Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poznawanie ludzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poznawanie ludzi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 marca 2018

Milczenie owiec

To będzie przedostatni post na moim blogu. Z pewnych powodów postanowiłem jutro mój blog zamknąć. Można powiedzieć, że jest to w miarę podobne do planowanej niedługo w kwietniu ostatniej 96 miesięcznicy smoleńskiej. Jutro wyjaśnię dlaczego dla mnie liczba 96 ma szczególne symboliczne znaczenie. I dlaczego dokładnie jutrzejsza data, zgodnie z pewną tradycją, która narodziła się 8 lat temu, będzie odpowiednia dla zamknięcia bloga. Oczywiście wszystko musi się dopełnić z liście numerologiczną precyzją - inaczej nie byłbym sobą :-)

Tymczasem opiszę jeszcze pokrótce pewne charakterystyczne dla poznawania się zjawisko, w którym zarówno niedawno w ostatniej praktyce, jak i od dawna generalnie mam do czynienia. Nazwałbym je milczeniem owiec. Ludzie, których się poznaje, z którymi ustanawia się różnego rodzaju kanały komunikacyjne i na przykład pisze z nimi na WhatsApp, Skype albo Messengerze, potrafią czasem nagle zamilknąć w komunikacji ze mną. Oczywiście może się zdarzyć, że ktoś z ważnych powodów, które są jak najbardziej do wytłumaczenia, ma przerwę w komunikacji. Tylko, że wtedy potrafi się on wytłumaczyć po pewnym czasie, gdy komunikacje wznawia. Zupełnie inaczej jest jednak w takiej sytuacji, gdy ktoś chowa głowę w piasek i nie daje znaku życia.

To jest właśnie milczenie owiec. Ostatnio spotkało mnie to od kilku osób naraz. Co wtedy robię? Nie przejmuję się taką komunikacją i po prostu ją usuwam. Skoro komuś nie zależy na poznawaniu mnie, to nie ma co z mojej strony napraszać się. Po co marnować energię na dobijanie się do kogoś, kto nawet nie ma odwagi powiedzieć Goodbye. Nauczyłem się już, że w takiej sytuacji należy po prostu najspokojniej świecie wyrzucać do kosza takie rozmowy i zapominać o nich. Jeśli ta osoba odezwie się za jakiś czas, to co najwyżej będzie się komunikację z nią i całe poznawanie zestawiało od nowa. Można powiedzieć, że podobnie jak ze zdecydowanym kończeniem przeze mnie  znajomości, które nie mają kontynuacji, będę jutro (z innych powodów) kończył mojego bloga.

I w podobny sposób - zdecydowanie ;-)

niedziela, 25 lutego 2018

Humor z Góry

Pan Bóg ma poczucie humoru. Ostatnio w ciągu kilku dni miałem tego liczne przypadki. Najpierw pojechałem do Warszawy odebrać ważne awizo z poczty. Odebrałem awizo, ale jak się okazuje zupełnie nie te, które chciałem odebrać, a takie, którego nie chciałem odebrać. Potem poszedłem do pewnej państwowej instytucji załatwiać sprawy związane z pismem, które do mnie przyszło. Okazało się na miejscu, że zupełnie nie było potrzeby fatygować się do nich, bo nie ma potrzeby nic na razie robić w związku z tym pismem w danym momencie. No to poszedłem na spacer.

A poszedłem na spacer dlatego, że chciałem jeszcze wrócić na pocztę wieczorem i odebrać kolejne awizo. Zanim bowiem poszedłem do urzędu załatwiać sprawę, musiałem wpaść do mojej rodziny po ten dokument, na podstawie którego do tego urzędu poszedłem. W skrzynce znalazłam awizo na przesyłkę, której właśnie oczekiwałem. Postanowiłem wrócić po spacerze na pocztę i odebrać to awizo wieczorem. Zimno było strasznie. Porobiłem trochę zdjęć i wróciłem wieczorem na pocztę. Awiza jeszcze nie było, więc zdecydowałem nie czekać już kolejnych trzech godzin, ale wróciłem do domu popracować. Praktycznie nic więc nie załatwiłem.

Wczoraj z kolei poznałem bardzo fajnego chłopaka, z którym fajnie rozmawiało mi się na WhatsApp. Wyszedłem na zakupy i wróciłem potem do domu. On na WhatsApp nie odpowiadał, ale uprzedził mnie, że będzie spał. Jakoś spał tak do końca dnia, co było dziwne. W nocy napisał mi wiadomości, że załatwia jakąś nietypową sprawę i martwi go to, że nie ma ode mnie żadnych informacji na WhatsApp. A ja mu wysyłałem wiadomości wcześniej, tylko one do niego nie doszły. Wysłałem mu także potem kolejne wiadomości i rano patrzę, że był na WhatsApp, ale wysłane przeze mnie informacje znów nie dotarły do niego. Kolejny przykład na poczucie humoru Pana Boga - poznałem kogoś bardzo fajnego, ale technicznie nie mogę się z nim teraz skontaktować.

Czasem myślę o tym, co byłoby warte życie bez tych wszystkich problemów :-)

sobota, 24 lutego 2018

Dyskretny związek

Skoro wczoraj wrzuciłem na blogu temat ukrywania się, to dzisiaj warto temat ten pociągnąć i zastanowić się nad nieco innym rodzajem ukrywania się, które pewne osoby propagują na czacie. Chodzi bowiem o tak zwany dyskretny związek. To bardzo ciekawe pojęcie. Teoretycznie wydaje się to oksymoronem - niczym gorący lód. Jeżeli mamy związek, to powinien być związek autentyczny, a w jego najpełniejszej postaci połączony z życiem razem. Jak w tym przypadku robić z tego dyskretny związek?

Jeśli ktoś ma na myśli dyskretny związek w sensie nie obnoszenia się z nim wszem i wobec, to oczywiście nie jest to żaden problem. Sam nie jestem zwolennikiem pokazywania wszystkim naokoło że jestem gejem. Po prostu z natury swojej nie lubię się wyróżniać z tłumu i wolę być na zewnątrz pozornie szarym, typowym człowiekiem. Jeśli ktoś zaś ma na myśli dyskretny związek jako związek ukrywany przed rodziną, to oczywiście rozumiem motywy wielu osób, zmuszonych do tego rodzaju postępowania. Nie każdy ma rodzinę i czas swojego życia pozwalający na przyznanie się do swoich prawdziwych życiowych preferencji, czyli tak zwany coming out.

Nie mogę jednak się oprzeć wrażeniu, że dla niektórych osób istnieje takie coś, jak dyskretny związek polegający po prostu na byciu ordynarnym seks układem, wyjątkowo mocno zakłamanym i zamaskowanym ze względu na to, że osoba w tym dyskretnym związku jest równolegle w związku małżeńskim i zdradza żonę. W tym przypadku określenie dyskretny związek jest raczej obrazoburcze. O wiele lepiej brzmi określenie dyskretny kochanek lub dyskretny układ. Ale na czatach gejowskich bardzo wiele osób używa określeń przejaskrawionych po to, aby niczym listkiem figowym przykryć nimi mizerię ich sytuacji.

W takim przypadku dyskretny związek jest wytworem "dyskretnej" inteligencji.

piątek, 23 lutego 2018

Lotnik kryj się

No ciekawych ludzi można bardzo często wpaść w czasie rozmów na czacie, ale niejednokrotnie są to niestety ludzie ciekawi-inaczej. Niedawno rozmawiałam z chłopakiem, który pochodził z Dęblina. Skojarzyło mi się to oczywiście ze szkołą lotniczą. Powiedziałem mu o czymś, co akurat wiąże się z Dęblinem i jest w związku z moją rodziną. A potem zapytałem go o to, czy uczy się, czy już pracuję. Okazywało się, że uczy się właśnie w owej lotniczej Szkole Orląt.

Teoretycznie było to możliwe, ale jakoś intuicyjnie wyczułem, że może to nie być prawda. Na pewno nie potwierdził tego zdjęciem mundurze i ze szkolnego lotniska, bo w odpowiedzi na moje zdjęcie nic nie wysłał. Być może faktycznie jest przyszłym pilotem i służyć będzie przez 15 lat w różnych formacjach lotniczych. Pomyślałem sobie, że gdyby to była prawda, to ciężko byłoby z nim żyć. Bo trzeba byłoby albo przykleić się do niego i mieszkać razem z nim przy jego jednostce wojskowej, albo mieć własne mieszkanie lub dom i widywać się z nim raz na jakiś czas. Jak na 15 kolejnych lat życia, to słaba perspektywa.

Jest takie wojskowe zawołanie - lotnik kryj się! Akurat oznacza ono alarm przeciwlotniczy. Tym wypadku zaś oznaczało to, że mój dębliński lotnik, albo raczej dęblińskie orlątko, sam się ukrył przed dalszym poznawaniem dlatego, że oczywiście wzorem bardzo wielu ludzi na czacie nie posiadał komunikatora internetowego, którym można by kontynuować komunikację. Zadziwiające, ilu ludzi szuka do związku, a jednocześnie nie robi nic, aby zabezpieczyć komunikację niezbędną do poznania się w tym celu.

 A ten lotnik faktycznie się ukrył :-)

poniedziałek, 19 lutego 2018

Powtórka z rozrywki

To, co się wydarzyło wczoraj wieczorem, można określić jedynie jako powtórkę z rozrywki. Ale w wersji mega. Prawdopodobnie zawinił tutaj Supreme Leader Snoke i jego gigantyczny star destroyer Supremacy. Oglądałem bowiem VIII część Gwiezdnych Wojen i mam wrażenie, że jest to film trochę bardziej chaotyczny niż siódma część, choć ma swoją logikę. Ale nawiązuje oczywiście do "Imperium kontratakuje", przynajmniej jeśli chodzi o stan rebelii. Bo przeciwieństwie do "Imperium kontratakuje" stan złej strony znacząco się w wyniku tego filmu zmniejszył. Taki dobry znak współczesnych czasów ;-) Ale do rzeczy, jeśli chodzi o poznawanie chłopaka, a nie gwiezdną sagę...

Po filmie napisałem jeszcze coś miłego do poznawanej przeze mnie osoby i położyłem się spać. Kilka dni temu poznałam wspaniałego chłopaka, z którym związałem nadzieję na zbudowanie czegoś, tym bardziej, że nie ulegaliśmy stylistyce rozmów, którą charakteryzowały się poprzednio zawierane znajomości, oczywiście nieudane. To była pozytywna odmiana. Tymczasem dostałem właśnie od tego chłopaka odpowiedź. Otwieram komunikator na telefonie i patrzę - odpowiedź jest na 3 lub 4 telefoniczne ekrany. Najdłuższa jednorazowa odpowiedź na internetowym komunikatorze, którą w życiu otrzymałem. I oczywiście negatywna.

Na tej zasadzie, że bardzo żałuję, jesteś wspaniałym człowiekiem i ogólnie wiele dzięki tobie zyskałem, i w ogóle super, ale razem raczej być nie możemy. Moja reakcja była bardzo spokojna. Przywykłem już do tylu takich sytuacji, że nie robią na mnie wrażenia. Wcale nie byłem zły na tego chłopaka - w takiej sytuacji zawsze mogę być zły na siebie, zarzucać sobie samemu to, że zapoznałem niewłaściwą osobę lub też w niewłaściwy sposób zainwestowałem w jej poznawanie  pewne uczucia. Ale nie mogę sobie darować skojarzenia tego z powtórką z rozrywki. Kilkanaście miesięcy temu ktoś inny zerwał ze mną podobnie przez komunikator, ale tamta osoba nie miała odwagi potem się odzywać. Z tym chłopakiem zaś miło sobie podpisałem jeszcze przed zaśnięciem. I na pewno zostaniemy dobrymi przyjaciółmi.

Jak widać porażka może przybierać coraz bardziej pozytywny charakter :-)

sobota, 17 lutego 2018

Ryjki i ryjówki

Dziś chciałbym napisać o ciekawym przypadku, który nazwałem ryjki ryjówki. Trafiło mi się to kilka dni temu. Najpierw poznałem kogoś, kto zagadał mnie z anonsu. Teoretycznie był jeszcze w moich widełkach wiekowych, ale coraz bardziej zbliżał się do ich wyczerpania. Oczywiście człowiek to nie cyferki wieku, ale osoba jako taka. Liczy się jego wygląd i charakter. Wygląd nie po to, abym był księciem z bajki szukającym niestworzonego ideału. Po prostu niektórzy ludzie mają zbyt dojrzały wygląd i najzwyczajniej emocjonalnie mnie blokują - nie jestem w stanie się do nich przełamać.

Charakter zaś może być również powiązany z wiekiem. Być może mam w sobie trochę więcej (a szczerze mówiąc - zdecydowanie więcej) wewnętrznej młodości niż moi rówieśnicy i dlatego niezbyt dobrze również czuję się z nimi pod względem emocjonalnym. Zapewne w porównaniu do nich mam więcej optymizmu w sercu, mniej zgorzknienia i poszukuję kogoś, kto miałby podobną kompatybilną duszę. W każdym razie mój rozmówca wreszcie zainstalował WhatsApp i tam zagadałem go. Nie doczekałem się jednak odpowiedzi, bo poszedłem niedługo potem spać. Wstałem w środku nocy, gdyż nie mogłem zasnąć. Zobaczyłam, że mój rozmówca uzupełnił zdjęcie profilowe i okazało się, że jego twarz bardzo blokuje mnie emocjonalnie. Można powiedzieć, że wręcz była karykaturalnie dobrana w taki sposób, aby mnie kompletnie zablokować. Niestety ryjek okazał się trudnym do pokonania. Zaś co do charakterów, pewnie też okazałoby się, że nam się one coraz bardziej rozjeżdżają.

Niedawno miałem też do czynienia z ryjówką. Tak z kolei nazwałbym chłopaka o (z kolei) bardzo ładnym wyglądzie i ślicznych oczach, ale niezbyt lotnego umysłowo. To nie ja go zagadałem, bo nie szukam nikogo odkąd poznałem pewną ciekawą osobę, ale on odezwał się do mnie. Choćby z grzeczności wypadało z nim porozmawiać. W czasie początkowej rozmowy zadałem mu bardzo prostą zagadkę, na którą stosunkowo łatwo jest odpowiedzieć. Odpowiedź składała się z dwóch części. Pierwszą trafił bezbłędnie i drugą przez analogię równie łatwo można by odgadnąć, ale najwyraźniej kompletnie nie był w stanie do tego się zmobilizować. W efekcie musiałem mu podpowiedzieć. Nie lubię podpowiadać rzeczy oczywistych, bo sugeruje to, mam do czynienia z niepełnosprawnym umysłowo. Niestety dalsza rozmowa tylko to potwierdziła - nie tyle w sensie bezpośrednich wpadek mojego rozmówcy, ale dlatego, że po prostu nie był w stanie o czymkolwiek ciekawie porozmawiać.

To tylko pokazuje, że tamten chłopak (którego niedawno poznałem) naprawdę jest najbardziej wartościowy - i to na skalę poznawania ludzi, jakie miałem w ostatnich kilku latach.

środa, 14 lutego 2018

Kleistość

Skoro dzisiaj Walentynki, to wypadałoby napisać coś o miłości lub też o poznawaniu do miłości, czyli do związku. Niedawno wymyśliłem rozmowie z pewną bardzo fajną osobą właśnie te określenie, które stało się tytułem dzisiejszej notki. Kleistość to taki styl rozmawiania z kimś dopiero co poznanym, który charakteryzuje się niejako przyklejaniem się do tej rozmowy różnego rodzaju erotycznych skojarzeń i fantazji. Bardzo łatwo taka "kleista" rozmowa przyciąga różnego rodzaju erotyczne pomysły, skojarzenia i emocje. Są one oczywiście w trakcie takiej rozmowy wyrażane i w efekcie tego rozmowa balansuje na granicy cyberseksu.

Być może w wielu przypadkach fragmentów rozmów, które w ciągu ostatnich dwóch tygodni prowadziłem z kolejnymi (jak się potem okazywało) bajkopisarzami, takie elementy cyberseksu po prostu się pojawiały. Brnąłem w nie z pełną świadomością tego, że prowadzę rozmowę w sposób, który nie jest zgodny z moją praktyką rozmawiania. Jednak emocje wzbudzane przez rozmowę z drugą osobą, podsycane również przez drugą osobę sprawiały, że tego rodzaju komunikacja w praktyce była do zaakceptowania. Potem, gdy się okazywało, że osoba z którą rozmawiałem jednak nie jest odpowiednia, łatwo było mieć do siebie pretensje o to, że za bardzo popłynęło się w rozmowie w stronę tematów intymnych.

Ostatnio poznałem bardzo fajnego chłopaka, z którym rozmowa nie jest kleista. Mimo, że odczuwam do niego, coś co trudno mi zdefiniować - są to z jednej strony bardzo pozytywne emocje, ale z drugiej strony emocje, które nie porywają mnie do płytkich erotycznych wynurzeń. Jest to coś głębszego i mniej hałaśliwego, a być może dzięki temu o wiele bardziej zapadającego w serce. Ani ja, ani on nie mamy potrzeby odpływać w dość płytkie erotyczne uniesienia w trakcie rozmów. Bardzo dobrze świadczy to na przyszłość, bo życie nie składa się wyłącznie z seksu ani rozmawiania o seksie nawet, jeśli jest się bardzo zakochaną w sobie parą. Rozmawia się za to o wielu codziennych sprawach, jak to jest zwyczajnie w życiu.

I właśnie mam nadzieję, że na taki styl rozmowy i z takim człowiekiem trafiłem.

sobota, 10 lutego 2018

Cynizm

Na fascynujący przykład cynizmu trafiłem niedawno na czacie. Co najciekawsze, był to cynizm w moim własnym wydaniu - a przynajmniej tak zostałem określony przez mojego rozmówcę. Rozmowa była na czacie prywatnym, na którym szukam partnera do związku. Ale w trakcie rozmowy ujawniłem, że robię masaże, natomiast mój rozmówca napisał, że chętnie by na masaż się udał. Między innymi zapytał mnie o to, czy masuję klientów ubranych. Odpowiedziałem mu w bardziej ozdobny sposób, że przecież bez ubrania nie da się robić masażu, prawda?

I mój rozmówca zaczął się tego czepiać. Wałkował rozmowę w tym kierunku i tak zaczęliśmy brnąć w rozmowie w zastanawianie się nad różnymi duperelami, zupełnie nie mającymi praktycznego sensu. Wygarnąłem mu wreszcie to czepianie się niepotrzebnych szczegółów. Mój rozmówca zaś odpowiedział mi, że to jego reakcja na mój cynizm. Okazało się, że bardziej obrazowe wyjaśnienie kwestii nagiego lub też ubranego masażu było cynizmem. Zdziwiła mnie ta kreatywna definicja, ale za to coraz bardziej irytowało mnie to, że rozmówca będzie się czepiał kolejnych rzeczy. Oczywiście bardzo szybko zrezygnowałam z tej rozmowy, bo była ona po prostu bez sensu.

Jaki jest bowiem sens poznawania kogokolwiek do jakiejkolwiek relacji, jeśli mamy świadomość tego, że osoba ta mogłaby się czepiać nas w realnym życiu z byle powodu? Kto chciałby być z kimkolwiek, z kim ryzykowałby jakikolwiek spór lub kłótnie z powodu, którego nawet nie sposób przewidzieć? Teoretycznie wystarczyłoby cokolwiek zrobić nie tak - a na dodatek nigdy nie byłoby wiadomo, jak należy zrobić na "tak" - aby narazić się na krytykę. Z takimi ludźmi, z którymi nigdy nie wiadomo jak postępować, nie opłaca się w ogóle tworzyć żadnej sensownej relacji. Na szczęście w porównaniu do moich poprzednich wielogodzinnych rozmówców, ta rozmowa miała jedną istotną zaletę.

Przynajmniej była krótka.

piątek, 9 lutego 2018

Bez żalu

Bardzo przydatną cechą mojej osobowości jest to, że jak mawiam posiadam dwa procesory - jeden w sercu i drugi w umyśle. Ten w sercu mam po matce, a ten w umyśle po ojcu. Jeśli serce jest zranione, to umysł wtedy przejmuje kontrolę i prowadzi mnie dalej. Jeśli umysł jest w konfuzji, to serce często podejmuje decyzje w oparciu o intuicje i przeczucia. Bardzo dobrze oba te ośrodki decyzyjne się uzupełniają i współpracują ze sobą. Niedawno przydało mi się to przy kończeniu pozornie dobrze zapowiadającej się znajomości.

Ostatnio mam urodzaj poznawania ludzi, z którymi świetnie się rozmawia, ale niestety z tych rozmów nie wychodzą wartościowe znajomości. Natomiast nie zawsze są to rozmowy krótkie, na które poświęca się niewiele czasu i energii. Te dwa ostatnie przypadki to były rozmowy dość długie, wyczerpujące, angażujące bardzo serce, a jednak w konsekwencji (jak się okazało) zupełnie niepotrzebne. Szczególnie ostatnia znajomość była denerwująca dlatego, że mój rozmówca przeszedł praktycznie wszystkie etapy weryfikacji, które powinny zatrzymać bajkopisarza. W sumie nie okazał się bajkopisarzem - co przynajmniej pozytywnie wskazuje na skuteczność mojego systemu zabezpieczeń.

Byłaby z poznawania go może dobra znajomość, ale po prostu poróżniliśmy się w ocenie pewnych spraw i trzeba było ładnie zapowiadającą się relację po prostu zakończyć. Ja przy okazji zorientowałem się, że niepotrzebnie puściłem moje serce na zbyt duże obroty emocjonalne i dzięki temu w trakcie poznawania tego człowieka świadomie przekroczyłem pewne swoje standardy postępowania, które staram się zachowywać. Jak się okazuje, było to zupełnie niepotrzebne, a przy okazji w pewnym sensie wyszedłem na głupka wobec samego siebie. To jednak bardzo ważna życiowa nauka, aby w przyszłości unikać takich sytuacji, po których mógłbym tylko do siebie mieć pretensje. Dzięki temu być może kolejne poznawane osoby nie będą w stanie na razie niepotrzebnie angażować mojego serca tam, gdzie nie jest to sensowne.

Na szczęście zakończyłem tę znajomość bez żalu, bo przekonałem się bez dwóch zdań, że po prostu nie warto było jej kontynuować.

środa, 7 lutego 2018

Troll

Przywykłem do tego że trolling jest jakimś złośliwym działaniem służącym przeszkadzaniu innym osobom w sieci lub też wyrażeniu jakiś poglądów w sposób nieodpowiedni z punktu widzenia współczesnej kultury komunikacji i sieciowej etykiety. Jednak nie wpadłem na pomysł, że trollingiem można określić szukanie kogokolwiek do związku.

A tego typu posadzenie pojawiło się w rozmowie z kimś, kto bardzo mocno (jak większość ludzi na czacie) akcentował różne erotyczne kwestie związane z relacjami męsko męskimi. Innymi słowy miał erotyczne skrzywienie i bez przerwy drążył ten temat. Kiedy wyjaśniłem mu, że interesuje mnie relacja głębsza i bardziej wszechstronna niż jedynie sama erotyka, zostałem właśnie posądzony o bycie trollem. Przyznam się szczerze, że bardzo mnie to ubawiło.

Od lat widać, że nasz świat zaczyna wariować. Między innymi dlatego, że nadaje się przewrotne znaczenia różnym słowom i - jak to mawiają w znanym powiedzeniu - odwraca się kota ogonem. Jak się okazuje, tego typu moda dotarła również na czata. Już nieraz spotykam się z ludźmi, którzy rzekomo szukali przyjaźni, a rozumieli pod tym zwykły seks układ. Teraz zupełnie nowe znaczenie nabrało słowo trolling.

Chociaż w sumie ten człowiek miał rację - bo na czacie, na którym wszyscy praktycznie mówią o seksie, ktoś kto mówi o związku jest faktycznie jak troll ;-)

wtorek, 6 lutego 2018

Zasrana gąska

Już byłem w ogródku i witałem się z gąską, a gąska jedynie zesrała się. Tak można byłoby podsumować poznawanie pewnego chłopaka, z którym zetknąłem się na czacie. Z czata przeszliśmy na gadu-gadu i tam bardzo wiele pisaliśmy. W ciągu dwóch dni prawdopodobnie zużyliśmy około 20 godzin na komunikowanie się - i to wyłącznie przez gadu-gadu. Mój rozmówca podobno utopił telefon w basenie (co mogło mieć swój sens dlatego, że według swojej deklaracji pracował jako ratownik) i dlatego nie mógł ani rozmawiać przez telefon, ani używać WhatsApp, a nawet z tego powodu nie chciał podać mi numeru telefonu.

Ta ostatnia ostrożność szalenie mnie zdziwiła dlatego, że nawet gdyby jego karta SIM została zniszczona w wyniku zwarcia powstającego w trakcie wpadniecie telefonu do basenu, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby bardzo szybko wyrobić sobie duplikat karty i dalej móc korzystać ze swojego numeru. Być może (jeśli założyć, że człowiek ten był bajkopisarzem) obawiał się on po prostu tego, że znając jego numer będę starał się do niego zadzwonić i łatwo zorientuję się w tym, że bynajmniej jego numer nie jest wyłączony, tak jakby sugerowała jego opowieść o zalanym telefonie. Osoba, która pragnie poznać się do związku i wydaje się tak entuzjastycznie do nas adekwatna, nie ograniczy się wyłącznie do gadu-gadu, ale chętnie będzie się starała porozumieć przez telefon nawet wtedy, gdyby  utopiła swój własny aparat.

Co za problem bowiem przełożyć kartę SIM do innego telefonu i wykonać rozmowę? Jeśli nawet karta jest uszkodzona, to można polecieć jeszcze tego samego dnia do salonu swojego operatora i uzyskać duplikat, który po pół godzinie będzie działał. Zawsze wydawało mi się, że im bardziej czujemy się do siebie adekwatni, tym chętniej będziemy chcieli usłyszeć głos drugiej osoby, o ile nie możemy spotkać się osobiście ze względu na to, że mieszkamy w miastach odległych o kilkaset kilometrów. Tymczasem po podniesieniu przeze mnie tematu zadzwonienia do niego przez telefon, mój wspaniale adekwatny do mnie rozmówca po prostu przestał się odzywać na Gadu Gadu. Gdy piszę te notkę upłynęła już ponad doba od jego milczenia, a to bardzo wyraźnie sugeruje, że albo uległ jakiemuś autentycznemu wypadkowi, albo po prostu jest kłamcą, który podwinął ogon i uciekł. Jeśli czytacie już tę notkę na blogu, to oznacza że na pewno uciekł, gdyż od tego momentu upłynęły cztery doby.

Na szczęście z takimi tworzącymi fałszywe nadzieję kontaktami potrafię się rozstawać także bez żalu.

środa, 31 stycznia 2018

Komunikacja (nie)doskonała

Ostatnio blog wraca do formy, którą powinien posiadać jako blog gejowski dlatego, że coraz więcej piszę o różnych ciekawych i często negatywnych aspektach gejowskiej komunikacji. Ale oczywiście życie dostarcza mi tematów do bloga i to dostarcza każdego dnia. Ostatnio w ciągu jednego dnia zderzyły się dwa wydarzenia, które na blogu opisuję - o jednym, czyli o telefonującym bajkopisarzu, wspomniałem we wczorajszej nocce. Pora opisać inny bulwersujący dla mnie temat komunikacji (nie)doskonałej.

Na jednym z portali, na którym zamieściłem swoje ogłoszenie, odpisał mi facet nieco ode mnie starszy, a więc taki, który ze względu na moje widełki wiekowe i praktykę poznawania ludzi powinien być skreślony z góry. Jest bowiem bardzo duża szansa na to, że w tym jego wieku będzie mnie blokował emocjonalnie. Tymczasem z człowiekiem tym świetnie się zaczęło pisać nie tyle dlatego, że mieliśmy wiele ciekawych rzeczy do obgadania, ale dlatego, że on bardzo starannie odpisywał i uczepił się mnie z tą komunikacja jak rzep psiego ogona. Okazało się że posiada również mój ulubiony WhatsApp i tam mogliśmy przejść z wymianą myśli.

I tu się zaczęła komunikacja (nie)doskonała. Facet bowiem odzywał się bardzo często i rzeczywiście wzorowo komunikował się ze mną wykazując chęć podtrzymywania kontaktu. Gdy jednak doszło do wymiany zdjęć wiedziałem już, że nie jest w moim typie. Odtąd im komunikacja z nim była staranniej realizowana i podtrzymywana, tym bardziej mnie po prostu irytowała. Wiedziałem bowiem, że tak naprawdę tracę czas na rozmowę z kimś, z kim ani sama rozmowa nie była ciekawa i porywająca merytorycznie, ani też nie wiązała z tą osobą zbyt wiele nadziei. A ściślej - nie wiązała żadnych nadziei.

Jednak Pan Bóg ma poczucie humoru, bo czasem kompletnie stawia na głowie to, czego oczekiwałbym od życia - taka komunikacja byłaby wymarzona z autentycznym kandydatem na partnera.

wtorek, 30 stycznia 2018

Teraz tele

Właśnie pod takim wspaniałym nickiem zagadał mnie na czacie chłopak w odpowiedzi na mój głos o tym, że szukam partnera do związku. Przyznam się, że to dość nietypowe, aby człowiek mający nick wskazujący jedynie na chęć telefonowania w danej chwili szukał długotrwałej relacji. Okazuje się, że jednak jest to chłopak podobno szukający związku i bardzo chętnie chcący właśnie zadzwonić w celu obgadania tej sprawy.

Zapytałem go więc rutynowo o to, czy posiada WhatsApp na swoim numerze telefonu. Gdyby posiadał WhatsApp, to podałbym oczywiście swój numer, z którego korzystam także przy WhatsApp. Jednak nie posiadał tego komunikatora, więc podałem mu mój zwyczajny numer masażowy, który rozdaję bardzo chętnie każdemu, kto tylko o niego poprosi. Trochę potrwało, zanim on do mnie zadzwonił, ze względu na różne okoliczności techniczne, ale w końcu mogłem odebrać telefon.

Nie była to jakaś rozmowa wyraźnie ukierunkowana na seks, choć również o temacie erotycznym się rozmawiało. Co stosunkowo mnie zdziwiło to fakt, że kilka razy w trakcie tej rozmowy się rozłączał. W sumie do niczego sensownego żeśmy nie dotarli i w końcu po ostatnim jego rozłączeniu nie odezwał się już. Coś mi się wydaje, że jednak to był bajkopisarz, który pragnął po prostu zwalić sobie konia w trakcie rozmowy telefonicznej pomimo, że rozmowa nie była jakoś nadmiernie erotyczna. Być może on jednak po prostu walił konia rozmawiając ze mną, a rozłączał się wtedy, gdy musiał zintensyfikować walenie.

Niestety, z takim jego nickiem na czacie trudno znajdywać inne wytłumaczenie.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Afgański chart

Czasem trafiają się w czasie rozmów na czacie nie lada interesujące pogawędki. Jakiś czas temu poznałem na czacie zodiakalnego skorpiona, co z naturalnych względów mnie bardzo elektryzowało dlatego, że skorpion jest znakiem zodiaku który mnie najbardziej nakręca. Ten chłopak był żołnierzem i służył w jednostce wojskowej w pewnym polskim mieście. Jednak okazało się, że w praktyce znajomość z nim się nie udała, bo po prostu urwał się kontakt.

Niedawno miałem znowu rozmowę z chłopakiem, który okazał się zodiakalnym skorpionem i przesłał mi zdjęcie w mundurze. Wydawało mi się, że jest podobny do tamtego chłopaka i faktycznie okazało się, że służył w tym samym mieście. Jednak tym razem dostąpił nie lada zaszczytu, ponieważ (jak sam napisał) służy w naszej jednostce w Afganistanie. Oczywiście nie uwierzyłem kompletnie, bo zastanawiałam się, w jaki sposób siedziałby na czacie będąc w afgańskiej bazie - choć na pewno mają tam WiFi i jest to możliwe, ale kto by tam zaprzątał sobie głowę czatem? Wątpię, czy tam się czatuje i to na gej czatach.

Poprosiłem go więc o udowodnienie tego, że służy w Afganistanie. A udowodnić to może posyłając swoje zdjęcie tej części świata. On najpierw protestował mówiąc, że to wszystko jest tajne, więc odpisałem mu, że zdjęcie z jakiejś nietajnej części bazy lub cywilnej miejscowości, w których nie obowiązuje zakaz fotografowania, nie jest trudno wykonać. Wreszcie przysłał mi jakieś zdjęcie, w którym oczywiście nie można go było rozpoznać. Bardzo szybko sprawdziłem w Google, że jest to fotografia wzięta z netu, wykorzystywana zresztą w kilku polskich serwisach informacyjnych. A zatem definitywnie chłopak jest kłamcą i bajkopisarzem. Bo poprzednio był tylko bajkopisarzem.

Po raz pierwszy jednak miałem do czynienia z bajkopisarzem afgańskim :-)

środa, 24 stycznia 2018

Debil-00

Przeogromny mamy obecnie urodzaj debili. Wczoraj debilem byłem ja, ponieważ popłynąłem w rozmowie w idiotyczny sposób i zniechęciłem tym samym kogoś - to moja wina i tylko ja za to ponoszę odpowiedzialność. Dziś dla równowagi i mamy debila, którym jest ktoś inny, ale za to debil z niego pierwszorzędny pod pewnym względem - zresztą ocenicie sami. Rozmawiam z kimś na czacie i poznajemy się, być może do związku. W takiej sytuacji wysyłam swoje zdjęcie, aby druga osoba mogła ocenić, czy jestem w jego typie. Uważam to za rzecz całkowicie oczywistą, a poza tym pragmatyczną, bo jeśli nie jestem z czyimś typie, to oszczędzam sobie dalszej rozmowy.

Tym razem widocznie byłem w typie mojego rozmówcy, ale okazało się, że mój rozmówca nie posiada zdjęcia, które mógłby wysłać. No cóż, bardzo przykre. Niezbyt lubię ludzi nie wychodzących naprzeciw przy poznawaniu się. Oczywiście rozmówca powoływał się na moją wcześniejszą rozmowę, w której podkreślałem, że liczy się głównie charakter. Podałem mu więc swoją skalę - wygląd 1% wartości człowieka, urok osobisty 9%, charakter 90%. Ale nawet ten 1% może zepsuć wszystko, prawda? W sumie wybaczyłem mu ten brak zdjęcia. Jeśli chce się spotkać, to nie ma problemu, ale musi przyjechać do mnie, bo ja nie fatyguję się do osób anonimowych z twarzy. Jeśli one chcą ryzykować, to niech same przyjeżdżają.

Podałem mojemu rozmówcy numer telefonu celem umówienia się na spotkanie. A ten odpowiada mi, że nie podaje na tym etapie numeru telefonu i będzie umawiał się mailem. Tym razem już się wpieniłem. Napisałem mu, że nie spotykam się z kimś, kto umawia się maila, chcę mieć bowiem bezpośredni kontakt do niego, bo w każdej chwili coś może wypaść, nawet na ostatnią chwilę, a wtedy email nie wystarczy do odwołania spotkania. Brak zdjęcia można wybaczyć, jeśli ktoś chce zaryzykować przyjazd do mnie. Ale umawianie się na spotkanie mailem jest po prostu obraźliwe. Nie muszę tłumaczyć, że nic z tego spotkania nie wyszło. Nazywam to syndromem obiadowym - ktoś mówi, że niby jest bardzo głodny, ale gdy zapraszamy go na obiad, to okazuje się, że głód wcale mu nie doskwiera. Podobnie z tymi ludźmi, którzy rzekomo szukają do związku, ale tak naprawdę nie zależy im na wyjściu naprzeciw w poznawaniu się.

Czyli debil-00, zero realnej chęci do poznania się.

wtorek, 23 stycznia 2018

Debil-24

Rzadko kiedy mogę napisać o takim przykładzie debilizmu na czacie, z jakim miałem do czynienia wczoraj. Tym razem jednak debilem byłem ja sam, dlatego napiszę samokrytycznie o idiotyzmie, który zrobiłem. Zagaduję na głównym kanale i mówię że szukam chłopaka z całej Polski. Oczywiście jeszcze nie debilizm :-) Odpowiada mi chłopak mający 23 lata i być może szukający do związku. Być może dlatego, że jeszcze nie zdążyliśmy tego obgadać, ale on napisał, że woli starszych od siebie i sam ma 23 lata.

A ja mu napisałem swoim debilnym żartem, że szkoda iż nie ma 24 lat, bo ta liczba jest podzielna przez 12, 8, 6, 4, 3 i 2. Faktycznie, bardzo podoba mi się babilońska liczba 24, ze swoją estetyką, symetrią i podzielnością, ale oczywiście nie jest to powód do tego, żeby komuś o tym od razu na początku rozmowy pisać. Rocznikowo tamten miał 24 lata, ja zaś zacząłem mu wyjaśniać, że po prostu mam pewne dziwne podejście do niektórych liczb. Niestety widocznie znudziła mu się taka rozmowa o liczbach, bo zamknął okno rozmowy.

Niestety, nie po raz pierwszy zdarza się, że niepotrzebnie odlatuję w rozmowie na jakiś poboczny temat, w niezbyt zrozumiały żart, w jakąś poplątaną metaforę i tym podobne "kwiatki". W efekcie rozmówca się gubi i stwierdza, że rozmowa jest nieciekawa i ją kończy. Powinienem tego typu rzeczy trzymać głęboko w szufladzie mojego umysłu, a rozmowy zaczynać w bardziej ludzki, zwykły sposób i dopiero wtedy, gdy bardzo dobrze się poznamy, można będzie o takich trzecio- i pięciorzędnych w sumie duperelach rozmawiać. A póki tego nie wypraktykuję, to niestety grożą mi właśnie takie debilizmy.

Tym razem występowałem jako Debil-24 :-)

niedziela, 21 stycznia 2018

Takie buty

Mawiają, że wspólne fetysze seksualne bardzo zbliżają ludzi. Naturalnie podobne fetysze w seksie mogą bardzo pozytywnie wpływać na postrzeganie czyjejś osoby, o czym niejednokrotnie przekonałem się. Nie zawsze jednak to działa i czasem powoduje wręcz irytację. Miałem jakiś czas temu taką rozmowę na czacie. Zagadał mnie chłopak, który również szukał do związku i mieliśmy wspólną pasję do stóp. Samo w sobie mogło to być dobrą płaszczyzną do udanej relacji intymnej. Ale oczywiście udało się to zepsuć.

Ten chłopak miał bowiem miłość również do butów. Wysłał mi zdjęcia czterech par butów z prośbą, aby wskazał te, które mi się najbardziej podobają. Otóż nie podobały mi się kompletnie żadne - wszystkie były rodzajami butów garniturowych lub podobnych, katujących moim zdaniem stopy swoim niezbyt ergonomicznym kształtem. Ja zdecydowanie wolę u chłopaka trampki lub buty sportowe, w których stopa czuje się swobodnie i nie jest w ucisku. Wszystkie buty typu garniturowego, które kojarzą się z deformacją stóp, są dla mnie niekomfortowe - również jeśli chodzi o oglądanie ich na nogach innych osób.

Jednak nieopatrznie zdradziłem mojemu rozmówcy, że sam posiadam też jedną parę butów do garnituru, których zresztą prawie wcale nie używałem. On poprosił mnie, abym zrobił ich zdjęcie. Nie chciało mi się zdejmować ich z szafy i fotografować, więc odmówiłem. Wyraźnie powiedziałem mu, że tego rodzaju buty mnie nie kręcą. Dlatego noszę je tylko wtedy, gdy jest to absolutnie niezbędne - a na szczęście ostatnio garnituru nie muszę nosić. On jednak upierał się z wysłaniem zdjęcia tych butów, bo go takie buty strasznie kręciły. Coraz bardziej irytowało mnie to podejście i w błyskawicznym tempie traciłem do niego sympatię. W pewnym momencie, gdy po raz kolejny postawił sprawę na ostrzu noża, odmówiłem mu - a on się pożegnał. Tym razem odetchnąłem z ulgą.

Jak widać, sam fetysz nie sklei znajomości.

czwartek, 28 grudnia 2017

Nie wiem co napisać

Gdy zastanawiałem się nad tym, o czym dzisiaj napisać tekst na blogu, odpowiedź przyszła z zupełnie niespodziewanej strony. Gdy uruchamiam swój profil na Fellow, to z reguły przeglądam kilka losowo wybranych profili pokazanych na stronie głównej tego portalu. I właśnie jeden z profili miał za cały swój opis to, co umieściłem w tytule dzisiejszego posta. Bardzo ładny chłopaczek o gejowskiej urodzie pisze, że nie wie co napisać.

Uśmiechnąłem się, bo przyszło mi do głowy że nie musi nic pisać. Jego profil był bardzo niedawno założony i dopiero jeden komentarz pojawił się na nim, oczywiście z tekstem "super ciacho". Nietrudno się domyślić, że kolejne komentarze będą podobne określając go jako super ciacho lub też obiekt pożądany przez komentatora do analu lub innych czynności seksualnych. Uśmiechnąłem się, bo uświadomiłem sobie, jak bardzo obrazkowy jest Fellow i inne tego typu gejowskie portale. Nie trzeba nic o sobie pisać, wystarczy wyglądać w taki sposób, żeby inni cmokali oblizywali się na nasz widok.

Tym bardziej uśmiechnąłem się, gdy uświadomiłem sobie, jak ten chłopak lub inni wyglądać będą za 5 lub 10 lat. Oczywiście, nie będą mogli wtedy liczyć na żadne tak entuzjastyczne komentarze, bo już staną się już zbyt starzy dla cmokających i śliniących się. Ci zaś znajdą sobie kolejną generację do podniecania się ich zdjęciami. Niczym w filozofii Dalekiego Wschodu koło będzie się toczyć. Ale na Dalekim Wschodzie wierzą, że jest to koło czasu, u nas zaś jest to koło kapryśnej fortuny. Ta drobna refleksja sprawiła, że przynajmniej mam dobry humor z rana. W gruncie rzeczy trzeba dopatrywać się we wszystkim pozytywnych cech. A pozytywną cechą komunikacji obrazkowej jest to, że łatwiej znaleźć człowieka wartościowego.

Po prostu będzie on pozytywnie inny niż większość :-)

wtorek, 19 grudnia 2017

Zawirowania

Przy poznawaniu ludzi mogą występować różnego rodzaju zawirowania. Tak naprawdę początkowy okres to - jak niektórzy sugerują - wersja demo, kiedy staramy się być zupełnie innym niż jesteśmy naprawdę. Ja w miarę możliwości staram się nie zmieniać w tym okresie swojego postępowania dlatego, że uważam, wersja demo którą będziemy sztucznie promowali i tak prędzej czy później okaże się nieprawdziwa. Mam na myśli jednak zupełnie coś innego, gdy piszę o tych zawirowaniach związanych z początkowym poznawaniem się.

Początkowy okres poznawania się to także docieranie się i sprawdzanie zgodności charakterów. To też klarowanie w sobie wizji drugiej osoby i sprawdzanie, czy jej zachowanie trafia w nasze dopuszczalne granice tolerancji. Oczywiście jeżeli mamy do czynienia z mitycznym przypadkiem takim, że dwie osoby są idealnie do siebie podobne, to będzie wszystko idealnie pasowało. Jednak w praktyce oczywiście tak nie jest. Musimy ocenić, na ile zachowanie drugiej osoby w różnych sprawach - i to w sprawach nie do przewidzenia teoretycznie - będzie w granicach naszej akceptacji lub też poza nimi. Jeśli poznajemy kogoś, kogo całe zachowanie będzie w granicach naszej akceptacji, to może się z nim udać.

Dlatego nie jestem zwolennikiem wielkiego teoretyzowania przed poznawaniem ludzi, a nawet trudno byłoby wymyślać sensowne obszary działań, na których polu trzeba będzie tej oceny dokonywać. Kilka takich obszarów można wymienić z pamięci, ale będą to ogólniki. Tymczasem mogą być pewne rzeczy po prostu nie do przewidzenia, które mogą wpływać pozytywnie lub negatywnie na dobieranie się. Podam idiotyczny przykład wzięty z sufitu - może się okazać, że osoba poznawana jako partner ma taki zwyczaj, że śpiewa rano przy goleniu. Może okazać się, że będzie to dla nas kompletnie nie do zaakceptowania. I strasznie będzie podkopywało nasz związek. Oczywiście samo śpiewanie przy goleniu pewnie związku nie zniszczy, ale więcej takich czynników razem może już stanowić nową jakość.

A zatem poznawanie do związku to bardzo mozolne dobieranie się.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Wystarczy czuć

Poznawanie potencjalnego partnera do związku to żmudne i fascynujące zajęcie. Żmudne jest dlatego, że bardzo wiele jest fałszywych tropów i osób które wydawałoby się, że są odpowiednie, ale tak naprawdę okazuje się, że nie należą do tego poszukiwanego przez nas "ideału". Specjalnie piszę o ideale w cudzysłowie dlatego, że tak naprawdę ideał jest tylko pewnym przybliżeniem, a nie punktem ściśle określonym. Mamy więc bardziej pewien zakres idealny, niż jednoznacznie określony ideał, którego po prostu nie ma. Jeśli jednak trafimy na kogoś, kto faktycznie wydaje się być na prostej drodze do zostania partnerem, to wtedy jego poznawanie z teraz bardziej fascynujące.

I w tym zakresie wystarczy czuć - czuć oczywiście bliskość z poznawaną osobą, choć jest to troszeczkę zbyt ogólnikowe pojęcie. Bliskość, a raczej poczucie bliskości, buduje się poprzez orientowanie się w tym, że coraz więcej obszarów, które z potencjalnym partnerem dzielimy, są wspólne. Na przykład wspólne pasje mogą być wspaniałym elementem spajającym związek. Przecież niekoniecznie muszą to być pasje idealnie do siebie symetryczne, wystarczy że są podobne. Poznaję od niedawna bardzo fajnego chłopaka, z którym obaj mamy mamy pasję do gier. Nie jest ważne tak naprawdę to, czy obaj będziemy ściśle grali w ten sam rodzaj gier, lub wręcz w tę samą grę. Możemy grać w zupełnie odmienne gry, zupełnie do siebie nieprzystające. Ale jako dedykowani gracze doskonale zrozumiemy jeden drugiego.

Tak samo jest wtedy, gdy odczuwamy to, że mamy podobne lub takie same fetysze. Oczywiście to także szalenie zbliża. Doskonale rozumiemy swoje potrzeby, doskonale rozumiemy swoje wrażliwości. Doskonale wiemy, w jaki sposób rozbudzić siebie i partnera emocjonalnie. To oczywiście jest ogromnie korzystne dla udanego seksu. Ale warto pamiętać o tym, że na samym seksie nie zbuduje się związku. Trzeba mieć również bardzo wiele innych punktów zaczepienia. Nie tylko pasje, na przykład do gier, ale również podobieństwo charakterów lub też ich brak konfliktu ze sobą. Życzliwość i otwartość w codziennym życiu też się przydadzą. Wydaje się, że jest tego bardzo dużo - faktycznie jest bardzo dużo tych parametrów - ale tak naprawdę zdumiewająco łatwo układają się wtedy, gdy okaże się, że generalnie jest nam ku sobie. Oby tym razem udało się, bo naprawdę zapowiada się wartościowa relacja.

A skąd o tym wiem? Wystarczy czuć ;-)