Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portale internetowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portale internetowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 lutego 2018

Tylko mnie kochaj(.pl)

Po testowaniu portalu Datezone przyszedł zupełnie nowy pomysł na przetestowanie portalu kochaj.pl, na który zwróciła moją uwagę pewne internetowa reklama. Oczywiście postanowiłem sprawdzić co to za zwierz i z czym się go je. Już na samym początku mogłem jednak spodziewać się, że będzie to zwierz wyjątkowo kościsty i niestrawny dlatego, że administratorem portalu kochaj.pl jest Onet. Zaś z onetowym podejściem do randek miałem już do czynienia dawno temu, gdy testowałem ich portal sympatia.pl.

Był on bardzo bezczelnie pomyślany dlatego, że w natrętny sposób sugerował wykupywanie płatnego abonamentu, który był de facto niezbędny do realizowania jakikolwiek sensownej komunikacji na tym portalu. Praktycznie wszystkie kontakty musiały być realizowane przez osoby posiadające abonament. Albo my sami musielibyśmy go mieć, albo trzeba było trafić na osobę posiadającą rozszerzony abonament umożliwiający pisanie do niej przez osoby posiadające darmowe konta. Tam nachalna komercja połączona z cenzurą (która miała zapobiec przemycaniu w treści opisów na portalach jakichkolwiek innych wskazówek dla bezpośredniego kontaktu z użytkownikiem poza portalem) była oczywiście zniechęcająca.

Dopiero co założyłem konto na kochaj.pl i nie orientuję się jeszcze w tym, na ile cenzura tam może funkcjonować i na ile blokuje ludzi do jakiegokolwiek innego kontaktu. Na szczęście darmowy abonament pozwala na pewne ograniczone kontakty i ograniczone wyszukiwanie odpowiednich osób, ale i talk jest to kompletne dno, albo blisko do dna. Gdy zadałem sobie trud obejrzenia kont sugerowanych jako najlepsze dla mnie wyniki wyszukiwania partnerskiego, po prostu ogarnął mnie pusty śmiech. Konta te były jedynie w wyrywkowy sposób adekwatne do moich potrzeb, a ich dobór raczej sugerował ponury żart niż autentycznie staranne wyszukanie, które mogłoby być sugerowane przez wypełnianą przez kwadrans w czasie zakładania konta ankietę personalną.

W sumie, choć dopiero zaczynam korzystać z tego portalu, to obstawiam, że po kilku dniach wyrzucę jego konto - również bez żalu.

PS Po niecałych 24 godzinach, gdy okazało się, że bez tej ich nachalnej komercji nie zobaczę nawet profilu tego, kto odwiedził mój profil, bez żalu skasowałem swój. Ten portal jest po prostu żenująco chciwy. Zatem gdy czytacie te słowa, ja nie mam już konta od ponad doby :-)

niedziela, 4 lutego 2018

Datezone

Stosunkowo niedawno temu trafiłem gdzieś na czacie lub na jakimś opisie na portalu internetowym na słowo Datezone. Czyli oczywiście na internetowy portal randkowy mający pomagać ludziom wyszukiwać partnerów do randkowania. Postanowiłem założyć konto na tym portalu i przekonać się, na ile poszukiwanie partnera gejowskiego mogłoby się na nim udać. Oczywiście jako uniwersalny portal będzie on przede wszystkim przeznaczony dla użytkowników hetero, ale zapewne również geje będą tam mogli znaleźć kogoś dla siebie.

Po założeniu konta na portalu Datezone przekonałem się bardzo szybko, że to wyjątkowo kiepskie miejsce na poznawanie kogokolwiek do związku. Zadałem sobie trud przeszukania grup dyskusyjnych i okazało się, że nawet grupy mające tytuły sugerujące stosunkowo sensowne podejście do życia, tak naprawdę poświęcone są wpisom wyłącznie o jednym charakterze, czyli dotyczącym szukania takiego lub innego seksu. Nie ma nawet na portalu Datezone jakiekolwiek porządnej wyszukiwarki, która pozwala szukać po różnych preferencjach. Zatem jest to miejsce, w którym na ślepo poszukuje się seksu.

Kilka dni trzymałem moje konto na tym portalu, ale potem bez żalu je skasowałem. Zawsze jednak warto spróbować takiego miejsca, bo być może okaże się, że jednak będzie ono w stanie zapewnić nam kilka choćby ciekawych kontaktów, z którym być może coś uda się wytworzyć. Jednak jeżeli mamy odpowiednie doświadczenie, to widać bardzo szybko, czy dany portal w ogóle jest sensowny. A to sprawia, że można również bardzo szybko przekonać się do jego bezsensowności i skasować na nim konto.

I co najważniejsze - skasować konto bez żalu.

sobota, 15 lipca 2017

Anatomia arogancji

Czasem odwiedzić można profil na jakimś portalu gejowskim, którego właściciel prezentuje opis pełen arogancji i pogardy dla innych. Tak to odebrałem w moim subiektywnym przekonaniu, z którym, oczywiście nie każdy musi się zgodzić. Ale zabawię się dziś w przeczulonego politpoprawnościowego i antydyskryminacyjnego lewaka i krytycznie ten profil prześwietlę. Dlatego wypunktuję ten opis, żeby każdy mógł przekonać się, jakie są w tej arogancji i pychy oznaki. Pan jest mężczyzną w średnim wieku, światowcem jeżdżącym po Europie. Jego opis tego można by streścić w kilku punktach.

Po pierwsze, nie odpisuje nikomu bez zdjęcia twarzy i uważa, że takie chłopaki mają jakiś PROBLEM (pisownia wielkimi literami oryginalna). Faktycznie ktoś, kto nie zamieszcza zdjęcia twarzy, może mieć jakiś problem z jego publikowaniem, ale tego typu postawienie sprawy sugeruje, że jest to jakiś problem rozumiany jako negatywna osobowość takiego kogoś - pustota, arogancja i tym podobne. A tymczasem mogą to być na przykład tak zwane ważne powody społeczne, dla których ktoś nie może zmieścić zdjęcia (ale wstawia je pod hasłem). Nie zawsze brak zdjęcia twarzy oznacza pustotę. Kolejna "zachęta" ze strony autora jest taka: "napisz, pierwszy nie zaczepiam".  Trudno żeby po takiej "zachęcie" ktoś miał ochotę do niego pisać, ale wyjątki zawsze się zdarzają.

Dalej zaznacza czytelnikowi, że w życiu ufa tylko dwóm osobom, z czego pierwsza to on, a drugą na pewno nie będzie czytelnik. Jest w tym oczywiście lepszy od Józefa Stalina, który mawiał, że nie ufa nawet samemu sobie. I znów nie sądzę, żeby była to jego pozytywna reklama, mile odbierana przez innych. Po co bowiem pisać do kogoś, kto nigdy sam się nie odezwie i jeszcze na pewno nam nie zaufa? Dalej jest już tylko gorzej, bo nie podobają mu się "mędrkowie z portalu, szczególnie ci  samotni udzielający dobrych rad". Zdarzają się tacy faktycznie, ale cóż - widocznie mają taką potrzebę. Można po prostu z politowaniem się nad nimi uśmiechnąć, ale czy od razu należy ich obrażać? Na końcu jest jeszcze cytat z Einsteina. o tym, że nieskończony jest wszechświat i ludzka głupota. 

O ile jednak w ustach Einsteina brzmiało to sensownie, to w ustach tego pana brzmi to jak hipokryzja.

niedziela, 7 maja 2017

Wygenerowano automatycznie

Hejt w odpowiedzi na umieszczone w internecie na portalach anonse jest rzeczą czasem spotykaną. Tworzą go zapewne różni zgorzkniali panowie, którzy piszą równie gorzkie myśli pod adresem prawdopodobnie każdego, kto zamieszcza anons albo tylko takich, którzy zamieszczają anonse regularnie i których anonse kojarzą. Nie jestem psychologiem, aby zastanawiać się nad tym, jakie są powody takiego lub innego ich zachowania, natomiast czasem ich hejt jest wręcz uroczy w swojej głupocie. Taki przykład znalazłem dzisiaj w swojej skrzynce mailowej, jako odpowiedź na mój anons zamieszczony na jednym z portali. Oto ona.

a twoje wymiary, opis, zdjęcie ? myślisz że gwiazdą filmową jesteś i naiwnych szukasz ? pojebany debilu popierdolony jełopie porąbane masz w swojej mózgownicy jebnięty idioto, dupę osraną też będziesz lizać ? Odpowiedź wygenerowano automatycznie. Twój tęczowy portal Gejowo. 

Pisownia oryginalna - choć miałem ochotę powstawiać tam gdzie trzeba wielkie litery oraz skasować spacje przed znakami zapytania, których nie powinno być. Stwierdziłem jednak, że wtedy tekst wyglądałby zupełnie inaczej, a to właśnie jego niechlujstwo literackie oraz gramatyczne idą ze sobą w parze i stanowią o jego specjalnym kolorycie. Najzabawniejsze jest oczywiście to podszywanie się pod automatyczną odpowiedź Gejowa. Naturalnie wątpię, żeby jakikolwiek portal posuwał się do takiej hejtersko chamskiej odpowiedzi - ale trzeba przyznać, że autor tego hejtu miał w pewnym sensie poczucie humoru i być może dzięki temu o jego dziele piszę.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na coś innego. Zastanawiający jest początek tekstu. Autor oczekuje ode mnie podawania tradycyjnych wymiarów, zamieszkania zdjęcia - czyli innymi słowy zastosowania typowej konwencji gay czatu lub gej anonsów stosowanej do umawiania się na szybki seks.  Gdy mój anons jest nie po myśli autora, zaczyna on wyrzucać serię bluzgów w stylu ćwierć-inteligentnego kretyna, spotykaną zresztą czasem także wśród hejterów na czatach. Mam wrażenie, że ma to zamaskować jego irytację spowodowaną moim nie podporządkowaniem się "ustawkowej na seks" konwencji, której ode mnie oczekiwał. Podobnie reagują hejterzy na czacie, gdy się okazuje, że szukamy czegoś nie po ich myśli - nagle zaczynają bluzgać.

Tak czy owak - pewnie te jego myślenie też wygenerowano automatycznie :-)

niedziela, 9 kwietnia 2017

Pod Pseudonimem

Ostatnio piszę więcej o swoich sprawach lub o sprawach całego świata niż przytaczam perełki z serwisów zawierających ogłoszenia o szukaniu do związku i z tym podobnych miejsc. Zresztą znacznie rzadziej je odwiedzam. Jestem bowiem wyraźnie zwrócony w stronę pewnej osoby, z którą mam się spotkać i ciągle nie mogę, ale mam nadzieję że prędzej czy później ją zobaczę. Dlatego też inne ogłoszenia oraz inne osoby mniej mnie interesują. Tylko czas nam przeglądam rutynowo anonse, żeby zobaczyć, czy nie ma czegoś, co można by umieścić na blogu. Dziś trafiłem na anons pewnej osoby pod pseudonimem Pseudonim. Oto jego treść.

Jeśli jesteś tu po raz pierwszy i ostatni, to ogłoszenie jest dla Ciebie. Wyjątkowy dla wyjątkowego. Jestem na tym żałosnym targowisku próżności, ponieważ nie mogę się sklonować. Chcesz seksu? Proszę bardzo. Wystarczy, ze będziesz obłędnie przystojny. Nigdy tego nie robiłem i nie oddam dostępu do mojego ciała komuś, kto mnie nie zachwyci. Chcesz przyjaźni? To już trudniejsze. W takim wypadku nie musisz być młody ani przystojny. Wystarczy wewnętrzne piękno i błyskotliwy intelekt. Chcesz miłości? Wysoko mierzysz! Jeśli na tej planecie jest ktoś, kto zasługuje na moje uczucie, na pewno jest to egzemplarz pojedynczy, niemożliwy do podrobienia. Jakie warunki musi spełniać? Chyba nie sadzisz, ze zdradzę Ci szyfr otwierający moje serce. Podaj 3 razy adres. elektroniczny, inaczej nie odpowiem! 

Zabawna początkowa i nad wyraz aktualna uwaga do tego tekstu. Mężczyzna. który go napisał, w samokrytyczny sposób stwierdza że nie może się sklonować. Od razu przypomniała mi się afera ze zdjęciem Beaty Szydło i ze sklonowaniem dwóch stojących za nią polityków. Zresztą jak się okazuje, jak napisał Paweł Szefernaker, była to wina zatrudnionych jeszcze za czasów Platformy Obywatelskiej "specjalistów" z Programu 1 Polskiego Radia. Potem jednak robi się mniej ciekawie. Mamy bowiem - chyba bardzo egoistyczną - obietnicę seksu z kimś zabójczo przystojnym. Ja bym tego nie pożądał, bo taki seks to choćby nieświadome porównywanie się do tego przystojniaka. I w kontraście do niego jeszcze większa własna marność. Po co to komu? Niech model chodzi do łóżka z modelem. A modelem chyba autor tego anonsu nie jest, bo pewnie gdyby był, to by się od razu pochwalił.

Co do przyjaźni, to przynajmniej autor ma zdrowe podejście. Gorzej z opisanym dalej uczuciem, albowiem okazuje się, że trzeba zasługiwać na jego uczucia i być kimś wyjątkowym. Oczywiście piękno miłości polega na tym, że właśnie ktoś ukochamy jest super, stworzony tylko dla nas, jedyny na całej planecie - ale trick polega na tym, że ten super wyjątkowy dla nas wcale nie musi być wyjątkowy dla wszystkich. Tymczasem mam takie wrażenie, ze autor anonsu chce jakiegoś uczuciowego Supermena. A teraz zdradzę, co zwróciło moją uwagę w tym anonsie i sprawiło, że o nim napisałem. To banalna prośba o powtórzenie maila, z zastrzeżeniem, że inaczej nie odpowie. Już to kiedyś widziałem. A zatem to kolejna odsłona tego samego narcyza.

Mała wewnętrzna sprzeczność - czemu tak wyjątkowy człowiek jak on musi ciągle zmieniać anonse, skoro wystarczyłby mu jeden równie wyjątkowy?

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Porno prima aprilis

I trochę umknął mi fakt że pierwszego kwietnia był prima aprilis i można było dopatrywać się różnego rodzaju ciekawych oszustw. O najciekawszym i w jakiś sposób nawiązującym do naszego środowiska oszustwie primaaprilisowym przeczytałem jednak dopiero wczoraj. Otóż znany portal z wiadomo jaką treścią Pornhub postanowił nastraszyć w prima aprilis swoich odbiorców. Każdy, kto oglądał wtedy wiadomej treści materiał, otrzymywał okienko z podziękowaniem za to, że dzięki automatycznej funkcji dzieli się właśnie tym materiałem swoimi znajomymi na Facebooku.

Można sobie wyobrazić panikę, w którą wpadło wiele osób które na Pornhub oglądają różnego rodzaju materiały erotyczne, ale nie mają ochoty dzielić się tymi informacjami z kimkolwiek ze swoich znajomych na Facebooku, a szczególnie z rodzinami. Przypominamy sobie być może zabawną aferę rozpętaną przez redaktora Tomasza Lisa. Zarzucił on portalowi Niezalezna.pl wyświetlanie na nim reklam uroków ukraińskich wiadomo jakich dziewczyn. Problem tylko w tym, że była to reklama targetowana, związana ze stronami, które redaktor Lis wcześniej dobrowolnie sam odwiedził. 

Mega wtopa redaktora Lisa była jednak na jego własne życzenie. A w przypadku Pornhub to byłaby prawdziwa demaskacja - i to na globalną skalę. Na szczęście to tylko prima aprilisowy żart, ale być może spełni on także pożyteczną rolę. Kto wie, może kilka osób zastanowi się nad tym, czy takie wyszukiwanie materiałów porno w sieci przypadkiem kiedyś może się ujawnić - niekoniecznie poprzez propagowanie na Facebooku u znajomych, ale na przykład poprzez historię przeglądarki internetowej, w którą może nieopatrznie zajrzeć żona. Zawsze warto o tym pomyśleć, jeśli jest się szukającym w internecie pornografii "mężem gorszego sortu". 

Licho nie śpi - żona także ;-)

środa, 11 stycznia 2017

Czas pokarze

Potencjalna zadyma, którą totalna (a raczej totalnie ośmieszona) opozycja zapowiadała, miała się dziś rozpocząć w Sejmie i być może się rozpoczęła. Nie czytałem jeszcze aktualnych newsów. Ale chciałem dziś napisać o innych zadymach, po cichu trwających od lat na portalach - czyli o zadymie analfabetyzmu na kilku płaszczyznach. Symbolem tego jest tytuł dzisiejszego posta ze specjalnie zrobionym błędem ortograficznym - specjalnie przeze mnie, ale niespecjalnie przez autora tego tekstu. To cytat opisu na pewnym profilu, którego dzisiaj miałam "zaszczyt" oglądać. Cały jego opis to właśnie te słowa. 

Dwa słowa i jeden błąd. Tym razem jednak błąd zabawny, bo to brzmi całkiem na czasie - czas ma ukarać. Pierwszy błąd analfabetyzmu to oczywiście pisanie niezgodnie z regułami języka, czyli błędy ortograficzne. To nie jednak nie jedyny błąd analfabetyzm, który obserwuję na portalach. Ilustracją drugiego jest ten sam cytowany dziś opis - tutaj analfabetyzm to nieumiejętność wyrażania swoich myśli. Za krótki tekst, nic nie mówiący, będący namiastką opisu - tak, jakby chciał przekazać, że zamieszczająca go osoba jest namiastką człowieka.

Faktycznie, przeglądając profile mam wrażenie, że to tak naprawdę wizytówki namiastek ludzi, których jedyne człowieczeństwo w cudzysłowie to rażąco niepełne opisy i ewentualnie przekombinowane mniej lub bardziej zdjęcia (lub odwrotnie - ich brak lub ukrycie pod hasłem). Ale biorąc pod uwagę, że większość osób na portalach szuka kochanka lub się lansuje - to najwyraźniej takie profile im wystarczą. Choć czasem zastanawiam się też nad inną sprawą - po prostu Internet pokazuje, że mało kto dorósł do publikowania czegokolwiek. Bo praca publikacyjna to pomysł, redakcja, korekta - a nie wklepanie czegoś na żywioł.

Publikować każdy może, czasem lepiej, czasem gorzej ;-)

wtorek, 27 grudnia 2016

Prostota to nie prostactwo

Święta, święta i po świętach, a więc temat życiowy nie związany ze świętami, ale z początkiem nowego roku. Korzystam z CZATerii na Interii przy wykorzystaniu wersji napisanej w Javie. Ma ona bardzo wiele zalet, przede wszystkim odpowiednią konfigurację. Najbardziej w konfiguracji przydatna jest możliwość wyskakiwania powiadomienia o nowej rozmowie w osobnym okienku na ekranie komputera i możliwość podjęcia takiej rozmowy w okienku na ekranie. Pozwala mi to spokojnie pracować na komputerze mając CZATerię zwiniętą do paska menu, a w razie gdyby ktoś do mnie napisał, jestem w stanie od razu uruchomić rozmowę z nim w małym okienku na ekranie. Wszystko wskazuje jednak na to, że ta wygodna CZATeria  odejdzie do przeszłości.

W czasie logowania do CZATerii Interia powiadamia bowiem że z początkiem nowego roku wersja napisane w Javie będzie wyłączona. Próbowałem więc tą wersję, która ma być docelowo obecna i załamałem się. Nie ma tam prawie żadnych opcji konfiguracyjnych, CZATeria jest prymitywna i ograniczona. Rozmowy są wyłącznie w samym oknie CZATerii - zatem żeby widzieć, że ktoś do nas pisze trzeba mieć ciągle to okno otwarte na widoku. A jeśli pracuje się na komputerze w czasie odpalenia CZATerii, to trudno mieć jej okno na widoku. To zaś w nowej CZATerii oznacza, że  przychodzące rozmowy będą trudniejsze do zauważenia, odpowiedzi na zaczepkę będą powolne, a sama rozmowa mniej wygodna.  Ciekawe, jak długo CZATeria wytrzyma w tej nowej wersji, pomimo z pewnością lawinowej krytyki internautów, która  powinna się pojawić po jej wprowadzeniu.

Oczywiście konfiguracja starej napisane w Javie CZATerii była być może zbyt obszerna i zbyt bogata, jak na potrzeby współczesnego świata. Jednak takie elementy, jak powiadomienie dźwiękiem lub wyskakującym okienkiem o przychodzącej rozmowie i możliwość prowadzenia i rozmowy w osobnym, pływających swobodnie na ekranie komputera okienku, to moim zdaniem podstawowe minimum użyteczności CZATerii, który sprawiało, że była tak użyteczna. Oczywiście są osoby, które nie robią nic innego, jak tylko patrzą w okno CZATerii czekając na rozmowy, ale bardzo wielu ludzi ma CZATerię odpaloną gdzieś w tle w czasie pracy i nie mają czasu ciągle zaglądać do jej okna głównego i sprawdzać, czy nie pojawia się w nim powiadomienia o jakiejś nowej rozmowie. Myślę, że Interia będzie musiała popracować nad swoją nową CZATerią, bo obecna funkcjonalność jest po prostu zbyt uboga, aby można było ją poważnie potraktować do komunikacji.

Prostota CZATerii na pewno  jest wskazana, ale prostota to nie prostactwo :-)

środa, 26 października 2016

Matrymonialny fiut

Nie lubię słowa "matrymonialny", bo mi się to kojarzy z agencją matrymonialną, a to mi się z kolei kojarzy z nieudacznictwem w poszukiwaniu życiowej drugiej połówki. Choć oczywiście nie tylko nieudacznicy są klientami takich agencji. Bywa, że ludzie wielkiego zawodowego sukcesu też korzystają z ich usług, przenosząc castingowe zwyczaje z ich świetnie prosperujących firm do świata szukania męża lub żony. Ale tak naprawdę anonse w kategorii szukania partnera na portalach też można zaliczyć do kategorii potencjalnie matrymonialnych. 

Oczywiście nie wszystkie. Bo raczej nie są matrymonialne te filozoficzne rozważania, które czasem cytuję na moim blogu, ani gorzkie żale wypisywane w anonsach. I chyba nawet pisane we właściwym temacie zbyt długie tyrady też nie są - bo kto je przeczyta? Dziś jednak trafiłem na śmieszny anons matrymonialny, którego jednak cytować nie będę. Ot po prostu ktoś wprost pisze, że szuka do monogamicznego związku. W ogóle miodzio. Poprawnie i na temat. Z małym zgrzytem. Zamieszcza do tego anonsu zdjęcie fiuta

No nie tylko fiuta - na dalszym planie są rozmazane nogi. A raczej to, co zza grubawego fiuta wystaje. A więc mamy typowego fiuta matrymonialnego. Tyle, że z treścią adekwatną do działu szukania partnera. Nie byłoby sprawy, gdyby fiut towarzyszył pięknoduchowemu anonsowi erotycznemu. Można by pomyśleć, że ktoś pomylił (świadomie lub nieświadomie) kategorię. Ale tym razem fiut jest przynajmniej świadomie matrymonialny. W sumie to nie dziwi - po głębszym namyśle. Wszak dla wielu ludzi seks jest ważną częścią związku. A dla wielu gejów seks to po prostu anal. 

Oby tylko fiut nie przesłonił temu komuś życia z partnerem, tak jak na zdjęciu przesłonił mu własne nogi :-)

sobota, 22 października 2016

Stop ciekawości

No i obtarłem się dziś o ciekawość, ale nie uległem jej. Jedna z obserwowanych przeze mnie osób opublikowała wynik testu z jakiejś aplikacji Facebooka, na temat tego na kogo wygląda ze swojego zdjęcia profilowego. Wyszło, że na Australijczyka, podobnie jak jakiś inny znajomy tej osoby. Czyżby wszystkich tam jako Australijczyków oceniano? Postanowiłem z ciekawości to sprawdzić u mnie, ale jednak nie zrobiłem tego. Trzeba było się tam bowiem na tej stronie zalogować z Facebooka

No sorry, ale ja się loguję na Facebooku tylko na Facebooku i nigdzie indziej. Nie powierzę swego loginu i hasła jakiejś aplikacji czy stronie w zamian za błazeńskie napasanie, że wyglądam na Szkota, Australijczyka czy Maorysa. Dlaczego więc ten program czy strona nie pozwalają na prosty upload fotografii celem ich oceny? Mam co do tego banalnie prostą teorię. Bo są stworzone do wyłudzania dostępu do Facebooka dla jakiś celów marketingowych. Dlatego nie zależy im na robieniu tych "wróżb" za darmo, czyli z wgranych tam zdjęć. 

Nie pierwszy raz Facebook wykorzystują jakieś "ciekawe" lub nawet naprawdę ciekawe strony lub aplikacje, z których jednak nie korzystam, bo cenię swoją prywatność. Trzeba się pogodzić z tym, że takie (czasem nawet tylko efekciarsko ciekawe) treści są związane z "zapłatą" w postaci daniny z naszej prywatności. A ja staram się moją prywatność chronić i to dla mnie jest ważniejsza niż jakaś błazeńska analiza mojej fotografii. Zresztą pewnie są też jakieś autentycznie bez kosztowe strony analizujące zdjęcia po ich wgraniu. W każdym razie ten przykład pokazuje granicę między powagą a chciwym błazeństwem tego świata.

No cóż, złodzieje tożsamości także bywają pomysłowi :-)

czwartek, 6 października 2016

Nice Fellow

Pamiętam Fellow z czasu gdy było na nim 9500 użytkowników. Tak, niecałe dziesięć tysięcy, a nie sto kilkadziesiąt tysięcy jak to jest teraz. Dawno temu to było. I ludzie wtedy byli inni - zdecydowane bardziej życzliwi i interesujący się sobą. To nie było takie targowisko próżności jakim jest dziś. I w tym dawnym Fellow faktycznie człowiek czuł się elementem społeczności. Bo w tym obecnym czuje się śmieciem na wysypisku. Choć i na wysypisku śmieci czasem znaleźć można perełki. 

Jednak ówczesne Fellow miało także jedną zaletę - nie zawieszało się tak jak teraz. Już przywykliśmy do tego, że Fellow wisi i nie działa. Ale niedawno miałem jeszcze ciekawszy przykład jego dysfunkcji. Otóż loguję się do Fellow, niby jestem zalogowany (pokazuje sie mój nick, status etc) ale tak naprawdę nie mogę nic zrobić, bo znów mam się zalogować. Takie dialektyczne logowanie się - działa i nie działa zarazem. Nawet próba resetu hasła nie niosła za sobą wygenerowania maila do mnie. Zatem system spieprzył się znów, ale tym razem po cichu.

Zaczynam się czasem zastanawiać czy to posiadanie profili na takich portalach jak Fellow ma sens. Teoretycznie ktoś może znaleźć mnie do kontaktu i poznania się nawet z takiego portalu - ale szansa na to jest minimalna. Z drugiej strony szansa na poznanie kogoś wartościowego na czacie lub przez anons jest tak samo minimalna. Nie jestem zaś zwierzątkiem klubowym abym miał sensowną opcję chodzenia do klubów w celu poznania tam partnera do życia. A poznawanie "partnera do darkroomu" mi nie jest potrzebne. Pozostaje więc cierpliwie czekać na moment gdy Fellow znów się naprawi.

Ten Fellow jest jak cały ten gender - niby taki wspaniały, a ciągle wadliwy.

niedziela, 1 maja 2016

W hołdzie pracy

Święto Pracy - dawniej za komuny i dziś za III RP prawie takie samo. Tylko bardziej z duchem czasu - w rytmie happeningu. Coś podobnie jak rysowanie kredą na ulicy po ataku terrorystycznym w Brukseli. Świat nie schodzi na psy - świat schodzi na happeningi. I dziś taka mała historyjka z mojego życie gejowskiego, która wydarzyła się dosłownie kilka dni temu, a którą można by na sile przyrównać do świętowania pracy. Rzecz będzie mianowicie o robieniu, czyli o pracy w pewnym sensie tego słowa.

Otóż na pewnym portalu gejowskim, na którym także mam profil, prowadzę taką działalność, że rutynowo odwiedzam profile innych osób, które pokazują się na liście ostatnio będących online, jako miniaturki zdjęć profilowych. Można oczywiście po najechaniu myszką na taką miniaturkę zobaczyć nick profilu, ale rzadko kiedy mam na to czas, bowiem gdy sama miniaturka zdjęcia profilowego mnie zaciekawi, to klikam nią od razu otwierając profil. Bardzo często wtedy okazuje się, że już tego pana odwiedzałem i wtedy wiem, że zrobiłem to ponownie. Nie zawsze zapamiętam kogoś na tyle, aby rozpoznać jego malutką z konieczności zniekształconą miniaturkę.

I jeden z takich odwiedzonych zapytał mnie mailem czemu odwiedzam go tak licznie. Więc wyjaśniłem mu, że to przypadek, bo nie kojarzę jego zdjęcia i otwieram profil ponownie. A on na to, że coś za dużo tych przypadków ostatnio. Wyczułem wrogą rozmowę, więc - z uśmieszkiem! - zaproponowałem mu, że może mnie zablokować. On napisał, że myśli nad tym. Więc poradziłem mu, aby nie myślał, tylko zrobił. I jakoś nie zrobił dotąd. No to w końcu napisałem mu, że póki nie zmieni szczęśliwie bardzo charakterystycznego zdjęcia głównego, to go skojarzę. A tak przy okazji pomyślałem sobie, jak u wielu gejów myślenie nie idzie w parze z robieniem ;-)

Ale i tak lepsze to mimo wszystko niż robienie bez myślenia ;-)

poniedziałek, 21 marca 2016

Rzeżączka

Ostrzeżenie medyczne i filozoficzna refleksja - rzadko kiedy zdarza się taki status opisowy zobaczyć u kogoś na jego profilu internetowym. Ale jednak mnie się udało taki profil dostrzec, zatem postanowiłem uwiecznić dla potomności jego status opisowy. A brzmi on następująco:

Przyczyną zwiotczałego penisa jest rzeżączka!!! By nie widzieć zwiotczałego penisa i zakażenia rzeżączką pasywi noszą często jockstrapy! Na Śląsku rzeżączka to epidemia! Leczenie przez 2 tygodnie penicyliną, doksycykliną, sumamedem!

Parszywa ta epidemia rzeżączki i jockstrapów. I zwiotczałych penisów. Rozumiem, że jak penis staje, to już nie jest zwiotczały. A to oznacza że na randce powinno się natychmiast zaglądać pod spodnie. Po pierwsze, aby przekonać się, że delikwent nie posiada feralnych jockstrapów, a po drugie - aby stwierdzić czy nie ma zwiotczałego penisa. Przyda się też GPS lub w ostateczności papierowa mapa, aby się upewnić, że nie jesteśmy na ogarniętym epidemią Śląsku.

Muszę przyznać się, że jestem noobem. Bo nie do końca wiem co to są jockstratpy. Obstawiam, że takie majtki z trójkącikiem. Takie, których nie trzeba zdejmować przy kopulacji. Zaraz sprawdzę w necie czy się nie myliłem. No - trafiłem. Ale trochę na wyczucie. W każdym razie trzeba na nie uważać. Zwiotczałe penisy atakują. 

W sumie jednak najbardziej boje się zwiotczałych umysłów :-)

niedziela, 28 lutego 2016

Ściana

Ściana to popularne określenie kresu, dojścia do takiej sytuacji, w której nie ma już wyjścia. I takie ściany czasem da się zaobserwować także w czasie poznawania ludzi. Niedawno miałem do czynienia z dość zabawnym pojawieniem się ściany tego rodzaju w odpowiedzi na mój anons internetowy. Korespondencja była dość krótka, ale w pewnym sensie ciekawa.

Ukrywający się pod nie mówiącym nic pseudonimem odpowiadający na mój anons zadał mi pytanie w jakim wieku szukam. Napisałem, że w o wiele młodszym od mojego. W anonsie podałem swój dokładny wiek. I jaka była reakcja pana odpowiadającego? Zablokowanie wątku korespondencji. Formalnie nie poprzez blokadę, ale przez samo usunięcie wątku korespondencji. No to nie odpowiem już temu panu. Fajny rodzaj ucieczki. Tak bez słowa, po prostu robiona inaczej blokada.

Odpowiedziałem tym samym. Ale przedtem zablokowałem także nadawcę. To dla jego dobra oczywiście, oszczędzę mu pisania ewentualnych odpowiedzi w przyszłości. No bo skoro tak zdecydowanie zakończył korespondencję, to już w przyszłości także na pewno nic z tego nie wyjdzie. W sumie jednak lepiej tak szybko skończyć rozmowę ową "ścianą" niż pisać długo i bez efektu :-)

No to szukam innej ściany, ale z oknem lub drzwiami ;-)

niedziela, 7 lutego 2016

Francuski piesek

Francuski piesek to określenie, które pasuje i zarazem nie pasuje do dzisiejszego posta. To synonim fircyka, ale nie o to w moim oście chodzi. To pewna gra słów, nawiązująca w pewien pośredni sposób do fircyka, a bezpośrednio do pieska, a raczej psa. Otóż osoba, którą obserwuję na Facebooku zamieściła firm z (jak zapewnia) wzruszającej reakcji psa ze schroniska dla zwierząt na odebranie go przez nowych właścicieli. I o tym chciałbym napisać.

Jeśli chodzi o wzruszenie - słabe, reakcja typowa i wcale nie jakaś super chwytająca za serce. Wręcz rutynowa. Pamiętam jak szalał mój pies gdy odbieraliśmy go po dwóch tygodniach ze schroniska dla zwierząt gdzie był hotelowany na czas mojego wyjazdu z rodzicami za granicę. Ona wariował, tarzał się po ziemi i wierzgał łapami w powietrzu z radości, skamlał ze szczęścia, po prostu to była prawdziwa eksplozja radości. Ten pies cieszy się, w porównaniu do ówczesnego mojego, prawie z angielską flegmą. Więc sam firm nie jest jakiś super rewelacyjny.

O co więc chodzi z tym fircykiem, skoro o psie już napisałem? Otóż udostępniający filmik jest bardzo zaangażowanym aktywistą KOD. I dziwi mnie, że w tak politycznych czasach pozwala sobie na taki w sumie banalny filmik, bo nawet jakoś specjalnie nie chwytający za serce - po prostu zwykły filmik o radości psa. Taka rutynowo uczuciowa zapchajdziura. I nasuwa się pytanie - czy to przypadek, czy czemuś służy? Czy to może odwrócenie uwagi od czegoś? Nie jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, ale przywykłem już (na podstawie obserwacji postów tego rodzaju ludzi), że ich działania z reguły czemuś służą. I niestety, gdy nawet robią coś normalnego, ludzkiego, to obawiam się, że może w tym być jakieś podwójne dno.

Podwójne dno - jak nie w samej treści, to w intencji jej publikacji.

czwartek, 28 stycznia 2016

Trans do dupy

Trafiłem na anons pewnej transetki w kategorii szukania partnera. Po treści anonsu zakwalifikowałbym go raczej na szukanie seks układu. Ale mniejsza o większość. Postanowiłem napisać ten post, bo moją uwagę przykuło zdjęcie, które owa trans zamieściła w swoim anonsie. Oto ono.

To tylko potwierdzenie niestety bardzo powszechnej reguły, że trans jest do dupy. I to w całkiem dosłownym znaczeniu. Mianowicie regułą jest, że trans okazują na zdjęciach takie części ciała, jak właśnie wyżej wzmiankowana dupa, ewentualnie nogi (tu mamy combo tych dwóch elementów), czasem całą sylwetkę - ale zawsze bez twarzy

Oczywiście staram się to zrozumieć. Często jest tak, że trans ukrywa się przed najbliższymi. Choć akurat wątpię, że najbliżsi będą myszkować po gej portalach aby tam szukać jej zdjęć. Chyba, że najbliżsi też są krypto gejami i tam myszkują standardowo. Ale na portalach można ukryć zdjęcia pod hasłem - i nigdy nie spotkałem trans, która miałaby pod hasłem zdjęcie twarzy. To chyba ich "choroba" - uważają że jedyną ich wizytówką jest dupa czy nogi. 

Zdjęcie w tym anonsie to tylko poglądowa ilustracja całego problemu.

sobota, 23 stycznia 2016

Platformerski Twitter?

Jakiś czas temu skasowałem mój Twitter, na którym publikowałem kiedyś wszystkie notki z tego bloga. Niedawno jednak postanowiłem założyć ponownie inne konto (mój stary nick był już zajęty) aby publikować na nim tweety ponownie, ale tym razem nowocześniej, z hasztagiem. I co mi pokazuje na dzień dobry Twitter? Do lektury czyich tweetów mnie standardowo zachęca? Zobaczmy sami.

Oto prawdziwa Trójca Twittera. Najpierw TVN24 - mistrzowie w montowaniu prawdy, półprawdy i nieprawdy. Zdecydowani i zajadli przeciwnicy PiS. Potem Radosław Sikorski, miłościwie panujący na włościach amator ośmiorniczek, którego żona tak pięknie obsmarowuje Polskę pod nowymi rządami w mediach zagranicznych. Na końcu Donald Tusk - wielki polityk europejski, który co dzień zmienia zdanie, jak to było na przykład w ostatnich dniach, gdy co innego mówił po spotkaniu z prezydentem Dudą, a co innego następnego dnia, gdy odbywała się debata o Polsce w PE.

Na pełnej liście sugerowanej przez Twitter znalazła się cala masa innych hałaśliwych przeciwników PiS, przeciwnych mu mediów (z Gazetą Wyborczą na czele). Jest z czego wybierać. Zapewne Twitter proponuje ludzi w kolejności ich twitterowej popularności, a ta na pewno należy do ludzi z poprzedniego obozu władzy, z konieczności byli aktywni na Twitterze. A może Twitter chce aby jak najwięcej ludzi ich oglądało i krytykowało? Tak czy owak, zaczynając mojego blogowego Twittera od razu wpadłem w "szemrane towarzystwo" twiterowych propozycji.

Ciekawe kiedy to się zmieni :-)

czwartek, 7 stycznia 2016

Dupa z rozmowy

Wiem, że słowo "dupa" jest dość nieprzyzwoite i nie wypada go używać aby nie zostać posądzonym o wulgarność. Ale w tym wypadku jest ono jak najbardziej dosłowne. Oto zagaduje mnie ktoś, kto ma ni mniej, ni więcej - tylko dupę w awatarze na GG. A oto dowód w postaci zrzutu ekranu. 

Rozmowa z kimś takim już na początku jest niezbyt przyjemną. Wyobrażam sobie, że w realnym świecie, na przykład na spacerze lub w kawiarni, rozmawiam nie z czyjąś twarzą, ale właśnie z tą częścią ciała. Domyślacie się, że taka rozmowa raczej nie będzie normalna i wartościowa. W rzeczy samej - ten rozmówca chciał mnie zaklepać na bardzo go interesującą wieczorną pogawędkę w czasie jego masturbacji.

Naturalnie taka perspektywa mnie nie podnieca. Owszem, podniecają mnie czasem rozmowy z ludźmi, ale nie w warstwie opowieści seksualnych. Mnie podniecają emocje, które rodzą się gdy kogoś poznaję i wyczuwam z nim bliskość. To mnie nakręca, a nie widok fiuta, dupy lub pisanie o czynnościach gimnastycznych związanych z przygotowaniem do wytrysku. 

Ale niestety łatwiej czasem trafić na GG na dupę niż na człowieka.

wtorek, 8 grudnia 2015

Stary kurwiszon

Wśród odwiedzających mnie na jednym z portali gejowskich był pewien użytkownik w wieku dwa, lub nawet trzy razy przekraczającym mój obszar zainteresowań. Nie odwiedzałem go zatem w zamian, bo nie byłem nim kompletnie zainteresowany. Ale zwróciłem uwagę na to, że on odwiedza mnie regularnie. Nie było w tym jednak nic dziwnego - widocznie szuka kogoś w moim wieku. Po prostu zapamiętałem jego (łatwy zresztą do zapamiętania) nick.

Jakiś czas potem rozmawiałem z moim kolegą i okazało się, że to jego były facet założył profile na portalach gejowskich i - można bez przesady powiedzieć - kurwi się tam. I okazało się, że to właśnie ten sam użytkownik! Sprawa się wyjaśniła, widocznie mnie pamiętał, i dlatego mnie odwiedza. Tym razem odwiedziłem jego profil.

A raczej próbowałem go odwiedzić - bylem bowiem przez niego zablokowany. No to oczywiście zablokowałem go ze swojej strony. Zawsze blokuję ludzi, którzy mnie blokują. Prosta wzajemność. Ale tego pana kurwiszona zablokowałbym i bez wzajemności. 

Jak widać, można zejść na psy w każdym wieku.

niedziela, 21 grudnia 2014

Chromony 10516

Już kilka razy trafiałem na anonse pewnego chłopaka, który pisał oraz większe ogłoszenia. I czasem je cytowałem na blogu. Ale tym razem lekko przesadził. Nawet nie chciałem zamieszczać tego anonsu jako cytatu. Ale zmierzyłem ile miał znaków - 10516.

Nie maiłem też oczywiście siły aby go czytać - ale jedyne co mi rzuciło się w oczy to chormony, do których miał jakąś pretensję. Biedne hormony - skoro anons taki gruby, to i one mają o literkę więcej :-)