Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duchowe i metafizyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duchowe i metafizyczne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 lutego 2018

Wróżby

Gdy poznaje kogoś, z kim być może uda się stworzyć jakąś relacje przyjaźni albo nawet związku, to czasem mam do czynienia z pewnego rodzaju wróżbami mogącymi wskazywać na to, że jest to osoba, która być może będzie mi pisana. Nie należy oczywiście przesadzać z interpretacją takich wróżb, bo czasem w imię forsowania takiej interpretacji można wróżby źle zrozumieć i na siłę uznać, że będą pozytywne. Dlatego staram się podchodzić do tego z ostrożnością, choć jednak czasem wróżby są uderzające.

Nie dotyczą one zresztą tylko poznawania ludzi. Niedawno musiałem zakładać nowe konto bankowe. Gdy tylko zobaczyłam jego numer, to od razu wiedziałem, że jest to konto dla mnie. Z kilku powodów dostrzegłem w tym numerze konta bankowego wróżby dla siebie a ponadto - co jest rzeczą niespotykaną mojej dotychczasowej historii i chyba niezbyt częstą wśród innych ludzi - praktycznie od razu byłem w stanie cały numer IBAN po prostu zapamiętać, a nie jest to łatwe biorąc pod uwagę to, że numer konta składa się z 26 cyfr.

Kiedy poznaje się nową osobę i towarzyszą temu już na wstępie pozytywne znaki, chciałoby się mieć przekonanie, że faktycznie uda się taka znajomość. Oczywiście tak naprawdę najlepszą wróżbą będzie czas. Tylko czas pokaże to, czy faktycznie znajomość z kimś się uda, czy też odejdzie na śmietnik historii, na którym spoczywa cała masa świetnie zapowiadających się znajomości, z których potem nic nie wyszło i o których nawet nie jestem w stanie nic powiedzieć, bo po prostu nic o nich nie pamiętam. Nie warto bowiem trzymać w pamięci tego, co się nie udało i było jedynie porażką.

A dziś wstałem nieco później niż zwykle, ale niekoniecznie musi to być wróżba, że nie uda mi się dzień ;-)

niedziela, 8 października 2017

Prywatny Bóg

Wczoraj miała miejsce wielka akcja modlitewna Różaniec do granic, w której i ja wziąłem udział, choć nie jestem rozmodlony na pokaz i na co dzień. Miałem jednak swoje powody, o których za chwilę napiszę. Nadmienię jednak najpierw, że trafiłem przy tym na dwa symptomatyczne zagraniczne wydarzenia. Po pierwsze, wczoraj w tym samym mniej więcej czasie w Wielkiej Brytanii samochód wjechał w ludzi przed Muzeum Historii Naturalnej - a więc być może kolejny zamach lub próba zamachu. My się modlimy, oni muszą ginąć - tragiczny kontrast. Po drugie, BBC nazwało modlitwę Polaków kontrowersyjną akcją, ponieważ istnieją obawy, że "modlitwa chrześcijan może oznaczać brak poparcia dla przyjmowania muzułmańskich imigrantów do Polski". Innymi słowy, zachowali się jak sierżant ze znanego kawału, któremu biała chusteczka skojarzyła się z pierdoleniem dlatego, że jemu wszystko kojarzy się z pierdoleniem. Ja postanowiłem się do tej akcji dołączyć, oczywiście tylko w swoim domu (a nie na granicy), między nimi dlatego, aby podziękować Panu Bogu za opiekę nade mną. Tytułem ciekawostki powiem, że nie znam na pamięć części modlitw różańcowych i musiałem się posiłkować w czasie odmawiania internetową ściągawką :-) Zdecydowałem się na udział, aby podziękować Bogu za trzy niedawne i bardzo spektakularne przykłady takiej opieki.

Kilka dni temu dano mi ultimatum, aby do tego poniedziałku zebrać pieniądze na czynsz. Ja te pieniądze zadysponowałem do wypłaty w firmie, z którą współpracuję, już tydzień wcześniej, ale na konto jeszcze nie przyszły. Tak wynikało ze statusu płatności na stronie firmowej. Tymczasem przedwczoraj pojawił się pierwszy przykład opieki nade mną - trafił się klient na masaż, więc zdobyłem trochę pieniędzy. Nadmienię tutaj, że w całym wrześniu nie miałem ani jednego masażu, a tu nagle pojawia się masaż dokładnie wtedy, gdy go bardzo trzeba. Pojechałem więc zrobić zakupy do Biedronki, a przy okazji postanowiłem sprawdzić w bankomacie stan konta. I co się okazało? Kwota zadysponowana do wypłaty jest już na koncie mimo tego, że w internecie nie jest to odnotowane. Kolejny przykład opieki nade mną - dzięki temu zorientowałem się, że już nic mi nie grozi. Groziłoby zaś, bo nie miałbym się po prostu dokąd wyprowadzać. A przy okazji, analiza salda z bankomatu wykazała, że miałem na karcie mniej pieniędzy niż sobie wyliczyłem, i bez tej wypłaty (oraz gdyby nie było masażu, który mi dał gotówkę) nie byłbym w stanie zrobić żadnego kolejnego zakupu. To także uratowało mnie przed niemiłą niespodzianką w sklepie.

Ale na tym nie koniec. Przeszedłem do przystanku autobusowego, aby wracając podjechać dwa przystanki do siebie. Na przystanku zobaczyłem leżący na ziemi bilet - okazało się, że nieskasowany. Schowałem go. Wczoraj zaś postanowiłem pojechać do jednego z supermarketów w samej Warszawie po to, aby coś dodatkowo kupić. Jadę sobie autobusem, nie skasowałem biletu, bo stwierdziłem, że na tak krótkim dystansie nikt nie będzie kontrolował. A to patrzę, nagle kontrola - oczywiście zdołałem skasować bilet i dzięki temu uniknąłem kary, która by na pewno zrujnowała mój budżet. To trzeci etap pomocy od Pana Boga - znalezienie biletu, który pojawił się na przystanku, a jak się okazuje przydał się kolejnego dnia. Ktoś powie, że to zwykły przypadek. Być może, ale takie wzajemnie powiązane i bardzo logiczne (w nawiązaniu do mojej własnej sytuacji życiowej) serie przypadków mam coraz liczniejsze, zatem trudno mi uwierzyć w to, że są to wyłącznie ślepe przypadki. Łatwiej racjonalnie wytłumaczyć to jakąś zewnętrzną ingerencją. Dlatego bardziej racjonalnie jest dla mnie uważać, że to Bóg się mną opiekuje. Oczywiście, nie mam pewności, że to akurat Bóg, ale w tym zakresie muszę po prostu przyjąć jakąś hipotezę - i właśnie Boga wybrałem na wytłumaczenie tej opieki. Dziękując za tę opiekę modlę się do Niego - przeważnie na swój własny sposób. Ale przecież Bóg nie jest na tyle głupi, aby wymagał w modlitwie do siebie takiego lub innego religijnego formalizmu.

Myślę, że Bóg jedynie wymaga od nas tego, aby być dobrymi ludźmi.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Pusty dywanik

Na Lany Poniedziałek historia, która wycisnęła straszne łzy u mnie. Płakałem po niej dobre kilka minut. Czteroletni chłopczyk, Nolan, miał raka i cierpiał. Wiadomo, że przegra walkę z rakiem. W tym artykule moją uwagę przykuło zdjęcie dziecka leżącego na podłodze na dywaniku i patrzącego w jakieś okno, a obok zdjęcie tego samego miejsca z pustym dywanikiem. To zestawienie już samo w sobie jest dramatyczne. Historia opisana w artykule wyjaśniała o co chodzi. Poniżej przytaczam jedną z ostatnich rozmów mamy i Nolana, cytowaną w tym artykule. 

- Pewnie bardzo cię boli, kiedy oddychasz?
- Tak.
- Wszystko cię boli, tak, kochanie?
- Tak.
- To wszystko przez nowotwór. Już nie musisz dłużej walczyć.
- Nie? Ale będę, dla ciebie, mamusiu!
I tu już zacząłem płakać.
- Przez ten cały czas robiłeś to wszystko dla mnie?
- Cóż, no tak.
Tu jeszcze bardziej płakałem.
- Nolanie, jakie jest zadanie mamusi?
- Musisz robić wszystko, żebym czuł się bezpieczny.
- Kochanie, nie mogę już nic zrobić. Jedynym miejscem, gdzie będziesz bezpieczny, jest niebo.
- Więc pójdę do nieba i będę bawił się, dopóki do mnie nie przyjdziesz. Bo przyjdziesz, prawda?
- Oczywiście! Nie pozbędziesz się mamusi tak łatwo!
- Dziękuję, mamusiu!

Potem mama postanowiła na chwilę się wykąpać pod prysznicem i dlatego ułożyła Nolana przed nim, aby na nią patrzył. Nolan zapadł w śpiączkę przed śmiercią tuż po tym jak mama zamknęła drzwi do prysznica, a o godzinie 23.54 odszedł. Jednak chwilę wcześniej zdarzył się mały cud, ponieważ otworzył oczy, wziął głęboki oddech i powiedział "Kocham cię mamusiu". W tym momencie już nie byłem w stanie wytrzymać i rozpłakałem się na dobre. Zaś podpis pod obu zdjęciami jest taki: Tu, gdzie kiedyś, czekając na swoją mamusię, leżał piękny, idealny chłopiec, teraz jest tylko pusty dywanik.

Mam synka, którego bardzo kocham, ale nie mieszkam już z nim niestety. To okropna rana w sercu. Tym większa, gdy uświadamiam sobie jak niewiele mogę dla niego teraz robić sam będąc cieniem człowieka i cieniem ojca. Odkąd mam dziecko, to historie dzieci wzruszają mnie i rozwalają. Krzywda dziejąca się dziecku działa na mnie sto razy mocniej niż krzywda wyrządzana dorosłemu człowiekowi. Pierwszy raz przekonałem się o tym oglądając ponownie "Gladiatora" Ridleya Scotta. Gdy nie miałem dziecka, to obraz powieszonej żony i synka Maximusa nie robił na mnie większego wrażenia. Gdy oglądałem ten film ponownie, mając już synka, to na widok zabitego dziecka rozpłakałem się. Od tej pory nieszczęścia, które dotykają dzieci, strasznie mnie bolą. 

Popłakałem się jak bóbr, za oknem niebo płacze, bo pada deszcz (w niedzielę, gdy piszę ten post) - słowem idealny tekst na Lany Poniedziałek.

sobota, 17 września 2016

"Belle"

Gdy pisałem wczoraj o scenie z filmu "Patriota", to dla pewności sprawdziłem imię Toma Wilkinsona. Lubię tego brytyjskiego aktora, ale nie byłem pewny jego imienia. I w internecie na Filmwebie znalazłem wykaz jego ostatnich ról. Moją uwagę zwrócił film "Belle", w którym zgrał on lorda Mansfielda. Obejrzałem ten film - był przejmujący. Oddawał realia walki o godność człowieka o odmiennym kolorze skóry w osiemnastowiecznej brytyjskiej society. Ale ne o tym aspekcie filmu chciałbym dziś napisać, choć wiem, że byłby może "do twarzy" na gejowskim blogu - gdyby ten blog prowadził zadeklarowany lewacki fighter. Ale na szczęście prowadzi go gejowski konserwatysta ;-)

Chciałbym napisać o tym, na ile ten film uświadomił mi pewne ciekawe wnioski z mojego własnego życia. "Belle" to film także o dżentelmenach - zarówno tych, którzy powinni nimi być z racji urodzenia (a czasem zachowują się jak prostacy), jak i tymi, którzy nimi są mimo niskiego pochodzenia (jak filmowy John Davinier). Chciałbym być dżentelmenem, ale samokrytycznie wiem jak wiele mi do tego brakuje. Mimo to, w mojej pracy miałem kilkanaście lat temu ksywkę Lord, zapewne właśnie dlatego. Jednak ważniejsze jest, aby chcieć kimś być i robić wszystko w tym kierunku, niż aby bezkrytycznie osiadać na laurach. Dżentelmen na laurach nie osiada.

Inny zaskakujący wniosek, który wypłynął dla mnie po obejrzeniu tego filmu jest taki, że w moich domach (a raczej mieszkaniach) lubuję się w XVIII-wiecznym stylu oświetlenia. Wolę bowiem, aby oświetlenie było dyskretne i część pomieszczenia była pogrążona w półmroku, niż aby świeciło jasne światło, szczególnie znad sufitu. A to ewidentnie tworzy klimat jak z wieku osiemnastego (ale równie dobrze także wcześniejszych lub dziewiętnastego, jeśli tak kto woli). Poza tym uświadomiłem sobie, że bardzo często posługując się wszelkiego rodzaju sprzętami domowymi czuję się niejako tak, jakbym był w osiemnastym wieku i używał ówczesnych bardziej zgrubnych wynalazków cywilizacji. Nie raz korzystając ze współczesnych przedmiotów czułem jakbym miał w ręku ich starodawne odpowiedniki. 

Kto wie, niektórzy wierzą w reinkarnację - może kiedyś rzeczywiście byłem jakimś XVIII-wiecznym lordem :-)

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Fascynacja

To co czuję do Dawida to jednym słowem - fascynacja. Ale taka na poziomie ducha i metafizyki duchowej. fascynacje jego inteligencją, niespotykaną normalnie u ludzi. To fascynacja jego zainteresowaniami i horyzontami myślowymi (na przykład jeśli chodzi o kino, które lubi). To także fascynacja jego wyglądem - wspaniałymi oczami, cudownym uśmiechem. Jego oczy są wszystkim - wyrażają radość, zamyślenie, autentyczność, nawet smutek - wszystko... Nie pamiętam innego chłopaka mającego tak niesamowity urok i wdzięk osobisty. 

Tak bardzo chciałbym, aby to z nim się właśnie udało. Z doświadczeń swego życia wiem, że muszę uważnie nasłuchiwać głosu Boga, bo nigdy do końca nie mogę być pewnym Jego wyboru. Ale chciałbym - aby to właśnie Bóg przemówił przez Dawida. A do wstępnie ustalonego spotkania z nim mam aż tydzień. Ciężko będzie do ego czasu wytrzymać, ale damy radę. Tym bardziej, że praca przede mną i liczne sprawy związane z kwestiami egzystencjalnymi. To mi też zajmie czas i odwróci uwagę.

Odwróci uwagę od tęsknoty za Dawidem, która mnie coraz bardziej zżera.

niedziela, 23 marca 2014

Noc

5/6 grudnia 2013
Paweł zauważył że miałem zapalone świeczki i bardzo miał mi to za złe, że przystąpiłem do wywoływania zjawisk nie będąc do tego przygotowanym. Było też coś dodatkowego o czym kompletnie nie pomyślałem - że Paweł sam jest zamieszany w swoje zjawiska, i to co ja wywołuję może w niego uderzyć rykoszetem. Albo u niego - zamiast u mnie - się ujawnić. Więc mogłem mu zrobić nieszczęście, o czym kompletnie nie pomyślałem.

Nieszczęście przyszło w nocy. Paweł wparował przerażony do salonu. Miał jakąś zjawę w pokoju, czołgającą się po ziemi poćwiartowaną kobietę. Bał się do pokoju wrócić. Niedługo potem światło na chwilę przygasło i Paweł dodatkowo się przeraził. Wcześniej zaważył, że gdy stał nad świeczkami, to jedna zgasła. To też uznał za znak. Nie działał internet i telefony.

Mieliśmy godzinę czuwania, w czasie którego na chybił trafił obaj znaleźliśmy fragmenty Pisma Świętego jako wróżby. Paweł znalazł coś związanego z najściem zła a mnie przypadł fragment mówiący o tym, że w swoim czasie pewne sprawy się wyjaśnią. Potem dopiero położyliśmy się spać i już nic się w nocy nie wydarzyło.

Na kolejne wydarzenia musiałem czekać do następnego dnia.

czwartek, 3 października 2013

Burza

29 maja 2013
Wieczorem nadciągnęła ciemna, złowroga chmura i rozpętała się burza. Ale tym razem prawdziwa, meteorologiczna burza. Miła odmiana po tych burzach emocjonalnych i uczuciowych jakie przeżywam i ja, i Paweł. Kto wie czy to nie jest takie symboliczne oczyszczenie - spłukanie wieku złych brudów z deszczem? A na pewno będzie to dosłownie bardziej rześkie powietrze - przynajmniej fizycznie milsza odmiana.

Ja zaś zastanowiłem się przy okazji nad inną ciekawą rzeczą. Mam zapuszczone czaty, na których szukam klientów na masaż i (jeszcze z rozpędu) ewentualnie partnera do związku, bo przecież Paweł mi się nie oświadczył.  Ale sytuacja jest raczej taka, że nie bardzo mam serce do rozmawiania. I nagle okazuje się, że akurat nikt na czatach nie puka do mnie. Albo puka bardzo rzadko.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu jakby i same czaty były przez Kogoś na Górze sterowane. Na co dzień wygląda to bardziej prozaicznie - odchodzę od kompa, robię coś innego, a gdy wracam po 10 czy 20 minutach nie ma żadnej rozmowy. Jakby ktoś je wstrzymał. Siadam sobie - i nagle się rozmowy pojawiają jedna za drugą. I jak tu nie mieć wrażenia, że ktoś tym steruje? No więc siedzę sobie spokojnie i nie mam rozmów na czacie. 

Myślę o Pawle i martwię się o Pawła i szycie jego rozciętego palca. A poza tym martwię się tym gdzie spędzi noc. Bo jeśli ze swoim facetem, to znów może być kolejna bijatyka. Oby przyjechał do mnie na Boże Ciało. Mam ciekawy pomysł jak można by je celebrować w naszym gronie.

Tęsknię za Pawłem :-)

sobota, 5 stycznia 2013

Zguba

28 września 2012
Pojechaliśmy z Matkiem i kumplem do Toro, zahaczając po drodze o jedna miejscowość pod warszawą i zabierając z niej poznanego na czacie chłopaka. I kiedy po niego dojeżdżaliśmy zorientowałem się, że Matek zapomniał zabrać obrączki. Trochę mnie to zaniepokoiło, bo potraktowałem to jako zły znak. Zrobiłem się ostatnio przesądny, ale nie poradzę nic na to - skoro znaki, które odbieram, zdumiewając często się sprawdzają...

I niestety ten znak się sprawdził - negatywnie. Matek wybył aby kogoś "poderwać" na piwo w Toro. W sumie nie było go, z przerwami, około dwie godziny. Poznał jakiegoś Rosjanina z którym szlifował język rosyjski. Chwalebne, ale poczułem się opuszczony. To nie było poprzednie Toro gdy nie odstępowaliśmy od siebie dosłownie na chwilę.

A mam teraz bardzo wielki uraz do takiego podejścia - już przećwiczyłem taki negatywny wariant. Zaczyna się od rozluźnienia więzów a kończy się na przeciąganiu niepotrzebnej, pustej jak wydmuszka znajomości. I zaczynam się bać, że taki wariant mógłby się ziścić w naszym przypadku. A następnym razem sam się upewnię dobrze, czy Matek ma obrączkę.

Oby się nie nie ziścił...

czwartek, 3 stycznia 2013

Dwa (nie)przyjazne znaki

wrzesień 2012
Miałem dwa nieprzyjazne albo niepokojące znaki w czasie naszego pobytu w Toro z Matkiem. Pierwszego, premierowego dla matka pobytu. Najpierw przestała działać latarka Fenix E01 jaką miałem przy kluczach imprezowych - i nie mogliśmy świecić sobie w darkroomie. A potem wyczerpała się moja zapalniczka gazowa Marlboro Ferrari. Podwójny bad luck ;-)

Zacząłem się obawiać, że to naprawdę zły znak. Pal diabli zapalniczkę - napełniłem ją w domu i było OK. Ale latarka się nie zapalała. Stopniowo doszedłem do tego że powodem była stara bateria i kwas który się rozlał. Po oczyszczeniu latarki udało się ją doprowadzić do stanu używalności - ale musiałem ją jeszcze raz potem oczyszczać. A później już działała. I zastanawiałem się tylko jakie to były znaki.

Sprawa wyjaśniła się szybko. Latarka, jak się okazało, symbolizowała moje perypetie z Play. Manipulowałem tam z taryfami, w dobrzej wierze ale ze złym skutkiem. W efekcie musiałem wracać do stanu wyjściowego i straciłem kasę na pakiety, które mi się zresetowały i trzeba było je kupować jeszcze raz. Ale potem wszystko zadziałało.

Zapalniczka symbolizowała perypetie na samoobsługowej stacji benzynowej Neste. Wrzuciłem tam kasę ale chciałem zatankować za część tej kwoty i okazało się że automat nie wydaje reszty. Musiałem dzwonić na infolinię, umawiać się z pracownikiem stacji i jechać potem rowerem po odbiór reszty. Cóż, przejechałem się dla zdrowia ;-)

Ważne, że niepokojące przypuszczania co do znaków okazały się faktycznie słuszne - ale w sumie małe i do przejścia ;-)

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Drobne znaki

7 września 2012
Gadałem z Matkiem do późna na GG. Zeszło szybko - a tu trzy godziny rozmowy nabite. Aż się położyliśmy spać. Ciekaw bylem co mi się przyśni, może jakaś wróżba - ale jak zawsze maiłem sen maksymalnie poplątany i udziwniony. Tak się dzieje gdy mój bujny umysł bryka sobie w nocy. A następnego dnia zaobserwowałem w moim życiu trzy drobne znaki.

Po pierwsze, skontaktował się ze mną bank - miałem problem ze spłacaniem kredytu, akurat bylem w finansowym dole. I tym razem pani z banku podpowiedziała mi aby napisać do nich pismo w tej sprawie z prośbą o rozpatrzenie innego wariantu postępowania w tej sytuacji. To dobry znak - może od strony finansowej będę miał lżej

Drugim znakiem było to, że płacąc na poczcie kartą za wysłanie listu poleconego do banku musiałem wypłacić 20 złotych - jako kwotę  minimalną z usługi pocztowego bankomatu. I zostało mi ponad 15 złotych w gotowce - to dobry znak, pomyślałem, bo starczy dla nas na wejściówkę do Toro dziś w piątek i na jedno piwo wspólnie. To taki znak, że może Bóg chce dać nam możliwość zabawić się i zapomnieć o problemach.

A trzeci drobny znak, to fakt, że przeciął mi dragę do poczty pedałek z walizką i reklamówką ZARA. Wybiera się widać zara na jakiś wyjazd. To taki znak, że może Matek szybko będzie w stanie zamieszkać ze mną. Bo obaj byśmy tego bardzo chcieli. 

Oby te znaki oznaczały coś dobrego - i pozytywnie nowego a na blogu będzie to symbolizowane przez wpisy dokonywane w nowym 2013 roku ;-)

niedziela, 23 grudnia 2012

Rozlana kawa

sierpień 2012
Postanowiłem spontanicznie wyrzucić naszego multitaskera. Sprowadził do Warszawy chłopaka, który niby się z nim zakochał - ale on sam traktował go jak służącego. Wielki pan hrabia. Mnie było bliżej do tego chłopaka sercem. I o wiele bardzie mi się podobał z wyglądu. A jeszcze bardziej z zachowania. I pewnego dnia nasz hrabia tak źle potraktował tego chłopaka że o 4 nad ranem postanowiliśmy z chłopakiem pójść na rower.

A pan hrabia przymówił mu złośliwie, że ma nadzieję, iż ten chłopak pojedzie na jakąś ruchliwą ulicę na której go rozjedzie samochód. Wkurzyłem się i ostrzegłem go. Ale pan hrabia dalej swoje. Tego maiłem już dość i kazałem mu się pakować. Miałem na niego oko aż się wyniósł. Przygotowałem kawę w małym termosie, w którym się pije przez korek. I zapakowałem do plecaka. Chłopak już pojechał rowerem pogadać jeszcze z tym hrabią na przystanku, a ja się pakowałem na rower.

I nagle coś mi pluszcze z tyłu. Kawa się rozlała z termosu, przez kubek i popłynęła z plecaka. Dość dziwnie zresztą bo środek plecaka był suchy, a poleciała na zewnątrz i na podłogę oraz poduszkę na moim fotelu. Zaniepokoiło mnie to, bo nie widziałem jaki to znak od Boga - a takie znaki z reguły coś znaczą. Na bieżąco pomyślałem sobie, że to takie wydarzenie które ma mnie przytrzymać. I dokładnie tak się też stało - gdy wyjechałem w końcu z domu to chłopak już wracał od rozmowy z panem hrabią, który zdążył go obrazić po raz kolejny.

Zatem oszczędziło mnie to widzenia się z tym bucem. A on oczywiście wydzwaniał i pisał SMS z prośbą o przenocowanie go choćby do rana. Nie zgodziłem się, bo nie chcę go już trzymać u siebie. I boję się, że mógłby coś ukraść. Pojechaliśmy rowerami 5 kilometrów i wróciliśmy do domu.

Ciekawe jakie może być ewentualne inne znaczenie tego znaku z rozlaną kawą?

niedziela, 25 listopada 2012

Początek marzeń?

30 czerwca 2012
Koniec dotychczasowej znajomości z Rafałem - jak to mówię "zostaliśmy rozstani" przez los. I wskazywały na to znaki, wróżby z kart, inne oznaki jakie zauważałem. A teraz, kiedy jesteśmy w oddaleniu i tęsknie za moim kochaniem, o pięknych rafałowych oczach, mam dwa znaki, które wskazują na to, że może ułożę sobie życie... I może z nim właśnie.

Najpierw na czacie poznałem chłopaka który ma podobne do moich zainteresowania fotografią. To może być znak, że znajdę pracę w tej dziedzinie którą tak lubię. A potem poznałem faceta który ma pokój do wynajęcia, a nawet może mnie jakiś czas przetrzymać w domu za darmo gdybym miał taką potrzebę. To jest szansa na przeżycie. Ale co mi po takiej szansie jak nie mam chłopaka - a obaj poznani nie są w moim typie?

Może to wróżba mająca pokazać, że Rafał, albo ktoś inny równie fajny, zawładnie w końcu moim sercem? Na razie nie rozpowiadam o wyjeździe Rafała nikomu i tylko jednej osobie napisałem SMS, ale to daleki i nie skomunikowany z innymi znajomy. Skoro nie rozpowiadam o Rafale, to jest szansa, że on wróci zanim jeszcze zdążyłbym rozpowiedzieć. Chciałbym aby tak było.

Trzymam więc więc tych znaków z nadzieją na przyszłość z Rafałkiem :-)

sobota, 20 października 2012

Za dobrą monetę

11 maja 2012
Szedłem jak co dzień rano do dziecka aby je odprowadzić do szkoły. I na chodniku znalazłem skromne 10 groszy. Ale poratowałem to jako znak na szczęście. I zabrałem je nie wkładając do portfela, ale osobno. A po powrocie postanowiłem wstawić to do portfela do przezroczystej kieszonki. I przy okazji znalazłem w portfelu imprezowym monetę 2 złotową ze znakiem polskiego przewodnictwa w Unii Europejskiej, wydaną nam w Toro. Zabrałem się więc za ustawianie szczęścia :-)

Miałem w portfelu już dwie monety na szczęście. Pamiątkowe 2 złote z Janem Pawłem II wydane kiedyś w barze w Olecku, gdy byłem tam z moją rodziną. I było tam 50 groszy, które musiało mieć jakieś symboliczne znaczenie, ale nie pamiętałem już jakie i z kim było związane. Zatem wróciło ono do portfela. A na jego miejsce powędrowała pamiątkowa unijna dwuzłotówka oraz owe 10 groszy z chodnika. 

Mam nadzieję, że to jest znak, że będziemy mieli z Rafałem pomyślność materialną, której zresztą teraz mi najbardziej potrzeba, bo jestem w ciężkiej materialnie sytuacji. Nawet już bardzo ciężkiej. I potrzebuję nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim nadziei na poprawę tej sytuacji. Bo gdy jest nadzieja, to można wiele znieść i i wiele wypracować.

W klimacie nadziei można bowiem wypracować wszystko ;-)

środa, 3 października 2012

Przybycie niekontrolowane

3 maja 2012
Droga do Wałbrzycha miała około 430 km z Warszawy. Najpierw przebudowywana gierkówka. Ruch jednym pasem. Słupki pomiędzy pasami. Po drodze ze 2-3 krótkie odpoczynki. Początkowo nawigacja pokazywała przybycie do Wałbrzycha na 6.45. Potem trochę czasu straciłem, trochę nadrobiłem. Rafał kontaktował się ze mną w drodze ale potem poszedł spać. A ja przyjechałem do Wałbrzycha na 7 rano. Dałem mu znać SMS-em że będę o tej porze. A po przybyciu na umówione miejsce zadzwoniłem do niego - ale nie odbierał. Kolejne próby - i nic. Wystawił mnie?

Nie wiedziałem co robić, ale też nie chciałem myśleć zbyt pochopnie. Uciekłem się do typowego dla mnie, i odjechanego w moim stylu tricku. Włączyłem na telefonie pasjansa, który bardzo rzadko wychodził, z prośbą do Boga o wskazanie mi czy mam czekać na tego chłopaka. I pasjans wyszedł! A zatem postanowiłem czekać. I po prostu zastanawiałem się co się stało. Może zaspał? A może dojechałem nie w te miejsce, w które powinienem? Nie na ten dworzec kolejowy? 

Sprawdziłem czy w Wałbrzychu jest bardziej "reprezentacyjny" dworzec i tam pojechałem. Ale nadal nie ma żadnego kontaktu. Chciałem zadzwonić pod numer z którego Rafał oddzwaniał grzecznościowo, ale bałem się że go zdekonspiruję takim telefonem. Znów ułożyłem pasjansa - i znów mi wyszedł! Więc postanowiłem cierpliwie czekać. 

Około 9 Rafał dał mi znać że zaspał. Uspokoiłem się. Okazało się też, że początkowo pojechałem na właściwy dworzec, więc musiałem się teraz wracać. Ale to już była inna jazda. Zaparkowałem więc i czekałem na niego, wiedząc, że się jednak pojawi. Przeszedł mi jeszcze pomysł aby na użytek osoby, z którą nie chciałem się już spotkać, wysłać MMS z moim zdjęciem na tle dworca w Wałbrzychu z informacją, że załatwiam sprawy w tym mieście. Zrobiłem więc sobie takie "pamiątkowe" zdjęcie.

I pozostało mi tylko czekać na spotkanie z chłopakiem, który nawet nie wiem jak wygląda, bo widziałem go bardzo słabo na netowej kamerce do tej pory :-)

poniedziałek, 3 września 2012

Bilet i znak

23 marca 2012
Adi w Krakowie miał szczęście i nieszczęście. Szczęście, bo był zajęty zaledwie przez godzinę, a nie pól dnia jak przypuszczał. Oczywiście zajęty sprawami adekwatnymi do kierunku jego studiów. Ale nieszczęście polegało na tym, że bank ściągnął mu opłatę z konta i nie miał kasy na kupno biletu powrotnego. I zapytał mnie czym bym mu nie kupił biletu. I miałem dylemat.

Nie byłem jednoznacznie przekonany czy to jest chłopak, z którym mi się uda, czy nie. To wina sparzenia się na zbyt szybkich deklaracjach z wcześniejszymi - i znacznie większej, a kto wie czy nie przesadnej, ostrożności. W końcu się zdecydowałem, bo sobie przypomniałem, że mam przecież konto w systemie internetowej sprzedaży biletów kolejowych, gdyż kupowałem bilety dla różnych chłopaków od 2008 roku. Zamówiłem więc bilet, ale nie chciał przyjść kod SMS-owy do transakcji kartą.

Zadzwoniłem więc do obsługi banku, bo nie chciałem aby transakcja wisiała w Internecie w nieskończoność. Udało się tam wszystko załatwić. Już w czasie rozmowy z doradcą uczyniłem kroki, które sfinalizowały transakcję. Ale na odchodnym pracownik banku powiadomił mnie o pewnej możliwości, która okazała się dla mnie bardzo ważna w moim obecnym życiu, bo dająca mi oddech finansowy na jakiś czas i zabezpieczająca moją zagrożoną finansowo egzystencję. I zaraz po zakończeniu rozmowy przyszedł SMS z kodem, tak jakby sam Bóg specjalnie go wstrzymał po to, abym dowiedział się o tej bankowej możliwości.

Potraktowałem to jako ważny znak - niekoniecznie do poznania Adiego, ale ogólnie do mojego życia. Bóg, jak na razie, czuwa nade mną ;-)

czwartek, 23 sierpnia 2012

Trzy wróżby

11 marca 2012
Siedzę na czatach i GG a tu nagle zagaduje do mnie Tomek, mój pierwszy chłopak, i pisze, że się rozstał ze swoim facetem. Tak jak ja. Pogadałem z nim na GG, wymieniłem fona, bo ma nowy numer i zadzwoniłem. Obaj mamy rozstanie, obaj mamy ochotę na seks. A z Tomkiem zawsze mogę iść do łózka, bo to mój były i pierwszy. Nie zastanawiałem się więc długo i zacząłem się pakować do wyjazdu po niego.

I nagle na czacie WP zagadał mnie ktoś o nicku "Wolny szuka do związku" ale czat mi się zawiesił. Zresetowałem więc przeglądarkę i zalogowałem się na czata. Trafiłem na koniec listy i tam był nick zaczynający się na Z - chyba "Zakocham się w kimś" czy coś takiego. Jego też zagadałem, ale wyszedł z czata nim napisałem mu przywitania, a tego poprzedniego "wolnego" nicka nie było. Potraktowałem to jako wróżby które pozytywnie świadczą o spotkaniu z Tomkiem.

Zamieniłem timer znajomości z Kubą na timer znajomości z Tomkiem, aby się przekonać ile czasu już się znamy. Od 9 lipca 2004 roku upłynęło już 7 lat i 246 dni. W końcu to pierwszy chłopak z którym się spotkałem. I pierwszy z którym oprawiałem seks. A trzecią wróżbę miałem przez telefon - nie poznałem jego głosu. Może on będzie bogaty?

W każdym razie z nim nie obawiam się spotkać i kto wie czy nie spróbować znowu :-)

sobota, 21 lipca 2012

Znak ratownika

1 lutego 2012
Siedzę na czacie jako para i szukam znajomych. Jestem sam, bo Kuba pojechał załatwić sprawy. Tym razem stosuję kompletnie pasywne podejście do czata - nie zaczepiam ludzi, ale czekam aż mnie zaczepiają. Ale zrobiłem wyjątek dla chłopaka o nicku "smutny 19". Pogadałem z nim. Bardzo fajny chłopak, wrażliwy, pomiatany przez zaborczego partnera, zodiakalny skorpion (więc mój ulubiony znak) a jednocześnie mający imię mojego chłopaka :-) Gadaliśmy, ja poszedłem zjeść kolację, ale kiedy wróciłem on się już wylogował.

Być może wrócił jego facet. A może to był tylko znak od Boga - jakie często miewam w życiu. Tym razem był to znak stopu. Abym nie poznawał ludzi, którzy mogą mi pomieszać myśli. Ten chłopak byłby może kandydatem na idealnego partnera tydzień temu. I może po rozmowie pojechałbym po niego do Wadowic, skąd pochodzi, aby zabrać go od jego tyrana do Warszawy. Ale teraz mam już chłopaka, z którym się podwójnie zaręczyłem - na początku poznania i teraz, po naszej ożywczej kłótni. A zamówione w Ameryce obrączki już do nas jadą i polecą przez ocean :-)

W tej sytuacji Bóg, jak to interpretuję, dał mi wyraźny znak. Koniec dopatrywania się w kimkolwiek poznanym choćby próby innego wariantu układania sobie życia. Układam je z jednym chłopakiem. I tak zostanie, chyba, że wolą Boga miało być inaczej. Ale póki "inaczej" nie jest - ja myślę o nas. 

Zresztą, już się takim myśleniem wykazałem. Wadowicki Kuba poprosił - co ludzkie - abym go przytulił, na czacie. Przytulenie na czacie to tylko słowa napisane na ekranie komputera. A ja co mu odpisałem? Że go otulę ciepłym kocem i podam kubek kawy czy herbaty. Zachowałem się jak ratownik. Bo jestem w związku i nie przytulam. Choć oczywiście zrobię to chętnie, jeśli to komuś pomoże psychicznie. Ale jedynie za zgodą i wiedzą mojego partnera. Tak jak ratownik też może przytulić ofiarę katastrofy.

I tak sobie myślę, że to było najważniejsze znaczenie tego znaku od Boga - ukazanie mi, że jestem już jedynie ratownikiem dla innych :-)

wtorek, 17 lipca 2012

Rozsypana sól

31 stycznia 2012
Kiedy już Kuba zamieszkał u mnie, niedługo potem otwierałem siłowo pojemnik z tabletkami słodzika, aby jego zawartość przesypać do szklanego słoiczka. I oderwałem gałkę od tego pojemnika, która uderzyła w miseczkę z solą i rozsypała ją na stole. A rozsypana sól to zły znak. I dziś to się ziściło. Przyszedłem do domu wieczorem, w kiepskim humorze, potrzebujący wsparcia i przytulenia, a Kuba zajmował się swoimi sprawami. Czekałem aż się zorientuje że coś nie tak ale to nie nastąpiło. Aż w pewnym momencie klasnąłem w dłonie i zawołałem "pakuj się!"

Z tego co sobie o nim wyobrażałem, zachowanie Kuby zaczynało mnie degenerować i stąd ten nagły niekontrolowany wybuch. W momencie wybuchu nie byłem już sobą i nie panowałem nad sobą. A Kuba zaczął się od razu pakować, co mnie wewnętrznie wkurzyło. No bo skoro się pakuje, to znaczy że od dawna mnie lekceważył i moje polecenie trafiło na podatny grunt u niego. Próbowałem go zatrzymać i przepraszałem za mój wybuch - ale na próżno. Kuba wyszedł trzaskając dosłownie drzwiami.

Załamałem się i - co u mnie typowe - natychmiast włączył się automat czyszczący. Zacząłem pisać inną treść na profil, przerwałem nasze powiązanie na Kumpello. I zacząłem się zastanawiać czy poznam kogoś tak miłego, fajnego, o takich oczach pełnych blasku, o takich stopach i przepysznych owłosionych łydkach. O takiej pupie, słoniach, szyi, ustach i piersi. Kogoś kogo chcę non stop lizać i tulić.

Chyba już nie poznam. Straciłem życiową szansę :-(

środa, 23 maja 2012

Gorzka wróżba

11 stycznia 2012
I doczekałem się kolejnej wróżby, czy znaku, ale tym razem swoiście gorzkiego i - idiotycznie zabawnego :-) Poznałem na czacie chłopaka z Giżycka, w wieku 24 lat, który wydawał się być idealnym partnerem. Miał podobne doświadczenia życiowe, które sprawiały, że potrzebował tego samego uczuciowo czego ja potrzebuję. Wydawał się bardzo sympatyczny - ale mimo tego wszystkiego nie udało się z nim nic :-)

Był tylko po zawodowce, ale pisał wzorowo i bezbłędnie - mój wielki szacun za poziom. I w tym przypadku jego wykształcenie nie przeszkadzało mi. O co więc poszło? O to, że miał zasadę - w tym wypadku już kompletnie idiotyczną - że nie wysyła zdjęcia. A więc nie mogliśmy się zweryfikować. Gdyby przyjechał do Warszawy zaryzykowałbym randkę w ciemno. Ale nie miał na to kasy bo był bez pacy. I nie było jak się z nim spotkać. 

Niestety - chłopak dobrowolnie zastrzelił naszą powstającą znajomość. Po prostu ją zastrzelił. To dobre słowo. Rozumiem niechęć do wysyłania zdjęcia - ale jaki to ma sens, gdy od tego zależy być może poznanie osoby, z którą uda się życie? Takie działanie to już nie są zasady, którymi można się tłumaczyć. To już jest ewidentna ślepa głupota :-)

Potraktowałem to jako żart od Boga - chyba dlatego abym nie traktował poznawania do związku tak poważnie jak dotąd...

wtorek, 22 maja 2012

Znaki dwa...

11 stycznia 2012
Dwa małe znaki miałem dziś rozmawiając na czacie z ludźmi - ale może te znaki wskazują na to, że już niedługo sądzone mi będzie poznać kogoś odpowiedniego? Przywiązuję wagę do takich znaków, bowiem bardzo często zdumiewająco się sprawdzają :-)

Pierwszym znakiem była pierwsza rozmowa na czacie, gdy siedziałem przy porannej kawie. Chłopak w wieku 26 lat zapytał od razu czy szukam związku i życia razem. Właśnie te pytanie tak sformułowane uznałem za znak. A drugim znakiem była rozmowa z chłopakiem z dalekiego Szczecina - 20-letnim skorpionem. I to mi się skojarzyło: wiek, znak zodiaku oraz imię tego chłopaka były identyczne jak u mojego pierwszego partnera

Dlatego uznałem to za symboliczne domknięcie się kręgu poszukiwań - a raczej nie domknięcie, co domykanie się. Ten chłopak zamknął rozmowę ze mną z prostego i smutnego powodu. bał się zakochania we mnie na odległość i nie chciał cierpieć. Rozumiem te podejście. Ale uznałem za znak samą rozmowę z nim, a nie to czy go poznam, czy nie...

Teraz pozostaje czekać, oczywiście aktywnie szukając, na ewentualne potwierdzenie się tych znaków w życiu ;-)