▶︎ Podstrony bloga

czwartek, 16 października 2014

Mistrz recenzji

Wielki Redaktor potrafi wybrać wspaniale teksty, utworzy, cytaty. zabawia tym publiczność, ukazuje głębie swoich kulturalnych zainteresowań. Jest jak lew salonowy, zawsze gotów wyciągnąć z rękawa bukiet kwiatów, zawsze potrafi dobrać wspaniałe dzieło do najzwyklejszej nawet chwili. Ale co kryje się za tą wspaniałą sceną?

Ale po drugiej stronie tej monumentalnej sceny i fascynującego przedstawienia jest bagno. Tkwią w nim gnijące myśli i zapiekłe urazy. To one przyciągają takie, a nie inne elementy pokazu. To one dyktują wybór. A jeśli po drugiej stronie jest osoba emocjonalnie zaangażowana i zarazem inteligentna oraz wrażliwa - to on potrafi wyczytać to, co w tym pozornie niewinnym przekazie jest skierowane osobiście do niej. Nie jako kwiaty, ale jako igły bijące prosto w serce.
 
To swoista tortura. Formalnie mamy do czynienia z jakimś niewinnym utworem albo recenzją. Na niewinny temat. Ale gołym okiem widzimy w nim nawiązania do nas. I co gorsza są to nawiązania często ironiczne, złośliwe, a nawet destrukcyjne. Ktoś po prostu bije nas w białych rękawiczkach. Dla postronnego obserwatora pisze sobie a muzom (szczególnie gdy ten obserwator nie widzi komunikacji z drugiej strony owego przedstawienia), ale ten kto ma wiedzieć - wie o co chodzi. Bo na 99% to nie jest przypadek, ale zamierzony, najczęściej złośliwy przekaz.

Faktycznie - taka zawoalowana recenzja czyjegoś życia - ale po mistrzowsku podana w tchórzliwym sosie, bez odwagi napisania wprost.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz