Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste lub moje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste lub moje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 marca 2018

Miękki koniec

Przeglądałem archiwum bloga. Założony był mniej więcej miesiąc po moim rozstaniu z moim najlepszym chłopakiem, ale relacje w nim były datowane także odpowiednio wcześniej. Z tym najlepszym chłopakiem poznaliśmy się 16 marca, gdy on wysłał do mnie SMS-a, po którym właśnie zaczęła się nasza wspaniała znajomość, która trwała prawie dokładnie rok. Nie udało nam się, ale wina leżała nie tyle po naszej stronie, co po stronie losu bardziej. No i szczerze mówiąc, obaj nie byliśmy jeszcze wtedy gotowi na to, aby w pełni docenić to, co razem mamy.

Nasze rozstanie było dokładnie tydzień przed rocznicą poznania się - czyli 9 marca. I dlatego postanowiłem, że idąc tym tropem miękko zakończę pisanie tego bloga tydzień przed ósmą rocznicą rozstania się z moim chłopakiem. To przypomina mi zakończenie miesięcznic smoleńskich również w ósmą rocznicę, czyli trakcie 96 miesięcznicy. Z tragedią smoleńską jestem w pewien sposób osobiście związany, bo 10 kwietnia 2010 roku jechaliśmy właśnie z tym chłopakiem na wycieczkę i prawie dokładnie o godzinie katastrofy mnie złapał i uziemił policyjny radar. Tak sobie myślę, że nie był to bynajmniej przypadek.

Warto przy tym dodać, że że 96 miesięcznica naszego rozstania się z moim najlepszym dotąd  chłopakiem, to dość specyficzna dla mnie liczba. Jak łatwo sprawdzić, 96 na klawiaturze telefonu odznacza WM, co rozwijam jako Wielka Miłość. Dlatego postanowiłem w 96 miesiącu po naszym rozstaniu miękko zakończyć pisanie tego bloga. Być może jeszcze kiedyś będę coś w nim pisał, ale nie chciałbym w żaden sposób podejmować się w tym zakresie jakichkolwiek deklaracji. Tym bardziej nie chciałbym narzucać sobie jakiegokolwiek rygoru pisania w tak regularny sposób, jak robiłem to przez osiem lat. Zresztą w moim obecnym życiu pisanie tego bloga coraz bardziej rozjeżdża się z nim. Dlatego pora zamknąć na razie ten blog.

Ale klucza od zamka nie wyrzucam :-)

środa, 28 lutego 2018

Najlepszy

Niezależnie od tego, czy dysponuję dużymi pieniędzmi w życiu, czy żyję bardzo skromnie, staram się kupować rzeczy jak najlepszej jakości i w miarę możliwości niebanalne pod względem formy. Innymi słowy, bardzo lubię kupować coś co nie jest badziewne. Nie dotyczy to oczywiście produktów żywnościowych, które kupuje skromne i choć przyzwoitej jakości. Nie są to produkty badziewne, ale nie są to też produkty "designerskie" za wyższą cenę. Żywność jednak zjada się i nie ma po niej śladu, natomiast elementy wyposażenia domowego mogą być używane latami.

Dlatego zdecydowanie staram się produkty użytkowe kupować jak najlepszej jakości lub odpowiednio przynajmniej wyglądające. Gdy zbierałem pieniądze kilka miesięcy temu na nowy telefon, udało mi się kupić telefon w outlecie i dzięki temu zaoszczędzić trochę pieniędzy. Starczyło mi na zakup małego grzejnika Sencor SFH 9011. Ten malutki grzejniczek o szerokości 20 cm i mocy 800/1200 watów jest w stanie nagrzać wynajmowane przeze mnie pomieszczenie około 25 m kwadratowych o kilka stopni. W dzisiejszym dniu, gdy za oknem temperatura wynosi minus 10 stopni, gdyby nie ten grzejnik, nie dałoby się w tym wynajmowanym pokoju funkcjonować, bo lokalne ogrzewanie jest po prostu niewystarczające.

Ponieważ opłata za media jest tutaj zryczałtowana niezależnie od ilości zużycia, więc nie muszę się hamować i mogę grzać tym grzejnikiem praktycznie tyle, ile mi się żywnie podoba. Przejrzałem kilkaset ofert grzejników na Allegro i tylko ten jeden był zarazem niezmiernie elegancki, designerski pod względem wyglądu, a jednocześnie bardzo funkcjonalny i dostępny w stosunkowo atrakcyjnej cenie, choć i tak kilka razy wyższej od najtańszych grzejników dostępnych na rynku. Prawdopodobnie jednak zakup tego grzejnika będzie miał dla mnie jeszcze większe życiowe znaczenie z tego powodu, że dowiedziawszy się o istnieniu japońskiej marki Sencor, która ma w swojej ofercie bardzo wiele różnych produktów, postanowiłem zacząć kupować właśnie jej wyroby.

Za jakiś czas mogę więc mieć całą flotę jej produktów w domu.

wtorek, 27 lutego 2018

Norma

Ostatnio wydaje się, że znowu wskoczyłem buty właściwej pracy i jestem w stanie wyrabiać normę dzienną, którą obecnie ustaliłem i która jest to oczywiście trochę niższa niż ta, którą usiłowałem niedawno wyrabiać w bardzo ambitnym celu zebrania pieniędzy na wszystkie wydatki. Jak się okazuje, ustalanie za wysokich norm skutkuje często tym, że nie jesteśmy w stanie nie tylko ich dotrzymać, ale nawet po pewnym czasie nie potrafimy dotrzymać niższych norm poprzednio ustalonych.

Lepiej ustawić sobie normę bardziej realistyczną i łatwiejszą do wykonania i nawet ją nieznacznie przekraczać każdego dnia, niż wyżyłować normy zbyt wysoko i w pewne nieliczne dni je wykonywać, ale przez znaczną większość czasu jednak poniżej tej normy pracować lub nie pracować wcale. Miejmy nadzieję, że ta mniej ambitna norma będzie przeze mnie realizowana przez kolejne dni i kolejne miesiące, bo faktycznie zapewniłaby ona spokojną stabilność finansową. Moje obecne kłopoty finansowe wynikają bowiem z tego, że przez znaczną część stycznia i lutego po prostu nie pracowałem.

A nie pracowałem dlatego, że nie miałem siły. Pora roku jest najgorsza do pracy. Zima ciągle trzyma, za oknem minus kilkanaście stopni, dzień trochę dłuższy od grudniowego, ale i tak stosunkowo krótki, nie ma po prostu sił mentalnych do pracy. Dodatkowo ostatnio różne wydarzenia w moim życiu odwróciły mają uwagę od pracy, jak się okazuje bardzo skutecznie. Dlatego tym bardziej cieszę się, że ostatnio udało mi się wykrzesać energię i znowu pracować. Mało tego, udawało mi się wyrobić normę mimo niesprzyjających okoliczności, na przykład stracenia pół dnia na dojeżdżanie do Warszawy w celu załatwienia spraw. Oby ten system funkcjonował dalej bez zarzutu, a wtedy nie będę się martwił o kwestie egzystencjalne.

Zostaną mi tylko bardziej przyjemne zmartwienia.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Humorek z Góry

Wczoraj pisałem o humorze z Góry czyli o humorze Pana Boga, który naprawdę potrafi mnie zaskakiwać. Dziś napiszę o humorku z Góry, a to coś znacznie mniejszego. Jednak ostatnio ten humorek z Góry był dla mnie mało ciekawy. Wczoraj miałem nadzieję na przyjęcie klienta na masaż, który - jak sam podkreślał - był na 100% zdecydowany. Skoro tak, to przygotowałem stanowisko do masażu, a przy okazji bardzo ładnie posprzątałem cały dom.

Ponieważ klient (jak zastrzegł) mógł się spóźnić ze względu na korki, więc tolerancyjne przeczekałem godzinę rozpoczęcia masażu. Okazało się jednak, że minuty mijają, a klienta nadal nie ma. Oczywiście nie czekałem na niego z założonymi rękami, robiłem swoje różnego rodzaju prace na komputerze. Nie straciłem więc czasu. Straciłem natomiast jedynie przygotowania, które zrobiłem do masażu. W pewnym momencie zdecydowałem się napisać SMS do klienta z zapytaniem o to, jak daleko jest ode mnie.

Nie było to teoretycznie racjonalne, bo skoro na 100% jest zdecydowany, to raczej będzie. A jeżeli raczej będzie, to już najprawdopodobniej jest blisko. Niepotrzebnie więc piszę SMS-a, bo klient za chwilę zapuka do mych drzwi. Okazuje się jednak, że nie zapukał i nawet na SMS-a nie odpisał. Trafił więc na listę przedostatnich pod względem ciężaru przewin bajkopisarzy, którzy odpadli po przygotowaniu miejsca do masażu. Na czym polega poczucie humorku z Góry w tym przypadku? Akurat dziś jadę do Warszawy załatwiać pewne sprawy i gdybym miał pieniądze od klienta, to mógłbym wracając wpaść na większe zakupy. Dzięki humorkowi z Góry nie wpadnę.

Choć biorąc pod uwagę mechanizm humoru lub humorku z Góry, nie zdziwiłbym się, gdybym w tej sytuacji znalazł odpowiednie pieniądze na ulicy :-)

niedziela, 25 lutego 2018

Humor z Góry

Pan Bóg ma poczucie humoru. Ostatnio w ciągu kilku dni miałem tego liczne przypadki. Najpierw pojechałem do Warszawy odebrać ważne awizo z poczty. Odebrałem awizo, ale jak się okazuje zupełnie nie te, które chciałem odebrać, a takie, którego nie chciałem odebrać. Potem poszedłem do pewnej państwowej instytucji załatwiać sprawy związane z pismem, które do mnie przyszło. Okazało się na miejscu, że zupełnie nie było potrzeby fatygować się do nich, bo nie ma potrzeby nic na razie robić w związku z tym pismem w danym momencie. No to poszedłem na spacer.

A poszedłem na spacer dlatego, że chciałem jeszcze wrócić na pocztę wieczorem i odebrać kolejne awizo. Zanim bowiem poszedłem do urzędu załatwiać sprawę, musiałem wpaść do mojej rodziny po ten dokument, na podstawie którego do tego urzędu poszedłem. W skrzynce znalazłam awizo na przesyłkę, której właśnie oczekiwałem. Postanowiłem wrócić po spacerze na pocztę i odebrać to awizo wieczorem. Zimno było strasznie. Porobiłem trochę zdjęć i wróciłem wieczorem na pocztę. Awiza jeszcze nie było, więc zdecydowałem nie czekać już kolejnych trzech godzin, ale wróciłem do domu popracować. Praktycznie nic więc nie załatwiłem.

Wczoraj z kolei poznałem bardzo fajnego chłopaka, z którym fajnie rozmawiało mi się na WhatsApp. Wyszedłem na zakupy i wróciłem potem do domu. On na WhatsApp nie odpowiadał, ale uprzedził mnie, że będzie spał. Jakoś spał tak do końca dnia, co było dziwne. W nocy napisał mi wiadomości, że załatwia jakąś nietypową sprawę i martwi go to, że nie ma ode mnie żadnych informacji na WhatsApp. A ja mu wysyłałem wiadomości wcześniej, tylko one do niego nie doszły. Wysłałem mu także potem kolejne wiadomości i rano patrzę, że był na WhatsApp, ale wysłane przeze mnie informacje znów nie dotarły do niego. Kolejny przykład na poczucie humoru Pana Boga - poznałem kogoś bardzo fajnego, ale technicznie nie mogę się z nim teraz skontaktować.

Czasem myślę o tym, co byłoby warte życie bez tych wszystkich problemów :-)

wtorek, 20 lutego 2018

Si vis pacem...

Jak głosi znane przysłowie - lepiej późno niż wcale. Wreszcie zacząłem pracować w takim rytmie, do jakiego byłbym chętny przez cały miesiąc, ale po prostu mi do tej pory raczej nie wychodziło. Jak już niedawno pisałem, okres zimowy ma się ku końcowi i jest to zdecydowanie najgorsza pora roku, gdy pogoda jeszcze nie jest wczesnowiosenna, za to bywają mrozy, jest ciemno i dzień jest jeszcze całkiem krótki. Wczoraj kończyłem swoją pracę około godziny jest 18 i było już ciemno. Niedługo o tej porze słońce będzie świeciło.

Miejmy nadzieję, że od tej pory do końca miesiąca uda się już przepracować wszystko prawidłowo. I tak nie zapewni mi to pieniędzy na wszystkie wydatki, które powinienem ponieść, ale przynajmniej będę miał mniej do łatania, niż miałbym gdybym nadal mi się nie udawało pracować. Oczywiście mogą także udać się pewne dodatkowe prace, które robię uzupełniająco, ale one z kolei nie tyle zależą ode mnie, co od przypadku. Ode mnie zależy praca przy tekstach - oczywiście pod warunkiem, że same teksty będą dostępne do wykonania. Na szczęście tekstów dostępnych do wykonania jest tyle, że spokojnie starczy ich do końca miesiąca i nie muszę się raczej o to martwić.

Dodatkowe prace mogą się pojawić lub nie, ale to tak naprawdę nie tyle zależy ode mnie i moich starań lecz raczej od czystego przypadku. W każdym razie nie jest tak źle, jakby mogło być i nie jest tak dobrze, jak bym chciał, aby było. Mam jednak pomyślne wróżby na przyszłość i myślę, że wszystko ułoży się w miarę sensownie i to w miarę krótkim czasie. Wczoraj dowiedziałem się o tym, że wreszcie załatwiona została sprawa, na którą to już długo czekałem. To sprawi, że różne kwestie pójdą do przodu w najbliższym czasie. Ja zaś sprawdzam pewne warianty, które już teraz powinienem ustalać po to, by na przyszłość być lepiej przygotowanym.

W pewnym sensie jest to nawiązanie do zasady - si vis pacem, para bellum.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Powtórka z rozrywki

To, co się wydarzyło wczoraj wieczorem, można określić jedynie jako powtórkę z rozrywki. Ale w wersji mega. Prawdopodobnie zawinił tutaj Supreme Leader Snoke i jego gigantyczny star destroyer Supremacy. Oglądałem bowiem VIII część Gwiezdnych Wojen i mam wrażenie, że jest to film trochę bardziej chaotyczny niż siódma część, choć ma swoją logikę. Ale nawiązuje oczywiście do "Imperium kontratakuje", przynajmniej jeśli chodzi o stan rebelii. Bo przeciwieństwie do "Imperium kontratakuje" stan złej strony znacząco się w wyniku tego filmu zmniejszył. Taki dobry znak współczesnych czasów ;-) Ale do rzeczy, jeśli chodzi o poznawanie chłopaka, a nie gwiezdną sagę...

Po filmie napisałem jeszcze coś miłego do poznawanej przeze mnie osoby i położyłem się spać. Kilka dni temu poznałam wspaniałego chłopaka, z którym związałem nadzieję na zbudowanie czegoś, tym bardziej, że nie ulegaliśmy stylistyce rozmów, którą charakteryzowały się poprzednio zawierane znajomości, oczywiście nieudane. To była pozytywna odmiana. Tymczasem dostałem właśnie od tego chłopaka odpowiedź. Otwieram komunikator na telefonie i patrzę - odpowiedź jest na 3 lub 4 telefoniczne ekrany. Najdłuższa jednorazowa odpowiedź na internetowym komunikatorze, którą w życiu otrzymałem. I oczywiście negatywna.

Na tej zasadzie, że bardzo żałuję, jesteś wspaniałym człowiekiem i ogólnie wiele dzięki tobie zyskałem, i w ogóle super, ale razem raczej być nie możemy. Moja reakcja była bardzo spokojna. Przywykłem już do tylu takich sytuacji, że nie robią na mnie wrażenia. Wcale nie byłem zły na tego chłopaka - w takiej sytuacji zawsze mogę być zły na siebie, zarzucać sobie samemu to, że zapoznałem niewłaściwą osobę lub też w niewłaściwy sposób zainwestowałem w jej poznawanie  pewne uczucia. Ale nie mogę sobie darować skojarzenia tego z powtórką z rozrywki. Kilkanaście miesięcy temu ktoś inny zerwał ze mną podobnie przez komunikator, ale tamta osoba nie miała odwagi potem się odzywać. Z tym chłopakiem zaś miło sobie podpisałem jeszcze przed zaśnięciem. I na pewno zostaniemy dobrymi przyjaciółmi.

Jak widać porażka może przybierać coraz bardziej pozytywny charakter :-)

niedziela, 18 lutego 2018

Nowe opcje

Wczoraj miałem wrócić do rytmu pracy, ale ta praca mi wyszła nie najlepiej, bo byłem w stanie zrealizować jedynie jedną szóstą mojego planu dnia. Oczywiście to bardzo tragiczna wiadomość. Ale przynajmniej zupełnie co innego mi się udało, bo zacząłem rozpatrywać pewne dodatkowe możliwości doprecyzowujące jeden z moich planów na przyszłość. I okazało się, że przy uwzględnieniu tych możliwości będzie to wspaniały plan do realizacji.

Dzisiaj rano zacząłem się dodatkowo zastanawiać nad kolejną opcją, która jeszcze bardziej mi się podoba i to wprawiło mnie w jeszcze lepszy humor, który mam nadzieję przełoży się także na moją pracę zawodową, może nie tak piękną i spektakularną jak planowanie przyszłości, ale konieczną do codziennej egzystencji i zapewnienia sobie do tej przyszłości od kilku kroków podejścia. O ile nie mam za bardzo motywacji do pracy, o tyle mam zdecydowanie dużą motywację do planowania tych spraw związanych z moją przyszłością.

A to oznacza, że generalnie motywacji mi nie brakuje, tylko jest to motywacja nie do końca wszędzie tam skierowana, gdzie bym chciał. Nie dziwi mnie jednak taka sytuacja zupełnie, bo mamy w tej chwili końcówkę zimy, czyli najgorszy okres w roku, kiedy jest jeszcze stosunkowo ciemno i zimno, a jednocześnie zmęczenie ikona miesiącami zimowego chłodu i mroku jest już największe. Dopiero wtedy, gdy na świecie nastanie wiosna, to siły będą rosły pod wpływem promieni słonecznych i temperatury, ćwierkających ptaków i zieleni.

A do tego czasu trzeba po prostu przetrwać :-)

piątek, 16 lutego 2018

Zmiana celu

Moje przemyślenia, które ostatnimi tygodniami i miesiącami wykonywałem w celu zaplanowania sobie pewnych posunięć dotyczących mojej własnej przyszłości, muszą zostać w bardzo pilnym trybie przewartościowane. Przemyślenia te bowiem polegały między innymi na wyborze pewnych opcji, z których zaczynałem budować dalsze plany, ale te opcje niestety nie zawsze były później aktualne. Miałem ostatnio taki przykład, gdy wspaniałą opcję wcześniej wybraną los mi po prostu odebrał. Trzeba było zatem wyrzucić do kosza wszystkie przemyślenia dotyczące tej opcji i zająć się poszukiwaniem zamienników.

Jeśli chodzi o zamienniki, to miałem zarówno już istniejące, które były brane pod uwagę jako przysłowiowy plan B, jak i mogłem liczyć na znalezienie nowych opcji, być może o wiele ciekawszych. W sumie spełniły się te dwie rzeczy naraz - zacząłem się zastanawiać nad jedną z już istniejących opcji i coraz bardziej ją rozkminiać, między innymi dlatego, że byłem w stanie dotrzeć do pełniejszych informacji w porównaniu do tych tej pory posiadanych. Spełniła się także druga opcja, ponieważ znalazłem także coś nowego, bardzo dobrego z jednej strony, ale posiadającego dla równowagi pewnego rodzaju realizacyjne wady.

W sumie nadal muszę się zastanawiać nad tym, które opcje byłyby najbardziej korzystne, ale przynajmniej mam większą jasność co do tych, które już mocno brałem pod uwagę. Być może okaże się, że dzięki temu będę w stanie wybrać opcję, która faktycznie stanie się dla mnie optymalna. A jest to wybór między czasem mocno różniącymi się rozwiązaniami. Byłoby to bardzo miłe, chociaż w życiu nie zawsze mamy luksus wyboru optymalnych rozwiązań. Z reguły działamy bowiem mniej lub bardziej pod presją czasu i nie mamy luksusu w pełni sprawdzić wszystkich dostępnych opcji. Warto jednak przynajmniej na tyle przyłożyć się do tego zadania, aby potem mieć świadomość tego, że zrobiło się wszystko co w naszej mocy, aby wybór był jak najlepszy.

Miejmy nadzieję, że szybko za teoretycznymi wyborami przyjdą praktyczne.

czwartek, 15 lutego 2018

Pomroczność jasna

Ostatnio mam ciekawą sytuację w zakresie zawodowym, bo cierpię na kompletną bezsilność do pracy. Zdarza mi się to czasami, gdyż moja praca jest pracą umysłową i wymaga bardzo dobrze rozwiniętego kreatywnego myślenia. Co prawda w mojej pracy nie piszę tekstów szczególnie ambitnych. Wręcz przeciwnie pisanie tekstów pozycjonerskich rządzi się specyficznymi prawami - są to teksty w miarę możliwości jak najbardziej rozwlekłe po to, aby chcę się ich pisania jak najszybciej wypełnić limit znaków danego precla (i oczywiście przy okazji wkleić do niego odpowiednie słowa kluczowe).

Mimo to czasem są takie dni, że po prostu człowiek nie ma głowy do pisania tekstu. Niekiedy tego rodzaju "pomroczność jasna" zdarza się przez wiele dni z rzędu. Ostatnio mam właśnie taką sytuację i zastanawiam się, dlaczego cierpię na tę przypadłość. Jest to tym bardziej denerwujące z tego powodu, że akurat tymczasowo podnieśli stawki. Można byłoby więcej zarobić pisząc teksty. Nie ma zaś gwarancji tego, że stawki te będą podniesione dalej, gdy skończy się już pisanie zaległych tekstów, z powodu których stawki zostały podniesione. Na pewno jest oczywiste, że przez te trzy dni niepisania sporo straciłem, w porównaniu do tego, co zarabiałam na ogół przy poprzednich stawkach.

Myślę że warto zastanawiać się czasem, dlaczego mamy takie dni, w czasie których nie chce nam się pracować i nie mamy siły. Być może nie wiadomo z jakiego powodu tak się dzieje, ale być może uda nam się określić jakieś czynniki, które samodzielnie lub też łącznie sprawiają, że właśnie cierpimy na tego typu zawodowe dolegliwości. Znalezienie tych przyczyn może skutkować próbą ich usunięcia i co za tym idzie udrożnienia naszej zawodowej aktywności. Jest to szczególnie ważne dla osób pracujących (tak jak ja) we własnych domach i całkowicie polegających na własnej samodyscyplinie. W tym przypadku jedynie my sami możemy troszczyć się o naszą pracę i sprawić, że będzie ona odpowiednio wykonywana po to, żebyśmy zrobili na niej odpowiednie pieniądze.

W sumie jednak nie żałuję tego, że to ja sam pilnuję swojej pracy :-)

wtorek, 13 lutego 2018

Wróżby

Gdy poznaje kogoś, z kim być może uda się stworzyć jakąś relacje przyjaźni albo nawet związku, to czasem mam do czynienia z pewnego rodzaju wróżbami mogącymi wskazywać na to, że jest to osoba, która być może będzie mi pisana. Nie należy oczywiście przesadzać z interpretacją takich wróżb, bo czasem w imię forsowania takiej interpretacji można wróżby źle zrozumieć i na siłę uznać, że będą pozytywne. Dlatego staram się podchodzić do tego z ostrożnością, choć jednak czasem wróżby są uderzające.

Nie dotyczą one zresztą tylko poznawania ludzi. Niedawno musiałem zakładać nowe konto bankowe. Gdy tylko zobaczyłam jego numer, to od razu wiedziałem, że jest to konto dla mnie. Z kilku powodów dostrzegłem w tym numerze konta bankowego wróżby dla siebie a ponadto - co jest rzeczą niespotykaną mojej dotychczasowej historii i chyba niezbyt częstą wśród innych ludzi - praktycznie od razu byłem w stanie cały numer IBAN po prostu zapamiętać, a nie jest to łatwe biorąc pod uwagę to, że numer konta składa się z 26 cyfr.

Kiedy poznaje się nową osobę i towarzyszą temu już na wstępie pozytywne znaki, chciałoby się mieć przekonanie, że faktycznie uda się taka znajomość. Oczywiście tak naprawdę najlepszą wróżbą będzie czas. Tylko czas pokaże to, czy faktycznie znajomość z kimś się uda, czy też odejdzie na śmietnik historii, na którym spoczywa cała masa świetnie zapowiadających się znajomości, z których potem nic nie wyszło i o których nawet nie jestem w stanie nic powiedzieć, bo po prostu nic o nich nie pamiętam. Nie warto bowiem trzymać w pamięci tego, co się nie udało i było jedynie porażką.

A dziś wstałem nieco później niż zwykle, ale niekoniecznie musi to być wróżba, że nie uda mi się dzień ;-)

sobota, 3 lutego 2018

Rozbieg

Załatwianie różnego rodzaju spraw chyba zaczyna się powoli kończyć i pora wracać do zwykłej codziennej pracy, którą od początku tego roku wykonywałem dosłownie od przypadku do przypadku. A wypadałoby się do niej wdrożyć. Zabawne, że w firmie rozesłano niedawno mailing do nas wszystkich z informacją o oczekujących na zleceniach i oczywiście możliwościach zarobków. Gdybym bardzo starannie pracował, tak jak robiłem to w poprzednich miesiącach, to zlecenia chodziłoby w sposób satysfakcjonujący.

Okazuje się jednak, że gdy ja nie pracuję, to chyba tak naprawdę cała firma prawie nic nie robi. A w każdym razie pracuje na pewno wiele gorzej niż pracowałaby razem ze mną. Być może brak mojego intensywnego wkładu pracy w ciągu tego miesiąca jednak skłoni firmę do wprowadzenia zmian, które mogłyby bardziej zmotywować finansowo ludzi, a o których swego czasu wspominałem. Jak na razie oczywiście ich nie wprowadzają, ale być może dojdą do wniosku, że jednak warto to zrobić.

Udało mi się za styczeń zabezpieczyć na szczęście odpowiednie pieniądze na wszystkie niezbędne opłaty. Bez tego byłbym ugotowany. Jednak lutym nie będzie już takiej możliwości i wszystko muszę wypracować samodzielnie, a dwa dni lutego (który przecież nie liczy 30 lub 31 dni) zostały już zmarnowane. Dlatego teraz w weekend zaczynam pracę i mam nadzieję, że od tej pory będzie ona toczyła się przynajmniej zwyczajnym rytmem i uda mi się spokojnie uzbierać wszystkie środki. A w międzyczasie może uda mi się pozałatwiać pomyślnie wszelkie inne sprawy, które ostatnio realizowałem.

A do tego równie mocno zależy mi na postępie w sprawach uczuciowych :-)

piątek, 2 lutego 2018

Przekładańce

Schładzanie i podgrzewanie, opóźnianie i przyspieszanie. Ostatnio moje życie jest jak wahadło i nie wiąże się to bynajmniej z rytmiką i harmonią, ale z wahaniami od nadziei do braku tej nadziei, od euforii do smutku i tym podobnymi dosyć niekomfortowymi zmianami nastroju i sytuacji. Wczoraj po raz kolejny pojechałem do Warszawy, aby odebrać pewne urzędowe pismo na które tak długo czekałem i okazało się, że tak naprawdę nie jest ono potrzebne do załatwienia moich spraw.

Na dodatek pokazało się, że pewne rzeczy się z poplątały. Z jednej strony pojawiły się bardzo pozytywne aspekty, których nie spodziewałem się wcześniej. Z drugiej strony okazało się, że są rzucane pewne kłody pod nogi, które z kolei utrudniają mi sytuację. Wszystko jest tak skomplikowane, że bardzo trudno jest oceniać to, jak i kiedy da się te rzeczy pozałatwiać. Jedyne, co można zrobić tej sytuacji, to pracować po prostu na swoim wycinku i realizować konkretne bieżące zadania po to, aby (kontynuując poprzednią metaforę) usuwać choćby po jednej kładzie spod nóg za każdym razem.

Jest jednak pewna bardzo miła okoliczność, która sprawia, że mam ogromną motywację do tej pracy. Wszystko nabrało bowiem zupełnie innego, można powiedzieć personalnego sensu. Nareszcie moje działania są robione nie tylko dla mnie. I być może to jest najważniejsza nauka z ostatniego miesiąca, którą pan Bóg miał mi do przekazania. Życie to nie tylko bardzo ważne organizacyjne i techniczne sprawy, ale również sprawy międzyludzkie. Jeżeli te ostatnio zaczynają świecić niczym letnie słońce, to całe życie zaczyna być ciepłe mimo zimowej aury za oknem. Tak między nami mówiąc, widget w telefonie pokazuje mi, że znów należy spodziewać się oziębienia, a i aura za oknem mogłaby zacząć być wiosenna.

Ale może Pan Bóg ma po prostu taki plan, że gdy na świecie nastanie wiosna, to również wiosna będzie w rozkwitała w moim życiu ;-)

niedziela, 28 stycznia 2018

Praca

Słowo "praca" ostatnio ma u mnie dwa znaczenia. Po pierwsze oczywiście jest to praca zawodowa, która w moim przypadku ostatnio była to praca bardzo zakurzona, bo niewiele jej wykonywałem. Miałem bowiem inne rzeczy na głowie i musiałem bardzo wiele spraw przemyśleć, wyszukiwać, sprawdzać i porównywać - a to wszystko wiąże się dziejącymi się w moim życiu przegrupowaniami. Jednak również tego typu (jak to pięknie się nazywa w środowiskach marketingowych) research może być uznany za pracę, tylko oczywiście pracę innego rodzaju. W końcu siedzi się nad tym wiele godzin, a w moim przypadku ostatnio także aż dwie noce pod rząd.

Dzisiaj jednak postanowiłem zasiąść po raz pierwszy od wielu dni także do mojej regularnej pracy po to, aby zarobić dodatkowe pieniądze. Oczywiście nie muszę tłumaczyć tego, dlaczego zarabia się pieniądze. Każdy doskonale wie, że są one potrzebne do różnych rzeczy. W moim przypadku chodzi także o to, żeby zebrać jakąś kwotę pieniędzy, którą będzie można wypłacić pod koniec stycznia. Oczywiście nie zbierze się zbyt wiele kasy przez zaledwie trzy lub cztery dni, ale zawsze na przysłowiowe waciki może wystarczyć.

Mam nadzieję, że ostatnie wydarzenia sprawią, że pomimo "zardzewienia" (ze względu na praktyczne niewykonywanie mojej normalnej pracy de facto od początku roku, czyli przez niemal cały miesiąc) będę miał energię i przede wszystkim głowę do jej realizacji dzisiaj i w najbliższych dniach. W końcu moja praca polega na kreatywności, a tego nie da się w żaden sposób zadekretować. Jeżeli będę miał odpowiednie pozytywne nastawienie, to w takiej sytuacji powrót do mojej pracy może być całkiem naturalny. I mam nadzieję, że właśnie takie pozytywne nastawienie mi się dzisiaj trafi.

Tym bardziej, że właśnie zobaczyłem, iż pozytywnie rozwiązała się kolejna z moich spraw.

sobota, 27 stycznia 2018

Dylematy

Kolejna noc nieprzespana, a to przez rozpatrywanie różnych opcji i dylematów związanych z planowaniem dalszych posunięć. Tym razem jednak byłem o tyle lepszy w porównaniu do wczorajszej nocy, że poszedłem spać około 21 i przespałem trzy-cztery godziny zanim wstałem i ponownie zacząłem być aktywny. Zresztą nie planowałem wstać w nocy, ale po prostu tak się złożyło. Z powodu tego wyspania pomimo, że jest ranek, nie czuje się tak zmęczony i mogę dalej funkcjonować.

Cóż, trzeba podejmować pewne ważne decyzje, które trzeba oczywiście wcześniej przemyśleć i skupić się w tym przemyśleniu w stosunkowo krótkim czasie. W porównaniu do tego poprzednie podejmowanie analogicznych decyzji i planowanie rozłożone było na wiele miesięcy. Okazuje się jednak, że pewne rzeczy przeze mnie zaplanowane wcześniej raczej nie będą mogły być zrealizowane i dlatego muszę planować wszystko zupełnie od nowa, i to w kompletnie innej konfiguracji.

Może jednak wyjdzie mi to zdecydowanie na dobre i okaże się, że warto było czekać po to, aby potem wszystko spokojnie - i mam nadzieję optymalnie - ustawić. Idę więc zaraz na zakupy, zjem coś, odpocznę, a potem wrócę do dalszych poszukiwań i przemyśleń, bo być może już niedługo trzeba będzie zamieniać plany w czyny. A ja czekam na to od dobrych kilku miesięcy.

A przy okazji - może wreszcie pojawi się też ciepła pora roku.

piątek, 26 stycznia 2018

Przyspieszenie

Ostatnio wydarzenia związane z moim życiem, które wcześniej niemrawo toczyły się przez kilka miesięcy, uległy przyspieszeniu. W pierwszym rzędzie bardzo się przestraszyłem z tego powodu, że mogą przyciągnąć się o kilka miesięcy ze względu na pewne czynności związane z tymi planowanymi wydarzeniami - a to wszystko ugotowałoby mnie pod różnymi względami w mojej obecnej sytuacji. Na szczęście okazuje się, że tego opóźnienia nie będzie, ponieważ załatwianie tych czynności będzie szło zupełnie inną drogą, omijającą te pułapki, które jak się okazuje nie tylko dla mnie były nie do przyjęcia.

Jednak moja radość nie trwała zbyt długo bo okazało się, że pewne upatrzone przeze mnie już od kilku miesięcy rozwiązania i uważane za znakomite zostały niejako sprzątnięte mi sprzed nosa. A przynajmniej są na najlepszej drodze do tego, aby tak się stało. Dlatego wczorajszą noc spędziłem w całości przy komputerze, poszukując nowych rozwiązań i nowych opcji. Przy okazji zupełnie inaczej zacząłem podchodzić do pewnych swojej koncepcji z tym związanych, a to może skutkować bardzo znacznymi zmianami w moich planach, zmianami o zupełnie nieprzewidywalnym wcześniej charakterze.

I szczerze mówiąc, zaczynam coraz bardziej przychylać się właśnie do tych zmian, które dzięki zawirowaniom związanym z moimi sprawami będę się musiał dokonać. Może plany, które miałem wcześniej, nie były najlepsze dla mnie i dla mojego życia. Być może Ten na Górze postanowił wstrzymać na chwilę różne sprawy i odwrócić moją uwagę w stronę załatwienia wszystkich spraw w zupełnie innym stylu, który okazałby się dla mnie jednak znacznie bardziej korzystny. Mam nadzieję, że najbliższe dni lub tygodnie pokażą, że tego typu zmiany faktycznie okazałyby się o wiele lepsze niż te, które sobie tak starannie (ale być może nie do końca optymalnie) od wielu miesięcy zaplanowałem.

Czasem warto bowiem zatrzymać się na początku drogi niż żałować podjętej decyzji przez resztę życia.

sobota, 20 stycznia 2018

Mały Brat

Od dawna określa się mianem Power Usera komputerowego, czyli kogoś posiadającego wystarczająco dużą wiedzę umożliwiającą mu walkę ze sprzętem komputerowym, a więc na przykład jego zaawansowaną konfigurację i usuwanie problemów. W końcu z komputerami mam do czynienia już od ponad 30 lat. Dlatego bardzo wkurza mnie sytuacja, gdy nie jestem w stanie poradzić sobie z komputerem i muszę się poddać. Jakiś czas temu miałem taką porażkę właśnie u rodziny. A poszło o "Małego Brata" - czyli niewielką drukarkę Brother.

Ta drukarka kupiona była specjalnie jako urządzenie wielofunkcyjne posiadające opcję WiFi. I okazało się, że to WiFi w jakiś sposób nim nie działa. Próbowałem to zainstalować, ale w końcu poddałem się. Wczoraj zostałem za wezwany do rodziny po to, żeby wydrukować i podpisać pewne dokumenty niezbędne do realizowanych ostatnio czynności. Musiałem więc zainstalować drukarkę Brother po to, aby móc te wydruki wykonać. Zainstalowałem ją oczywiście najpierw poprzez kabel USB i w ten sposób udało się ją podłączyć się do notebooka. Kiedyś instalowałem ją wcześniej na tym notebooku, ale od tego czasu był on w serwisie i na pewno wyczyszczono mu wszystko.

Przez kabel USB udało się wydrukować dokumenty, na których mi zależało. Problem jednak polegał na tym, że chciałem umożliwić pewnej osobie wykonywanie wydruków bezpośrednio z jej telefonu komórkowego. I postanowiłem ponownie podejść do instalacji drukarki pod WiFi. Tym razem dodatkowym smaczkiem było to, że musiałem odzyskać hasło do WiFi z rejestru systemowego po to, aby móc je wpisać zarówno u siebie w nowym telefonie, jak i w urządzeniu wielofunkcyjnym. I okazało się, że faktycznie wszystko zaskoczyło. Zainstalowałem na tamtym telefonie apkę firmy Brother i dzięki niej był on w stanie nie tylko drukować, ale również skanować zdalnie z tego urządzenia. Odniosłem więc spóźnione, ale zasłużone zwycięstwo.

Nawiasem mówiąc, typowe zwycięstwo komputerowe dlatego, że kompletnie nie mam pojęcia z jakiego powodu wcześniej nie udało się jej skonfigurować :-)

piątek, 19 stycznia 2018

Nieprzewidywalne elementy

Wczoraj miałem robić masaż, ale oczywiście klient nie wypalił. Tak się czasami zdarza i jest to bynajmniej bardzo demotywujące. Akurat niewiele pracowałem, bo nie miałem siły ani możliwości i dzień mógł być przekreślony jako kompletnie nieudany. Poszedłem na spacer, kupiłem jedzenie, zjadłem i zdrzemnąłem się. I wtedy odezwał się inny klient, który umówił się na wieczór.

Jak się okazuje, chwilowa porażka wcale nie musi oznaczać porażki całkowitej. Z jednym klientem nie wyszło, ale za to przyjechał drugi, o wiele fajniejszy i bardziej sensowny. Chciałoby się wierzyć, że będzie to również dobra wróżba na całą najbliższą przyszłość w związku z załatwianiem ważnych w moim życiu spraw. Nawet jeśli chwilowo wyda się, że nie uda się ich odpowiednio szybko załatwić, to mam nadzieję że jednak wszystko zostanie dopięte w taki sposób, abym na tym nie ucierpiał i jakoś prześlizgnął się nad rafami.

Poszedłem wczoraj spać o północy, aby przetestować wariant spania przez 6 godzin i wstanie rano. Niestety słabo się to udało dlatego, że zasnąłem dopiero około 2 lub 3 w nocy. W efekcie wszystko się nieco poprzesuwało. Tym razem poszedłem spać prawidłowo, ale po prostu nie byłem w stanie prawidłowo zasnąć. Jak się okazuje, w życiu czasem nieprzewidywalne są elementy, o których byśmy kompletnie nie pomyśleli, że mogą się nie udać.

Oby w moim życiu te nieprzewidywalne elementy okazały się pozytywne.

środa, 17 stycznia 2018

Najgorsza pora roku

Zaczyna się kolejny dzień z szansą na to, że będzie to wreszcie dzień pracy. W tym sensie, że będzie to praca nieprzerwana i nierozwalona przez jakieś załatwianie ważnych spraw lub też inne kwestie, takie jak na przykład brak sił i motywacji. Ostatnio bardzo cierpiałem na to, ale nikomu na moim miejscu pewnie nie byłoby łatwiej. Nie dość że jestem zmęczony przyciągającymi się różnymi sprawami, to jeszcze jest coś, o czym na szczęście na co dzień zapominam.

A tym czymś jest najgorsza pora roku. Nie dość że jest zimno, a ostatnio coraz bardziej zimno, to jeszcze przez sporą część dnia mamy półmrok lub kompletną noc. Trudno jest w takiej sytuacji dobrze funkcjonować choćby na czysto biologicznej płaszczyźnie. Ostatnio zaś spadł piękny zimowy śnieg i przynajmniej jest nadzieja biały krajobraz - może przez dzień lub dwa dni. Pójdę chyba niedługo na spacer i do sklepu, zrobię zimowe zdjęcia, bo mam nadzieję, że ten śnieg dość szybko stopnieje - choć pogoda sprawdzana w internecie raczej na to nie wskazuje.

Wczoraj załatwiłem pewne sprawy związane z moimi wydarzeniami, ale po części był to cios w próżnię. Nie załatwiłem dokładnie tego, na co miałem nadzieję. Pozostaje jednak nadzieja na to, że wszystkie elementy niezbędne do ułożenia tej układanki zostaną szybko skompletowane. Póki to się nie stanie, nie pozostaje nic innego, jak spokojna praca i krzątanie się wokół swoich spraw tak, jakby nic nie było, i jakby za oknem było piękne lato. Termometr mam coraz bardziej wiarygodny, bo przeniesiony na inne okno i pokazujący adekwatną temperaturę. Widocznie na oknie, na którym był do tej pory umieszczony, znajdował się w ciągu ciepłego powietrza wydostającego się z mojego mieszkania i dlatego jego wyniki były takie zawyżone.

Szkoda, że takie zawyżone wyniki temperatury nie były w realnym świecie :-)

wtorek, 16 stycznia 2018

Zielona Wyspa

Można powiedzieć, że w tej chwili mam już tylko wyścig z czasem. I tak nie będę w stanie zarobić wystarczająco dużo pieniędzy na wydatki, więc liczyć mogę tylko na inne rzeczy, która niedługo mają się zdarzyć. Dlatego, gdy otrzymałem informację o tym, aby przyjechać do Warszawy i załatwić pewną sprawę związaną z obecnie następującym ciągiem wydarzeń, natychmiast postanowiłem podjechać w pierwszym wolnym terminie, czyli kolejnego dnia rano.

Mam nadzieję że uda się wszystko tak pozałatwiać, a być może potem będę w stanie spokojnie popracować, choć oczywiście nie zbiorę wystarczająco pieniędzy na moje wydatki. Jednak mam pewne inne atuty w ręku, które mam nadzieję pozwolą mi przetrwać do czasu, gdy sytuacja się powinna lepiej rozwinąć. A tymczasem muszę się po prostu ciepło ubrać, bo niestety pogoda ostatnio nie rozpieszcza. Kiedy wychodzę na dwór i jest bardzo zimno, to przypominam sobie o tym, że przecież jesteśmy obecnie w najgorszej dla mnie porze roku - pełnej krótkich dni i zimnej aury.

Wiąże się tym pewna zabawna sytuacja - widżety na komputerze i w telefonie pokazują mi ostatnimi dniami spore temperatury ujemne, kilka stopni poniżej zera. Tymczasem mój termometr za oknem pokazuje mi o kilka stopni więcej. Zastanawiałem się nad tym, czy termometr jest zepsuty, czy może został umieszczony w takim miejscu, w którym faktycznie jest jakaś termiczna Zielona Wyspa. Nie byłoby to bynajmniej nic dziwnego, ponieważ termometr znajduje się na oknie w miejscu kompletnie osłoniętym od wiatru, możliwe więc, że temperatura tam (przy samym oknie) jest troszeczkę wyższa.

Tak czy owak, na pewno w czasie mojego dzisiejszego służbowego spaceru temperaturę poczuję na własnej skórze.