▶︎ Podstrony bloga

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Obrotowa mowa nienawiści

Ostatnio namnożyło się tej krytyki "chamów" (czyli zwykłych ludzi) przez "elity" warszawskiego salonu. Owe "chamy" śmią jeździć nad morze, gdzie opijają się piwem, a ich dzieci wypróżniają się na wydmach, zamiast budować zamki z piasku jak nasza wspaniała opozycja. "Elita" musi dla odpoczynku przy ulubionej sojowej latte i wegańskiej diecie uciekać co najmniej w góry, lub za górami i lasami - czyli za granicę. Choć tam aż roi się od bombowych promocji, a to już nie każdemu odpowiada. Ale mnie zajmuje w tym wszystkim coś nieco innego.

Otóż gdyby ktoś ze środowisk skrajnie prawicowych lub nawet wszelkich innych popierających obecną władzę wystąpił z podobną krytyką warszawskich "elit" - to byłaby od razu potworna mowa nienawiści, szczególnie gdyby nie daj Boże skrytykował kogoś o odmiennej orientacji seksualnej. Ale gdy warszawska "elita" wylewa wiadra pomyj na "chamów", to jest tylko troska o dobro tych ludzi i całego kraju. Nie od dziś wiadomo, że lewicowo-liberalne środowiska stosują podwójne myślenie i podwójne standardy. Nazywa się to potocznie moralnością Kalego. 

Ja nazwałbym to w tym przypadku obrotową mową nienawiści. To tak, jakby mieć coś umieszczone na obrotowej osi i oświetlone z jednej strony. Jeśli obraca się to w jedną stronę, to mamy oświetlone, a jeśli w drugą - to zostaje niewidoczne w cieniu. "Elity" samowolnie przyznają sobie prawo do jedynie słusznej oceny i pouczania innych. To znana od lat choroba lewicy - ona musi pouczać innych, bo wie lepiej niż oni, co dla nich dobre. Na tym polegają przecież te opętańcze lewicowe eksperymenty społeczne - tworzenie nowego, wspaniałego świata, który dziwnym trafem jakoś nigdy się nie udaje. 

Biedna "elita" dopatrując się defekacji na wydmach nie zauważa jak bardzo odświeżony inaczej ma własny salon ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz