceny. I widzę coraz więcej znaków świadczących o uczuciu i coraz większym zaangażowaniu. Seks jest też tego dowodem, ale... To zupełnie inny seks. 

To jest prawdziwy seks z miłości, z uczucia, z zaangażowaniem serca i emcoji. Nie ma w nim samej pustej gimnastyki, nie ma w nim pustej rutyny. W tym seksie jest taka pasja, że nie raz krzyczałem "kocham cię" albo rzucało mną jakbym był opętany. Bo zwykłymi słowami się tego nie da wyrazić. 

To jest właśnie mistyka miłości

niedziela, 26 maja 2013

Złośliwa czułość

25 stycznia 2013
Cudownie nam było z Pawłem wieczorem. Najcudowniej odkąd się poznaliśmy. To było coś wspaniałego - mistycznego. I najzabawniejsze, że formalnie rzecz biorąc można by powiedzieć że prawie nie uprawialiśmy seksu. No, niby "prawie" czyni wielką różnicę, a robiliśmy to na żywca ;-)

Ale niestety, jak to ostatnio w naszym związku bywa, los okazał się bardzo złośliwy. Paweł po tym wszystkim ubrał się, wyszedł na papierosa, a potem zasiadł do kompa. Ja poszedłem do drugiego pokoju zasnąć. Byliśmy sami w mieszkaniu, więc można było spać w jednym lub drugim pokoju. I Paweł nie przyszedł potem spać do mnie. Spałem sam.

Oczywiście było mi bardzo smutno - tak piękne uniesienia a potem samotny sen. Może nie tak gorzki, bo szybko zasnąłem, choć i tak śniły mi się jakieś koszmary. Ale radość kontaktu intymnego została poważnie zneutralizowana przez niefart dalszego rozwoju wypadków. Wiele jeszcze musimy się nauczyć ze wspólnego życia - bo ciągle musimy się nauczyć wzajemnego dopasowania. Ale tym razem nie rzucam gromów - wiem, że każdy z nas ma swoje grzechy i zaniedbania. Może nasz związek ma po prostu nam je ukazać i pozwolić je przezwyciężyć?

Jeśli by tak było, to nasz związek jest zdecydowanie najwartościowszy ze wszystkich jakie miałem :-)

czwartek, 21 marca 2013

Masowanie kutasem?

Zasiadam do czata jako osoba która ma w czatowaniu wieloletnie doświadczenie i rozmowy z ludźmi liczone w kilku dobrych dziesiątkach tysięcy. Niestety - czatowo kompetentna. Zasiadam jako "telefonista" aby znajdywać klienta na usługi masażu oferowane przez chłopaka mojego współlokatora. Właśnie znalazł pracę w gabinecie masażu, ale dorabia też po godzinach i prosił mnie abym mu szukał na czacie klientów.

Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie zabawne zderzenie tematu rozmowy z reakcjami czatowiczów. Gdybym ja pytał o masaż to chciałbym się dowiedzieć po pierwsze jaki to typ masażu, ile trwa, ile kosztuje etc. Ewentualnie pytałbym o miejsce, certyfikaty, doświadczenie etc. A jakie pytania zadają czatujący? A jakie by mogli zadawać? Opisz się, ile centymetrów, aktywny czy pasywny. Zupełnie jakby kretyni szukali do seksu :-)

Czasem napisałem temu czy owemu, że masaż się robi rękami a nie penisem i zapytałem po co w takim razie pyta o rozmiar penisa. Z ciekawości - jak mi odpowiedział. Oj chyba z głupoty i źle pojętej czatowej automatyki. Ciekawość rozmiaru penisa w przypadku masażu to zupełnie jak ciekawość wyznania kierowcy taksówki. Teoretycznie może to mieć jakieś znaczenie - np. kierowca muzułmanin przerwie jazdę aby pomodlić się do Proroka. A kierowcy hinduisty nie powinniśmy uraczyć dowcipem o wściekłych krowach ;-)

W sumie można być wdzięcznym czatowi, że nawet wydawałoby się banalnie proste poszukiwanie zamienia w orgię ekscentrycznego humoru ;-)

niedziela, 17 marca 2013

Masaż marketingowo

grudzień 2012
I zabrałem się za stworzenie własnej, indywidualnej koncepcji masażu. Takiego masażowego iPhone - który miał być na tyle inny i nietypowy, że trudno porównywalny z innymi masażami. A zarazem dla mnie najwygodniejszy. A przez to także najlepszy dla klienta, bo dostosowany jak najlepiej do moich możliwości realizacyjnych. Jeśli coś robić - to robić profesjonalnie.

Kolega oferował masaż klasyczny lub erotyczny - ten ostatni robiony nago i z nastawieniem na orgazm klienta. Postanowiłem więc pójść inną drogą. Oferować masaż delikatny jak pieszczota, ale nie nastawiony na orgazm, tylko na relaks i odpłynięcie klienta w sferę swoich myśli. Masaż wykonywany nie nago (bo nagość mnie by dekoncentrowała) i bez prób dobierania się do masującego przez klienta. Zatem inny typ masażu, inna filozofia. 

Potem wymyślałem nazwę dla tego masażu. No bo nie jest to masaż ani klasyczny, ani erotyczny. Więc jaki? Najpierw wymyśliłem, że intuicyjny - ale kojarzy się z amatorką. Potem empatyczny - od wczuwania się w potrzeby drugiej osoby, ale to trudne słowo dla wielu. Potem intymny - bo oddawało jego subtelność, ale kojarzyło się z seksem. Potem paraerotyczny - że niby około erotyki, ale to też trudne słowo i ludzie dostrzegają jego drugi człon.

W końcu wpadłem na proste ale głębokie określenie - masaż medytacyjny. Jest to termin niebanalny, zarazem sugeruje skupienie i głębię w masażu, a nie ślizganie się po seksie. I jeśli obok wymienia się także inne masaże, np. klasyczny czy erotyczny, to wygląda w porównaniu do nich bardzo dostojnie :-)

A może wzorując się na iPhone nazwać to po prostu iMasażem? ;-);-)

sobota, 16 marca 2013

Masażowy iPhone

grudzień 2012
Jedną z prac którą mógłbym wykonywać mógł być masaż - dla wielu praca lekka łatwa i przyjemna, ale każdy kto choć raz tego próbował wie, że to ciężka robota i wyczerpująca. W końcu przez pewien czas, nawet godzinę, trzeba wiele z siebie dać. Ale ja chciałbym napisać o tym, co związane z tą pracą i moją zdolnością do kombinowania i dorabiania do wszystkiego filozofii :-)

Pomysł masażu podał chłopak mojego współlokatora, który posiadał w masażach kilkuletnie doświadczenie i który pracował także w różnych gabinetach masażu. Jak jednak sprzedać siebie jako osobę masującą, skoro nie mam aż takiego doświadczenia? Postanowiłem podejść do tego marketingowo. Nie opisywać się buńczucznie jako doświadczony masażysta, póki faktycznie takiego doświadczenia nie zdobędę. Ale w takim razie jak się sprzedać na dzień dobry?

Z pomocą przyszło mi właśnie myślenie marketingowe. Trzeba stworzyć produkt, usługę, idealnie dopasowaną do moich możliwości, a zarazem taką aby nie można jej było łatwo zweryfikować. Coś jak iPhone - sprytnie zamydlony technologicznie tak, aby nie było widać jego niedostatków. Trzeba więc wyróżnić się od konkurencji w taki sposób, aby nie można było tego łatwo porównywać.

Tak więc postanowiłem zrobić masaż na wzór iPhone ;-)

niedziela, 24 lutego 2013

Namiętny brak ciśnienia

5/6 grudnia 2012
Przyjechaliśmy do domu. Mój kolega przejął auto, bo miał jechać do Wyszkowa załatwiać sprawy i wrócić jutro. A jutro mam odwieźć Pawła do domu. Benzyny starczy na wszystkie te wojaże. Tym razem auto naprawdę miało porządny zasięg ;-)

A my zostaliśmy z Pawłem w domu. I dalej wszystko było bez ciśnienia. I kochaliśmy się. Też bez ciśnienia. Pieściliśmy znaczy, bo formalnie nie było ani jednego wytrysku. Ale namiętność była mimo tego większa niż w czasie seksu jaki dotąd miałem z innymi. To było fenomenalne. I nadal było to spokojne, bez ciśnienia. Nie w sensie braku namiętności, ale braku napalenia się na oral, anal, wytrysk. A wierzcie mi, inni geje po zobaczeniu arsenału, którym dysponuje Paweł, od razu by kwiczeli z napalenia ;-)

Nie wiem gdzie i kiedy zaczęliśmy się kochać. Ledo pamiętam na który łóżku spaliśmy. Poza tym nie wiem nic - i tak powinno wyglądać pierwsze kochanie się z chłopakiem. Wiem tylko tyle, że złamaliśmy barierę intymną w popisowy sposób. A wszystko to na luzie, bez napinania się, bez ciśnienia. Jak można namiętnie, niepohamowanie się kochać - a zarazem nie mieć ciśnienia na wytrysk? 

Można. Ale trzeba się chyba fenomenalnie dobrać do siebie ;-)

wtorek, 22 stycznia 2013

Anatomia stóp

21 października 2012
Ściągnąłem sobie filmik z netu, na którym młody (jak sądzę) chłopak pokazywał swoje śliczne stopy. Podeszwy - jak mi zwrócił uwagę Paweł - są brudne, Paweł oczywiście nie omieszkał dodać że swoje ma czyste i wypumeksowane. Ale nie chodzi o podeszwy - lecz o wierzch, palce i delikatne macanie nogi stopą. To jest bardzo podniecające i zawiera wielki ładunek bliskości, który mnie maksymalnie kręci ;-)


To bardzo piękne, gdy kręci nasz bliskość, która manifestuje się w delikatnym dotyku, a  nie w nachalnym pocieraniu narządów płciowych. Dlatego tak bardzo mnie te stopy kręcą. A jeszcze bardziej kręci mnie Paweł, gdy powiedział, że właśnie ma dokładnie takie stopy jeśli chodzi i kształt i budowę.

Mam nadzieję, że już niedługo ich skosztuję ;-)

piątek, 26 października 2012

Poprawka z geometrii?

22 maja 2012
Pojechaliśmy do Toro i zastaliśmy tam tylko jednego faceta, do którego się przysiedliśmy do stolika na dworze. W samym klubie nie było nikogo a DJ grał sobie a muzom. Pogadaliśmy z nim o życiu. Ciekawie się z nim rozmawiało. A potem postanowiliśmy zaprosić go do domu na seks grupowy.

Facet miał tyle lat co ja - mniej więcej - i dlatego bylem dość sceptyczny w chęci pójścia z nim do łózka. Na razie więc zajął się nim Rafał. I trafił jak z deszczu pod rynnę, bo facet miał jurny temperament. Ruchał Rafała ze trzy razy i ciągle nie mail dosyć. A ja przestałem mieć ochotę na seks z nim, choć już byłem bliski dołączenia się. Więc formalnie to nie był seks grupowy, ale seks w grupie - jeśli to tak można nazwać.

A potem musiałem wymyślać sprytny sposób aby się tego faceta pozbyć, bo Rafał już nie miał ochoty być ruchany po raz czwarty, piąty czy szósty. A nocy jeszcze trochę zostało. Nie powiem jaki to sposób, aby go nie zdradzić i by mógł nam służyć w przyszłości. Dodam tylko, że wszyscy trzej ruchaliśmy się (tym razem dosłownie) biegiem na przystanek autobusowy, aby nasz gość zdążył na nocny. I dzięki temu biegowi zdążył. Bo inaczej trzeba by go albo zostawić, albo zabawiać rozmową, albo wrócić do domu na kolejne ruchanie w dupę :-)

Czasem trzeba się ruchać biegiem aby unikać ruchania na łóżku ;-)